Debiut Cezara „Czarki” Sochackiego – podróż i magia

Reportaż z klubowego spotkania

 


CZARKI brawo! Brawo! Wspaniale! Co za udany debiut? – rozbrzmiewało tego dnia w pomieszczeniu klubowym. Przybyli odśpiewali „Sto lat! dla bohatera wieczoru, jakby to były jego urodziny. Młodzieniec mało co nie popłakał się ze wzruszenia. Taka atmosfera sobotniego listopadowego wieczoru 2010 roku panowała w klubie podróżników „CENTRUM WAGABUNDY”.

 

Minęła ustalona godzina rozpoczęcia. Jest już 19:15 a goście wciąż się zjeżdżali.

 

Wreszcie doczekaliśmy się zaczęcia imprezy i wystąpienia naszego prelegenta, najmłodszego członka klubu zamiłowanych podróżników z siedzibą w Phoenix, Arizona – CEZARA „Czarki” SOCHACKIEGO.

 

Pierwszy oficjalny solowy występ Czarki poprzedziła przedmowa rzeczniczki prasowej klubu – Joanny, która przywitała szanownych gości i przedstawiła program wieczoru. Joanna przygotowała imprezę merytorycznie i poprowadziła spotkanie. Następnie zabrał głos kierowca Jędrek, uczestniczący w tej międzystanowej wyprawie. Zdradził przybyłym swoje zdziwienie, które wynikło z obserwacji młodego pilota podczas działań w nieznanym terenie, daleko od domu. Nie spodziewał się po nim tak szybkiej adaptacji do srogich wymogów podróżowania, w którym pilot jest zdany wyłącznie na swoje przygotowanie i umiejętności, by wyprawa przebiegła według założonego planu. Po pracowitym dniu wykonany plan korygował zawsze wieczorami i wyciągał wnioski. Kiedy w pewnym momencie kierowca zasugerował skręcenie z trasy do Nowego Orleanu czy na południe Florydy – Czarki kategorycznie zaprzeczył brakiem czasu w swoim grafiku wyprawy.

 

Od tego czasu Jędrek jechał jak kierowca, był posłuszny poleceniom pilota wyprawy. Wyszło to na dobre. Wyprawa w krótkim okresie wakacyjnym zakończyła się w przewidzianym czasie, niemalże co do godziny i Czarki mógł następnego dnia uczestniczyć w rozpoczynającym się roku szkolnym. Kierowca wystawił pilotowi celującą ocenę i zawsze jest gotowy do współpracy z Czarki w dalekich podróżach.

 

Na podziękowanie i specjalne wyróżnienie za zorganizowanie wieczoru zasłużyła gospodyni klubu – Ewa, bez której impreza by się nie odbyła. Palce lizaliśmy po bigosie, który wyprzedził wszystkie inne smaczne przystawki. Wiele osób pytało Ewę o przepis, który jest receptą jej babci – nie do zdradzenia, tylko do konsumowania, odpowiadała. Zasługą jej było również upamiętnienie występu Czarki, jak i przybyłych gości, na filmie i zdjęciach.

 

Dziękujemy z wdzięcznością klubowi „Centrum Wagabundy” za sprawowanie opieki logistycznej, medialnej i sponsoringowej nad udaną wyprawą. Bez tego wsparcia wyprawa nie doszłaby do skutku.

 

Jako rzecznik prasowy klubu i korespondentka miałam przyjemność przedstawić ciekawą osobę bohatera wieczoru przybyłym gościom z bliska i daleka. Czarki zdradzał swoje marzenia od dawna. Mówił, że coś musi dokonać nietypowego. I tak się stało.

 

Codziennie po odrobieniu pracy domowej ze szkoły zamykał się w swoim pokoju, by nikt nie przeszkadzał w opracowaniu podróży różniącej się od poprzednich pod przewodnictwem rodziców. Gdy miał wszystko gotowe teoretycznie, zaczął szukać odpowiedniego kierowcy do kooperacji w projekcie, jakim była podróż po Stanach Zjednoczonych. Wydzwaniał po zaprzyjaźnionych osobach i dyskutował o jeździe, o wycieczkach. Zgłosiło się kilku,właścicieli samochodów osobowych do pojechania na drugi koniec kraju, ale Czarki nie zaakceptował żadnego, nie przekonali go, byli bez praktyki dalekobieżnej. Zwrócił się w końcu do znanego podróżnika Jędrka o stworzenie duetu. Ku zadowoleniu usłyszał niespodziewanie pozytywną odpowiedź. I tak się zaczęło pilotowanie podróży pod okiem doświadczonego kierowcy.

 

Tematem wystąpienia był opracowany komputerowo w „Power Point” samochodowy rajd-pętla „Od Pacyfiku do Atlantyku” po USA, zrealizowany w charakterze pilota wyprawy. Nie było nudy. Tak jak przygotowania i wykonanie zadania w roli pilota praktycznie, tak i obecny występ był poprzedzony sumienną pracą przez wiele wieczorów po zajęciach szkolnych, by debiut przed przybyłym audytorium wypadł jak najlepiej.

 

Czarki w akcji

Debiutowe spotkanie i zetknięcie się z większym gronem ludzi poprzedził przywieziony reportaż filmowy, zrealizowany podczas podróży w chicagowskiej telewizji – POLVISION jak i wywiad w telewizji TRWAM. Sobotniego pamiętnego wieczoru w pomieszczeniu klubowym Czarki wyglądał jak zawodowy rajdowiec i podróżnik z emblematami polskimi i orzełkiem na piersiach, widniejącymi na koszulce z odbytej podróży. Przed prezentacją audio-wizualną przedstawił przybyłym, z lekkim podnieceniem, prywatny album podróży, w którym widnieją wpisy i znaki pamiątkowych spotkań z odwiedzonych miejsc. Czarki udostępnił do wglądu kilkanaście pochwalnych kopii artykułów prasowych z gazet polonijnych, jak i inne pamiątki. Pochwalił się pisaną już książką pt.: „Moja pierwsza monitorowana podróż”. Przyszykował również do rozdania krążki CD, ciekawie opracowanego i zestawionego kolorowo tematu przedstawiającego przekrój swojego pierwszego rajdu.

 

Opowiadanie zaczął od przedstawienia gościom trasy wyprawy i następnie opisywał przygody po przygodzie. Nie sposób było powtórzyć po wymienieniu wszystkich stanów po kolei, przez które przewędrował, a było ich 28 od startu do mety w Phoenix. Próbowało wiele osób i zawsze któryś stan był przegapiony. Prezentacja wypadła bardzo dojrzale, jakby była przedstawiana od dawna. Ciekawa kompozycja zdjęć i tekstów trzymała gości w napięciu. Tempo przedstawienia faktów było sprawne i szybkie. Podczas tej wakacyjnej krótkiej przygody, trwającej zaledwie kilkanaście dni, nazbiererało się sporo ciekawych przeżyć, które Czarki umiejętnie przemycił pomiędzy zdjęciami.

 

Po prelekcji pytań gości nie było końca. Czarki miał temat opracowany wyśmienicie, więc wszyscy słuchali odpowiedzi z ciekawością. Niejeden młody w duchu zazdrościł takiej przygody, jaką zrealizował ich rówieśnik. Czarki zaproponował zorganizowanie grupowej podróży, której by chciał pilotować od początku do końca. Powiedział, że taką podróż mógłby odbyć każdy z sali niezależnie od wieku czy kondycji. Najważniejszym punktem wyprawy jest wyruszenie a po drodze wszystko się unormuje (odpoczynki, tempo podróży czy zaliczanie ciekawych miejsc) – stwierdził.

 

Zrealizowana podróż w roli pilota wyrobiła w nim pewność siebie, gdyż była sprawdzianem jego charakteru i umiejętności przed doświadczonym kierowcą podróżnikiem, mającym na swoim koncie w bagażu podróżniczym niejedno okrążenie świata, zarówno lądem jak i powietrzem czy wodą.

 

Podczas przerwy imię Czarki słychać było wśród rozmawiających pomiędzy sobą gości. Wszyscy zaskoczeni byli jego pamięcią i umiejętnościami. Na pamiątkę goście robili zdjęcia z Czarki przy stojącym przed klubem, oblepionym pamiątkami z wyprawy, samochodem nazwanym „Zabawką”. Wysoką ocenę za Czarki prelekcję wystawił obecny wśród zacnych gości pan Antoni Wojewoda – Harcmistrz Polonijnych Skaułtów, znający ogólnie predyspozycje i wysiłek młodzieży wynikający z długoletniej z nią współpracy.

 

Po przerwie Czarki przekonał nas nie tylko do swoich podróżniczych umiejetności, ale do umiejętności z krainy magii, którą zademonstrował w drugiej części spotkania. Projekcyjny ekran telewizyjny zamieniony został na magiczny stolik ze szkatułką magicznych przyrządów. Występ zręcznościowy w atmosferze magii trzymał w napięciu wszystkich, a szczególnie młodzież. Wydawało się, że przebywamy w krainie czarów. Młodzież otwierała szeroko usta i oczy z wrażenia pytając rodziców, czy to możliwe, dlaczego oni nie mogą tego robić. Kilkadziesiąt numerów magicznych i zręcznościowych zdradziło jeszcze jeden atut jego niesamowitych umiejętności. Niejedną sztuczkę Czarki powtarzał na życzenie młodszych kolegów wielokrotnie, którzy z niedowierzaniem podpatrywali zręcznościowe ruchy magika. Niesamowicie wyglądało posuwanie się gumki w górę po równi pochyłej wbrew zasadom grawitacyjnym. Niezrozumiałym było przecinanie żelaznego pierścienia drugim pierścieniem lub przebicie banknotu ołówkiem bez pozostawienia śladu dziury na banknocie. To są tajniki magii.

 

Po zakończeniu programu Czarki otrzymał zaproszenie na spotkanie i podzielenie się przygodą do innej polonijnej grupy młodzieżowej, która w tym czasie była nieobecna i realizowała wcześniej ustalony program. Czarki zaproszony został również na uroczystość Thanksgiving z programem magicznym, który rozgrzał atmosferę wśród przybyłych gości podczas chłodnego wieczoru.

 

Impreza była okazją do wymiany wrażeń pomiędzy przyjaciółmi mieszkającymi daleko od siebie, przeciągnęła się niepostrzeżenie do późnych godzin wieczornych. Nam pozostało czekanie na następny wyczyn młodego podróżnika. Tymczasem życzymy Czarkowi Sochackiego powodzenia w nauce i w rozszerzaniu ciekawego i pożytecznego hobby.

 

Joanna Marciniak,

Rzeczniczka Prasowa „Centrum Wagabundy”

Phoenix, 17 listopada 2010 r.

 

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*