150 lat Kanału Ostródzko-Elbląskiego

Od paru ostatnich lat, moi przyjaciele z Olsztynka – dr weterynarii Krzysztofijego niezastąpiona pomoc – żona Ewa, namawiali mnie do tego wspaniałego rejsu śródlądowego. Prowadzi on kanałem, który jest nie tylko jedynym w Polsce i w Europie, ale i ostatnim na świecie zabytkiem sztuki hydrograficznej. Właśnie w tym roku obchodzi on 150-lecie swego istnienia. Prowadzi przez Pojezierze Iławsko-Ostródzkie, Pojezierze Morąskie, Powiśle i Żuławy. Zaczyna się w Ostródzie, przechodzi przez kilka jezior i po 82 km kończy się w Elblągu. Najciekawsze jest jednak to, że najpierw dwiema śluzami statek podnosi się z wysokości 95.3 m n.p.m. z jeziora Drwęckiego koło Ostródy do wysokości 99.5 m na jeziorze Ruda Woda, po czym pięcioma o niezwykłej konstrukcji pochylniami opuszcza się na wysokość 0.3 m n.p.m. na jeziorze Dróżno pod Elblągiem.

 

 

Historia jego powstania sięga roku 1825, kiedy inżynier holenderski Jerzy Jakób Steenke opracował projekt tego kanału dla pruskiego króla. Jednak jego realizacja zaczęła się dopiero w 1844 roku. W międzyczasie Steenke podróżował i zaznajamiał się z różnymi budowlami hydrotechnicznymi w Bawarii, Belgii i Holandii. Był nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie oglądał techniczne rozwiązania przy budowie kanału Morris w stanie Illinois. Były tam wówczas dwadzieścia trzy pochylnie komorowe z wózkami, na których przewożono statki. I one stały się wzorem zbudowanych tutaj pochylni, których inauguracyjne otwarcie i jednocześnie całego kanału odbyło się w 1860 roku. W tamtych czasach kanał służył jedynie do przewożenia towarów drogą wodną do Elbląga i dalej do Zalewu Wiślanego i Morza Bałtyckiego. Najczęściej przewożono drewno, płody rolne lub smukłą Sosnę Taborską z Puszczy Liwsko-Jabłoneckiej na maszty statków do Gdańska. Ale kiedy zbudowano w 1872 r. linię kolejową przez Ostródę, znaczenie gospodarcze kanału znacznie osłabło. Pomimo że kursowało wówczas na kanale do 20 statków dziennie.

 

Turystyczna żegluga zaczęła się dopiero od 1912 r., kiedy to niejaki Adolf Tetzlaf z Ostródy otworzył przedsiębiorstwo przewozowe i zakupił pierwszy statek pasażerski „Różę Jezior”. Przedsiębiorstwo istniało do końca II wojny światowej. Tetzlaf opiekował się żeglugą dalej, a po jego śmierci w 1952 r. przejęła ją Żegluga Ostródzka. W 1992 r. przeszła ona w ręce Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Ostródzie.

 

Przyjaciele, o których była mowa na początku, podwieźli mnie swoim autem z Olsztynka do Ostródy, gdzie przy ulicy Mickiewicza znajduje się przystań statków. Jest ich obecnie sześć, tych większych, mogących wziąć na pokład 65 pasażerów. Ale na całym wymienionym odcinku pływają tylko dwa dziennie. Jeden startuje o 8 rano z Ostródy, drugi o tym samym czasie z Elbląga. Mijają się gdzieś w środku trasy. Płyną około 11 godzin, czyli rejs kończą docelowo około 7 wieczór. Pozostałe pływają na część trasy lub na sąsiednich, bliźniaczych kanałach relacji Ostróda – Iława (długości 48 km) oraz Ostróda – Stare Jabłonki (długości 17 km). Ostróda jest więc portem śródlądowym trzech kanałów. Pozatym tabor żeglugi posiada jeszcze mniejszy statek na 36 pasażerów dla mniejszych grup oraz jeszcze mniejszy na 12 osób. Zniżkowa cena za bilety dla seniorów za cały 2-godzinny rejs wynosiła 70 złotych, czyli około 23$.

 

Ostróda to miasto powiatowe, czwarte co do wielkości w województwie warmińsko-mazurskim, o 36 tysiącach mieszkańców. Otacza ją pięć jezior: Drwęckie (z uchodzącą do niego rzeką Drwęcą), Pauzeńskie, Perskie, Sajmino i Smordy. Krzyżacy zbudowali tu w XIII w. drewnianą fortecę, obok której powstała osada uzyskała prawa miejskie w 1329 r. W 1370 r. powstał zamek murowany, do dzisiaj istniejący jako zabytek. W czasie walk napoleońskich mieszkał w nim w 1807 r. Napoleon Bonaparte. W mieście tym urodził się Adam Maurer, lekarz przyboczny polskiego króla Zygmunta III, oraz Jakub Hoffman, profesor Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego i lekarz wojsk Tadeusza Kościuszki oraz Legionów Dąbrowskiego. Zachowały się też fragmenty obwarowań i kościół parafialny, gotycki z XIV wieku.

 

Przy pięknej słonecznej lipcowej pogodzie, statkiem wypełnionym do ostatniego miejsca, wypływamy z przystani na jezioro Drwęckie. Ma ono powierzchnię 881 ha, długość 12 km, szerokość 1.2 km a głębokość 22 m. Po lewej stronie mijamy kolejną przystań prywatnych jachtów i łodzi a po kilkunastu minutach wpływamy w prawo do wlotu rzeki Liwy pomiędzy lesistymi obszarami dawnej Puszczy Liwsko-Jabłoneckiej. Po około 10.5 km wpływamy do śluzy Zielonej. Wszyscy wylegają na pokład, chociaż z powodu pięknej pogody i tak olbrzymia większość pasażerów siedzi na nim przez cały czas. Statek podnosi się o 1.4 m, po czym po przepłynięciu dalszych 4.6 km w kolejnej śluzie Miłomłyn wznosi się o 2.8 m, na maksymalną wysokość wód rzek i jezior kanału, czyli na 99.5 m n.p.m

 

Tuż za śluzą odchodzi w lewo kanał do Iławy. A Iława to piąte co do wielkości miasto tego województwa o 34 tysiącach mieszkańców, leżące na południowym brzegu najdłuższego w Polsce jeziora Jeziorak, długości 27.5 km. Ma ono powierzchnię 3460 ha, szerokość od pół do dwa i pół km a głębokość 12 m. Iława założona była przez Krzyżaków na miejscu staropruskiej osady w 1305 r. Pomiędzy 1457 a 1466 rokiem należała do Korony Polskiej, a od roku 1525 była własnością Prus Książęcych. Było to małe miasteczko przez całe stulecia, dopiero po otwarciu kanału Ostródzko-Elbląskiego i kanału Ostródzko-Iławskiego w drugiej połowie XIX wieku zaczęło rosnąć i zyskiwać na znaczeniu. Dziś jest to centrum ruchu turystyki wodnej zachodnich Mazur, ważny węzeł kolejowy i duży ośrodek rybołówstwa. M.in. znany wokół Jerzy Bobrowski jest wieloletnim prezesem Gospodarstwa Rybackiego w Iławie. Zabytkami są: resztki murów obronnych z XIV w., gotycki kościół parafialny z tego samego wieku i secesyjny ratusz miejski z początku XX w.

 

Natomiast Miłomłyn, który z daleka wygląda jak opuszczona wioska, w gruncie rzeczy jest też ciekawym i starym miasteczkiem z XIV wieku. Biskupi pomezańscy mieli tu swoją siedzibę w XVI w. W 1710 r. z powodu dżumy wymarło prawie całe miasto. Odrodziło się dopiero w XIX w. po otwarciu kanału. Tutejsze zabytki to wieża dzwonnicza, gotycka i fragmenty murów obronnych z XIV wieku, kościół neogotycki z 1901 r. i murowane kamieniczki z XIX i XX wieku. Obecnie jest tu przystań żeglugi, gdzie turyści mogą kończyć lub zaczynać część tego rejsu.

 

Płyniemy dalej kanałem przez urocze łąki i po 3 km wpływamy do jeziora Ilińskiego. Ma ono powierzchnię 234 ha, długość 5.75 km, szerokość 1 km, a głębokość 27 m. Po ponownych – już kanałem – dwóch i pół km, wpływamy do długiego 13 kilometrowego jeziora Ruda Woda. Ma powierzchnię 654 ha, szerokość 542 m, a głębokość 27 m.. Teren wokół zalesiony i pagórkowaty. Z sąsiednim, mniejszym jeziorem Bartężek łączy się kilometrowym kanałem Bartnickim, prowadzącym do ośrodka wypoczynkowego w Tardzie. Po przepłynięciu jeziora Ruda Woda i około 3 km kanałem zatrzymujemy się ponownie na parę minut w przystani dużej wioski Małdyty. Obok widoczna jest stacja kolejowa PKP. Tu również wysiadają lub wsiadają nowi pasażerowie, którzy mają bilety tylko na połowę trasy. W Małdytach można zobaczyć dwie klasycystyczne oficyny pałacowe z XVIII i XIX w.

 

Po dalszych 500 m. wpływamy do kolejnego, wąskiego jeziora Sambród długości 3.8 km. Powierzchnia 128 ha, szerokość tylko 490 m, a głębokość 4 m. Po obu pagórkowatych stronach widzimy dużo trzcin, tataraków, wiklin i drzew. Dalej, po przepłynięciu 7.8 km, prawie niedostrzegalnie dostajemy się na 2.5 km długości jezioro Pniewo. Ma ono tylko 43 ha powierzchni o głębokości 8m. Wreszcie, po następnych paru km, dopływamy kanałem do pierwszej, najważniejszej pochylni Buczyniec. Te właśnie pochylnie, których jest pięć, stanowią największą atrakcję tego kanału.

 

Z wysokości 99.5 m n.p.m. i na odcinku długości 9.6 km statek musi się obniżyć – lub w odwrotnym kierunku podnieść – do wysokości 0.3 m n.p.m. na końcowym jeziorze Drożno. Pochylnia jest urządzeniem hydrotechnicznym, polegającym na tym, że statek na małym odcinku musi pokonać duże wzniesienie bez wody, aby przedostać się z wyższego zbiornika wody do niższego, czyli praktycznie „przepłynąć” po stromym zboczu suchej trawy. Rozwiązano to w taki sposób, że statek wpływa na pochylni między metalowe bariery i na zanurzoną w wodzie platformę na kółkach. Platformy te są przeciągane liną po szerokich szynach zbudowanych po obu stronach trasy suchego zbocza. Zupełnie podobnie jak kolejka linowa na Gubałówkę lub kolejki linowe „Street Cars” w San Francisco. Na górze i na dole zbudowane są filary betonowe z kołowrotami i stalową liną bez końca, do której przytwierdzone są dwie platformy: górna i dolna. Na sygnał, kiedy statek jest już zamocowany na platformie, ruszają obie po swoich szynach, jedna w górę, druga w dół, mijając się w środku zbocza. Siłą napędową jest zbudowana w górnej części pochylni maszynownia z wielkim kołem wodno-napędowym. Statek na platformie wjeżdża pomiędzy dolne bariery i do niższego zbiornika wodnego, a kiedy uzyska nośność, jest odpięty od platformy i płynie dalej.

 

Pochylnia Buczyniec to na odcinku 550 m. pokonanie różnicy wysokości 21.3 m. Druga o nazwie Kąty, zupełnie podobna, na odcinku 450 m. ma różnicę wysokości 18 m. Trzecia to Oleśnica, długości 350 m., ma większą różnicę wysokości, 24.5 m. Czwarta to Jelenie, przez 510 m obniżamy się o 22.5 m. Wreszcie pochylnia piąta Całuny Nowe, na dystansie 450 m, obniża się o 13 m do poziomu jeziora Drożno, czyli 0.3 m n.p.m. Zbudowana parę lat później na miejscu istniejących tu poprzednio pięciu śluz. Odległości pomiędzy pochylniami wachają się pomiędzy 2 do 3 km. Jest to napewno najciekawsza część naszego dość długiego rejsu, dlatego wszyscy pasażerowie wiszą na barierkach pokładu, bez końca pstrykając dookoła zdjęcia.

 

Kanałem płyniemy jeszcze parę km, po czym wpływamy do pięknego jeziora Drożno. Ma powierzchnię 1790 ha, długość prawie 11 km, szerokość 2.3 km, a głębokość do 3m. Jest ono ścisłym rezerwatem przyrody, na dużej przestrzeni zarośnięte trzciną wodną i sitowiem oraz różnymi roślinami błotnymi. Duża część jeziora to również rezerwat faunistyczny. Są tu miejsca lęgowe łabędzia niemego, ślepowrona, perkoza dwuczubowego, remiza, wąsatki i różnego innego błotnego ptactwa. Czyli raj dla ornitologów. Oglądamy wiele z tych ptaków, a w pewnym momencie ściąga na siebie wszystkie kamery, przepływająca obok rodzina łabędzi, w równym rzędzie za mamą kilka małych.

 

Dalsze 6 km kanału aż do Elbląga prowadzi rzeką Fiszawką, inaczej zwaną rzeką Elbląg. Ma ona 17.7 km długości, wypływa z jeziora Drożno a wpływa do Zalewu Wiślanego. Przy ujściu ma aż 50 m. szerokości, a średnia głębokość 3 m.

 

Już z pewnej odległości widać odnowione murowane kamieniczki starego miasta Elbląga, który jest naszym miejscem docelowym. Leży on na zachodnich zboczach Wzniesień Elbląskich, a powstał w miejscu istniejącego tu IX-wiecznego, staropruskiego grodu Truso. W kolejnych latach Krzyżacy wznieśli obronny zamek, wokół którego powstała osada, która w 1246r. otrzymała prawa miejskie. Elbląg jest dużym ośrodkiem turystycznym, kulturalnym, naukowym i przemysłowym. Ciekawym zabytkiem jest kościół św. Mikołaja z 95-metrową wieżą i z gotyckimi oraz renesansowymi sklepieniami, z chrzcielnicą z 1387r, z gotycką rzeźbą „Ukrzyżowanie” z 1410 r. i z ołtarzem Trzech Króli z 1510 r.

 

Przybijamy do przystani w Elblągu, a na naszym statku Birkut żegna nas uprzejma i miła 3-osobowa załoga z kapitanem-sternikiem i nazywanym z powodu podobieństwa majtkiem – Harry Potterem.

 

Tekst i zdjęcia:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*