Brazylia. Apatia, chaos i wszechobecna korupcja

Protesty przeciwko prezydentowi Michelowi Temerowi w Sao Paulo fot. EPA/Sebastiao Moreira

Rozpoczęty w Brazylii we wtorek przed Najwyższym Sądem Wyborczym (TSE) proces przeciwko prezydentowi Michelowi Temerowi może być początkiem drugiego w ciągu ostatniego roku impeachmentu. Pogrążony w apatii, chaosie i korupcji kraj czekają trudne lata.

Proces przeciwko wywodzącemu się z Partii Demokratycznego Ruchu Brazylijskiego (PMDB) Temerowi dotyczy oskarżeń, że w 2014 r. przed wyborami złamał przepisy dotyczące finansowania kampanii parlamentarnej i prezydenckiej, w której jego ugrupowanie startowało w koalicji z ówczesną prezydent kraju Dilmą Rousseff i jej centrolewicową Partią Pracujących (PT).

Według liczącego 8536 stron aktu oskarżenia koalicyjna kandydatura została wsparta nieudokumentowaną kwotą 50 mln reali przez koncern budowlany Odebrecht. Jej prezes Marcelo Odebrecht został w ub.r. skazany na 19 lat więzienia za korupcję, pranie pieniędzy i przynależność do organizacji przestępczej. W sprawie, prowadzonej przez sędziego Sergio Moro, zostało skazanych kilku innych pracowników tej firmy.

Temer, który w ub.r. po impeachmencie Dilmy Rousseff objął najwyższy urząd w Brazylii, w ostatnim czasie ściągnął na siebie inne zarzuty. 18 maja br. prokuratura poinformowała, że jest w posiadaniu nagrania rozmowy, w której jeden z współwłaścicieli brazylijskiego koncernu mięsnego JBS przyznaje, iż od 2010 r. firma ta płaci łapówki Temerowi.

Dzień później prokurator generalny Brazylii Rodrigo Janot ogłosił, że prezydent Temer i były kandydat na prezydenta, senator Aecio Neves podjęli wspólne działania, aby uniemożliwić wdrożenie dochodzeń w sprawie korupcji na najwyższych szczeblach władzy, w tym wyjaśnianie afery korupcyjnej wokół brazylijskiego koncernu naftowego Petrobras. Sprawa ta ma wiele odgałęzień.

Nagrania, które znalazły się w rękach prokuratury, dowodzą, że Michel Temer polecił zaprzyjaźnionemu przedsiębiorcy działania korupcyjne, aby ukryć szczegóły operacji politycznej, która doprowadziła w ub.r. do odwołania ze stanowiska ówczesnej prezydent Dilmy Rousseff. Temer był wówczas wiceprezydentem; po zawieszeniu Rousseff przez Senat objął urząd prezydenta.

W ocenie pochodzącego z Sao Paulo politologa Daniela Severino sytuacja w kraju jest na tyle chaotyczna, że w każdej chwili może dojść do przewrotu wojskowego.

„Nie jest wykluczone, że pojawią się ruchy wewnątrz armii i dążenie do tego, aby siłą przejąć władzę. Sytuacja może wymknąć się spod kontroli i możemy szybko wrócić do dyktatury wojskowych, którzy od 1964 r. przez 21 lat rządzili krajem. Armia z pewnością uciszyłaby wówczas intelektualne i polityczne elity naszego kraju” – powiedział PAP Severino.

Odmienną opinię wyraża prezes sądu federalnego Sergio Moro. Jego zdaniem Brazylia, która porzuciła dyktaturę wojskową w 1985 r., jest wprawdzie pogrążona w kryzysie politycznym, ale wojskowy zamach stanu jej nie grozi.

„Sytuacja w naszym kraju nie jest najlepsza, ale kraj ma silne fundamenty demokratyczne” – zapewnił Moro w wywiadzie dla lizbońskiego tygodnika „Expresso”.

Podobnie uważa portugalski ekspert ds. problematyki międzynarodowej Armando Marques Guedes. Według tego specjalisty z Uniwersytetu Nowego w Lizbonie, rządzące od ponad 30 lat władze cywilne zrobiły wiele, aby pozbawić wojskowych licznych przywilejów i możliwości oddziaływania na władzę.

„Brazylia ma silne podstawy demokratyczne, a dodatkowo w kraju w ostatnich latach znacznie wzrosła świadomość społeczna, a także rola mediów. Liczą się dziś z nimi wszyscy +aktorzy+ oddziałujący na politykę” – powiedział PAP Marques Guedes.

Ekspert odnotował, że na rok przed wyborami sytuacja na scenie politycznej w Brazylii jest bardzo dynamiczna, a zarazem nieprzewidywalna. Przyznał, że choć szanse na powrót do władzy Temera i Rousseff po zaplanowanych na 2018 r. wyborach są znikome, to faworytem wydaje się być Luiz Inacio Lula da Silva, legendarny syndykalista i lider PT, który w latach 2003-2010 pełnił urząd prezydenta Brazylii.

Przyszłość byłego prezydenta jest jednak niepewna, gdyż od maja br. jest on sądzony za korupcję w Kurytybie. 71-letniemu Luli, który odrzuca oskarżenia, nazywając proces farsą, zarzuca się, że wchodził w skład grupy polityków otrzymujących od kilku firm budowlanych miliardy reali w zamian za lukratywne zamówienia od Petrobrasu, brazylijskiego giganta naftowego, w którym rząd posiada większościowe udziały.

Jak poinformował PAP pochodzący ze stolicy kraju, Brasilii, ekspert ds. marketingu Valdemar Nascimento, choć większość brazylijskiego społeczeństwa wierzy, że oskarżenia wobec Luli są prawdziwe, to decydujący dla możliwego wyboru tego polityka na urząd prezydenta powinien być głos najbiedniejszych, a więc najliczniejszej grupy obywateli.

„Lula wciąż cieszy się dużym poparciem brazylijskiego społeczeństwa, dlatego wśród innych polityków, w większości oskarżonych o korupcję, jawi się on jako mniejsze zło. Jego wybór na kolejną prezydenturę może zostać zablokowany tylko poprzez osadzenie go w więzieniu” – mówi Nascimento, dodając, że Temer z zaledwie 5-procentowym poparciem ma znikome szanse na zwycięstwo.

Tymczasem lizboński ekonomista Antonio Pinto wskazuje na nasilające się zjawisko wyjazdów klasy średniej z Brazylii. Ekspert, mający rodzinę w tej byłej portugalskiej kolonii, zaznacza, że bogatsi Brazylijczycy coraz chętniej przeprowadzają się do Europy, lokując swoje środki w różnorodne projekty inwestycyjne.

„Portugalia przejęła w ostatnich dwóch latach znaczną część brazylijskiej klasy średniej. Do zamieszkania w Europie przekonał ich niski w porównaniu z Brazylią poziom korupcji, większa przejrzystość ustawodawstwa i brak dużych opóźnień w opłatach za towary i usługi, a także sprawniejsza administracja” – powiedział PAP Pinto.

Ekspert przypomniał, że rozwiązaniem na bolączki Brazylii może być tylko szybka wymiana klasy politycznej. Odnotował, że aż 299 z 513 członków Izby Deputowanych, niższej izby parlamentu, albo zostało już skazanych przez sądy albo prowadzone są przeciwko nim procesy, zazwyczaj w sprawach korupcyjnych.

Ważnym głosem przeciwko politykom Brazylii był majowy apel Konferencji Episkopatu tego największego katolickiego kraju świata, w którym biskupi wezwali politycznych decydentów do zmiany zachowań w sprawowaniu mandatów.

”Obserwujemy ze zdziwieniem i oburzeniem ujawniane poważne przypadki korupcji politycznej. Powinny one zostać skrupulatnie wyjaśnione na bazie gwarancji konstytucyjnych, a autorzy takich działań powinni ponieść konsekwencje” – napisali brazylijscy biskupi.

Episkopat zaapelował też do polityków o przywrócenie etycznych zachowań w życiu publicznym. „Potrzebny jest nowy model zaangażowania w politykę, który opiera się na takich wartościach jak uczciwość i sprawiedliwość społeczna” – stwierdzili biskupi.

Tegoroczna wiosna stoi pod znakiem licznych manifestacji przeciwko rządom Michela Temera. 24 maja br. w Brasilii w starciach z policją rannych zostało 49 osób. Na ulice wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy domagali się ustąpienia Temera. Demonstranci podpalili siedzibę ministerstwa rolnictwa, a w budynkach innych resortów wybijali szyby w oknach i wyważali drzwi. By powstrzymać protestujących, policja użyła gazu łzawiącego i granatów hukowych. Ewakuowano gmachy niektórych ministerstw.

W dniu zamieszek w Brasilii Temer podpisał dekret wyprowadzający wojsko na ulice stolicy kraju, aby zaprowadzić porządek w mieście. 1500 żołnierzy wróciło do koszar dzień później, kiedy prezydent uchylił obowiązywanie dekretu.

Marcin Zatyka (PAP)

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*