Indie. Gwiazdka w Kalkucie

Indie. Gwiazdka w Kalkucie

Mieszkańcy Kalkuty hucznie obchodzą święta Bożego Narodzenia. Na główną ulicę w sercu miasta wychodzą bawić się całe rodziny. Trwają koncerty i organizowany jest jarmark, który przypomina festyny w Europie. O północy, w pasterce biorą udział wierni z różnych wyznań.

W Wigilię Park Street w Kalkucie tonie w kolorowych światłach rozwieszonych na konarach drzew, starych kamienicach i sztucznych choinkach ustawionych przed sklepami. Rozbłyskują neony w kształcie choinek i świętych Mikołajów z napisami „Wesołych Świąt”. Centralnym punktem jest ogromna choinka w pobliżu posągu Matki Teresy z Kalkuty.

Aleję, zamkniętą na ten dzień dla ruchu, wieczorem wypełniają ludzie w mikołajowych czapkach, którzy oblepiają stoiska z ulicznym jedzeniem. Wokół trwa jarmark przypominający bardziej Święta w starym Londynie niż w metropolii nad Zatoką Bengalską.

„Bengalczycy kochają świętować. Co więcej, uwielbiamy uliczne jedzenie, a każda okazja do zabawy jest dobra” – mówi Soumik De, którego rodzina przez kilka pokoleń mieszkała w sercu starej Kalkuty. „Boże Narodzenie w Kalkucie jest wielkim wydarzeniem. Nie ma chyba drugiego miasta w Indiach, które tak obchodzi Święta” – dodaje.

Iluminacje zapewniają projektanci z miasteczka Chandannagar, którzy przygotowują również jesienne obchody Durga Pudża, potocznie nazywane tutaj „świętami”.

Kolejnym świętem w kalendarzu jest Boże Narodzenie. Na Park Street odbywają się koncerty. Zespoły grają pop i rock, czy bluesa. Największą atrakcją są chóry śpiewające kolędy.

„Przychodzą wszyscy. Boże Narodzenie stało się świętem dla każdego, chociaż kiedyś należało do społeczności anglo-indyjskiej” – opowiada Soumik, wspominając rozmowy z ponad 90-letnim dziadkiem, który niedawno umarł. Anglo-Indusi są potomkami mieszanych małżeństw Brytyjczyków i Indusów. „Kalkuta jest z jednej strony niesamowicie kosmopolitycznym miejscem, a z drugiej Bengalczycy mają silne poczucie odrębnej tożsamości” – podkreśla.

„Wciąż obchodzimy Boże Narodzenie i zgodnie z tradycją świąteczną każdy jest mile widziany w Bow Barracks” – zapewnia Felix Augustine, z organizacji Anglo-Indusów ze słynnego kwartału w centrum miasta, gdzie wciąż mieszka ponad 100 rodzin z tej społeczności.

Nazwa Bow Barracks wzięła się od budynku koszar wojskowych, które podczas II wojny światowej wybudowano dla amerykańskich żołnierzy. Koszary zasiedliły jednak rodziny Anglo-Induskie i wykorzystując lukę w prawie mieszkają tam do dzisiaj za 30 rupii miesięcznie. Historyczne budynki z czerwonej cegły są już w kiepskim stanie i wymagają pilnego remontu. Miasto i mieszkańcy prowadzą jednak batalię o stan prawny mieszkań.

„Święta w Bow Barracks mają jeszcze fajniejszy klimat niż na Park Street” – mówi Prithvi Banarjee, 35-letni grafik, mocno interesujący się historią miasta. „Na środku ulicy stawiana jest choinka, ludzie tańczą, są występy, można napić się wina domowej roboty i ciasta owocowego” – podkreśla z uśmiechem.

„Święta są tu czymś szczególnym, czymś, co łączy całą społeczność. Nie tylko Anglo-Indusów, lecz sąsiadów innych wyznań oraz gości” – zapewnia Augustine. Tłumaczy, że zapraszają kilkaset dzieci z ubogich rodzin, a całą imprezę opłacają ludzie z darowizn. „To nie jest tylko duch Bożego Narodzenia, ale też Kalkuty” – dodaje.

Około północy kalkuckie kościoły wypełniają ludzie czekający na pasterkę. Katedra św. Pawła wystrojona jest choinkami i świecami. „Na mszę idą ludzie wszystkich wyznań, nie tylko chrześcijanie. Boże Narodzenie, tak jak inne święta w Kalkucie łączy, a nie dzieli ludzi” – podkreśla Banarjee.

Z Kalkuty Paweł Skawiński (PAP)
fot.Wikipedia

Categories: Reportaże, XMAS 2017

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*