Zwykli niezwykli polonijni ojcowie

Zwykli niezwykli polonijni ojcowie

Jerzy Małysz wychowuje trójkę dzieci w wieku szkolnym, dr Marek Rządkowski – samotnie córkę, a Andrzej Mikołajczyk dzieli codzienne obowiązki rodzinne z żoną. Jak realizują się w roli pełnoetatowych ojców i jak to robią, że dzieci nie wchodzą im na głowę, opowiadają z okazji obchodzonego w ten weekend Dnia Ojca.

Od lewej: Andrzej Mikołajczyk z córką Anitką, Jerzy Małysz oraz Marek Rządkowski z córką Italką fot.arch. pryw.

Od lewej: Andrzej Mikołajczyk z córką Anitką, Jerzy Małysz oraz Marek Rządkowski z córką Italką fot.arch. pryw.

Jerzy Małysz z południowych przedmieść Chicago jest ojcem pięciorga dzieci – dwóch dorosłych córek oraz dwóch córek i syna w wieku szkolnym. Pracuje w weekendy jako fotografik, a w ciągu tygodnia zajmuje się dziećmi i domem pod nieobecność żony zatrudnionej w dużej firmie medycznej, gdzie sprawuje odpowiedzialne stanowisko kierownicze. Stara się być jak najlepszym ojcem. – Zajmuję się dziećmi od pobudki aż do nocy. Mają mnóstwo zajęć sportowych i pozalekcyjnych. Muszę je zawieźć i przywieźć. Staramy się też aktywnie spędzać wspólnie czas całą rodziną. Jeździmy do parku wodnego, na wrotki czy na lodowisko.

Wszystkie dzieci w rodzinie Małyszów są też bardzo muzykalne. – Posyłamy je na prywatne lekcje muzyki. Najstarsza córka otrzymała nawet stypendium na studia dzięki swojemu talentowi muzycznemu. Muzyka jest jednym wspólnym mianownikiem wychowania naszych dzieci. Przykładamy też z żoną dużą wagę do nauki i do uzyskania dobrego wykształcenia. Zawsze o tym marzyłem. Jako nauczyciel liceum z Polski w pełni doceniam znaczenie edukacji.

Choć sam jest dumny ze swojej rodziny i mówi, że jest ona spełnieniem jego marzeń, to uważa, że trudno jest doradzać innym rodzicom, jak mają wychowywać dzieci. – To, co się sprawdza w jednej rodzinie, nie musi być dobre dla innej. Są różni ludzie, różne dzieci i różne charaktery. Nie ma gotowej matrycy, którą można powielać w wychowaniu dzieci, ale zalecałbym przede wszystkim dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Sam byłem wychowywany bardzo surowo. Była to kindersztuba niestety często z użyciem przemocy fizycznej. Powiedziałem sobie, że ja nigdy w życiu nie będę w ten sposób wychowywał moich własnych dzieci. I mi się to udaje. Moim skromnym zdaniem, to sukces – że mam u dzieci autorytet bez stosowania kar cielesnych.

Jerzy zdaje sobie sprawę, że rola rodzicielska jest jedną z najtrudniejszych w życiu. – Człowiek jest tylko człowiekiem, ma swoje chwile słabości. Zwłaszcza zmęczenie potrafi wydobyć z nas najgorsze instynkty. Trzeba jednak zawsze być cierpliwym i regenerować się psychicznie i fizycznie. Bardzo mi pomaga wysiłek fizyczny. Dużo pływam i ćwiczę w klubie fitness. Uprawiam ogródek. To mnie wycisza. W ten sposób pozbywam się negatywnych emocji.

Marek Rządkowski wychowuje samotnie 9-letnią Italkę. Jest lekarzem okulistą i pracownikiem dużej chicagowskiej kliniki medycznej. Z córką mieszkają na północno-zachodnim przedmieściu Chicago. Uważa się za szczęśliwego ojca i spełnionego człowieka. – Moje dziecko daje mi szczęście, siłę, chęć i entuzjazm do życia. Nie mogę narzekać i nie mogę powiedzieć, żeby moje dziecko sprawiło mi jakiekolwiek kłopoty w życiu. Kiedy stałem się samotnym ojcem, gdy Italka miała dwa lata, musiałem ją zawozić do przedszkola, które znalazłem blisko pracy. Konieczne też było dopasowanie godzin pracy, żeby córeczkę oddać do przedszkola i z niego odebrać. Dla mnie jednak to nie są wielkie problemy. Wszelkie trudności i przeszkody pokonuję z pogodą ducha. Trudno jest przewidzieć, co nam przyniesie los, ale nigdy nie spodziewałem się, że będę miał tak fantastyczne relacje z własnym dzieckiem.

Podobnie jak nasz poprzedni rozmówca Marek mówi o swojej pociesze w samych superlatywach. Podkreśla też, że daje dziecku dużo swobody. – Pozwalam jej próbować sił w różnych dyscyplinach sportowych i zajęciach artystycznych, które ją aktualnie interesują. Do niczego jej nie nakłaniam – tylko rozmawiam z nią, by dowiedzieć się, jakie ma zainteresowania. Nie wdrażam nic na siłę, nie zmuszam, bo chodzi o to, by dziecko miało frajdę. Wychowuję córkę w atmosferze wyboru.

Od lewej dzieci Andrzeja Mikołajczyka - Michał z portretem astronauty polskiego pochodzenia dr. Jamesa Pawelczyka oraz Anita na Paradzie 3 Maja. Z prawej córka Marka Rządkowskiego - Itala, podczas pieczenia ciasteczek fot.arch. pryw.

Od lewej dzieci Andrzeja Mikołajczyka – Michał z portretem astronauty polskiego pochodzenia dr. Jamesa Pawelczyka oraz Anita na Paradzie 3 Maja. Z prawej córka Marka Rządkowskiego – Itala, podczas pieczenia ciasteczek fot.arch. pryw.

Ojciec zdaje sobie sprawę z tego, że dziecko jest tylko dzieckiem i ma prawo się pomylić. – Jeśli moja córka popełnia jakieś błędy to najczęściej z niewiedzy, ponieważ było to coś, czego jeszcze wcześniej nie robiła. Nauczyłem ją, że jak zrobi coś źle, to ma mi o tym powiedzieć. Nigdy na nią nie krzyczę, tylko rozmawiam i tłumaczę – spokojnym i łagodnym głosem. Trzeba być elastycznym i wyrozumiałym. Nie wywyższać się, jak ktoś, kto pozjadał wszystkie rozumy.

Innym rodzicom radzi, by od najwcześniejszych lat traktowali dziecko jako małego człowieka, który potrafi myśleć i dobrze się zachować. – Jeśli wpoimy to dziecku i wychowamy w takiej atmosferze i kulturze, to będzie się nam o wiele łatwiej porozumiewać z takim właśnie małym człowiekiem, zamiast krzyczeć na niego, czy coś mu nakazywać. Trzeba ze sobą cały czas rozmawiać. Ważna jest umiejętność i chęć komunikacji.

Andrzej Mikołajczyk ma dorosłego syna, który jest dzieckiem żony z poprzedniego małżeństwa i dwoje własnych dzieci w wieku szkolnym. Jest dziennikarzem i pracownikiem socjalnym. Współpracuje z agencjami rządowymi i pozarządowymi. Z żoną Aliną, doradcą akademickim i tłumaczem przysięgłym, działającą społecznie w wielu organizacjach polonijnych, dzielą obowiązki rodzinne. Mieszkają na północno-zachodnim przedmieściu Chicago. Zanim urodziły się młodsze dzieci, Andrzej pomagał Alinie w wychowaniu syna z jej pierwszego małżeństwa. – Zawsze uczestniczyłem w wychowaniu Łukasza. Wspierałem jego mamę, a moją żonę Alinę. Dziś Łukasz jest dorosłym mężczyzną, na doktoranckich studiach medycznych, na których prowadzi ważne badania naukowe. Angażuje się też w inicjatywy społeczne i polonijne. Uczymy się od Łukasza, a on od nas. Traktujemy się po partnersku, pomagamy sobie wzajemnie w różnych sprawach.

Mężczyzna był obecny przy narodzinach swoich dzieci. – Jako mąż i ojciec mogę dzięki tym doświadczeniom i przeżyciom bardziej docenić rolę Aliny jako żony i matki. Przeżyliśmy razem wiele radosnych i trudniejszych chwil. W szczególności wtedy, gdy młodszy syn był na oddziale intensywnej terapii przez kilkanaście dni po urodzeniu. Dzisiaj Michałek ma 11 lat, skończył ze świetnymi wynikami piątą klasę szkoły podstawowej. Gra w piłkę nożną, uprawia karate, uczy się języka polskiego i polskiej historii. Gra na pianinie. Anitka ma 9 lat, skończyła trzecią klasę szkoły podstawowej. Gra też w piłkę nożną, uprawia karate, uczy się języka polskiego i polskiej historii, gra od kilku lat na pianinie, tańczy w zespole Jump. Anitka ma sporo osiągnięć na swoim koncie. Rok temu podczas wizyty w Chicago piłkarza Leo Messiego przeprowadziła z nim wywiad, jak prawdziwa dziennikarka, w imieniu swojej drużyny. Był to jej własny pomysł.

Andrzej bardzo przeżywa wszystkie radości i sukcesy swoich dzieci. – Uczestniczę w ich wydarzeniach szkolnych i pozaszkolnych. Widziałem ich pomysłowość przy różnych okazjach. W czasie moich urodzin Michał ułożył z klocków życzenia „Happy Birthday”. Pracował nad tym dyskretnie przez kilka dni. Zrobili mi z kilku kartek papieru „Hall of Fame” (aleję honorową) z sypialni do pokoju gościnnego. Takie drobne wydarzenia pozostają w pamięci rodziców na wiele lat, czasem na całe życie.

Dzień Ojca skłania Andrzeja do refleksji. – To święto pozwala nam ojcom poczuć się bardziej docenionymi w naszych rodzicielskich rolach. Możemy je lepiej spełniać zwłaszcza wtedy, gdy współpracujemy z naszymi małżonkami w procesie wychowania. Niezwykle ważna jest także rola naszych babć, dziadków, znajomych, przyjaciół, pedagogów i instruktorów oraz całego środowiska mającego wpływ na nasze dzieci. Chciałbym, aby moje dzieci wyrosły na produktywnych członków społeczeństwa amerykańskiego i polonijnego oraz aby były dumne z tego, że są Polakami. Ich możliwości w USA są większe niż moje. Mam nadzieję, że zrealizują wiele swoich marzeń.

Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Categories: Polonia, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*