Czar tulipanów – (Korespondencja z Michigan)

Któż z nas nie zna tulipanów, tych jednych z najbardziej popularnych kwiatów wiosny; kształtów, które potrafi namalować każde dziecko – kwiat w formie kielicha, na długiej łodyżce otoczony kilkoma liśćmi. Ale bywają też inne tulipany o wyglądzie krokusów, o delikatnych, pastelowych płatkach na krótkich łodygach. Niektóre mają wysmukłe kwiaty o spiczastych płatkach w kształcie lilii, lub też wielkokwiatowe, gęste od płatków kwiaty przypominające peonie. Wszystko to są tulipany, choć ich wygląd może być na pierwszy rzut oka mylący.

Dokładnie nie wiadomo gdzie i kiedy odkryto pierwszego tulipana, ale jak w przypadku wielu innych kwiatów mitologia odgrywa i tu niepoślednią rolę. Według starożytnego mitu perskiego młody człowiek o imieniu Ferhard został odrzucony przez swoją ukochaną Sharin, gorzko płacząc z powodu nieodwzajemnionej miłości. Każda łza, którą wylał nieszczęśliwy kochanek zamieniała się natychmiast w tulipana – Króla Cebulek.

Wiadomo jednak, że tulipany istniały już przed Chrystusem. Spotykało się je w Europie, Azji Mniejszej i Chinach. Wzory kwiatowe w kształcie tulipanów odnaleziono na naczyniach glinianych pochodzących z okresu 2200 – 1600 lat przed naszą erą.

Większość dzisiejszych tulipanów wywodzi się właśnie z Turcji, gdzie sułtan Ahmed III, panujący na początku XVIII wieku przeszedł do historii dzięki właśnie tym kwiatom. W jego ogrodach stanowiły one największą ozdobę, a jego rządy znane są do dzisiaj pod nazwą Wieku Tulipanów. Chislain de Busbecq, ambasador cesarza Austrii Ferdynanda I na dworze tureckim, sprowadził tulipana do północnej Europy, po tym jak ujrzał go po raz pierwszy w Turcji w 1554 roku. W kilka lat później kwiat ten stał się popularny w całej już Europie.

Kiedy pierwsze tulipany dotarły z Turcji do Europy, Holendrzy od razu wzięli je sobie gorąco do serca. Obecnie zaś hodowla cebulek tulipanów stanowi główną gałąź przemysłu tego małego państewka nad Morzem Północnym. Może wydać się to dziwne, że w erze zmechanizowanego przemysłu rolnego, hodowla tulipanów w Niderlandach jest wciąż w rękach małych, rodzinnych przedsiębiorstw. W rejonach uprawy cebulek tulipanów ponad 80% gospodarstw rolnych zajmuje obszar nie większy niż 5 hektarów. Hodowla tulipanów, będąc całorocznym przedsięwzięciem, angażuje praktycznie całe rodziny – poczynając od dziadków, a kończąc na dzieciach. Jesienią każdy energicznie zabiera się do sadzenia cebulek, wiosną nadzoruje rozwój kwiatów, a latem zbiera nowe cebulki.

Człowiekiem, który odegrał kluczową rolę w sprowadzeniu tulipana do Holandii był francuski botanik Karol Clusius, prefekt zarządzający leczniczym ogrodem cesarza Maksymiliana II w Wiedniu. Po śmierci imperatora w 1576 roku, Clusius utracił swoją lukratywną pozycję i przeniósł się do Holandii, zabierając ze sobą najlepsze nasiona, najładniejsze rośliny i najsilniejsze cebulki wyhodowane w wiedeńskim ogrodzie. Historycy twierdzą, że Clusius bardzo niechętnie dzielił się z innymi swoimi tulipanami, że najbardziej wartościowe cebulki trzymał schowane pod łóżkiem, i że wreszcie żądał za nie ogromnych sum pieniędzy. Takie postępowanie sprowokowało szajkę złodziei do kradzieży skarbów Clusiusa. Dzięki temu, w ciągu kolejnych kilku lat zazdrośni ogrodnicy holenderscy postarali się, aby kwiaty tulipana zakwitły w całym kraju. Nie wiadomo do końca, na ile historia ta jest prawdziwa, w każdym razie uważa się jego za ojca hodowli cebulek w Holandii.

Zamożni hodowcy-amatorzy chętnie płacili wysokie ceny za niezwykłe okazy. W ten sposób spekulacje tulipanami na przestrzeni lat 1634-1637 osiągnęły absurdalne wymiary, prowadząc państwo na skraj ruiny finansowej. Przykładowo za jedną tylko cebulkę tulipana płacono równowartość czterech tłustych wołów lub dwunastu wypasionych owiec, albo czterystu kilogramów sera. Rynek zaczął wariować, spekulanci kupowali i sprzedawali cebulki, które nigdy nawet nie zostały wykopane z ziemi. Sprzedawano lub dawano w zastaw domy, klejnoty, przedsiębiorstwa, aby móc kupić cebulki z nadzieją na szybkie zbicie łatwej fortuny. Niektórzy dorobili się w ten sposób majątków i pewnie dorabialiby się dalej, gdyby nie załamanie się rynku. Okazało się nagle, że więcej jest sprzedających niż kupujących. Do akcji wkroczył rząd, aby powstrzymać dalszą spekulację i zaprowadzić porządek. Handel tulipanami pozostał w rękach poważnych hodowców i ogrodników.

Ucząc się na błędach Holendrów, rząd turecki zareagował surowymi przepisami, które zezwalały na handel cebulkami tylko w stolicy, a karą za złamanie tego ograniczenia było nawet wygnanie z kraju.
Aby dobrze zrozumieć przyczyny tulipomanii w Europie, a szczególnie w Holandii, należy uświadomić sobie pewne prawa biologiczne. Tulipan wyhodowany z nasiona zwykle nie kwitnie przez cztery do pięciu lat. Natomiast tulipany rozmnażane z cebulek kwitną już następnej wiosny, a ich kielichy kwiatowe są identyczne co oryginał. Czasami jednak następuje tzw. „złamanie” i to właśnie leżało u podstaw tulipomanii.

Pierwsi hodowcy europejscy szybko zorientowali się, że cebulka może nagle i w sposób wtedy niewytłumaczalny rodzić nowy kwiat o odmiennych kolorach i niezwykłym wzorze. Ceny za te „złamane” okazy były o wiele wyższe od cen oferowanych za zwykłe tulipany. Dla przykładu za tulipana SEMPER AUGUSTUS płacono 4600 dolarów.

Przyczyna „złamania” tulipanów została odkryta na początku XX wieku, a jest nią działanie po prostu wirusa.
Przenoszony przez mszyce może szybko rozprzestrzenić się na polu tulipanowym, jeśli w porę nie usunie się i nie zniszczy chorych kwiatów. Po kilkunastu latach zarażone wirusem rośliny słabną i umierają.

Tulipany dzisiejszych czasów wywodzą się od mniej spektakularnych, lecz zdrowych roślin, które były hodowane i propagowane przez ogrodników nie mogących pozwolić sobie na zakup tych najbardziej widowiskowych okazów.
Spośród kilkuset odmian tulipanów, znanych w XVII wieku, teraz istnieje ich ponad trzy tysiące i około tysiąca jest w sezonowej sprzedaży. Chociaż niektóre cebulki produkuje się na całym świecie, większość tulipanów ciągle pochodzi z Holandii, gdzie jej mieszkańcy przyjęli ten kwiat jako narodowy symbol. Corocznie eksportuje się około 1.5 miliarda cebulek tych kwiatów. Na uzyskanie ilości, jaką Holandia rocznie wysyła na eksport, jedna osoba sadząc dziennie tysiąc cebulek musiałaby poświęcić cztery tysiące trzysta lat pracy. A stanowi to tylko 70% całości produkcji kraju.

Jeden z najstarszych okazów tulipanów, ciągle uprawiany w dużych ilościach, KEIZERSKROON, datuje się z 1750 roku. Pięćset rodzajów tulipanów hodowanych dla celów handlowych, dostępnych obecnie na rynku, jest wynikiem w większości przypadków krzyżowania dokonanego w poprzednim stuleciu.

Najnowszą krzyżówką jest DARWIN HYBRID, olbrzym w świecie tulipanów, o dużych kwiatach i grubej łodydze, osiągający wysokość 90 cm. Słynny, holenderski botanik Dirk W. Lefeber stworzył tę odmianę w latach 40. XX wieku przez skrzyżowanie gatunku DARWIN z gatunkiem TULIPA FOSTERINA, rosnącym w środkowej Azji. Wszystkie 364 sadzonki tej krzyżówki wypuściły kiełki, ale Lefeber wybrał jedynie 10 do dalszego rozwoju. Z pośród nich, wielokolorowy GUDOSHNIK, APELDOORN i OXFORD stały się najbardziej popularnymi gatunkami.

Tulipany, podobnie jak inne kwiaty, klasyfikuje się w zależności od wielkości, pochodzenia i czasu kwitnienia.
Taki system kwalifikacyjny został po raz pierwszy stworzony na początku XX wieku dzięki wspólnym wysiłkom dwóch towarzystw ogrodniczych w Anglii i Holandii.

Pierwszym tulipanem, który wypuszcza kiełki wczesną wiosną jest TULIPA KAUFMANNIANA
i jego krzyżówki.
Często noszą one nazwę „tulipanów-lilii wodnych”, z powodu płaskich kwiatów o białych płatkach i żółtego środka.

Większość tulipanów potrzebuje do normalnego rozwoju temperatur zerowych w czasie zimy, ale KAUFMANNIANA wraz z innymi tulipanami Ameryki może spędzić wakacje na Florydzie.

Luka, jaka istniała kiedyś pomiędzy wczesno, a późno-wiosennymi odmianami została wypełniona nową krzyżówką TRIUMPH o płatkach w kształcie kielicha. Ta odmiana o pojedyńczych kwiatach, to tulipan klasyczny, wczesny, pachnący i odporny na działanie pogody, która często potrafi przynieść spustoszenie w ogrodach wczesną wiosną.

Tulipany o nazwie REMBRANT mają wyraźne kreski lub plamki, będąc klasycznym przykładem „złamanych” tulipanów. Ogrodnicy ciągle jednak uprawiają je dla unikalnej kolorystyki.

Podczas gdy domowy ogrodnik interesuje się głównie kwiatem, zainteresowania hodowców koncentrują się na stworzeniu coraz lepszych cebulek, w coraz większych ilościach. Podczas normalnego rozwoju rośliny, przeznacza ona większą część energii na stworzenie nasienia. Jeśli zaś obetnie się kwiat, przenosi ona gros swej energii życiowej na rozwój cebulki. Dlatego też po zabiegach nad młodymi pędami, nawożeniu, spryskiwaniu, zwalczaniu owadów i grzybów, ludzie i maszyny zabierają się do kwiatów, tnąc je w pełni ich rozkwitu.

Późną jesienią można zobaczyć w Holandii wstrząsające każdym miłośnikiem kwiatów widoki – kopce odciętych kielichów wyrzucone na śmieci jako odpadki. Czasami farmerzy wykorzystują je jako paszę dla bydła, ale w większości przypadków po prostu ulegają procesowi gnilnemu.

Niewiele osób, przyglądając się nowemu gatunkowi tulipana, zdaje sobie sprawę z faktu, że od czasu jego krzyżówki upłynęło tylko 40 lat. Aby stworzyć nowy kwiat trzeba mu najpierw znaleźć rodziców. Współcześni ogrodnicy poszukują roślin o żywych kolorach, niespotykanych wzorach, silnych łodygach i długotrwałych kwiatach, odporne na choroby i łatwe w hodowli cebulki. Kiedy dokona się już wyboru rodziców, specjalista zajmujący się krzyżowaniem roślin, delikatnie odcina niedojrzałe pręciki kwiatu „matki”, aby zapobiec samozapyleniu. Kiedy znamię dojrzeje, pyłek z pręcików wybranego „ojca” nanosi się nań dokładnie miniaturową szczoteczką.

Z pojedyńczego strąku rozwija się po około czterech miesiącach od 200 do 300 nasion. Następnego roku takie sadzonki wyglądają jak młoda trawa, nie zapowiadając wcale przyszłej piękności. Przez kilka następnych lat roślinki rosną coraz większe i większe, aż do momentu, kiedy zwykle po pięciu latach wypuszczają pierwsze kwiaty. Jeśli nowa odmiana rokuje dobre nadzieje, specjalista musi przetestować ten okaz przez kolejne kilkanaście lat, zanim będzie mógł przedstawić go Głównemu Królewskiemu Związkowi Hodowców Cebulek do akceptacji i włączenia go do międzynarodowego rejestru tulipanów. Od momentu krzyżowania nowego gatunku może więc upłynąć około 10 lat, a nowy tulipan wcale nie jest jeszcze gotowy na sprzedaż. Trzeba najpierw wyhodować odpowiednio dużą ilość cebulek, aby móc zaspokoić przypuszczalny popyt.

Dojrzała cebulka tulipana zawiera zarodek rośliny – liści, łodygi i całego kwiatu z jego wszystkimi częściami rozrodczymi. Po kwitnieniu rośliny, pierwotna cebulka ulega rozkładowi, pozostawiając od dwóch do czterech nowych cebulek pomiędzy kilkunastoma warstwami koszulek orginału. W ten oto sposób rozmnażają się tulipany i tylko w ten sposób można zgromadzić wystarczającą ilość cebulek, by móc przedstawić później światu nową odmianę.

Obecnie, kiedy hodowca sprzedaje cebulki drugiemu, ten ostatni musi płacić „honorarium autorskie” od wszystkich cebulek, które wyhoduje i sprzeda. Oczywiście w przypadku, gdy podczas hodowli danego gatunku pojawi się roślina o odmiennej charakterystyce, nowy kwiat, nietypowa jednostka, czyli mutant, należy on do hodowcy, na którego polu zakwitł. Usiłując odkryć niektóre z możliwych mutacji cebulek, specjaliści posyłają je wcześniej do prześwietlenia promieniami X.

Naśladując naturę hodowcy są w stanie spowodować kwitnienie tulipanów już na Boże Narodzenie.
Najpierw zbiera się cebulki i przechowuje w suchym pomieszczeniu na dużych tacach w temperaturach pozorujących późne lato. Kiedy zarodkowy kwiat wewnątrz cebulki rozwinie się do odpowiedniego etapu, temperatura zostaje obniżona tak, aby zapewnić chłód potrzebny wszystkim tulipanom do odpowiedniego kwitnięcia. Po 15-20 tygodniach „zimy” rośliny można sprzedawać jako doniczkowe lub umieścić w szklarniach, gdzie szybko osiągają stadium pąka. Końcowym etapem pracy jest odcinanie kwiatów.

Największy w świecie dom aukcyjny w Aalsmer przetwarza kwiaty doniczkowe i cięte w budynku obejmującym obszar równy trzydziestu boiskom piłkarskim. Każdy sprzedany kwiat przechodzi przez pięć pokoi aukcyjnych, gdzie eksporterzy, hurtownicy i sprzedawcy oferują różne ceny na wybrane przez siebie gatunki. Kiedy wóz z kwiatami wjeżdża do jednego z takich pomieszczeń, kupujący przyglądają się wiszącemu na ścianie ogromnemu zegarowi. Podświetlone cyfry oznaczają, ile pojemników z iloma kwiatami jest na sprzedaż. Wskazówka na zegarze porusza się w odwrotnym do kierunku wskazówek tradycyjnego zegara – od stu do jednego (oznacza to stopniowanie holenderskich centów). Kupujący używają przycisków umieszczonych na pulpitach stołów, które wyświetlają oferowane ceny.

Dzięki systemowi audiowizualnemu handlowcy mogą jednocześnie słyszeć licytatora i widzieć opisywane przez niego kwiaty. Udogodnienia komputerowe pomagają obsługiwać od 200 do 300 wozów z kwiatami na godzinę w każdym pomieszczeniu aukcyjnym osobno. Kwiaty ścięte wczoraj po południu są dziś rano sprzedawane i w ciągu kilku godzin gotowe do dalszego transportu.
Zarówno tulipany jak i każdy inny popularny kwiat może stać się centrum zainteresowania przeróżnych parad i festiwali. Największy i najsłynniejszy w USA to FESTIWAL TULIPANÓW, odbywający się corocznie w maju w uroczym miasteczku Holland w stanie Michigan. Odbywają się tam wówczas holenderskie występy taneczne, okraszone tulipanami parady uliczne, sprzedaż rzeźb, talerzy, wyrobów z drewna w powodzi kwiatów, czerwieni i odgłosów tupotu drewnianych chodaków.

Wyraz tulipan pochodzi od tureckiego wyrazu „tulbend” lub „tuliband”, oznaczającego turban. Turyści sprzed wieków odwiedzający Turcję uważali, że kwiat ten przypomina odwrócony do góry turban. Dziś przypisuje się temu kwiatu symboliczne znaczenie. Wręczenie więc czerwonego tulipana oznacza płomienną miłość, żółtego – nieszczęśliwe uczucia, zaś z czarnym środkiem – serce płonące z miłości.

Może to szokować niektórych, ale okazuje się, że tulipany są jadalne. Ich kwiaty stosuje się jako dodatek do sałatek, natomiast środek kielicha umoczony w maśle stanowi ogromny przysmak.

Serdecznie wszystkich zapraszam do wzięcia udziału w wycieczce organizowanej przez moje biuro podróży „TRAMP TRAVEL” na Festiwal Tulipanów do Holland (MI) i dalej wokół jez. Michigan w dniach 10 i 11 maja (sobota/niedziela), jak również na inne wycieczki po terenie całych Stanów i Kanady.

Marek Brzeziński
414-232-4423
www.tramptravelusa.com

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*