Wspomnienie o śp. Wandzie Głuszek

Wspomnienie o śp. Wandzie Głuszek

Tegoroczne mniej upalne niż zwykle lato już od nas odchodzi. Drzewa zmieniają barwy, a przyroda zwalnia. Ileż przepięknych ogrodów, przydomowych ogródków oraz balkonów olśniewa swą urodą i barwną tęczą kolorów nasze zielone miasto Chicago. Są ulice i przy nich miejsca, przy których zatrzymują się przechodnie oraz pędzące pojazdy, aby choć na chwilę zatrzymać się w zauroczeniu na widok przepięknych kwitnących krzewów i kwiatów. Wielu z nas Polonusów z ogromnym oddaniem pielęgnuje swoje ogródki i trawniki, osiągając swą pracą wspaniałe rezultaty, a ich ogródki są ozdobą niejednej dzielnicy. Do takich miejsc należy jedna z ulic w Jefferson Park, gdzie mieszka znana dla Polonii, pani Paulina Wanda Głuszek pisząca od lat wiersze patriotyczne i modlitwy, które przepięknie sama recytuje, podczas wielu polonijnych patriotycznych uroczystości.

Jej zadbany przydomowy ogródek zdobi od wielu już lat nasze „polskie” miasto. Nawet teraz, gdy trudy jej starszego wieku nie sprzyjają pielęgnowaniu ogródka potrafi wskrzesić w sobie siłę, by póki żyje, żyły wraz z nią i wokół niej, te przepiękne cuda boskiej przyrody. Jej długie życie to prawdziwa historyczna przygoda. Jej patriotyzm zrodzony we wczesnym dzieciństwie w rodzinnym domu, pokolenia Legionistów, dojrzewał w ogromie niezmiernych krzywd, wywózek i okrutnych morderstw na terenach dawnej wschodniej Polski, obecnie Ukrainy. Do tematów tych wraca często w swych wierszach, pisząc o tym, co widziała w tamtych czasach jej młodziutka niewinna dziewczęca dusza. Co pisze pani Wanda o sobie?

„Ja Paulina, Wanda Głuszek urodziłam się w Kielcach w dniu 3 czerwca 1929 roku w rodzinie Legionistów. Moimi rodzicami byli ojciec Michał Pochyła i matka Jadwiga /z d. Kobyłecka/. Lata dziecięce spędziłam wraz z rodzicami w Łucku na Kresach Wschodnich, gdzie pracował na kolei mój ojciec. Już, jako dorastająca dziewczynka przeżyłam ogromną gehennę, którą przyniosła II wojna światowa. O tragicznym losie Narodu Polskiego i tych strasznych wydarzeniach pouczał mnie ojciec, nieraz ze łzami w oczach. Patrzyłam z trwogą i smutkiem na niedolę naszych rodaków, których wywożono bydlęcymi wagonami, w nieludzkich warunkach, w głąb sowieckiej Rosji. Wraz z wieloma rówieśnikami włączyłam się w pomoc dla jadących w transportach Polaków podając im jedzenie i papierosy. Wybieraliśmy miejsca, gdzie musiały zwalniać pociągi; na zakrętach i dużych drewnianych mostach. Jadący, zesłańcy wyrzucali kartki z pociągów, abyśmy my mogli poinformować bliskich o ich losach. Zbieraliśmy z dziećmi te informacje i korespondencję. Jednego razu naszej pomocy omal nie przepłaciłam życiem, dostałam kolbą od ruskiego żołdaka. Braliśmy też udział w kradzieży Niemcom konserw i ciepłej odzieży, jeśli to tak można nazwać, aby przekazać je polskim partyzantom do lasu. Potem przeżywaliśmy horror czystek etnicznych na obecnej Ukrainie.

W 1945 roku udało nam się powrócić po ciężkiej podróży do Polski i przez kilka kolejnych lat mieszkaliśmy w Kielcach, gdzie byłam naocznym świadkiem tragicznych kieleckich wydarzeń zaplanowanych sprytnie przez NKWD, aby wzbudzać w Polakach nienawiść do Żydów.

W 1951 roku wyszłam za mąż i przez kolejne dwadzieścia lat mieszkaliśmy z mężem oraz naszymi dziećmi w Warszawie. Muszę jeszcze powrócić do wojennych wydarzeń i przedstawić moją patriotyczną, bardzo nieszczęśliwą rodzinę; wujek legionista Zygmunt Kobylecki, rozstrzelany przez Niemców w Skarżysku, kolejny wujek Ignacy Podolski rozstrzelany – jako zakładnik za kościołem Świętego Wojciecha w Kielcach, ciotka Izabela Gryń za przynależność do AK była więźniem po wojnie w okresie „komuny”. Pamiętam czasy jak NKWD nawet dwa razy dziennie nawiedzało nasz dom, aby przesłuchiwać moją rodzinę, matka sprytnie paliła różne dokumenty, a odznaczenia wrzucała do rzeki. W 1971 roku wraz z mężem i dwoma synami wyemigrowaliśmy do Stanów Zjednoczonych, osiedlając się w Chicago. Mój zrodzony w dzieciństwie i przekazany rodzinnie patriotyzm odrodził się tutaj we mnie, gdyż od razu po przyjeździe włączyłam się do pracy w różnych organizacjach polonijnych takich jak; Towarzystwo Przyjaciół KUL-u, Freedom For Poland – byłam współzałożycielką tej organizacji politycznej, Komitet Budowy Bazyliki w Licheniu, Klub Ziemi Świętokrzyskiej /członkini zarządu/ i Fundacja Jana Pawła II.“

Od 2000 roku pani Wanda była niezwykle aktywną członkinią Komitetu Budowy Pomnika Katyńskiego, uczestniczyła niemal we wszystkich akcjach zbierania środków na jego budowę. Bardzo wraz ze wszystkimi członkami Komitetu Budowy Pomnika Katyńskiego przeżyła śmierć polskiego prezydenta, profesora Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką Marią i wszystkimi zacnymi osobistościami na pokładzie, a także, pośród nich śmierć naszego kolegi projektanta i prezesa Budowy Pomnika Katyńskiego, śp. Wojciecha Seweryna w zamachu smoleńskim. Zasłużona za swą patriotyczną działalność miała zostać odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi, którym miał ją odznaczyć wraz z innymi członkami Budowy Pomnika, prezydent Lech Kaczyński. Po dwóch latach od tragicznej śmierć, prezydent Bronisław Komorowski przyznał jej takie odznaczenie, lecz ona wraz z innymi przewidzianymi do odznaczeń członkami Komitetu Budowy Pomnika Katyńskiego, (panią Teresą Bijos – byłą zastępczynią prezesa i sekretarzem Stanisławem Grochalem) odmówiła odebrania tego odznaczenia na znak protestu. Wspólnym argumentem tych trzech osób w opublikowanym wówczas liście otwartym do Konsul Generalnej w Chicago Pauliny Kapuścińskiej były dwa warunki: pierwszy, gdy telewizja Trwam otrzyma miejsce na multipleksie oraz drugi, gdy katastrofa smoleńska zostanie ostatecznie według prawdziwego śledztwa rozwiązana. Na razie spełnił się tylko pierwszy warunek, a czy nastąpi ten drugi, to w obecnej sytuacji politycznej oraz tempie realizacji śledztwa smoleńskiego poczekać im będzie, być może jeszcze wiele, wiele lat. Póki, co nie czekając na żadne odznaczenia pani Paulina Wanda Głuszek zbiera swoje wiersze dla potomnych, widząc, że historia po raz kolejny zatacza koło z tą małą różnicą, że Hitlera zastąpił prezydent odradzającej się krwawej Rosji – Putin. Największe znaczenie dla pani Wandy Pauliny Głuszek ma krzyż, który otrzymała od ks. kard. Józefa Glempa “Ecclesiae Populoque Servitium Preastanti”, jako osoba zasłużona dla Kościoła i Ojczyzny.

Pani Paulina Wanda Głuszek 8 listopada 2016 roku otrzymała wraz z innymi byłymi członkami Komitetu Budowy Pomnika Katyńskiego, Teresą Bijos i Stanisławem Grochalem, Złoty Krzyż Zasługi przyznany przez Kancelarię Prezydenta Andrzeja Dudy, który został im wręczony podczas uroczystości obchodów Święta Niepodległości w Konsulacie RP w Chicago z rąk konsula, Piotra Janickiego.

Źródło: Komitet Pomnika Katyńskiego

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*