Birma. Ludzie wierzą, że po zwycięstwie opozycji wszystko się zmieni

Birma. Ludzie wierzą, że po zwycięstwie opozycji wszystko się zmieni

downtown-669909_1920

Mieszkańcy Rangunu kochają Aung San Suu Kyi jak matkę i wierzą, że po jej zwycięstwie sytuacja w Birmie zmieni się z dnia na dzień. Ich nadzieje są jednak niemożliwe do spełnienia w krótkim czasie, nawet jeśli Narodowa Liga na rzecz Demokracji wygra wybory.

„Kiedy wygra nasza matka Aung San Suu Kyi, Rangun będzie oświetlony” – mówi PAP 40-letni bezrobotny Mow Zow, gdy nad największym miastem Birmy zapada zmrok, skrywając w ciemnościach prawie nieoświetlone ulice. Mówiąc, Mow musi przekrzykiwać wrony, które jak co wieczór kraczą tu tak głośno, że trudno rozmawiać.

Choć do głosowania pozostały już tylko godziny, obserwatorzy nie są w stanie przewidzieć ani wyniku, ani jego konsekwencji. Nikt nie jest pewny, czy krakanie wron tego wieczoru okaże się dla Birmy dobrą, czy złą wróżbą.

Będą to pierwsze wolne, demokratyczne wybory w Birmie od kiedy w 2011 roku wojskowa junta, która twardą ręką władała krajem przez pięć dekad, przekształciła się w cywilny rząd jako Partia Unii Solidarności i Rozwoju (USDP).

Właściciele sklepików i restauracji w Rangunie wywiesili na ścianach zdjęcia Suu Kyi i czerwone plakaty jej partii, Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD). Kierowcy okleili swoje auta naklejkami z flagą ugrupowania.

Jeszcze pięć lat temu, gdy wojskowa junta rozpoczynała proces transformacji, w mieście praktycznie nie było samochodów. Teraz w godzinach szczytu ulice są zakorkowane. Mimo prawostronnego ruchu większość aut ma kierownicę po prawej stronie – w Birmie dożywają swoich dni stare, sprowadzone z Japonii toyoty, hondy i nissany, bo wciąż tylko na nie stać zwykłych Birmańczyków, o ile w ogóle mogą pozwolić sobie na samochód.

„Pensje w Birmie są za niskie. Wielu Birmańczyków musi emigrować. Tylko Aung San Suu Kyi może to zmienić” – uważa 30-letni kelner. Zarabia 60 tys. kyatów miesięcznie (ok. 50 dolarów). Z miesięcznej pensji jest więc w stanie kupić 20 butelek piwa Myanmar, najtańszego trunku w lokalu, w którym pracuje.

Bar mieści się w Złotej Dolinie, willowej dzielnicy Rangunu, zamieszkanej przez lokalne elity. To tutaj, w pobliskim lokalu wyborczym, swój głos odda w niedzielę rano uwielbiana przez tłumy Aung San Suu Kyi, wieloletnia opozycjonistka i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, córka ojca niepodległości Birmy, generała Aung Sana.

„Ludzie myślą, że jeśli wygra NLD, wszystko zmieni się w bardzo krótkim czasie. Jeśli tak się nie stanie, może być problem” – ocenia w rozmowie z PAP Mya Hnin Phyu z ranguńskiego biura organizacji Euro-Burma Myanmar, która promuje w kraju społeczeństwo obywatelskie.

„Chcą demokracji, ale niezupełnie wiedzą, co to jest. Chcą pozytywnych zmian, ale nie zdają sobie sprawy, ile sami muszą dać od siebie” – dodaje Phyu.

Tymczasem NLD nie przedstawia wyborcom żadnego konkretnego programu gospodarczego. Eksperci mają wątpliwości, czy w szeregach partii jest dość wykształconych ludzi, by mogła skutecznie rządzić krajem. W tych wyborach nie chodzi jednak o program polityczny, ale o wymianę elit – wyjaśnił PAP Konstantin Barwaldt z ranguńskiego biura fundacji FES, która promuje demokrację.

Choć od kilku lat Birma rozwija się stosunkowo dobrze, ludzie w Rangunie domagają się odsunięcia od władzy generałów, którzy dalej rządzą krajem w cywilnym przebraniu. „Przez 50 lat byliśmy rządzeni przez wojsko. Ludzie myślą, że obecny rząd jest związany z armią. Chcą rządu, który będzie służył ludziom” – mówi Phyu.

„Głosuję na NLD, bo mój wujek siedział przez wiele lat w więzieniu za to, że działał w opozycji. Nie chcę, by rządzili ci sami ludzie, którzy wsadzili go do więzienia” – mówi PAP 27-letni inżynier z Rangunu.

Za czasów dyktatury wojsko twardą ręką tłumiło wszelkie przejawy krytyki. Publiczne poruszanie tematów politycznych groziło aresztowaniem. W 1988 roku wojsko krwawo rozprawiło się z protestującymi studentami, zabijając kilka tysięcy osób, a Aung San Suu Kyi została zamknięta w areszcie domowym, w którym przebywała przez większość czasu do 2010 roku.

Teraz Suu Kyi ma szansę na historyczne zwycięstwo, ale jej wodzowski styl rządzenia partią już budzi niepokój ekspertów. Przywódcy studenccy z 1988 roku, nazywani Pokoleniem 88, wstępowali do NLD z nadzieją na miejsca na listach wyborczych partii. Ostatecznie większość nie znalazła się na listach.

By stworzyć rząd, NLD potrzebuje 67 proc. głosów, gdyż zgodnie z konstytucją jedna czwarta mandatów zarezerwowana jest dla wojska. Choć partia osiągnie prawdopodobnie przygniatające zwycięstwo w Rangunie i innych dużych miastach, wyniki na wsi i terenach zamieszkałych przez mniejszości etniczne są trudne do przewidzenia.

Bez względu na wyniki głosowania, w rękach wojska pozostaną resorty siłowe i dość mandatów w parlamencie, by mogło zawetować ewentualną zmianę konstytucji.

Równie ważna jak same wyniki będzie ich interpretacja przez główne siły polityczne. Według obserwatorów możliwych jest wiele scenariuszy, w tym niepokoje społeczne, zamieszki i interwencja wojska.

Aung San Suu Kyi nigdy nie nawoływała do ulicznych protestów, a prezydent Thein Sein obiecał, że armia zaakceptuje każdy wynik głosowania. Jednak biuro Euro-Burma Myanmar i wiele innych firm w Rangunie będzie przez następne kilka dni zamkniętych „ze względów bezpieczeństwa”.

Kiedy na dzień przed historycznymi wyborami w Rangunie zachodzi słońce, nikt nie jest w stanie z całą pewnością ocenić, czy ten bogaty w surowce i najlepiej niegdyś rozwinięty kraj regionu rozświetli się wolnością i dobrobytem, czy też duma i ambicje jego mieszkańców znów utoną w mrokach wojskowej dyktatury. A może – co najbardziej prawdopodobne – jego przyszłość leży gdzieś pomiędzy jednym a drugim.

Z Rangunu Andrzej Borowiak (PAP)

Zdjęcia: pixabay.com

  • myanmar-756566_1920
  • inle-lake-195935_1280
  • girl-259801_1920
  • fisherman-195932_1280
  • downtown-669909_1920
  • burma-803442_1920

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Reportaże
Tags: birma, reportaż

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*