Biała Ruś między młotem a kowadłem

Moskiewska propaganda – dokładnie tak, jak warszawska – od kilku lat nazywa legalnego prezydenta niepodległego Państwa Białoruskiego „małym Stalinem”, „białoruskim Hitlerem”, „tyranem”, „satrapą”, „złodziejem”, „cudzołożnikiem”, „mordercą” i w paroksyzmach politycznego chamstwa posuwa się nawet do szargania rodziny i dzieci Aleksandra Łukaszenki. Przy tym prasowe, radiowe i telewizyjne szczekaczki zarówno w Moskwie, jak i w Warszawie są przekonane o swej – pożal się Boże! – „wysokiej kulturze politycznej”. W Rosji co tygodnia ukazują się filmy i całe seriale, książki i płyty CD, których treść poświęcona Białorusi przypomina raczej wielkomocarstwową kloakę. Cóż to za widok: pouczenia płyną z krajów, w których dziennikarzom za nonkomformistyczne publikacje natychmiast wykręca ręce prokuratura, w których umundurowani bandyci grabią prywatne mieszkania, porywają obywateli dla okupu, wieszają w areszcie (seryjnie!) świadków w toczących się śledztwach, a sądy nękają redaktorów legalnie ukazujących się periodyków za niestosowanie się do idiotyzmów „poprawności politycznej”!

 

Z publikatorów rosyjsko- i polskojęzycznych wyłania się też zupełnie fałszywy i karykaturalny obraz rzeczywistości socjalnej naszej wschodniej sąsiadki, Białorusi. Warto więc przywołać kilka faktów prawdziwych, a nie wirtualnych, dotyczących tego tematu. Otóż dzisiejsza Białoruś to wcale nie zacofany, prymitywny, biedny i niekulturalny kraj, jak wmawiają swym odbiorcom kłamliwe media, lecz państwo nowoczesne i wysoko rozwinięte pod względem gospodarczym, duchowym, naukowym i technicznym; w wielu aspektach bardzo podobne do naszego południowego dzielnego sąsiada, czyli Czech. Podczas gdy Polska likwiduje swój wspaniały ongiś potencjał gospodarczy (stocznie, zakłady Cegielskiego i in.) Białoruś produkuje ponad 30% światowej produkcji samochodów superciężkich (MAZ, BIEŁAZ), znanych na wszystkich kontynentach w ponad 70 państwach, a przewyższających pod względem jakości odnośne maszyny niemieckie, amerykańskie i brytyjskie. (Dlatego Zachód i Rosja tak bardzo chcą, stosując metodę wrogiego przejęcia, „zintegrować” Białoruś i pozbawić ją następnie potencjału gospodarczego, czyniąc z niej jeszcze jednego „europejskiego” żebraka!).

 

Białoruś produkuje ponad sześć procent globalnej produkcji traktorów (MTZ), znaczną część bezzałogowych samolotów zwiadowczych, nie ustępujących jakościowo znakomitym maszynom Izraela. Ten 10 milionowy kraj posiada rozbudowany przemysł lekki, spożywczy, chemiczny, przetwórczy, farmaceutyczny, tekstylny, a także zbrojeniowy, wytwarzający takie rodzaje broni, które mają tylko najbardziej rozwinięte kraje świata. Armia zaś białoruska, jak twierdzą międzynarodowi eksperci, mieści się w pierwsze dwudziestce w skali światowej. Gdyby agresor wschodni lub zachodni poważył się ją zaatakować, poniósłby dotkliwe i niepowetowane straty. Produkcja wysoko technologicznego przemysłu białoruskiego jest eksportowana do ponad 150 krajów.

 

Nasza wschodnia sąsiadka jest krajem posiadającym gęstą sieć doskonałych dróg i autostrad (nie ustępujących niemieckim, a zbudowanych przez „satrapę” Łukaszenkę!), siedem nowoczesnych lotnisk, szereg linii gazowniczych, elektrycznych, naftowych. Przed rokiem 1990 Białoruś odprowadzała rocznie do budżetu sowieckiego prawie sześć miliardów dolarów i – obok Rosji i Azerbejdżanu – była jedną z trzech republik związkowych dotujących rozwój innych części ZSRR, podczas gdy reszta była „dokarmiana” cudzym kosztem. Gdy wraz z demontażem Związku Radzieckiego ten wyzysk się skończył, Białoruś ruszyła mocno do przodu i w krótkim okresie poczyniła imponujące postępy w każdej dziedzinie życia społecznego.

 

***

 

W tym miejscu warto zaznaczyć, że kierownictwo Białorusi wkrótce po odzyskaniu niepodległości państwowej w 1990 roku obrało tak zwany „kazachstański” szlak rozwoju. Chodzi o to, że dziś siedemdziesięcioletni lider Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew, narodowiec, wytrawny polityk i zapobiegliwy gospodarz, w 1990 roku szeroko otworzył swój kraj dla inwestycji zagranicznych, ale nie dla przejmowania istniejącego majątku narodowego przez obcy kapitał. Powiedział na samym początku: zapraszamy do nas wszystkich chętnych przedsiębiorców z całego świata; przyjeżdżajcie do nas, zakładajcie i budujcie wszystko, co się wam będzie podobało; nie będziemy czynić żadnych przeszkód ani stawiać barier biurokratycznych; lecz to, co jest własnością suwerennego narodu Kazachstanu, własnością tegoż narodu pozostanie; o wyprzedaży i przejmowaniu tego majątku nawet mowy być nie może.

 

Taka „hermetyczna” postawa oburzyła i dotknęła Sorosa, Berezowskiego i innych międzynarodowych spekulantów, a ich kieszonkowi dziennikarze ogłosili Nazarbajewa za „azjatyckiego tyrana” i „dyktatora”. Natomiast w przeciwieństwie do żydowskich kapitaliści japońscy, chińscy, koreańscy gwałtownie ruszyli z inwestycjami na liberalny rynek kazachski. Tania, wykwalifikowana i sumienna siła robocza, brak szykan biurokratycznych i korupcji sprawiły, iż na terenie Kazachstanu w ciągu ostatnich 20 lat powstało mnóstwo nowoczesnych przedsiębiorstw, firm, banków, a rozwój gospodarczy był tak zawrotny, że obecnie ten kraj jest określany jako „młody tygrys Azji”.

 

Roczny proficyt (o deficycie budżetowym tu w ogóle nie ma mowy) idzie w miliardy dolarów, przyrost gospodarczy oscyluje wokół 10%, a Kazachstan z dłużnika stał się kredytodawcą, u którego zadłużone są nawet Izrael, Iran, Indie, Rosja i Ukraina, a także i Polska, nawiasem mówiąc. (Swoją koleją, jak to się stało, że PZPR zarzucano, iż zadłużyła kraj na 30 mld dolarów w ciągu swych rządów, a obecnie miłościwie nam panujący obóz solidarnościowy tylko za 20 lat sprawił, iż polski dług zewnętrzny przekracza daleko 130 miliardów USD i nikogo to nie obchodzi?).

 

Po części taką samą drogą jak Nazarbajew zamierzał pójść i A. Łukaszenko, który również nie dał się nabrać na bzdurne frazesy o „integracji w gospodarkę światową”, zachował w całości majątek narodowy jako własność swego państwa, a to mimo potwornych nacisków ze strony rosyjskiej i amerykańskiej. Jego kraj jednak od początku znalazł się między młotem a kowadłem: z jednej strony w iście bandycki sposób szykanowała go Moskwa, a z drugiej będąca na usługach Sorosa Warszawa, inicjująca (na rozkaz ambasadora USA) raz po raz w obrębie Unii Europejskiej nagonkę propagandową, blokadę turystyczną, szykany gospodarcze i polityczne w stosunku do Mińska. I to kosztem właśnie polskiej racji stanu! Choć przecież najzwyklejsza logika nakazywała i nakazuje nieczynienie wciąż na nowo gorszących awantur dyplomatycznych, lecz skierowanie polskiego kapitału (czy raczej tego, co po nim pozostało) i handlu na Białoruś, otwarcie granic dla wszystkich jej obywateli, aby mogli swobodnie po Europie się poruszać, zapoznawać bezpośrednio z jej kulturą polityczną i finansową, tradycjami i rozwiązaniami organizacyjnymi. Zamiast tego warszawskie MSZ obrało drogę dokładnie sprzeczną z logiką i polskim interesem narodowym, zaczęło małpować żandarmskie metody USA, blokując kontakty Białorusi z Europą.

 

Skutkiem tej skandalicznie głupiej polityki stała się obecnie kompletna klapa polskiej polityki wschodniej, a Białoruś i Ukraina są jak nigdy mocno zagrożone trafieniem w objęcia rosyjskiego niedźwiedzia. Polonofobia zaś powoli staje się czymś naturalnym za naszymi wschodnimi rubieżami, choć jeszcze 20 lat temu była niezauważalna ani na Białorusi, ani na Ukrainie. Bzdurny piłsudczykowski „prometeizm” przysłużył się, jak zawsze, polityce obcej kosztem polskiej racji stanu.

 

Największy udział we współpracy gospodarczej z Białorusią mają: Rosja – 23%, Wielka Brytania – 19%, Szwajcaria – 17%, Austria – 9%, Niemcy – 8%, Holandia 3%. Uderza w tej statystyce nieobecność Polski, która obok dziesiątków innych krajów mieści się w pozostałych 15%. Za ciągłe awantury i skandale polityczne, za durne próby ingerencji w wewnętrzne sprawy jakże życzliwego do niedawna i bliskiego sąsiada przyszło słono zapłacić. A można było wyciągać olbrzymie zyski, choćby zachęcając Białoruś do złożenia pakietu zamówień w polskich stoczniach czy w Zelmerze. Jak to się mówi, głupota kosztuje.

 

***

Do wyżej przytoczonych warto dorzucić jeszcze garść informacji o współczesnej Białorusi. A więc budżet wewnętrzny w skali rocznej wynosi tu 60 miliardów euro; z tego na ochronę zdrowia idzie 8%, na edukacj/ – 9%, na kulturę – 1,2%. Ukazuje się mnóstwo książek w języku rosyjskim i białoruskim (Białorusini chętnie używają języka rosyjskiego, lecz to absolutnie nie wpływa na ich narodową samoświadomość, a nastroje antyrosyjskie wciąż przybierają na sile na skutek neoimperialistycznych zakusów Moskwy i obrzydliwej nagonki na powszechnie tu akceptowanego prezydenta). W kioskach z prasą zawsze można nabyć rozmaite pisma o ukierunkowaniu zarówno prorządowym, jaki i antyrządowym (te ostatnie są od lat przeważnie dostarczane z Rosji).

 

Uznaniem międzynarodowym cieszy się nauka białoruska. Działa tu 56 uniwersytetów państwowych oraz 204 inne uczelnie; pracuje 17 tysięcy naukowców, w tym 2,5 tysięca doktorów habilitowanych. O ile w okresie sowieckim na Białorusi studiowało rocznie 197 tysięcy młodych ludzi, o tyle obecnie liczba studentów przekracza 408 tysięcy. Władze polityczne absolutnie nie ingerują w proces badań naukowych, a dyskusje mąją charakter wyłącznie merytoryczny. Na Białorusi, w przeciwieństwie np. do Rosji, nie małpuje się Zachodu i nie jest modne wydawanie kolorowych, lecz często zupełnie bezwartościowych, encyklopedii i leksykonów opracowanych w USA. Sami tamtejsi uczeni opracowują i szykują do druku znakomite edycje tego typu, że wspomnimy tu tylko o 5-tomowej encyklopedii literatury białoruskiej, 2-tomowej encyklopedii folkloru czy 3-tomowej fundamentalnej „Encyklopedii Wielkiego Księstwa Litewskiego”. [Ciekawe, że tam się uważa za białoruskich bohaterów narodowych takich książąt jak Gedymin, Olgierd, Witold, Witeń, za „swoich” zaś też uchodzą pochodzący z białoruskich ziem A. Mickiewicz, S. Moniuszko, T. Kościuszko, L. Kondratowicz, M.K. Ogiński, L J. Paderewski, M. Wańkowicz, Cz. Miłosz, T. Dostojewski, Cz. Niemen, J. Czeczot jak też wszyscy Kalinowscy, Pietrażyccy, Przewalscy, Newelscy, Chodźkowie, Chrapowiccy, Kowalewscy, Chodkiewiczowi itd. Białorusini po prostu uważają się za starożytnych Słowiańskich Litwinów, twórców i gospodarzy WKL].

 

***

Bezrobocie tu wynosi 2,5%, czyli jest pięciokrotnie niższe niż w Polsce, co świadczy o dobrej organizacji pracy i skutecznym sterowaniu całokształtem procesów socjalnych. Średnie wynagrodzenie netto (z pominięciem właścicieli przedsiębiorstw) przekracza 500 USD. Państwo na masową skalę buduje mieszkania i sprzedaje je obywatelom po 850 USD za metr kwadratowy. Zarówno banki państwowe, jak i prywatne, nie mają prawa udzielać kredytów osobom fizycznym pod oprocentowanie wyższe niż 5% (mieszkańcom wsi – 1%). Jeśli młode małżeństwo zaciąga kredyt mieszkaniowy, po przyjściu na świat pierwszego dziecka państwo przejmuje na siebie 1/3 długu, drugiego – kolejną 1/3, a po urodzeniu się trzeciego potomka – całość zadłużenia. Oczywiście, Białoruś nie może tak jak Rosja wypłacać 11 tysięcy dolarów becikowego, a potem po 300 USD miesięcznie na każde dziecko aż do 18 roku życia, lecz troska o rodzinę jest tu wcale wyrazista. W pełni płatny urlop macierzyński wynosi 3 lata, a wszystkie przedszkolaki tego kraju mają ustawodawczo i w praktyce zapewnione miejsca w żłobkach i przedszkolach z pięciorazowymi posiłkami w ciągu dnia za symboliczną opłatą 18 złotych miesięcznie.

 

Każdy obiektywny obserwator zwiedzający Białoruś nie może nie zauważyć ogromnych pozytywnych zmian. To jest zupełnie inny kraj niż ten sprzed 20 lat. Piękny kilkumilionowy Mińsk rozbudowuje się w zawrotnym tempie, powstają wokół niego nie slumsy, lecz nowoczesne, nacechowane oryginalnymi rozwiązaniami architektonicznymi, wygodne osiedla, w środku których bardzo często widzi się cudne sylwetki nowych kościołów i cerkwi, jak też gigantycznych pałaców sportu, które stanowią przysłowiowe „oczko w głowie” prezydenta Łukaszenki, zapalonego skądinąd sportowca. Korzystanie z basenów pływackich i innych obiektów sportu i rekreacji jest na Białorusi całkowicie nieodpłatne.

 

Rzuca się w oczy mnóstwo odrestaurowanych i odbudowanych, zadziwiających swym pięknem starożytnych zamków, dworów, cerkwi, kościołów, synagog i meczetów.

 

Adam Szpak, wicemer powiatu tarnowskiego, podczas wizyty w powiecie oszmiańskim obwodu grodzieńskiego Białorusi powiedział w wywiadzie dla litewskiego tygod*nika „Obzoras” (nr 28, 2010): „Zobaczyliśmy zupełnie inny kraj niż ten, o którym trąbi nasza propaganda urzędowa. Ludzie mają pracę, są przyzwoicie ubrani, przyjaźni, mądrzy i gościnni”. Czyżby coś zaczynało świtać? Lepiej późno niż wcale.

 

Dr Jan Ciechanowicz

Rzeszów

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*