Odcinek 19. Leon Czołgosz – anarchista i zabójca

Odcinek 19. Leon Czołgosz – anarchista i zabójca

Profesor Dominik Pacyga opowiada historię chicagowskiej Polonii. Poznaj fascynujących ludzi, niezwykłe miejsca i wydarzenia związane z polskim Chicago. Co tydzień nowy odcinek – w poniedziałek jako podcast w radiu WPNA 103.1 FM, a w piątek – w weekendowym wydaniu „Dziennika Związkowego”.

W dzisiejszym odcinku cyklu „Polskie Chicago” opowiem o polskim anarchiście i zamachowcu, Leonie Czołgoszu. Jego historia nie jest bezpośrednio związana z Polakami w Chicago, ale jego czyn miał ogromny wpływ na chicagowską Polonię.

31 sierpnia 1901 roku Leon Czołgosz przyjechał do Buffalo, w stanie Nowy Jork, gdzie odbywała się Wystawa Panamerykańska. Czołgosz zatrzymał się w Nowak’s Hotel, pod adresem 1078 Broadway. Tydzień później, 6 września 1901 roku zmienił bieg amerykańskiej historii, kiedy strzelił do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Williama McKinleya. Prezydent zmarł osiem dni po zamachu.

McKinley był trzecim, po Lincolnie i Garfieldzie, amerykańskim prezydentem zabitym przez zamachowca. Poprzedni udany zamach na prezydenta miał miejsce 36 lat wcześniej, w 1865 roku w zamachu zamordowany został prezydent Lincoln. Po tragicznej śmierci McKinleya prezydentem został jego zastępca, Theodore Roosevelt, prawdopodobnie najwybitniejszy prezydent od czasów Lincolna.

Od bezrobocia do anarchizmu

Leon Czołgosz fot.fot.Wikipedia

Leon Czołgosz urodził się 5 maja 1873 roku w miejscowości Alpena, w stanie Michigan. Był jednym z ośmiorga dzieci Pawła Czołgosza i Marii Nowak, polskich imigrantów pochodzących z zaboru pruskiego. Rodzina Czołgoszów przeprowadziła się do Detroit, kiedy Leon miał pięć lat.

Leon Czołgosz szybko podjął pracę zarobkową. Już jako nastolatek pracował w hucie szkła w miejscowości Natrona, w stanie Pensylwania. W wieku lat siedemnastu przeprowadził się do Ohio i zatrudnił się w stalowni Rolling Mill w Cleveland. Po kryzysie, jaki nastąpił w roku 1893, kiedy fabryka została tymczasowo zamknięta, właściciele szukali oszczędności i zwalniali pracowników. W stalowni wybuchł strajk, a Czołgosz i pracujący wraz z nim bracia, pozostali bez pracy. W atmosferze ekonomicznego i społecznego chaosu, młody Leon Czołgosz szybko znalazł ludzi, którzy myśleli tak jak on i domagali się społecznej sprawiedliwości. Dołączył do dosyć umiarkowanego pracowniczego stowarzyszenia socjalistów Golden Eagle Society, a równocześnie – do bardziej radykalnego, skupiającego polskich robotników – stowarzyszenia Siła. To tam zainteresował się ideami anarchizmu.

Pistolet w chusteczce

W dniu zamachu Leon Czołgosz ubrał się w elegancki ciemny prążkowany garnitur i krawat. Spokojnie czekał w kolejce na uściśnięcie dłoni prezydenta McKinleya. Wyglądał zupełnie niegroźnie i nie przykuł uwagi trzech agentów Secret Service, chroniących prezydenta, skoncentrowanych na tłumie czekającym na spotkanie z McKinleyem. Czołgosz strzelił do prezydenta dwa razy, z pistoletu ukrytego w chusteczce, która zapaliła się na skutek wystrzałów. Jedna z kul odbiła się od guzika i zaledwie drasnęła McKinleya, ale druga przebiła żołądek prezydenta i utkwiła głęboko w jego ciele. Prezydent osunął się na ziemię, a rozwścieczony tłum zaatakował zamachowca. McKinley zdołał powiedzieć tylko „nie róbcie mu krzywdy”. Policji jednak z trudem udało się zapobiec zlinczowaniu polskiego anarchisty.

Czołgosz został aresztowany i przewieziony do 13. posterunku znajdującego się przy ulicy Austin w Buffalo, a stamtąd trafił do siedziby głównej policji. Podczas aresztowania zamachowiec powiedział policjantom, że nazywa się Fred Nieman. „Nie man” po niemiecku znaczy „nikt”. Czołgosz szybko przyznał się do winy i w oświadczeniu napisał: „Zabiłem prezydenta McKinleya, ponieważ był to mój obowiązek”. Prezydent William McKinley zmarł na skutek odniesionych ran 14 września 1901 roku. Dwa dni później Leon Czołgosz został oskarżony o morderstwo z premedytacją.

Ostatnie przemówienie Williama McKinley fot.Charles Dudley Arnold/Library of Congress/Wikipedia

„Zabiłem wroga ludu”

W areszcie Czołgosz chętnie rozmawiał z pilnującymi go strażnikami, ale odmówił spotkania ze znanymi adwokatami, którzy mieli go bronić – Robertem C. Titusem i Loranem Lewisem, a także z psychiatrą, który chciał zbadać jego poczytalność. Dziewięć dni po śmierci prezydenta rozpoczął się proces jego zabójcy, ale adwokaci nie byli w stanie przedstawić linii obrony, ponieważ Leon Czołgosz stanowczo odmówił współpracy z nimi i nie zgodził się na rozmowę. Loran Lewis stwierdził jedynie, że oskarżony nie może zostać uznany winnym, ponieważ w chwili zbrodni najwyraźniej był niepoczytalny.
Czołgosz został uznany winnym 24 września, po trwającej zaledwie godzinę naradzie ławy przysięgłych. 26 września został skazany na karę śmierci. Podczas ogłoszenia wyroku Leon Czołgosz nie okazał żadnych emocji. Zapytany przez sędziego, czy chce zabrać głos, przecząco pokręcił głową.

Po przetransportowaniu do więzienia Auburn, Czołgosz zapytał naczelnika, czy zostanie przewieziony do więzienia Sing Sing i tam poddany egzekucji. Był zdumiony, kiedy dowiedział się, że Auburn ma swoje własne krzesło elektryczne. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Zabiłem prezydenta ponieważ był wrogiem dobrych ludzi – ludzi pracy. Nie żałuję mojego czynu, żałuję tylko, że nie mogłem zobaczyć swojego ojca.”. Leon Czołgosz został stracony 45 dni po zabójstwie McKinleya – 29 października 1901 roku. Zmarł na krześle elektrycznym w więzieniu Auburn, podłączony do trzech elektrod o napięciu 1,8 tys. woltów każda.

POSŁUCHAJ podkastu „Polish Chicago” Radia WPNA 103.1 FM

„To nie mógł być Polak”

Czołgosz był samozwańczym anarchistą, ale po zamachu wielu aktywistów ruchu anarchistycznego zaprzeczyło, jakoby reprezentował ich grupy. Od Czołgosza odwróciła się także Polonia. Polskie gazety w USA pisały, że „to niemożliwe, aby zabójca prezydenta był Polakiem”. Sam Czołgosz był zafascynowany Emmą Goldman, litewską Żydówką, pisarką i aktywistką, jedną z czołowych postaci anarchizmu, którą miał okazję osobiście, choć tylko na moment, spotkać. Jego rodzice zeznali, że ich syn wspominał o fascynacji zamachem na włoskiego króla Umberto, przeprowadzonym w 1900 roku.
Decydując się na zamach na prezydenta USA, Czołgosz był przekonany, że McKinley jest marionetką sterowaną przez kapitalistów, używaną przez nich do dyskryminowania i uciskania klasy pracującej.

William McKinley fot.Andrews, E. Benjamin. History of the United States/Wikipedia

Chicagowska gazeta „Naród Polski”, organ Zrzeszenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego, tak pisała o Leonie Czołgoszu: „To niewypowiedzianie smutne, że zabójca jest Polakiem. To pierwszy tego typu czyn popełniony przez Polaka. Dotychczas historia nie znała Polaków-królobójców. On (Czołgosz – red.) jest pierwszym i jest to tym bardziej smutne, że jego rodacy zostali przyjęci w Ameryce z tak wielką gościnnością. Polacy nie mają nic wspólnego z anarchistami i zawsze potępiali ich idee, jako sprzeczne z naszą wiarą i zdrowym człowieczeństwem. Czujemy ogromny ból, w którym łączymy się ze wszystkimi, nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie. Wszyscy jesteśmy w żałobie spowodowanej działaniem szaleńca, który był niestety naszej narodowości. Wyrażając najgłębszy smutek, jaki spowodowało to straszne wydarzenie, Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie, w imieniu organizacji pragnie przekazać najszczersze kondolencje.”.

Piętno anarchizmu

Leon Czołgosz był ponurego usposobienia samotnikiem, ale wbrew opinii wielu, nie był psychicznie chory. Zaplanował zamach zaledwie na kilka dni przed jego przeprowadzeniem, głęboko wierząc, że rządzący są do cna przesiąknięci złem. Był niemal całkowicie wyalienowany ze społeczeństwa i uważał, że urodził się w jednym celu – żeby zabić prezydenta McKinleya, a następnie umrzeć jako męczennik anarchizmu. Prawdopodobnie był przekonany, że sam wkrótce umrze i dlatego zdecydował się na szybkie wdrożenie swojego zbrodniczego planu walki z niesprawiedliwością.
W wyniku przeprowadzonego przez Czołgosza zamachu, piętno anarchizmu i radykalizmu zawisło nad polską diasporą i generalnie – nad imigrantami z Europy Wschodniej i Południowej. Przeciwnicy imigracji z tzw. „innej Europy” używali stereotypu groźnych radykałów i w rezultacie dopięli celu – po pierwszej wojnie światowej Stany Zjednoczone praktycznie przestały przyjmować imigrantów.

Dominik Pacyga
Tłumaczenie i opracowanie: Grzegorz Dziedzic

 


Dominik A. Pacyga
Imigrant w trzecim pokoleniu, urodził się w Chicago w 1949 roku. Profesor historii (emerytowany w 2017 r.) w Columbia College w Chicago. Studia doktorskie ukończył w 1981 roku na Uniwersytecie Illinois w Chicago. Jest autorem i współautorem sześciu książek poświęconych historii Chicago i chicagowskiej Polonii, m.in. “Slaughterhouse: Chicago’s Union Stock Yard and the World It Made” (2015), “Chicago: A Biography” (2009) i “Polish Immigrants and Industrial Chicago” (1991, 2001). Obecnie pracuje nad książką “Polish Chicago”. Laureat nagród Oskara Haleckiego i Mieczysława Haimana przyznawanej przez Polish American Historical Association oraz nagrody Catholic Book Award. Profesor wizytujący na uniwersytetach: Chicagowskim, Illinois i Oksfordzkim. W latach 2013-14 wykładał w Instytucie Studiów Amerykańskich i Polskiej Diaspory na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Współpracuje z wieloma muzeami, instytucjami pomocowymi i organizacjami etnicznymi w celu zachowania i prezentowania historii.

 

Zdjęcie główne: Wikipedia

Categories: Polskie Chicago cykl

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*