Cena zmartwychwstania (Korespondencja z Nowego Jorku)

W dzień Zmartwychwstania Pańskiego do nowojorskiego kościoła Świętej Franciszki de Chantal, patronki tych, co poszli na wojnę, przyjdzie na mszę za duszę swego syna Henryka Pietrzak. Przychodzi co miesiąc.

Czy cud rezurekcyjny przeżywany wraz z innymi rodakami, którzy wypełnią świątynię, pomoże jej w walce z bólem po stracie syna?
Jej syn, sierżant US Marines Jan Paweł Pietrzak, 15 października 2008 roku wraz ze swą afroamerykańską żoną Quianą Jenkins poniósł męczeńską śmierć o wymiarze Golgoty. Dom młodych naszli nocą zbrodniarze. Bestialsko ich torturowali. Ją okrutnie gwałcili. Po nim skakali żołnierskim buciorami.
Potem oboje zastrzelili. Ona otrzymała dwa strzały w głowę. On – trzy.
Zbrodniarzami jest czwórka czarnoskórych żołnierzy US Marines, którzy zamordowali swego białego dowódcę i jego afroamerykańską żonę. Nim opuścili to miejsce, pozostawili na ścianie i lustrze swoje ironiczne „pokwitowanie”. Napis: „Murzyńska kochanka” („Nigger lover”). Podobnie kpili z ukrzyżowanego Jezusa jego oprawcy sygnując miejsce zbrodni napisem wyszydzającym „żydowskiego króla”.

W kraju amerykańskiego snu polska matka przeżywa dantejskie piekło.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyła rasistowskie napisy nienawiści, pokazane na sali sądowej, omal nie straciła przytomności. O tym, że one były, podejrzewała od chwili, kiedy policja zabrała ją na miejsce zbrodni, na trzeci dzień po zbrodni.

Zobaczyła wtedy, że ścianę i lustro intensywnie czyszczono. Pytała, dlaczego. Odpowiedzi nie było. Były natomiast komunikaty, że na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych poszlak mogących wskazywać na inny niż rabunkowy motyw.

Działania oprawców
Ani Henryka Pietrzak, ani matka Quiany – Faye Jenkins w to nie wierzyły.
W dzień polskiego Święta Niepodległości i amerykańskiego Dnia Weterana, zbiegające się 11 listopada, Polka siadła i napisała list do… Bracka Obamy, w którym zaciskając zęby, najspokojniej jak potrafi wykłada swój ból. Prośba matki do prezydenta-elekta, aby sprawę zbrodni wyjaśnić do samego końca brzmi dramatycznie. Zwraca uwagę szczególnie argumantacja zrozpaczonej kobiety, gdy mówi, że sednem zbrodni jest to, że żołnierza zabili jego bracia żołnierze, a Afroamerykankę jej bracia Afroamerykanie. Jest to zatem podwójny „mord braterski”. Dokonany przez żołnierzy we własnej ojczyźnie i czasie pokoju. Już tylko to wymaga pochylenia się nad jego motywami, a odpowiedź należy się zarówno matce i rodzinie żołnierza, jak też matce i rodzinie żony żołnierza.

Zadaje także ważne pytania. Jak to jest możliwie, że w US Marines, formacji, która jest legendą amerykańskich sił zbrojnych, mogą funkcjonować mordercy. Czy może dlatego, że w związku z brakiem chętnych do służby na wojnach Busha do Marines zaczęto po prostu przyjmować byłych kryminalistów z wyrokami na koncie? Czy gdyby tak się nie działo, jej syn i jego żona żyliby do dziś?

Zrozpaczona kobieta uważa, że odpowiedzi należą się nie tylko jej, ale matkom wszystkich żołnierzy i matkom wszystkich żołnierskich żon. Już po napisaniu przypomni sobie, że być może powinna dodać, że w przeddzień swej męczeńskiej śmierci, syn i synowa koresponencyjnie oddali swoje głosy na adresata listu, Baracka Obamę. Byli nim zafascynowani.
Do dziś odpowiedź na list z Białego Domu nie nadeszła.
Zielona karta…

… wygrana na loterii wizowej w 1993 roku miała odmienić ich życie. Pietrzakowie przyjechali do Ameryki z synem Janem Pawłem i córką Alicją w 1994 roku, kiedy matka wygrała „zieloną kartę” na loterii wizowej. Trafili na Brooklyn do dzielnicy Bensonhurst. Chodzili do pobliskiego kościoła św. Franciszki de Chantal, gdzie Janek był bierzmowany. Z dumą wszystkim opowiadał, że imiona ma po papieżu.

A pierwszego z nich nie pozwalał wymawiać jako „Dżon”, tylko w oryginalnym polskim brzmieniu. Równocześnie czuł się Amerykaninem. Po ataku 11 września 2001 roku postanowił, że wstąpi do US Marines. Kiedy skończył szkołę i dwa lata college’u, tak właśnie zrobił. O mało jednak plany te skończyłby się niczym. 24 maja 2003 roku, gdy szedł w swej dzielnicy New Utrecht Avenue, zobaczył, że jakiś zbir bije jego kolegę. Pośpieszył na pomoc. Chciał ich rozdzielić. Napastnik bez zmrużenia oka zadał mu cios nożem w głowę. Janek uchylił się, ostrze rozerwało mu prawy policzek od ucha po szczękę. Padł na ziemię we krwi. Pogotowie zabrało go do szpitala. Lekarze dokonując niemałych wysiłków, pozszywali twarz. Pozostała jednak na niej widoczna, pokaźna blizna.

US Marines
Jesienią zameldował się w ośrodku szkoleniowym Marines. Po okresie przygotowawczym dostał przydział do jednostki helikopterowej w bazie Camp Pendleton, niedaleko San Diego w Kalifornii. Ponieważ zawsze miał smykałkę mechaniczną, przełożeni uznali, że największy pożytek będzie z Janka w obsłudze technicznej maszyn bojowych. Nie pomylili się. polski Marine szybko awansował.

Trzy lata temu, kiedy jednostka odlatywała do Iraku, społeczność lokalna urządziła pożegnanie. Po części oficjalnej wojsko poszło na dyskotekę. Tam Janek poznał Quianę, o dwa lata starszą, piękną Afroamerykankę. Wyróżniała się zresztą nie tylko urodą. W odróżnieniu od większości murzyńskich dziewcząt, była jedynaczką, pochodziła z inteligenckiej, zamożnej rodziny, pisała wiersze… Między młodymi – zaiskrzyło.

Love story
Quiana czekała, aż Janek wróci z Iraku. Potem były tradycyjne zaręczyny z udziałem obu rodzin, niemal dwuletnie chodzenie ze sobą. W maju br. chłopak kupił dom w Winchester eleganckim przedmieściu San Diego. Ślub wzięli 8 sierpnia 2008 roku czyli 8.8.08, a trzy ósemki w dacie miały zapewnić im, zgodnie z chińską tradycją, szczęście, powodzenie i majętność. Wesele było huczne. Zaraz potem wprowadzili się do swego domu przy Bermuda Street. Dwustumetrowego, z wielkim salonem i pięcioma sypialniami. Dwudziestoczteroletni pan młody był już sierżantem i dowodził 20-osobowym oddziałem. Dwudziestosześcioletnia panna młoda awansowała, jako asystentka medyczna w szpitalu dziecięcym. Przemyśliwała o studiach medycznych.
– Nie wierzyłam, że to się może skończyć źle – mówi Henryka Pietrzak. – Znajomi, zachwycając się zdjęciami Janka i Quiany, mówili, że to wszystko jest bardzo piękne, ale nie zawsze takie mieszane związki dobrze się kończą. Wzruszałam ramionami. Przez kraj maszerował do Białego Domu Barack Obama z pieśnią zmiany i jedności Ameryki na ustach. Dla Quiany i Janka to był niemal… Bóg.

Wydawało się, że cały świat przed nimi…
Z zimną krwią…
Ten świat legł w gruzach 15 października 2008 r. Początkowo wszyscy dziwili się, jak banda dostała się do domu Pietrzaków. Posiadał bardzo dobre zabezpieczania alarmowe, a Quiana wręcz pedantycznie dbała o bezpieczeństwo. Janek mógł mieć w domu broń, jak większość Marines, ale na prośbę matki zrezygnował z tego. Dziś wiadomo. Do drzwi zadzwonił podwładny Janka, młodszy kapral, 20-latek Tyrone Miller. Widząc go, Janek otworzył. Ten od razu przystawił mu do głowy broń i popchnął do środka. Za nim wpadła pozostała trójka bandytów: 18-letni młodszy kapral Emrys John 21-letni mlodszy kapral Kesuan Sykes i 20-letni szeregowy Kevin Cox.
Quiana siedziała przy stole i pisała podziękowania za weselne prezenty. Janek widząc, co się dzieje, stoczył z napastnikami zaciekłą walkę. Całe wnętrze salonu było zdemolowane. Ciężkie meble poprzewracane. Uległ brutalnej sile i przewadze. Oboje zostali związani i zakneblowani.

Dalej był już tylko horror. Dziewczynę w okrutny sposób gwałcono „tępym niezidentyfikowanym narzędziem
”. Bandyci robili to kolejno. Najprawdopodobniej na oczach męża. Potem, jak się okazało na sali sądowej, był to pomarańczowy wibrator. Oprawcy pozostawili go na widoku… pomiędzy rozrzuconymi nogami Quiany.

Męczyli ich godzinami. Po Janku skakali, pozostawiając na jego ciele ślady protektorów obuwia wojskowego. Potem zaczęli przy nich dyskutować, jak ich zabić. Ostatecznie odbyła się egzekucja strzałem w głowę. Wykonał ją Emrys John. Żeby nie było słychać, Miller strzelał w ich głowy położywszy wcześniej na nich poduszki ze skórzanej kanapy. Potem farbą w spray’u podpisali zbrodnię na ścianie i lustrze. Pomalowali nią także zwłoki dziewczyny.

Powyborcza rewelacja
Na pogrzebie Janka i Quiany na wojskowym cmentarzu Riverside w San Diego nikt jeszcze nie wiedział, kim są sprawcy. Uroczystość była podniosła, odbywała się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Trumna sierżanta Pietrzaka spowita była flagą narodową. Kompania honorowa oddała salwę.
Rodziny zamordowanych, o tym że sprawcy są aresztowani, dowiedziały się dwa tygodnie po zbrodni, ale bez szczegółów dotyczących przebiegu zbrodni. Te ujawniła lokalna prasa w… dzień po wyborach prezydenckich.
– Chyba 29 października, dostałam telefon od detektywa z San Diego, że złapali morderców Janka i Quiany. Był bardzo oszczędny w słowach, prosił o dyskrecję – mówi matka. – Kiedy przyszłam do pracy 5 listopada, dzień po wyborach, koleżanka pokazała mi wydruki z internetu. Myślałam, że nie przeżyję. Najgorsze było jednak, że na końcu zbrodniarzami okazali się… żołnierze US Marines, w tym podwałdni Janka.

Czy czas poinformowania mediów o detalach zbrodni był przypadkowy?
– Nie wierzę. Gdyby sprawa upubliczniła się z tymi wszystkim bestialskimi detalami oraz informacją o murzyńskim pochodzeniu morderców, jeszcze w czasie kampanii, rezonans byłby ogromny… – mówił nam polski ksiądz, prosząc o nieujawnianie nazwiska.

Msza za ojczyznę
W sąsiadującą z 11 listopada niedzielę ks.kanonik Andrzej Kurowski, proboszcz parafii Świętej Franciszki de Chantal, do której należał Jan Paweł Pietrzak, pamiętał o nim podczas uroczystej mszy za ojczyznę, odprawianej z okazji Święta Niepodległości. Tego samego dnia Amerykanie obchodzą swój Dzień Weterana. Tę datę nosi także list matki żołnierza w dramatycznych słowach zwracającej się o pełne wyjaśnienie motywów zbrodni do prezydenta-elekta Baracka Obamy.

Podczas mszy ks. Andrzej Kurowski powiedział, że dzielny młody Polak pozostanie wzorem dla wszystkich innych rodaków, którzy pragną budować swoją przyszłość amerykańską w oparciu o przywiązanie do wiary i tradycji polskiej oraz poświęcenie obronie swojej nowej amarykańskiej ojczyzny. Wezwał wszystkich do modlitwy za jego duszę i duszę jego żony.

Przed kościołem Świętej Franciszki de Chantal stoi imponujący pomnik Jana Pawła II, którego imiona nosił sierżant Pietrzak. Monument odsłonięto, jako pierwszy na świecie po śmierci papieża-Polaka, a dokonywał tego ks.bp.prof. Tadeusz Pieronek w obecności władz Nowego Jorku, władz kościelnych, przedstawicieli Watykanu, świata dyplomatycznego i tłumów wiernych. Parafia posiadała bardzo bliskie związki z Janem Pawłem II, a jej coroczne pielgrzymki Ojciec Święty przyjmował na audiencjach. Miejsce – symboliczne i szczególne.
W tym samym kościele w dniu pogrzebu Jana Pawła Pietrzaka i Quiany Jenkins specjalną mszę za dusze obojga odprawiał ksiądz biskup prof. Ignacy Dec, ordynariusz Diecezji Świdnickiej, skąd pochodzi rodzina Pietrzaków, jak również proboszcz parafii. Porywające kazanie biskupa jest do dziś wspominane przez Polaków w Nowym Jorku. Biskup nie wahał się nazwać sprawców synami diabła.

Wychodzący po nabożeństwie z kościoła nie ukrywali oburzenia dla zbrodni dokonanej na jednym z parafian i w gniewnych słowach wyrażali swoje opinie na temat tego, co się stało.

– Nigdy nie uwierzę, że chodziło o okradzenie Pietrzaków z kosztowności. Jak ktoś ma taki zamiar, stara się włamać, kiedy dom jest pusty. Jak idzie z bronią, w nocy, kiedy wie, że gospodarze są w domu i go rozpoznają, to z góry zakłada, że będzie się musiał ich pozbyć, aby go nie wydali. Z premedytacją szykuje zbrodnię.

Gdy jeszcze bestialsko znęca się nad ofiarami, nim je zgładzi, to kiedy słyszę, że tu chodzi o rabunek, czyli motyw materialny zbrodni, po prostu nie wierzę! Proces tej bandy będzie testem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości… – mówił jeżdżący na co dzień żółtą nowojorską taksówką, Marek Krawczyk z Podkarpacia.

Syndrom Sally Hemmings?
Oficjalnie, Biuro Szeryfa Powiatu Riverside, a także prokuratura podawały motyw „rabunkowy”. Ich zdaniem, US Marines poszli do domu Pietrzaków, aby kraść. Sami aresztowani tego się zresztą kurczowo trzymają.
– Nie ma nic, co sugerowałoby, że dokonano jej z powodów rasowych. Znam inne opinie, ale pochodzą one od ludzi z zewnątrz, którzy sami budują je w swych umysłach… – mówił wtedy prowadzący śledztwo, detektyw Josh Button z wydziału d/s zabójstw tegoż biura.

Można było usłyszeć jednak coś takiego:
– W praktyce przestępstw rabunkowych bardzo rzadkie są sytuacje, gdy towarzyszy im długotrwałe i bestialskie torturowanie. Jeżeli sprawcy bywają zaskoczeni, starają się jak najszybciej unieszkodliwić gospodarza i oddalić się z łupem, a nie pastwić się nad nim w miejscu kradzieży i narażać na ujęcie. W przypadku zbrodni na tle nienawiści, sprawcy często pozostawiają na miejscu jakieś napisy poniżające ofiary. Nic o tym nie wiemy… – mówił nam policyjny detektyw z długoletnim stażem.

Obie rodziny w motyw rabunkowy nie wierzyły. Podobnie Polonia, skłonna dać wiarę motywowi rasowemu czy wręcz – rasistowskiemu. Być może dla czarnoskórych podwładnych Pietrzaka, fakt że poślubił afroamerykańską piękność, robił karierę wojskową, a ich miał „pod sobą”, był nie do zniesienia. Ten motyw zasugerował zresztą konserwatywny dziennik „New York Post”.
W swej korespondencji z Waszyngtonu PAP przypominał o tzw. syndromie Sally Hemmings, czyli zjawisku wrogości, z jaką niektóre środowiska murzyńskie w USA odnoszą się do mieszanych par, w których kobieta jest czarna, a mężczyzna jest biały. Jest to nawiązanie do sytuacji z czasów niewolniczych, kiedy biali posiadacze wykorzystywali czarne niewolnice także seksualnie. Najbardziej znaną stała się oraz weszła do literatury i filmu Sally Hemmings, kochanka prezydenta Thomasa Jeffersona. Stereotyp z nią związany pokutuje do dziś gdzieniegdzie jako ilustracja – z jednej strony – niewolniczej eksploatacji, a z drugiej – braku godności. Nie budzą „zastrzeżeń” związki odwrotne: czarnych mężczyzn z białymi kobietami.
Wszechobecna w USA poprawność polityczna sprawiała, iż ten temat był poruszany sporadycznie w oficjalnych publikacjach, nie mieli jednak najmniejszych problemów z wyrażaniem takich myśli uczestnicy licznych internetowych forów dyskusyjnych.

Niewinni…
Pierwsze pojawienie się w sądzie Powiatu Riverside w Murietta dowiezionych z więzienia oskarżonych miało charakter proceduralny. Sędzia oficjalnie zapytał ich, czy przyznają się do winy, a Emrys John, Tyrone Miller, Kevin Cox i Kesuan „Psycho” Sykes po kolei odpowiedzieli, że się nie przyznają. Tak jest i w chwili obecnej, gdy rozpoczęła się faza przesłuchań związana z prezentacją dowodów przez prokuraturę. Tak będzie zapewne do ostatniego dnia procesu. Czwórka zbrodniarzy nie przyzna się do winy.

W piątek 3 kwietnia oskarżeni przybyli na salę, po raz pierwszy w cywilnych ubraniach. Był to wynik prośby, z jaką wcześniej zwrócili się adwokaci, którzy przekonali sąd, że
pomarańczowe więzienne uniformy stanowią element poniżający. Każdy z czwórki ma dwóch obrońców z urzędu.
Naprzeciw miejsca zajęli prokurator Daniel DeLimon i rodziny ofiar. Faye Jenkins przybyła z mężem, matką i liczną rodziną. Henryce Pietrzak towarzyszył konsul prawny Konsulatu Generalnego RP w Los Angeles Wojciech Bergier oraz grupa przyjaciół jej syna. Uczestnictwo polskiego dyplomaty dostrzegły wszystkie media.

Kiedy sąd zajął miejsce za stołem, a strażnik sądowy oznajmił, że wszyscy mogą usiąść, matka Jan Pawła Pietrzaka nadal stała wpatrując się w morderców syna.

Najwyraźniej starając się przyciągnąć ich wzrok. Patrzyli w drugą stronę. W odróżnieniu od poprzednich wizyt na sali sądowej, mieli podniesione głowy i nie sprawiali wrażenia, aby sytuacja robiła na nich szczególnie przygnębiające wrażenie. Emrys John, egzekutor ofiar, nawet się uśmiechał.

Jako pierwszy rozpoczął zeznania detektyw Benjamin Ramirez, który był na miejscu zbrodni. Jego relacja była wstrząsająca:
W salonie domu znalazł zwłoki obojga małżonków. Zostali skrępowani, a usta zaklejono im plastykową taśmą. Quiana leżała na plecach. Pomiędzy jej nogami leżał wibrator, którym była gwałcona. Emrys John dwukrotnie strzelał w jej głowę. Za nią leżał Jan Paweł. W jego głowę zbrodniarz oddał trzy strzały.
Po dokonaniu zbrodni Marines wzniecili ogień, który miał zatrzeć ślady.
Mordercy zrabowali z mieszkania gotówkę, biżuterię, sprzęt elektroniczny, książeczkę czekową Quiany. Nawet mundur galowy Polaka wraz odznaczeniami.

Większość tych rzeczy znaleziono potem w mieszkaniu Millera. Miał tam także kilkanaście jednostek broni i trzy skradzione paszporty.

Prawdziwą rewelacją okazały się jednak zdjęcia zaprezentowane sądowi przez detektywa. Na ścianie i lustrze widać rasistowskie napisy „Nigger lover” („Murzyńska kochanka”). Potwierdzają one podejrzenia zgłaszane przez obie rodziny ofiar, że to nie motyw rabunkowy był decydujący. Henryka Pietrzak zabrana przez policję do domu syna i jego żony w trzy dni po zbrodni dostrzegła ślady zmywania ściany i lustra. Dopytywała, co się na nich znajdowało. Odpowiedzi nie otrzymała, natomiast zarówno biuro szeryfa, jak i prokuratura utrzymywały, że nie znaleziono nic, co mogłoby wskazywać na zbrodnię z nienawiści.

Kiedy detektyw pokazał rasistowskie napisy, na sali zapadła cisza. Licznie przybyli dziennikarze zaczęli je sobie pokazywać i intensywnie notować. W gronie obrońców zapanowało ożywienie. Byli najwyraźniej zaskoczeni – mówi konsul Bergier.

Zdaniem obserwatorów procesu ten fakt przemawiający za tym, że czwórka czarnoskórych Marines po prostu nie była w stanie znieść faktu, że afroamerykańska dziewczyna może zostać żoną białego chłopaka, a ich życie układać się bardzo dobrze, może bardzo przyśpieszyć procedowanie sądu.
Obrońcy oskarżonych zareagowali na fakt ujawnienia rasistowskich napisów osobliwym tłumaczeniem. Wedle nich Marines zrobili je tylko po to, aby… rzucić podejrzenia na kogo innego (np. jakichś białych rasistów) i ukryć rabunkowy motyw zbrodni.

Z niewątpliwym zainteresowaniem będziemy oczekiwać, jak obrona będzie chciała udowodnić tezę, że zbrodniarze pisali swe plugastwa dla „zmyłki”, nie zaś z autentycznej potrzeby ekspresji swego stanu ducha.

Czuma w akcji
Jak dowiedzieliśmy się, Henryka Pietrzak zwróciła się do ministra sprawiedliwości RP Andrzeja Czumy z prośbą, aby Polska podjęła w sprawie jej syna, który od urodzenia do śmierci był obywatelem RP, stosowną akcję prawną.

Powoływała się na precedens, jakim jest postępowanie wszczęte przez polską prokuraturę w sprawie zastrzelenia przez policję w Holandii naszego rodaka.
Także na fakt, że amerykański wymiar sprawiedliwości zajmuje się sprawcami przestępstw dokonanych na Amerykanach za granicą.

W rozmowie telefonicznej min. Andrzej Czuma potwierdził nam, że podchodzi do listu Henryki Pietrzak z najwyższą powagą i zamierza niebawem z nią rozmawiać. Następną sprawę wyznaczono na 8 maja br.

Powstań, żołnierzu!
Sprawa bulwersuje. Z wielu powodów. Przede wszystkim z ludzkiego punktu widzenia, bo takie przypadki zezwierzęcenia zdarzają się rzadko. Po drugie, jest dewastująca dla wizerunku elitarnej formacji Marines, dumy Ameryki. Po trzecie, godzi w afroamerykańską część społeczeństwa amerykańskiego. Wiara w wersję, że tu chodzi jedynie o rabunek wymaga naprawdę niezwykłej determinacji. Gdyby czterej biali Marines zamęczli na śmierć swego czarnego dowódcę i jego białą żonę, na ulicach mielibyśmy dziś demonstracje. Po czwarte, dzieje się to po wyborze na prezydenta Baracka Obamy, który uznano za najbardziej wyrazisty dowód na to, że Ameryka jest wolna od rasizmu.

Z tych wszystkich powodów proces sprawców musi być śledzony z wielką uwagą. Już zajęły się nim wszystkie najważniejsze amerykańskie stacje telewizyjne i tytuły prasowe. Miejmy nadzieję, że wymiar sprawiedliwości, który reprezentuje prowadząca sprawę sędzina Judith Clark wyjaśni wszystkie motywy zbrodni i do samego końca, a wyrok będzie sprawiedliwy.
– To jest także misja mego życia, ile by mi go jeszcze nie zostało. Jestem to winna memu synowi! Za to będę się modlić w Dzień Zmartwychwstania Pańskiego – mówi Henryka Pietrzak.

O to bedą się modlić w ten dzień wszyscy Polacy w Ameryce. Chcemy, aby Jan Paweł Pietrzak zmartwychwstał w prawdzie wyroku wydanego przez amerykański sąd. Nie jest to przesadna cena.

Waldemar Piasecki, Nowy Jork

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*