(2) Polonia grecka

Wśród organizacji polonijnych w Atenach, do najbardziej aktywnych, zaliczyć śmiało można Związek Kobiet Polskich na Emigracji. – Nasza organizacja – opowiadała Agnieszka Szajner wiceprezes Związku – powołała Centrum Edukacji Zawodowej i Artystycznej. Nasze Centrum organizuje kursy języka greckiego, angielskiego oraz komputerowe. Związek prowadzi również oddział przedszkolny dla dzieci polskich. Przygotowujemy w nim dzieci do rozpoczęcia nauki w szkole greckiej jak i polskiej. W programie mamy naukę języka greckiego jak i polskiego, zajęcia muzyczne i plastyczne.

 

Podobną działalność prowadzą również inne związki polonijne. W centrum Aten istnieją 4 polskie przedszkola, 2 księgarnie, sklepy z artykułami polskimi, kawiarnie, restauracje. Wydawane są w języku polskim 3 gazety zawierające informacje bieżące z Polski, Grecji i świata. Liczne związki istniejące w Grecji podjęły wspólne starania o utworzenie Kongresu Polonii Polskiej.

 

Nastąpiły też korzystne zmiany zaraz po wejściu Polski do UE. Skończył się problem nagminnych deportacji, aczkolwiek nadal wymagane jest od nas pozwolenie na pobyt i pracę. Dla osób, które dopiero teraz przyjechały do Grecji, jest to praktycznie nie do uzyskania.

 

Coraz częściej też polskie dzieci podejmują naukę w szkole greckiej, a w sobotę uczęszczają do szkoły polskiej. To dobre, ale nie jedyne rozwiązanie. Celem naszym powinna być integracja, która zakłada włączenie się w nurt społeczeństwa greckiego, ale z zachowaniem więzi kulturowych i duchowych z Polską. Idealnym wyjściem byłoby utworzenie sekcji polskich w szkole greckiej, tak by uniknąć nauki w dwóch szkołach. Nauczyciel polski pracowałby z grupą dzieci nauczając języka polskiego i historii Polski. Myślę, że ta propozycja byłaby dobrym rozwiązaniem również dla innych grup narodowych. Młodzież kończąca gimnazjum i liceum polskie nie zawsze może kontynuować naukę w Grecji. Powodem jest słaba znajomość języka greckiego lub brak wymaganych dokumentów. Jeśli liceum wymaga od ucznia pozwolenia na pobyt, to w rzeczywistości jest to przeszkoda nie do pokonania. Dziecko jest zmuszane do wyjazdu i dalszej nauki w Polsce. Chcielibyśmy by młodzież mogła swobodnie kontynuować naukę zarówno w liceach, szkołach zawodowych jak i wyższych.

 

Jako Związek organizujemy też kursy językowe i komputerowe dla dorosłych. Mamy na celu umożliwienie podwyższenia im kwalifikacji, a tym samym ubiegania się o stanowiska pracy, adekwatne do ich wykształcenia. Wielu Polaków, absolwentów wyższych uczelni w kraju, nie może podjąć pracy w swoim zawodzie. Nie wykorzystuje niestety swoich umiejętności i wiedzy we właściwy sposób. To się na szczęście powoli zmienia.

 

Ważną rolę w życiu Polonii ateńskiej odgrywa również, a może przede wszystkim, szkoła polska, do której uczęszcza dziś ponad 1200 dzieci, a w której wszystkie zajęcia prowadzone są po polsku. – Nasza szkoła, nazywana oficjalnie Zespołem Szkół Polskich przy Ambasadzie RP w Atenach – opowiadała jej dyrektorka Agnieszka Zaleska-Athanasiou – powołana została do życia 3 lipca 1997 roku. Formalnie była to legalizacja dwóch innych szkół polskich działających wcześniej w Atenach. Pierwszej – katolickiej, powstałej w końcu lat osiemdziesiątych i prowadzonej przez polskich jezuitów – ośmioklasowej oraz liceum ogólnokształcącego bez matury. Początkowo szkoła ta wydawała świadectwa kościelne, a następnie sygnowane przez Polską Macierz Szkolną w Londynie. I drugiej, działającej przy polsko-greckim związku im. Jerzego Iwanow-Szajnowicza.

 

W roku 1995 przybyła do Aten delegacja ministerstwa Edukacji Narodowej. Specjaliści z Warszawy pozytywnie ocenili wówczas pracę dwóch prywatnych szkół. Stwierdzili, że realizują one program rzetelnie. Wtedy to zapadła decyzja o ich współpracy z Polską w tzw. systemie nauczania na odległość.

 

Dzieci zobowiązane były do wysyłania swych prac kontrolnych do Warszawy do zespołu szkół dla dzieci polskich czasowo przebywających za granicą. Następnie odpowiednia komisja przyjeżdżała do Grecji i przeprowadzała egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Tak działo się przez trzy lata.

 

W połowie lat dziewięćdziesiątych powołano do życia w Atenach Związek Nauczycieli Polskich oraz Związek Rodziców Polskich. Od tego też czasu zaczęły się wspólne działania, nauczycieli i rodziców na rzecz powołania jednej wspólnej placówki. Zaczęło się ponadto wysyłanie listów, pism i petycji do ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie. Metoda okazała się skuteczna.

 

Wszyscy w Polsce narzekali na niż demograficzny. My tu w Atenach odwrotnie. Tu liczba uczniów zwiększała się corocznie o blisko 200. W roku 1997 zaczynaliśmy pracę z grupą 250 dzieci. Dziś mamy już ich ponad 1200.

 

Nasze dzieci w zdecydowanej większości urodziły się już tu w Atenach. Na początku lat dziewięćdziesiątych przyjechało tu bardzo dużo młodych ludzi, najczęściej z wykształceniem zawodowym i średnim, pochodzących z regionów objętych największym bezrobociem w kraju lub ze środowisk wiejskich. Wielu z nich założyło tu swoje nowe rodziny i w latach 1997 czy 1998 ich dzieci doszły do wieku szkolnego. One stanowią dziś blisko 90% naszych uczniów. Pozostałe 10% to dzieci z Polski, które przyjechały tu niejako w ramach łączenia rodzin, do swoich ojców pracujących w Grecji od lat.

 

Zdaniem ministerstwa Edukacji Narodowej nasza szkoła wypełniła już swoją wcześniejszą misję i powinna rozpocząć pracę w nowym systemie, tak jak pracują wszystkie inne polskie szkoły działające przy naszych ambasadach na całym świecie.

 

Aby ta decyzja zbyt mocno nie bolała tutejszą Polonię, ministerstwo Edukacji Narodowej będzie ją likwidować stopniowo. W roku szkolnym 2005/2006 nie było już naboru do klas pierwszych i drugich. Oznacza to, że za 11 lat przestaniemy zupełnie istnieć.

 

Od roku mamy nową maturę. Komisje egzaminacyjne już do nas nie przyjeżdżają. Teraz nasi uczniowie jeżdżą do Polski i tam zdawać muszą egzaminy dojrzałości. Mają załatwiony w Warszawie akademik i cały pobyt na okres trwania matur.

 

Ci, którzy się na studia nie dostali, pozostają najczęściej w Atenach i rozpoczynają pracę. Dziewczęta zazwyczaj sprzątają razem ze swoimi matkami, chłopcy pracują na budowie ze swoimi ojcami lub braćmi. Bardzo boli nas z jednej strony, że nasza szkoła jest już w likwidacji, ale z drugiej strony cieszymy się z tego. Poza bowiem licznymi dobrymi stronami, mieliśmy i jedną złą – wychowywaliśmy bowiem następne pokolenie emigrantów, zupełnie odizolowanych od środowiska greckiego, żyjąc w gettcie polskości.

 

Prawie wszyscy Polacy w Atenach, bez względu na swoje przekonania polityczne, spotykają się w niedziele i większe święta na polskich nabożeństwach. Proboszczem katolickiej parafii p.w. Chrystusa Zbawiciela w Atenach jest wprawdzie grecki jezuita ks. Dimitrios Dalezios, ale razem z nim pracuje tam jeszcze trzech polskich jezuitów. Parafia Chrystusa Zbawiciela jest wprawdzie oficjalnie parafią grecką, ale Grecy stanowią tam zaledwie niewielki jej procent. Zdecydowana większość tamtejszych parafian to Polacy.

 

– Polscy jezuici przyjechali do Aten – opowiadał mi ks. Jacek Paluchniak, wieloletni koordynator ateńskiej parafii – na zaproszenie miejscowego ordynariusza ks. bpa Mikołaja Foskolosa, który prosił o to Prymasa Polski ks. kard. Józefa Glempa. Początkowo były to tylko wizyty doraźne. Jezuici przyjeżdżali do Aten do pomocy przy spowiedziach wielkanocnych, w okresie przed Bożym Narodzeniem albo w czasie wakacji letnich, w drodze z rzymskich uczelni do Polski. W Atenach zatrzymywali się zazwyczaj na kilka tygodni.

 

Na stałe w ateńskiej parafii pracowali wcześniej wyłącznie greccy jezuici. Nasi greccy współbracia powiadali mi, że spowiadając Polaków, obie strony, a więc spowiednicy i spowiadający się, używali dwujęzycznej listy grzechów. Osoba spowiadająca się wskazywała palcem na grzech znajdujący się na liście. To wszystko już, na szczęście, tylko historia.

 

Większość naszych polskich parafian przyjeżdżała do Grecji z myślą o wakacjach lub zaledwie kilkumiesięcznym pobycie zarobkowym. Zostawali jednak rok, dwa. Wielu z nich nadal myśli o powrocie do kraju i mieszka tu na walizkach. Kiedyś w czasie kolędy rozmawiałem z naszymi rodakami, którzy wracają do kraju już od 10 lat i nadal mają nadzieję, że do niego jeszcze kiedyś wrócą. Inna rodzina opowiadała mi, że już 3 razy wracała z Grecji do Polski na stałe. Sprzedawali za każdym razem swoje meble i zostawiali mieszkania. Po kilku miesiącach jednak ponownie wracali, za każdym razem z myślą, że tylko na jakiś określony czas.

 

Ja mieszkam w Atenach i pracuję od roku 1999. Przede mną byli też inni polscy jezuici. To dzięki nim udało się tu m.in. zorganizować polską szkołę katolicką. Decyzja o jej zorganizowaniu była próbą zajęcia się polskimi dziećmi, które wówczas do greckich szkół nie chodziły, których ciężko pracujący rodzice nie mieli czasu się nimi zająć. Pierwsza polska szkoła katolicka znajdowała się w pobliżu naszego kościoła.

 

Nikt dokładnie nie wie, ilu Polaków mieszka dziś w Atenach. Czy jest ich 15, 25 czy więcej tysięcy. Wiem natomiast, że na niedzielne Msze św. przychodzi do kościoła około 2,5 tysiąca rodaków, a w okresie świąt Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia nawet 5 tysięcy.

 

Jakieś dziesięć lat temu było zawieranych w Atenach około stu ślubów rocznie. Później było dużo chrztów. Dziś i małżeństw, i chrztów jest zdecydowanie mniej. Wielu naszych parafian zawiera związki małżeńskie w Polsce. Łatwiej i taniej jest bowiem pojechać do kraju, niż zapraszać tu do Grecji dwie duże rodziny. Zdarzają się też, coraz częściej, małżeństwa mieszane zawierane w cerkwi prawosławnej.

 

Przy naszej parafii istnieje wiele różnych grup. Uczymy tu też religii polskie dzieci, które uczęszczają do greckich szkół. Jest też grupa dzieci i młodzieży, którą przygotowujemy do sakramentu bierzmowania. Raz na miesiąc, na terenie parafii, spotyka się wspólnota jasnogórskiej rodziny różańcowej. We wtorki grupa ojca Pio. W czwartki charyzmatyczna grupa odnowy w Duchu św. Są też grupy: ewangelizacyjna, formacyjna, poradni AA itd. Wydajemy też własny 8-stronicowy biuletyn parafialny, w formacie A 4, z dużą liczbą przedruków, który spełnia funkcję formacyjno-informacyjną.

 

Alkoholizm jest nadal wielką plagą naszej społeczności. Siedemdziesiąt pięć procent zgonów spowodowanych jest przedawkowaniem. Z upijaniem się na śmierć spotykamy się w Atenach niestety ciągle jeszcze zbyt często. Podobnie zdarza się z narkotykami. Wczoraj pochowałem młodą narkomankę, która przedawkowała.

 

Praca duszpasterska w Grecji jest zupełnie inna niż w Polsce czy we Włoszech. W Grecji katolicy są mniejszością. Kontaktów ekumenicznych praktycznie nie ma. Obok naszego kościoła, przez jakieś cztery lata, wisiał ogromny transparent z napisem: prawosławie albo śmierć. Tak wyglądał dawny grecki sposób na ekumenię.

 

Znam kilku duchownych prawosławnych. Pozdrawiamy się na cmentarzu, kiedy wejdziemy na siebie w czasie pogrzebu. Kiedyś, ale było to daleko poza Atenami, odprawiałem nabożeństwo żałobne w cerkwi prawosławnej. Ich ksiądz, aby mi na to pozwolić, musiał użyć wielu zabiegów. Jego bezpośredni zwierzchnik nie udzielił mu odpowiedniej zgody. Musiał interweniować u swego biskupa, który wreszcie zgody udzielił. Trochę lepiej układają się nam stosunki z protestantami.

 

Religijność naszych parafian, jak na całym świecie, jest różna. Są osoby żyjące głęboko ewangelią na co dzień, są też katolicy tradycyjni. Nie wiemy też naprawdę, ilu Polaków mieszka w Atenach. Może nawet i 40 tysięcy. Jeśli jednak z tej grupy regularnie w niedzielnych nabożeństwach uczestniczy 2,5 tys. parafian, to nie jest to wcale zbyt dużo.

 

Nasi ateńscy parafianie pochodzą najczęściej z małych polskich miasteczek i ze wsi, z rejonów, gdzie panuje największe bezrobocie, głównie: ściana wschodnia, Karpaty i dolnośląskie. Oni prawie wszyscy w swych dawnych środowiskach chodzili do kościoła. Tutaj wtapiają się w wielkie miasto i… czekają. Wielu z nich trafia w końcu do naszej parafii i przeżywa ponowne nawrócenie.

 

Polonia grecka utrzymuje bliskie kontakty z krajem. Lot tanimi liniami lotniczymi na wakacje do Polski to wydatek rzędu 4-5 dni pracy w Grecji. Także zaproszenie rodziny z kraju nie stanowi dziś dla Polaków z Aten zbyt wielkiego wydatku. Oni tam się już zadomowili i coraz lepiej czują. Długo jeszcze jednak nie zapomną o swoich polskich korzeniach.

 

Tekst i zdjęcia:

Leszek Wątróbski

Categories: Reportaże

Comments

  1. EWA
    EWA 24 października, 2013, 01:36

    To wszystko teoretycznie to prawda .Sama mam teraz wielki problem z wyborem szkoły dla syna.Wiele lat mieszkam w Grecji i niestety nigdy nie czułam się tu jak u siebie.Program greckiej szkoły mnie poprostu nie interesuje ,jako dodatkowy język grecki warto znać ,ale nie wyobrazam sobie syna w tej szkole .Jestem polka i zawsze chce nia pozostać.W greckich szkołach nasze polskie dzieci nigdy nie są traktowane na równi z greckimi ,,szkoda że pan tego nie napisał.Mimo że ogólnie w polskich miastach standard życia jest o wiele wyższy niż w stolicy Grecji ,nadal jesteśmy traktowani przez greków jako kraj ,,gorszy ,,my sami wiemy tylko że tak nie jest.W moim przypadku jest tak że syn chodzi do greckiego przedszkola w centrum Aten,,na ten temat moge napisać tylko tyle że jest to dla mnie wrócenie sie w czasie 20 lat do tyłu dla mojego dziecka.Ja mam 34 lata i przedszkole do którego chodzi syn ,nigdy nie dorówna przedszkolu do którego chodziłam jak miałam 5 lat .Urodziłam sie i wychowałam w Stalowej Woli ,czyli w małym miasteczku.Szkoly greckie są takie same jak greckie przedszkola ,zatrzymane w czasie ….i dlatego wydaje mi sie że polacy często decyduja sie na polska szkołe z tego powodu.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*