Biecz – miasto królewskie

Biecz to średniowieczne miasto o niebywałym uroku. Położone na wzgórzach, otoczone murami i basztami obronnymi. W dawnej Rzeczypospolitej stanowiło twierdzę obronną i ważny ośrodek handlowy, tędy bowiem biegł szlak handlowy z Węgier do Polski. Biecz uzyskał prawa miejskie w XII wieku za rządów Bolesława Wstydliwego. Potem „mały Kraków”, „polskie Carcassonne”, „perła Podkarpacia” – pod takimi nazwami znamy Biecz – był grodem kasztelańskim. W XIV i XV wieku miasto rozwijało się dynamicznie dzięki posiadaniu statusu miasta królewskiego. Biecz posiadał trzy zamki, przebywali tu polscy królowie, tu podejmowano ważne dla Rzeczypospolitej decyzje.

Bywał tu często król Kazimierz Wielki, także królowa Jadwiga, wizytował często miasto król Władysław Jagiełło. Już w XIV wieku utworzono powiat biecki, istniał aż do czasów rozbiorowych. W tym to okresie miasto pełniło funkcję ośrodka administracyjnego i sądowniczego. Było siedzibą kasztelanii, także siedzibą sądu wyższego prawa magdeburskiego, sprawowało sądownictwo grodzkie i ziemskie. Sądzono tu przestępców, w mieście wykonywano wyroki śmierci. Biecki kat zwany był Mistrzem Świętej Sprawiedliwości. Skazanych pochodzących z plebsu wieszano, a tych „bene nati” ścinano mieczem. Takie były czasy.

Biecz był ważnym ośrodkiem handlowym. W mieście istniały kramy solne, przystrzygalnia, blich. Urządzano też jarmarki. Przywożono tu z Węgier wino, wełnę, miedź i ołów. Rozwijało się też płóciennictwo i sukiennictwo. Miasto stawało się coraz bardziej bogate. Budowano kościoły i okazałe kamienice mieszczańskie. Dość wspomnieć, że w XV wieku studiowało w Krakowie czterdziestu bieczan. Okres zaborów to częściowy upadek miasta. Potem znów w XIX wieku rozwija się przemysł naftowy, powstaje Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Po I wojnie światowej pozostało w mieście pięć cmentarzy. Na jednym z nich pochowano na nich 207 Austriaków i 177 Rosjan. Wrogów połączyła śmierć na cmentarzu.

Z Biecza pochodził Marcin Kromer, autor historii i geografii polskiej. Wacław Potocki – poeta baroku – pełnił w tym mieście funkcje sędziego i podstarościego. Piękno grodu nad rzeką Ropą opiewali artyści. Bywał tu Matejko, Mehoffer, Wyczółkowski, Wyspiański.

Obecnie miasto zachwyca zabytkami i niepowtarzalną atmosferą. Na każdym kroku widać tu miniony czas i pochód historii. Mimo przeróżnych zawiłości historii i losu, przetrwało wiele cennych zabytków. Przede wszystkim zachwyca średniowieczny rynek, gotycko – renesansowa starówka, późnogotycka fara, XVIII-wieczny kompleks klasztorno – kościelny. Miasto otaczają mury obronne wzmocnione basztami, robi to ogromne wrażenie, przenosi nas w dawny, inny świat. Zachował się też częściowo barbakan.

Rynek, rynek, ten biecki rynek. Ogromny, wybrukowany, odmienny. Na środku rynku stoi renesansowy ratusz, to swoista wizytówka miasta. Pod ratuszem znajdują się lochy dla skazańców. Na skraju rynku stoi posąg św. Floriana, wygląda niczym ludowa kapliczka. Spacer po rynku to zachwyt nad lokalną architekturą, urokiem kamienic mieszczańskich. Szczególnie jedna budzi wielkie zainteresowanie. To kamienica zbója Becza. Według legendy miasto Biecz nazwano imieniem Becza. Był on szlachcicem węgierskim i rozbójnikiem. Został wygnany z własnej ojczyzny i osiadł w Polsce. Tutaj też trudnił się zbójnictwem. Został skazany na karę śmierci. Wykazał jednak skruchę i prosił o darowanie mu winy, w zamian obiecał przekazać swe majętności dla Biecza. I tak się stało…wystawił basztę murowaną z podziemnymi przejściami w lasy głębokie, wybudował kościół i miasto całe otoczył wszystko murem…Tutaj dokonał pokutniczego żywota i tu go pochowano.

Inna legenda mówi o śpiących rycerzach. Otóż na górze zamkowej był ongiś gród obronny, niestety popadł w ruinę. Na tym miejscu zbudowano potem zamek. Strzegła go dumna załoga rycerska. Tam rezydowali polscy królowie wizytujący Biecz. W XV wieku zburzono zamek. Rycerze w zbrojach wraz z końmi ukryli się w podziemiach zamku. Do dziś czekają na wezwanie, w każdej chwili gotowi są bronić Biecza.

Biecz często odwiedzała królowa Jadwiga. Obserwując pewnego razu prace wykończeniowe przy budowie kościoła zauważyła małego zasmuconego kamieniarczyka. Gdy spytała o powód smutku, powiedział jej o swej rodzinnej biedzie. Litościwa pani chciała go czymś obdarować, ale nie miała niczego przy sobie. Zdjęła zatem swój bucik, odczepiła złotą klamrę i obdarowała chłopca. Ściągając bucik położyła nogę na kamieniu, a kamieniarczyk wykuł odbicie stopy królowej i umieścił go w portalu, by każdemu przypominał imię miłościwej królowej.

Najcenniejszym zabytkiem miasta jest Kolegiata pw. Bożego Ciała, kościół z XV wieku. Bryła świątyni imponująca, trójnawowe rzędy kaplic. Ogromny przepych w wystroju, wiele cennych dzieł sztuki. W prezbiterium interesująca polichromia wykonana przez Tetmajera.

Muzeum „Kromerówka” to historia Biecza. Znajduje się w XVI-wiecznym budynku. Eksponowane są zabytki kultury materialnej od neolitu do XX wieku, eksponaty związane z historią miasta i regionu. Tu można podziwiać dzwon z 1382 roku odlany w Spiskiej Wsi, zaliczany do najstarszych w Europie, gotycką rzeźbę Matki Boskiej Bolesnej. Niezwykle intrygujące są eksponaty rzemiosła katowskiego. Można przeczytać kartę rachunków z 1540 roku zawierającą rejestr miast wypożyczających bieckiego kata. Także listę beskidników słowacko – polskich żądających okupu za rozbójników niewinnie straconych. Są tu liczne kromeriana, także twórczość Wacława Potockiego.

Nie sposób wymieniać wszystkich zabytków. Mnie ogromnie zauroczyły mury obronne Biecza, miały kiedyś aż 1200 metrów. Dziś pozostały tylko fragmenty. Z dawnych siedemnastu baszt dotrwały do naszych czasów tylko trzy. Przepiękne są okolice Biecza. Wystarczy przejechać trasą Jasło – Gorlice, by nasycić oko niezwykłym pejzażem i oryginalnością terenu… falujące wzgórza częściowo zalesione, oryginalna architektura ludowa i sakralna, kapliczki ludowe z Chrystusem Frasobliwym. W przydomowych ogródkach kwitną kwiaty, malwy zazierają do okien, a warkocze jarzębin rozdają czerwienie jesieni. Na Podkarpaciu pozostała dawna sielskość i gościnność, jakże typowa dla dawnej Galicji. Kto zabłądzi na turystycznym szlaku… niech pamięta, że każdy wyciągnie do niego pomocną dłoń.
Janusz Kopeć

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*