Gracze

fot.superanton/pixabay.com

fot.superanton/pixabay.com

W ostatnich latach wzrosła liczba dzieci, młodzieży i dorosłych grających w różnego rodzaju gry wideo dostępne w sieci. Zbyt długie granie często wzbudza niepokój bliskich. Jak rozróżnić patologiczne granie od rekreacyjnego?

Po pierwsze musimy spojrzeć na rzecz z kilku perspektyw i zrozumieć

dobre i złe strony spędzania czasu przed ekranem. Do pozytywnych należą: satysfakcja, praca nad poprawą wyników, uczucie przynależności do grupy, zdrowa konkurencja, zmniejszenie poczucia samotności, poczucie docenienia przez innych graczy. Do negatywnych należy zaliczyć: ryzyko zastąpienia relacji międzyludzkich przez wirtualne, zmniejszenie zainteresowania otoczeniem, życie w wyimaginowanym świecie gier, negatywne wyniki w nauce i w pracy oraz uzależnienie.

Dwa przypadki

Przyjrzyjmy się dwóm różnym sylwetkom: Andrzej, 21 lat, ukończył właśnie studia, nie pracuje, nie ma większych zobowiązań, wprowadził się ponownie do rodziców. Na graniu w sieci spędzał 10-14 godzin dziennie. Po pewnym czasie zaniepokojeni rodzice postawili mu ultimatum: albo spotka się z psychologiem, albo musi wyprowadzić się z domu. Andrzej, niechętnie, ale odwiedził mój gabinet. Od początku utrzymywał, że granie w sieci ma na niego tylko pozytywny wpływ. Twierdził, że dzięki graniu poszerzył grono znajomych, poprawił poczucie własnej wartości, uwierzył w swoje możliwości, miał satysfakcję z wyników i cieszył się szacunkiem innych graczy. Argumentował także, że w chwili obecnej nie ma żadnych innych zobowiązań, a wręcz przeciwnie, ma czas na taką formę rozrywki. Gry internetowe wprowadziły pewną strukturę w jego życiu, co dla innych członków rodziny wydawało się niebezpieczne. Gdy po pewnym czasie poznał dziewczynę i rozpoczął karierę zawodową – jego zainteresowanie grami internetowymi po prostu się zakończyło.

Drugi przypadek to 35 letni Jarek, księgowy, żonaty, z dwójką dzieci i dużym kredytem na dom. Jarek trafił do mnie, gdy jego granie w internecie w ciągu ostatniego roku wydłużyło się z 3 do 14 godzin dziennie. Jarek twierdził, że jego małżeństwo cierpi z powodu braku komunikacji i bliskości, a relacje z dziećmi zmniejszyły się do zera, ponieważ „są nastawiane przez matkę”. Finansowo radzi sobie jeszcze dobrze, ale pracodawca ma pretensję o nagły spadek produktywności z powodu ciągłych nieobecności i nienadrabiania zaległości. Jarek zaczął brać chorobowe, by poświęcać ten czas na granie. Wyjaśnił także, że od jakiegoś czasu próbował rzucić nawyk, ale po kilku dniach z powodu „irytującej chęci grania” powracał przed ekran komputera. Porównywał próby odejścia od ekranu do rzucania palenia. Był wtedy ekstremalnie poirytowany, zmienny w nastrojach, lękliwy, apatyczny. Nawet groźby żony, że odejdzie, nie były w stanie go utrzymać z dala od wirtualnej rzeczywistości. Zgodził się spotkać z psychologiem tylko raz, by „ żona przestała się czepiać”. Aż nadszedł ten dzień, kiedy stracił pracę ze względu na brak sumienności i brak produktywności. Konsekwencją utraty zatrudnienia były oczywiście większe tarapaty finansowe, na koniec zostawiła go żona. Te nieszczęścia pociągnęły kolejne. Od tego momentu Jarek nie robił już nic innego poza graniem dniami i nocami. Zamknięte koło uzależnienia wciągnęło go na dobre. Mimo że już wiedział co stracił, nie mógł się zatrzymać; granie stało się jedynym lekarstwem na zapomnienie, poprawienie nastroju, wymówką na podjęcie wyzwania rozwiązaniu problemów.

Uzależnienie od gier

Porównując oba te przypadki, mimo że łączy je ten sam mianownik – nadmiernego spędzania czasu z konsolą w ręku, w szpony uzależnienia wpadł Jarek. Uzależnienie mierzy się ilością negatywnych konsekwencji w życiu, a nie czasem poświęconym grze. Mimo że rodzice Andrzeja byli zaniepokojeni jego nadmiernym graniem, on sam był w stanie wrócić z wirtualnego do normalnego życia. Jarek natomiast stracił rodzinę i pracę przez swoje uzależnienie, które zabrało mu pozytywne wartości, rozbiło rodzinę i zniszczyło człowieka. Z takim uzależnieniem, jak z każdym innym, trzeba podjąć walkę w postaci terapii. Ale najpierw trzeba jej chcieć.

Katarzyna Pilewicz, LCPC, CADC

psycholog i psychoterapeutka licencjowana w stanie Illinois. Ukończyła Adler University w Chicago w dziedzinie psychologii klinicznej. Obecnie prowadzi badania doktoranckie w Walden University na temat wpływu psychologii pozytywnej na poprawe stanu psychiki człowieka. Członek American Psychological Association i PSI CHI. W swojej praktyce opiera się na holistycznym poglądzie o wzajemnym wpływie umysłu, ciała, i środowiska. W swojej klinice w Deerfield zajmuje się leczeniem młodzieży i dorosłych z problemami psychologicznymi pomagając w powrocie do wyższej jakości życia.

psycholog

Categories: psycholog

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*