Zapłakany deszczem festiwal bluesowy 

DSC_9806

To jeden z nielicznych w Ameryce, jeśli nie jedyny, ciągle darmowy festiwal muzyczny. Chicago Blues Festival 12 czerwca po raz 32. zagrał w Grant Park. Tegoroczną edycję najprawdopodobniej zapamiętamy, jako najbardziej deszczowy festiwal roku, na otwarcie którego zaśpiewała młoda, uzdolniona Caroline Baran. 

14-letnia Caroline Baran została zaproszona do udziału w festiwalu przez swoją nauczycielkę śpiewu. Jade Maze na rynku muzycznym istnieje od dobrych paru lat i to ze sporym dorobkiem muzycznym. Wie, kogo zaprosić do mikrofonu obok siebie. W tym roku z jej propozycji skorzystała Karolina. Jade Maze zapowiedziała swoją uczennicę, jako: „młody, polski talent z głosem przypominającym Janis Joplin” i tak to się zaczęło.

Na małej scenie Blues Village Stage, wokół której zgromadzili się licznie przybyli goście festiwalu, znajomi, bliscy – rozległy się dźwięki muzycznego standardu z 1965 roku – „People get ready”. Jedną ze zwrotek piosenki, przy akompaniamencie muzyków z zespołu Jade, zaśpiewała Karolina Baran. Przy kolejnej zwrotce dołączyły do niej koleżanka z klasy i sama nauczycielka. Występ młodej Polki był zaledwie przedsmakiem tego, na co czekali fani bluesa.

A czekali na sobotni koncert 79-letniego gitarzysty, wokalisty rockowego i bluesowego Buddy Guya. Zanim pojawił się na scenie huraganem dźwięków i głosem niepodobnym do innych, wtargnęła na scenę Shemekia Copeland, przygotowując publiczność do spotkania z żywą legendą bluesa. Buddy Guy Inspirował samego Jimi Hendrixa i Jeffa Becka. W roku 1970 po zaproszeniu przez zespół Rolling Stones występował podczas ich wspólnej trasy koncertowej po Europie. Skorzystał z zaproszenia Erica Claptona i wziął udział w imprezie wszystkich gwiazd bluesowych „24 Nights”. W duecie z Claptonem wystąpił podczas wyjątkowego koncertu w londyńskim „Royal Albert Hall”.

Tymczasem chicagowski koncert o mały włos nie doszedłby do skutku, z powodu nadciągającej burzy.  Jednak po 20-minutowym oczekiwaniu w strugach deszczu ze sceny popłynęły pierwsze dźwięki: Damn Right, I’ve Got The Blues, a każdy, kto wytrwał i wytrzymał godzinny koncert w ulewie mógł poczuć się naprawdę wyjątkowo. Wirtuoz gitary zaprezentował kompozycje własne, jak Skin Deep, a także kilka standardów. Jednak serce przemokniętej widowni zdobył interpretacją Sweet Sixteen B.B. Kinga.

Podczas tegorocznej edycji Chicago Blues Festival oddał hołd tym wielkim, którzy grają już na drugiej scenie muzycznej, B.B. Kingowi i Williemu Dixonowi.

Tekst i zdjęcia Dariusz Lachowski

  • DSC_0180
  • DSC_0192
  • DSC_0195
  • DSC_0231
  • DSC_0273
  • DSC_0283
  • DSC_0290
  • DSC_0305
  • DSC_0308
  • DSC_0441
  • DSC_0611
  • DSC_0659
  • DSC_0685
  • DSC_0689
  • DSC_8265
  • DSC_8266
  • DSC_8268
  • DSC_8271
  • DSC_8275
  • DSC_8278
  • DSC_8313
  • DSC_8356
  • DSC_8364
  • DSC_8376
  • DSC_8382
  • DSC_8431
  • DSC_8468
  • DSC_8548
  • DSC_8563
  • DSC_8570
  • DSC_8718
  • DSC_8732
  • DSC_9412
  • DSC_9484
  • DSC_9576
  • DSC_9661
  • DSC_9679
  • DSC_9806

Comments

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*