Kolor zbrodni – (Korespondencja specjalna z Nowego Jorku i San Diego)

Henryka Pietrzak z Brooklynu ma dość życia. W kraju amerykańskiego snu przeżywa dantejskie piekło. Piekło zgotowali jej zbrodniarze, którzy sami niewątpliwie powinni tam trafić. Być może się tak stanie, bo za to, co zrobili, grozi kara śmierci.

W dzień polskiego Święta Niepodległości kobieta siadła i napisał list do… Bracka Obamy, w którym, zaciskając zęby, najspokojniej jak potrafi pisze:
Już po napisaniu przypomni sobie, że być może powinna dodać, że w przeddzień swej męczeńskiej śmierci syn i synowa korespondencyjnie oddali swoje głosy na adresata listu, Baracka Obamę. Byli nim zafascynowani.
Zielona karta…

… wygrana na loterii wizowej w 1993 roku miała odmienić ich życie. Pietrzakowie przyjechali do Ameryki z synem Janem Pawłem i córką Alicją w 1994 roku, kiedy matka wygrała „zieloną kartę” na loterii wizowej. Trafili na Brooklyn do dzielnicy Bensonhurst. Chodzili do pobliskiego kościoła św. Franciszki de Chantal, gdzie Janek był bierzmowany. Z dumą wszystkim opowiadał, że imiona ma po papieżu.

A pierwszego z nich nie pozwalał wymawiać jako „Dżon”, tylko w oryginalnym polskim brzmieniu. Równocześnie czuł się Amerykaninem. Po ataku 11 września 2001 roku postanowił, że wstąpi do US Marines. Kiedy skończył szkołę i dwa lata college’u, tak właśnie zrobił. O mało jednak plany te skończyłby się niczym. 24 maja 2003 roku, gdy szedł w swej dzielnicy New Utrecht Avenue, zobaczył, że jakiś zbir bije jego kolegę. Pośpieszył na pomoc. Chciał ich rozdzielić. Napastnik bez zmrużenia oka zadał mu cios nożem w głowę. Janek uchylił się, ostrze rozerwało mu prawy policzek od ucha po szczękę. Padł na ziemię we krwi. Pogotowie zabrało go do szpitala. Lekarze, dokonując niemałych wysiłków, pozszywali twarz. Pozostała jednak na niej widoczna, pokaźna blizna.

US Marines
Jesienią zameldował się w ośrodku szkoleniowym Marines. Po okresie przygotowawczym dostał przydział do jednostki helikopterowej w bazie Cam Pendleton, niedaleko San Diego w Kalifornii. Ponieważ zawsze miał smykałkę mechaniczną, przełożeni uznali, że największy pożytek będzie z Janka w obsłudze technicznej maszyn bojowych. Nie pomylili się. Polski Marine szybko awansował.

Trzy lata temu, kiedy jednostka odlatywała do Iraku, społeczność lokalna urządziła pożegnanie. Po części oficjalnej wojsko poszło na dyskotekę. Tam Janek poznał Quianę, o dwa lata starszą, piękną Afroamerykankę. Wyróżniała się zresztą nie tylko urodą. W odróżnieniu od większości murzyńskich dziewcząt była jedynaczką, pochodziła z inteligenckiej, zamożnej rodziny, pisała wiersze… Miedzy młodymi – zaiskrzyło.

Love story
Quiana czekała, aż Janek wróci z Iraku. Potem były tradycyjne zaręczyny z udziałem obu rodzin, niemal dwuletnie chodzenie ze sobą. W maju br. chłopak kupił dom w Winchester, eleganckim przedmieściu San Diego. Ślub wzięli 8 sierpnia 2008 roku czyli 8.8.08, a trzy ósemki w dacie miały zapewnić im, zgodnie z chińską tradycją, szczęście, powodzenie i majętność. Wesele było huczne. Zaraz potem wprowadzili się do swego domu przy Bermuda Street. Dwustumetrowego, z wielkim salonem i pięcioma sypialniami.

Dwudziestoczteroletni pan młody był już sierżantem i dowodził 20-osobowym oddziałem. Dwudziestosześcioletnia panna młoda awansowała, jako asystentka medyczna w szpitalu dziecięcym. Przemyśliwała o studiach medycznych.
– Nie wierzyłam, że to się może skończyć źle – mówi Henryka Pietrzak – Znajomi, zachwycając się zdjęciemi Janka i Quaiany, mówili, że to wszystko jest bardzo piękne, ale nie zawsze takie mieszane związki dobrze się kończą. Wzruszałam ramiona. Przez kraj maszerował do Białego Domu Brack Obama z pieśnią zmiany i jednością Ameryki na ustach. Dla Quiany i Janka to był niemal… Bóg.

Wydawało się, że cały świat przed nimi…
Z zimną krwią…
Ten świat legł w gruzach 15 października br.
Początkowo wszyscy dziwili się, jak banda dostała się do domu Pietrzaków. Posiadał bardzo dobre zabezpieczenia alarmowe, a Quiana wręcz pedantycznie dbała o bezpieczeństwo. Janek mógł mieć w domu broń, jak większość Marines, ale na prośbę matki zrezygnował z tego. Dziś wiadomo. Do drzwi zadzwonił podwładny Janka, młodszy kapral, 20-latek Tyrone Miller. Widząc go, Janek otworzył. Ten od razu przystawił mu do głowy broń i popchnął do środka. Za nim wpadła pozostała trójka bandytów: 18-letni młodszy kapral Emrys John. 21-letni młodszy kapral Kesuan Sykes i 20-letni szeregowy Kevin Cox.
Quiana siedziała przy stole i pisała podziękowania za weselne prezenty. Janek widząc, co się dzieje stoczył z napastnikami zaciekłą walkę. Całe wnętrze salonu było zdemolowane. Ciężkie meble poprzewracane. Uległ brutalnej sile i przewadze. Oboje zostali związani i zakneblowani.

Dalej był już tylko horror. Dziewczynę w okrutny sposób gwałcono „tępym niezidentyfikowanym narzędziem”. Bandyci robili to kolejno. Najprawdopodobniej na oczach męża. Męczyli ich godzinami. Następnie zaczęli przy nich dyskutować, jak ich zabić. Ostatecznie odbyła się egzekucja strzałem w głowę. Wykonał ją Emrys John.

Powyborcza rewelacja
Na pogrzebie Janka i Quiany na wojskowym cmentarzu Riverside w San Diego nikt jeszcze nie wiedział, kim są sprawcy. Uroczystość była podniosła, odbywała się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Trumna sierżanta Pietrzaka spowita była flagą narodową. Kompania honorowa oddała salwę.

Rodziny zamordowanych, o tym że sprawcy są aresztowani, dowiedziały się dwa tygodnie po zbrodni, ale bez szczegółów dotyczących przebiegu zbrodni. Te ujawniła lokalna prasa w… dzień po wyborach prezydenckich.

– Chyba 29 października dostałam telefon od detektywa z San Diego, że złapali morderców Janka i Quiany. Był bardzo oszczędny w słowach, prosił o dyskrecję – mówi matka. – Kiedy przyszłam do pracy 5 listopada, dzień po wyborach, koleżanka pokazała mi wydruki z internetu. Myślałam, że nie przeżyję. Okazało się, że bandyci najpierw związali ich i zakneblowali. Potem zaczęli torturować oboje. Ją brutalnie gwałcili jakimiś przedmiotami. Najprawdopodobniej na jego oczach. Dopiero potem wykonali egzekucję. Najgorsze było jednak, że na końcu zbrodniarzami okazali się… żołnierze US Marines, podwładni Janka. Wszyscy czarnoskórzy.

– Czy czas poinformowania mediów o detalach zbrodni był przypadkowy?
Nie wierzę. Gdyby sprawa upubliczniła się z tymi wszystkim bestialskimi detalami oraz informacją o murzyńskim pochodzeniu morderców, jeszcze w czasie kampanii, rezonans byłby ogromny… – mówi polski ksiądz, prosząc o nieujawnianie nazwiska.

Rabunek czy rasizm?
Oficjalnie policja Riverside County podaje motyw „rabunkowy”. Porucznik John Schulz mówi gazecie „The Californian”, że początkowo śledczy brali pod uwagę motyw rasowy, ale go odłożyli na bok. Wydaje się, że poszli do domu Pietrzaków, aby kraść. Sami aresztowani tego się zresztą trzymają.

Obie rodziny w to nie wierzą. Podobnie Polonia, która dowierza raczej motywowi rasowemu czy wręcz – rasistowskiemu. Być może dla czarnoskórych podwładnych Pietrzaka, fakt, że poślubił afroamerykańską piękność, robił karierę wojskową, a ich miał „pod sobą”, był nie do zniesienia. Ten motyw zasugerował zresztą konserwatywny dziennik „New York Post”.

W praktyce przestępstw rabunkowych bardzo rzadkie są sytuacje, gdy towarzyszy im długotrwałe i bestialskie torturowanie. Jeżeli sprawcy bywają zaskoczeni, starają się jak najszybciej unieszkodliwić gospodarza i oddalić się z łupem, a nie pastwić się nad nim w miejscu kradzieży i narażać na ujęcie. W prz
ypadku zbrodni na tle nienawiści, sprawcy często pozostawiają na miejscu jakieś napisy poniżające ofiary. Nic o tym nie wiemy… – mówi policyjny detektyw z długoletnim stażem.

W zeszły czwartek, czwórka morderców została doprowadzona do sądu, gdzie każdemu przedstawiono zarzuty morderstwa pierwszego stopnia, znęcania się fizycznego, gwałtu, włamania i wykorzystania broni w celu dokonania zbrodni.
Nie zaprzeczają, choć jeden zwala winę na drugiego. Sędzia orzekł osadzenie w areszcie i następne spotkanie w sądzie 20 listopada br.

Nie będzie ciszy nad tymi trumnami
Sprawa bulwersuje. Z wielu powodów. Przede wszystkim z ludzkiego punktu widzenia, bo takie przypadki zezwierzęcenia zdarzają się rzadko. Po drugie, jest dewastująca dla wizerunku elitarnej formacji Marines, dumy Ameryki. Po trzecie, godzi w afroamerykańską część społeczeństwa amerykańskiego. Wiara w wersję, że tu chodzi jedynie o rabunek wymaga naprawdę niezwykłej determinacji.

Gdyby czterej biali Marines zamęczli na śmierć swego czarnego dowódcę i jego białą żonę, na uliacach mielibyśmy dziś demonstracje. Po czwarte, dzieje się to wszystko w czasie euforii po wyborze na prezydenta Baracka Obamy.

Z tych wszystkich powodów proces sprawców będzie śledzony zapewne z wielką uwagą. Już zajęły się nim wszystki najważniejsze amerykańskie stacje telewizyjne i znane tytuły prasowe. Miejmy nadzieję, że wymiar sprawiedliwości wyjaśni wszystkie motywy zbrodni i do samego końca.
– To jest także misja mego życia, ile by mi go jeszcze nie zostało – mówi Henryka Pietrzak. – Jestem to winna memu synowi!
Waldemar Piasecki,
Nowy Jork
Współpraca:
Agata Winnicka, San Diego

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*