Życie jak safari

3

Dom George’a i Sławy Świderskich w Palatine przypomina wystawy chicagowskiego Muzeum Historii Naturalnej Fielda. Wypchane tygrysy, antylopy, zebry, łosie, gęsi, kaczki oraz dziesiątki innych zwierząt i ptaków zdobią wszystkie ściany.  – W większości to ustrzelone przez nas trofea podczas myśliwskich ekspedycji w różnych częściach świat – mówi nam gospodarz.

George R. Świderski i jego żona Sława to zapaleni myśliwi, którzy postanowili swoje, nie tylko myśliwskie, przygody przelać na papier. Od 2012 r. George ręcznie spisywał wspomnienia, podczas gdy Sława wprowadzała je do komputera. – Niejednokrotnie przesiadywałem od godzin popołudniowych aż do godz. 2-3 w nocy, by spisać to, co najpierw  w pojedynkę, a później już wraz z żoną przeżyłem – mówi autor książki „The Forester’s Son”(„Syn leśniczego”) napisanej przy współpracy Aleksandry Corwin. Licząca ponad 500 stron pozycja, zawierająca 150 fotografii, ukazała się pod koniec ubiegłego roku i już została sprzedana w kilkuset egzemplarzach. – Mam zamówienia na następne – mówi autor nie bez cienia dumy.

– Nie pisałem jej zupełnie sam. W okresie II wojny światowej i w pierwszych latach powojennych byłem jeszcze małym chłopcem, więc zmuszony byłem prosić o pomoc swoje starsze rodzeństwo, by przypomniało mi wczesne dzieciństwo oraz życie mojej rodziny i niemieckiej rodziny Plehnów, u której przed wojną mój ojciec był leśniczym – wyjaśnia autor.

Limpopo i hipopotam

George Świderski urodził się w 1941 r., dzieciństwo spędził w Lubocheniu na Pomorzu, wiosce niedaleko Świecia nad Wisłą. To właśnie przy ojcu leśniczym jeszcze jako chłopiec nauczył się polować na lisy, zające, dziki i kuropatwy. Już wtedy zaczął marzyć o polowaniu na duże, ale przede wszystkim na egzotyczne zwierzęta. Wspomina, że w Lubocheniu ktoś mu czytał książkę dla dzieci o Afryce. Występował tam czarnoskóry chłopiec o imieniu Bambo, a jemu pozostały w pamięci dwa nieznane jeszcze słowa: Limpopo i hipopotam. Nie wiedział, że po latach przypomni je sobie podczas prawdziwego safari. – W latach 90. podczas jednego z polowań założyliśmy obóz nad rzeką Limpopo w Mozambiku. Wtedy przyszła mi na myśl historyjka o Bambo. Pomyślałem sobie wtedy, że choć czasem trzeba długo czekać, to jednak marzenia się realizują. Zwłaszcza, że wokół było też pełno hipopotamów – mówi z uśmiechem George.

Na takie wyprawy czekał 30 lat. Pod koniec lat 50. rodzice i starszy brat George’a emigrowali do Stanów Zjednoczonych. On sam dołączył do nich w 1960 roku. Mając 19 lat, wyjechał z Polski z 6 dolarami w kieszeni. – W Paryżu wydałem 3 dol. na miniaturową wieżę Eiffla i jakieś kanapki. To była połowa mojej fortuny – opowiada z sentymentem w głosie.

Jedyna miłość

Przez 12 lat mieszkał w Chicago. Najpierw w dzielnicy Ukrainian Village, potem w Portage Park. – Całe dwa długie lata czekałem, by móc sprowadzić z Polski do Chicago Sławę, miłość mojego życia. To był chyba najtrudniejszy okres w moim młodym życiu – mówi George, przynosząc listy miłosne, które wymieniali między sobą późniejsi małżonkowie. Listy, oprawione w grubą księgę, stoją na poczesnym miejscu w ich domowej bibliotece. Część tej jedynej w swoim rodzaju korespondencji w 2014 r., w 50. rocznicę ślubu, odczytali narratorzy na falach jednej z polonijnych stacji radiowych. – Słuchacze dzwonili, żeby wyrazić swój zachwyt. Wielu z nich miało łzy w oczach – potwierdza Sława, a szczęśliwi małżonkowie wymieniają między sobą tylko dla nich zrozumiałe spojrzenie. – Taka miłość może się zdarzyć tylko raz w życiu i jestem szczęśliwy, że trafiła się właśnie mnie. Długo by o niej opowiadać. Szerzej opisuję nasz romans na łamach mojej książki – zachęca George.

George wspomina, że w Lubocheniu ktoś mu czytał książkę dla dzieci o Afryce. Występował tam czarnoskóry chłopiec o imieniu Bambo, a jemu pozostały w pamięci dwa nieznane jeszcze słowa: Limpopo i hipopotam. Nie wiedział, że po latach przypomni je sobie podczas prawdziwego safari

Jako młody człowiek Świderski zapisał się na kursy z historii sztuki w szkole przy Art Institute of Chicago, jednocześnie pracując do późnych godzin nocnych jako krojczy w firmie odzieżowej Hart Schaffner and Marx. Przyznaje, że nabyte tam doświadczenie i wiedza o sztuce odegrały nieocenioną rolę w jego nowym przedsięwzięciu – taksydermii. Do preparowania eksponatów potrzebna jest znajomość nie tylko anatomii, rzeźbienia, malarstwa, garbarstwa i kilku innych pokrewnych sztuk. – Większość tych umiejętności posiadałem, inne nabyłem wkrótce. Coś, co zaczęło się jako hobby, w krótkim czasie przerodziło się w przedsięwzięcie biznesowe na dużą skalę – przyznaje. Z uśmiechem wyraża też po latach wdzięczność właścicielom fabryki odzieżowej za to, że odmówili mu udzielenia dłuższego urlopu, kiedy chciał wziąć udział w polowaniu na czarne niedźwiedzie w Smoky Mountains. – Zostałem zwolniony z pracy i chwała im za to. Mogłem wreszcie rozpocząć coś, czego nawet dzisiaj nie nazywam pracą. Mam zajęcie, które nie pozwala się nudzić i niezmiennie sprawia mi ogromną satysfakcję – zapewnia właściciel Old World Taxidermy, firmy w Palatine, która okazała się dużym sukcesem.

Zafascynowani Afryką

George i Sława objechali niemal cały świat, jednak ulubionym terenem polowań pozostaje wciąż Afryka, gdzie już 13 razy uczestniczyli w safari, a każda wyprawa trwała przynajmniej 4 tygodnie. Z każdej też przywozili trofea, z których większość znalazła swoje miejsce w obszernej rezydencji w Palatine. – Często gościmy wycieczki uczniów z okolicznych szkół, bo naszej wystawy nie tylko spreparowanych zwierząt i ptaków, ale też zasuszonych motyli nie powstydziłoby się niejedno muzeum historii naturalnej – zapewnia gospodarz.

Sława, która ma na swoim koncie przynajmniej 50 upolowanych dużych zwierząt, dodaje: “Naszej kolekcji już nie powiększamy, bo to nie tylko brak miejsca, ale i fakt, że już rzadziej jeździmy na polowania. Może czeka nas jeszcze jedna wyprawa, która będzie wielkim finałem i zwieńczeniem naszych przygód. Teraz wszystkie wysiłki chcemy poświęcić ochronie przyrody”.

George przez wiele lat pełnił funkcję prezesa oddziału stanowego Safari Club International. Obecnie wraz ze Sławą zasiadają w radzie dyrektorów. Jednym z głównych celów tego ekskluzywnego klubu jest właśnie ochrona przyrody. – Zawsze zaliczałem się do obrońców przyrody, choć patrząc na mnie jako myśliwego, laikom może wydawać się inaczej. Pamiętajmy jednak, że przemyślane polowania służą przywróceniu równowagi w przyrodzie. Tak więc te dwie dziedziny mojej działalności zupełnie się ze sobą nie kłócą – wyjaśnia George.

Polowania, zarówno te w upale pustyni Kalahari, jak i  w mrozach obszarów arktycznych w Kanadzie, są rzeczywistą realizacją marzeń syna leśniczego, który wyjeżdżając z komunistycznej Polski do USA  zrealizował swój amerykański sen.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

Książkę „The Forester’s Son” można zamówić, dzwoniąc pod nr tel. (847) 359-6938 lub pisząc na adres: taxidermyowt@aol.com

  • 1
  • 2
  • 3
Categories: Polonia

Comments

  1. Yankes
    Yankes 20 marca, 2016, 16:03

    Milosc tych „ludzi” na cmetarzysku tych pieknych zwierzat jest falszywa i podszyta cierpieniem ZGROZA

    Reply this comment
  2. zza kałuży
    zza kałuży 21 marca, 2016, 02:56

    Jakoś ciężko mi uwierzyć,że te wszystkie piękne zwierzęta „zakłócały równowagę w przyrodzie”. Trzeba mieć coś z głową aby chcieć mieszkać na cmentarzu.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*