Wszystkie kwiaty świata. Małgorzata Rostecka nagrodzona za odwagę

DSC_9923

17 kwietnia w ratuszu podmiejskiego Hoffman Estates miała miejsce podniosła uroczystość. Rada miasta i departament straży pożarnej wyróżniły Małgorzatę Rostecką – Polkę, która 21 marca weszła do płonącego budynku i wyprowadziła z niego poparzonego mężczyznę.

W miejskim ratuszu w Hoffman Estates 17 kwietnia zebrała się rada miasta, która przed rozpoczęciem obrad postanowiła uhonorować Małgorzatę Rostecką dyplomem za wzorową postawę obywatelską. Kolejny dyplom, za uratowanie ludzkiego życia, wręczył Rosteckiej komendant straży pożarnej z Hoffman Estates Jeffrey Jorian, który podziękował Polce za uratowanie z płomieni 62-letniego Michaela Pate’a. Gratulował jej odwagi, przytomności umysłu i szybkości reakcji.

21 marca br. Małgorzata Rostecka jako jedyna z tłumu gapiów wbiegła do płonącego budynku i wyciągnęła z niego na wpółprzytomnego, poparzonego sąsiada. – Codziennie myślę o tym, co się stało. Dzięki Bogu, udało mi się uratować Michaela. Takie wydarzenie zbliża do siebie ludzi, zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi, poznałam jego rodzinę. Codziennie ze sobą rozmawiamy.

Osiedle Barrington Lakes w podmiejskim Hoffman Estates to duży kompleks – 790 apartamentów. 21 marca, zaraz po godz. 19.00 Małgorzata Rostecka z ośmioletnią córką Emilką wracały od najbliższej przyjaciółki Emilki – Amy, do której wybrały się, ponieważ dziewczynki pokłóciły się w szkole. – Poszłyśmy do Amy, bo córka chciała ją przeprosić. Gdy wyszłyśmy, zauważyłam, że z jednego z mieszkań w sąsiednim budynku wydobywa się dym. Na początku pomyślałam, że to może para z pralni, ale poczułam swąd spalenizny. Momentalnie z budynku zaczęły wydobywać się kłęby gęstego dymu. Powiedziałam Emilii, żeby biegła do sąsiadki i dzwoniła na 911, a sama pobiegłam w stronę płonącego budynku – opowiada nam Małgorzata Rostecka.

Przed budynkiem zaczęli zbierać się gapie, mieszkańcy sąsiednich budynków. Było tam kilku mężczyzn, ale żaden nie podchodził bliżej, stali tylko i nagrywali wszystko telefonami komórkowymi. – Zapytałam, czy mieszkają w płonącym budynku, ale zaprzeczyli. Przez szklane drzwi widziałam, jak we wnętrzu buchają czerwone i pomarańczowe płomienie. Nagle coś mnie tknęło, chyba instynkt i pobiegłam w stronę pożaru – mówi Rostecka.

Drzwi frontowe były uchylone, w budynku było mnóstwo dymu, ogłuszająco wył alarm przeciwpożarowy. – Wbiegłam do środka i na korytarzu pod ścianą zauważyłam mężczyznę, który nie mógł się podnieść. Miał problemy z oddychaniem, a ręce i twarz miał tak poparzone, że płatami schodziła z nich skóra. Polka kazała mężczyźnie chwycić ją za szyję, zaparła się i zdołała podnieść rannego. – Byliśmy twarzą w twarz, a on nie był w stanie iść, ciągnęłam go, a on powtarzał, że nie da rady, że nie może iść. Powiedziałam do niego: „Chwyć mnie, trzymaj się mnie i idziemy stąd”. Dosłownie dwie sekundy po tym, jak minęliśmy drzwi jego mieszkania, w którym wybuchł pożar, nastąpiła eksplozja, poleciało szkło.

Wyszli na zewnątrz. Ktoś z tłumu podszedł do nich i nakrył kurtką rannego, który był w samym podkoszulku. Nikt nie zaoferował pomocy, nie podał ręki, nikt nie pomógł Małgorzacie dźwigać półprzytomnego mężczyzny. Dopiero na parkingu podeszli do nich strażacy, którzy przyjechali gasić ogień. Uratowany rozpłakał się, trzymając za rękę swoją wybawczynię, powtarzał, że Małgorzata „jest jego aniołem”. W tym czasie przyjechał ambulans. – Zapytał mnie jeszcze o mój numer telefonu, więc pobiegłam po kawałek papieru i coś do pisania, ale gdy wróciłam, karetka już odjechała – relacjonuje przebieg wydarzeń nasza rodaczka. Kiedy strażacy ugasili pożar, Małgorzata Rostecka poszła do swojego mieszkania i dopiero tam adrenalina puściła, a ona zaczęła się trząść. Po północy poszła pod prysznic i rozpłakała się z emocji.

Poparzonego mężczyznę, 62-letniego Afroamerykanina Michaela Pate’a przetransportowano najpierw do St. Alexius Medical Center, a stamtąd na oddział poparzeń szpitala Uniwersytetu Loyola w Maywood. Michael do dziś ma problemy z oddychaniem i mówieniem, ale na uroczystość w ratuszu przyszedł z bukietem kwiatów. Uratowany mężczyzna nie krył wzruszenia: – Ten bukiet symbolizuje wszystkie kwiaty świata, a każdy z nich mówi – „dziękuję”. Dziękuję ci Małgosiu, dziękuję, że uratowałaś mi życie.

Małgorzata Rostecka jest z zawodu pomocą pielęgniarską, ale obecnie pracuje w polskich delikatesach Krystyna’s Deli w Schaumburgu. Po artykułach w polskiej i amerykańskiej prasie stała się rozpoznawalna. – Ostatnio jedna z klientek podeszła przed złożeniem zamówienia, żeby mnie poznać i zrobić wspólne zdjęcie. Ludzie podchodzą, gratulują mi, to bardzo miłe – mówi Rostecka, która powtarza, że nie czuje się jak bohaterka. Mówi, że na jej miejscu każdy zrobiłby to samo.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Zdjęcia: Dariusz Lachowski

  • DSC_0004
  • DSC_0030
  • DSC_0036
  • DSC_0009
  • DSC_0033
  • DSC_0047
  • DSC_0055
  • DSC_0227
  • DSC_9884
  • DSC_9890
  • DSC_9899
  • DSC_9904
  • DSC_9906
  • DSC_9907
  • DSC_9911
  • DSC_9913
  • DSC_9923
  • DSC_9942
  • DSC_9952
  • DSC_9971
  • DSC_9983
  • DSC_9986
Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*