Azory (odc.4)

(Osobiste refleksje z wyspy i jak powstał projekt)

Azory są miejscem na Ziemi gdzie chce się wracać. Kiedy po raz pierwszy zawitałem do Horty podczas rejsu na I Zlot Jachtów Polonijnych w Polsce, azorski port wydawał mi się wręcz czymś niecodziennym. W sposób tak drastyczny odbiegał od wielkich fal otaczających nas od przeszło 2 tygodni, że wręcz wydawał się równie nierealny jak czas spędzany na ulicach Horty i jego pobliskich barach.

Nie było wtedy wygodnej mariny, jachty stały albo na kotwicy albo burtami do siebie tworząc wielką miedzynarodową tratwę. My na jachcie SOLIDARITY byliśmy tydzień po bardzo ciężkim sztormie, w którym nieomal nie zgubilismy jachtu, a być może i życia. Nasze sztormowe przejścia podparte mapami synoptycznymi z zaprzyjaźnionego włoskiego jachtu były aktualnym tematem rozważań i dyskusji zarówno wsród międzynarodowej braci żeglarskiej na pokładach jachtów jak też w zatłoczonej Cafe Sport. Staliśmy tam 8 dni i był to dla mnie czas filozoficznych rozważań na temat co by było gdyby….

Najczęściej rozważania przerywane były kolejnymi wyprawami do Cafe Sport, aby wypić za „cudowne ocalenie”. Później przybyłem tam w 1994 roku na pokładzie żaglowca POGORIA. Krótki dwudniowy postój to w zasadzie obowiązkowe portowe wachty na pokładzie POGORII (kompletnie bez sensu dla tak wolnego żeglarza jak ja) i relaksowe wachty w Cafe Sport. W 1997 roku ponownie zawitałem do Horty podczas tradycyjnej drogi do Polski. Wtedy postój był najdłuższy. Oprócz SOLIDARITY stał jeszcze QUO VADIS i STARDUST z Chicago. Tym razem zapoznałem się z Hortą bliżej. Przez dwa tygodnie włóczyłem się po marinie, ulicach Horty i jej okolicach. Wieczorne miejscowe czerwone wino na pokładzie SOLIDARITY w towarzystwie skiperów pozostałych polonijnych jachtów: Darka Pękali i Irka Mikołajczyka jakby cementowało mój związek z wyspą.

Mijały dni, a ja z przyjemnością obserwowałem, że silny wiatr wiejący z północy i nie puszczający nas na Atlantyk, nie odpuszcza. Nie chciałem opuszczać Horty. W końcu po dwóch tygodniach wiatr odszedł na zachód i odpłynęliśmy z gościnnego portu. Zlot w Polsce był imprezą zbyt dużą aby ją zlekceważyć. W ubiegłym roku, dopłynąwszy 18 sierpnia do Horty w zasadzie wiedziałem, że nie ruszę dalej. Nie było potrzeby  byłem u siebie. Marzyłem aby tu wrócić. Nie było mnie tutaj 6 lat. Zacumowałem GEMINI w marinie i wiedziałem, że na długo. To, że nie było załogi na dalszy etap, że wiatry przez ponad dwa tygodnie były niepomyślne nie miało znaczenia. I tak zostałbym tam na dłużej. Po prostu dopłynąłem do swojego portu przeznaczenia. Nie chciałem dalej płynąć. Chciałem chodzić wąskimi uliczkami Horty, pozdrawiać jej nie spieszących się mieszkańców, kupować swieży chleb codziennie rano w maleńkim sklepiku przy wąziutkiej uliczce, słuchać porad spóźniającego się zawsze sklepikarza. Później odkryłem, że on się nie spóźnia  to ja jeszcze niepotrzebnie się spieszę. Swoim nieświadomym amerykańskim „time is money” naruszałem odwieczny rytm tego spokojnego miejsca na środku oceanu.

Zupełnie niepostrzeżenie powoli przeszedłem na styl życia tubylców. Mój dzień odmierzało kilka codziennych spraw. Rano zakupy żywności, wizyta na targu, śniadanie, wizyta w pobliskiej hurtowni po kolejne czerwone wino. Później niespieszna wizyta w Cafe Sport, rozmowa przy kawie z Jose Azevedo i już nadchodziła pora na skromny obiad na pokładzie GEMINI. Spacer po rybackiej części Horty wśród wyciągniętych kadłubów drewnianych kolorowych łodzi, krótkie sesje filmowe dla przyszłego reportażu. W międzyczasie doszły coraz częstsze odwiedziny w internetowej kawiarence, aby przesłać materiały do gazet polonijnych i polskich. Wieczorem rozmowy o życiu ze Zbyszkiem Scholzem (poznany tutaj Polak z Niemiec, który przeprowadził się na wyspęFaial). Rozmowy trwające nierzadko do wczesnego ranka przy, oczywiście, nieodzownej lampce czerwonego wina. Wynikało z tych rozmów, że motywy Zbyszka są podobne aczkolwiek nie wynikły z żeglarskiej włóczęgi.
Raczej zdawało się, że dość miał życia w Bundesrepublice. Kupił podupadającą rezydencję na obrzeżach Horty i w niej zamieszkał przy okazji remontując ją. Posesja dysponowała pokaźnym ogrodem w którym w przerwach podczas dyskusji podjadaliśmy zdziczałe już trochę winogrona. Zbyszek był też właścicielem trzech psów i paru kotów, które oczywiście przy okazji spotkań darły z sobą „koty”.

Moje wyprawy do Zbyszka odbywały się zwykle wieczorem. W dzień Zbyszek odwiedzał GEMINI prowadząc jednego psa na smyczy co zazwyczaj było problemem podczas wprowadzania go na pokład. Pod pokładem pies szalał  Zbyszek solennie obiecywał sobie nie przyprowadzać go kolejnym razem i rzeczywiście następnego dnia pokazywał się na pomoście z… psem na smyczy.
Któregoś dnia popijając kawę na wolnym powietrzu przy Cafe Sport poznałem Carlosa Borgesa. Był to jeden z tych przypadków o ktorych mówimy, że zdarzają się raz na milion. Zauważyłem mianowicie dwóch zaciekle dyskutujących facetów. Tematem była wojna w Iraku, na temat której  jak zauważyłem  panowie mocno róźnili się w ocenie. Wtrąciłem parę zdań, po krótkiej chwili jeden z interlokutorów (jak się okazało Angol) odszedł. Pozostał Portugalczyk, Carlos jak się przedstawił, zapytał mnie czy nie znam kapitana polskiego jachtu GEMINI cumującego w marinię bowiem on (Carlos) go poszukuje. Odrzekłem, że w takim razie już nie musi bowiem ów siedzi koło niego. Od słowa do słowa doszliśmy do konkluzji, że oboje jesteśmy żeglarzami. Carlos okazał się być szefem żeglarstwa regatowego miejscowego jachtklubu i był bardzo zainteresowany regatowymi możliwościami GEMINI. Wspomniał również, że nie tylko żeglarstwo jest powodem jego poszukiwań skipera polskiego jachtu. Otóż posiada polski rodowód. Okazał się on (rodowód) tak sensacyjny, że sama jego historia warta jest osobnego, długiego reportażu.

Historia rodziny Carlosa sięga wyspy Madery i tzw. „Tajemnicy polskiego księcia”. Będąc na Maderze w styczniu 2005 roku szukałem źródeł tejże tajemnicy i wreszcie w Horcie znalazłem dalszy jej ciąg. Teraz mogłem być już prawie pewny, że to coś co ciągnęło mnie na Azory zaczęło się powoli materializować. Zapewne w mojej podświadomości tkwiła ta tajemnica, ona kazała mi zacumować GEMINI na dłużej w Horcie.

Z Carlosem uzgodniliśmy dalsze działania. Przede wszystkim stałem się członkiem Clube Naval da Horta. Poza tym Portugalczyk roztoczył przede mną wizję udziału polskiego jachtu w imprezach azorskich. Muszę przyznać, że był w tym jakiś sens. Już widziałem GEMINI w regatach azorskich pod białoczerwoną banderą na trasie żeglarskich wyścigów, na pokładzie mieszana polonijnoportugalska załoga, za sterem Carlos znający te wody najlepiej, a poza tym ze szlachetnymi polskimi korzeniami w swoim rodowodzie. Był to obraz tak przekonywujący, że bez namysłu ruszyłem do organizacji naszego udziału w regatach na wodach portugalskiego archipelagu. Trzeba od razu powiedzieć, że jest to przedsięwzięcie nie mające precedensu. Po raz pierwszy w historii Azorów jacht z polską banderą będzie się ścigał na tych pełnych historycznych pamiątek i śladów (jak już się przekonaliśmy podczas lektury poprzednich odcinków) wodach.

Pierwszą firmą, która odpowiedziała na mój apel była pierwsza, całkowicie polonijna firma telekomunikacyjna POLTEL. Uzgodniliśmy z właścicielami firmy, że będą strategicznym sponsorem azorskich regat. Jacht zostanie przemalowany na kolory białoczerwone, które są także podstawową kolorystyką POLTELU. Załoga czyli POLTEL Racing Crew będzie reprezentowana przez żeglarzy polonijnych z Chicago i portugalskich z Azorów. Za sterem jachtu na zmianę będą: Carlos Borges i Nuno Santos  sternicy regatowi z Clube Naval da Horta. Dowodzić będą polonijni skiperzy z Chicago. Jacht wystartuje w najważniejszych regatach począwszy od PCR de Cruzeiros 30 lipca, a skończywszy na Rali Varadouro 3 września 2005 roku.

Przebieg regat będzie relacjonowany w mediach polonijnych i polskich. Reportaże i wiadomości z regat ukażą się w POLVISION.
Reportaże na żywo będą relacjonowane na stacjach radiowych WNVR 1030 AM i WPNA 1490 AM. Poprzez kanały komunikacyjne POLTELu będziemy mogli usłyszeć relacje skipera jachtu prosto z pokładu podczas regatowych bojów.
W „Dzienniku Związkowym” i magazynie „Polonia” z Chicago ukażą się obszerne relacje z akwenu regatowych „potyczek” chicagowskiego jachtu.
Oczywiście na stronie internetowej POLTELu: www.poltel.us można będzie zasięgnąć najnowszych wiadomości o regatowych wyczynach polonijnoportugalskiej załogi.

Podczas regat Telewizja Polska TVP 1 wyemituje newsy o udziale polonijnego jachtu w azorskich wyścigach w swoim programie Teleexpress o godzinie 17.00 czasu polskiego.

Myślę, że GEMINI i jego międzynarodowa załoga dostarczy wielu wrażeń naszym polonijnym fanom.

A co później? Co po regatach? Spodziewam się, że będą dla nas szczęśliwe. Później pozostaje jeszcze do rozwiązania historia rodu Borgesów czyli „Tajemnica polskiego księcia”. Ale o tym w kolejnych kartach azorskich przygód.

Andrzej W. Piotrowski
Karaibska Republika żeglarska
Tel: 773 732 4297
Email: PAnmesa@aol.com

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*