Wiatr w skrzydłach

Wiatr w skrzydłach
Rafał Milczarski

Rafał Milczarski

O amerykańskiej ekspansji, ambicjach stania się liniami o zasięgu globalnym, cenowej atrakcyjności LOT-u oraz o wkładzie przewoźnika w poprawę stosunków polsko-żydowskich, z prezesem PLL LOT Rafałem Milczarskim rozmawia Grzegorz Dziedzic.

Grzegorz Dziedzic: Linie lotnicze i jakość świadczonych przez nie usług to ostatnio gorący temat. Jak skomentuje Pan incydent, do którego doszło na pokładzie samolotu United Airlines? Czy coś podobnego mogłoby zdarzyć się na pokładzie samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT?

Rafał Milczarski: Mam najszczerszą nadzieję, że nie, i że podobny incydent nie jest już możliwy w jakiejkolwiek linii lotniczej na świecie. To przypadek, którego nie ma sensu w jakiejkolwiek sposób tłumaczyć, jestem jednak przekonany, że wszyscy w branży wyciągnęliśmy z niego wnioski. Ten najważniejszy wniosek mówi, że klient jest zawsze najważniejszy i powinien być w centrum naszej uwagi. My ze swojej strony zrobimy wszystko, żeby pokłady samolotów LOT były pokładami pełnymi gościnności i przyjaznej atmosfery.

Obserwując ostatnie posunięcia PLL LOT, m.in. wciąż powstające nowe połączenia, odnoszę wrażenie, że spółka nabrała wiatru w skrzydła. Skąd wziął się ten dynamizm w działaniu?

– Mamy zarząd, który ma wsparcie właściciela i rady nadzorczej. To jest dynamiczny zarząd oraz profesjonalny i oddany zespół pracowników. Wszyscy wierzymy w strategię, która została ogłoszona w zeszłym roku na Forum Gospodarczym w Krynicy. Uważam, że Polska, jako 40-milionowy kraj, znajdujący się w sercu Europy, z bardzo znaczącą diasporą poza granicami, ma ogromny potencjał zaistnienia w doniosły sposób na światowym rynku lotniczym. Zdecydowaliśmy, żeby działać konsekwentnie i bez kompleksów, choć w sposób ostrożny. Cały zarząd pochodzi ze środowiska biznesowego, są to osoby świetnie wykształcone. Zespoły, które odpowiadają za realizowanie naszego ambitnego planu rozwoju też są pełne profesjonalnych i entuzjastycznych osób. Stąd dynamizm działania i fakt, że nam się udaje.

Tylko w kwietniu powstały dwa nowe połączenia do Ameryki Północnej – do Los Angeles i Newark. Co w planach – może loty do Miami, Las Vegas albo Denver?

– Mamy oszczędną politykę informacyjną. Będziemy na bieżąco Państwa informować, jak tylko plany zostaną skonkretyzowane. Mogę tylko powiedzieć, że to nie koniec naszej ekspansji w Stanach Zjednoczonych.

Do kogo skierowana jest rozszerzająca się oferta lotów do USA? Polonii nie przybywa. Kto będzie latał do Miasta Aniołów?

– Jesteśmy w stanie przewozić pasażerów z całej Europy centralnej, czyli kierujemy naszą ofertę do 180 milionów osób, ale także do klientów z Izraela, Armenii i Gruzji oraz innych krajów. Nie wozimy tylko Polonii, z dumą wozimy pasażerów wszelkich narodowości. Chcemy, żeby nasze pokłady były pełne gościnności dla wszystkich, niezależnie od narodowości, wyznania i orientacji seksualnej. Natomiast fakt, że możemy wozić Polaków i Polonię jest dla nas szczególnie ważny. Po pierwsze dlatego, że jesteśmy polskimi liniami lotniczymi, należącymi w stu procentach do polskiego państwa; po drugie – z powodów ekonomicznych. Oczywiście, z dumą i radością wozimy Polonię. Ale oprócz ruchu etnicznego, chcemy mieć także ruch biznesowy. Otwieramy się na biznes. Rynek lotniczy jest rynkiem bardzo konkurencyjnym, ale na tym rynku mamy istotne przewagi, z których zamierzamy skorzystać. Będziemy ciężko pracować, żeby osiągnąć sukces.

Powstaje coraz więcej połączeń, a niedawno potwierdził Pan, że spółka poszukuje partnera na rynku lotniczym. Marzy się Panu stworzenie przewoźnika globalnego?

– Tak. Nie ukrywamy, że naszym celem jest stworzenie w Warszawie portu lotniczego na światowym poziomie. Została podjęta decyzja o budowie lotniska na zachód od Warszawy, które będzie centralnym portem komunikacyjnym. Ten zamiar został już ogłoszony przez panią premier, więc mogę to powiedzieć oficjalnie. Bardzo cieszymy się z tej decyzji polskiego rządu i ją gorąco wspieramy. To oznacza, że LOT musi rozwijać się równomiernie, zarówno na kierunkach azjatyckich, jak i atlantyckich.

Porozmawiajmy o pieniądzach. W ubiegłym roku spółka zarobiła 300 mln złotych. W tym roku LOT spodziewa się na samych przewozach pasażerskich zarobić 175 mln zł. Zdaniem Pana, to za mało. Jaka suma byłaby dla Pana zadowalająca?

– Zadowalająca suma to 500 milionów złotych, co oczywiście w tym roku nie jest możliwe do osiągnięcia. Przyznam uczciwie, że dla mnie dowolna liczba jest wystarczająca dopiero wtedy, kiedy będę miał przekonanie, że zrobiliśmy wszystko, żeby była jak najwyższa. Mamy wyznaczone konkretne cele budżetowe i oczywiście zamierzamy je spełnić. Działamy zgodnie z zasadą, żeby mało obiecywać, a dużo osiągać. Nasze obecne wyniki są wynikami dobrymi, proszę pamiętać, że przeprowadzamy restrukturyzację przedsiębiorstwa, które nie tak dawno nieomal straciło możliwość funkcjonowania i bez pomocy publicznej znalazłoby się za burtą światowej awiacji. Najważniejsze jest dla mnie, że nasza działalność przynosi zyski, że generujemy gotówkę, zamiast ją palić, co miało miejsce w niedalekiej przeszłości. Przed nami jeszcze dużo pracy i jestem ostrożny w ogłaszaniu sukcesu. Najważniejsze, że w głowach naszych klientów i pracowników zagościła myśl, że PLL LOT czeka sukces, a nie porażka. To bardzo uskrzydlające. W biznesie trzeba mieć też odrobinę szczęścia, ale przede wszystkim ciężko pracować. I my tę ciężką pracę wkładamy, co przekuwa się na nasze wyniki.

Pasażerowie latający z Chicago narzekają na wysokie ceny biletów. Wielu twierdzi, że latają LOT-em głównie dlatego, że w samolotach można porozumieć się po polsku, ale wielu wybiera inne, tańsze linie. Co zamierza Pan zrobić, żeby Polonia częściej latała LOT-em?

– Latamy w kierunkach, których Polonia od nas wymaga i których potrzebuje. Odpowiedzią na te potrzeby jest otworzenie połączenia pomiędzy Chicago a Krakowem. Pierwszy lot z Chicago do Krakowa odbędzie się 1 lipca, a lot Kraków-Chicago – 2 lipca. Jeśli mówimy o cenach, to nie mam przekonania, że nasze odbiegają od cen konkurencji. Uważam, że LOT jest atrakcyjny cenowo. Każdy przewoźnik musi pokryć koszty przewozu i coś na nim zarobić. Tutaj LOT nie jest wyjątkiem. A o serca Polaków i ich chęć podróżowania z nami będziemy walczyć jakością obsługi, przyjaznością, otwartością i dogodnością połączeń. Często porównuje się nas do konkurencji, a proszę zauważyć, że my jako jedyni oferujemy bezpośrednie loty do Polski. To już sprawia, że mamy najlepszy produkt na rynku dedykowany Polonii, a wygoda bezpośredniego połączenia powoduje, że może być ono trochę droższe niż podróż z przesiadkami. Mam jednak wrażenie, że cenowo jesteśmy na poziomie rynkowym. Dodam jeszcze, że zrobimy wszystko, żeby naszą efektywność zwiększać, co sprawi, że cenowo będziemy jedną z najbardziej konkurencyjnych linii lotniczych na świecie.

Czy to prawda, że to połączenie zostanie otwarte, pomimo że port lotniczy w Krakowie nie jest najdogodniejszym lotniskiem do przyjmowania dreamlinerów?

– Rzeczywiście, port lotniczy w Krakowie ma uwarunkowania geograficzno-topograficzne, które nie czynią go lotniskiem, z którego łatwo startuje się z pełnym załadunkiem. Nie liczymy w związku z tym na zbyt duży ruch cargo. W Krakowie ma jednak powstać nowy pas startowy, skierowany w innym kierunku. Nasza współpraca z portem lotniczym w Krakowie układa się bardzo dobrze i chcemy ją rozwijać. W zeszłym roku miałem zaszczyt być na pokładzie samolotu, którym odwoziliśmy papieża Franciszka z Krakowa do Rzymu. Wręczyliśmy papieżowi reprodukcję plakatu reklamowego LOT-u, z okazji 650 rocznicy Jasnej Góry. Na plakacie, który powstał w czasach komunistycznych znalazła się reprodukcja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Plakat został w tamtych czasach zaaresztowany i zniszczony, ale uratowana została matryca, dzięki której wydrukowaliśmy plakat i podarowaliśmy go papieżowi.

Złośliwi twierdzą, że połączenie Chicago-Kraków powstaje z powodów politycznych, żeby zadowolić pochodzącą głównie z południowej Polski chicagowską konserwatywną Polonię, która z kolei wyrazi to zadowolenie przy wyborczych urnach. Czy rzeczywiście tak jest?

– Ja takiej motywacji w naszych działaniach nie znajduję. Wszystkie nasze działania motywowane są wskaźnikami ekonomicznymi, czyli mówiąc krótko, ilością pasażerów. Ruch Chicago-Kraków oznacza dla nas ponad 90 tysięcy pasażerów rocznie. Oczywiście, to połączenie jest dość niestandardowe, ponieważ skupiamy się głównie na stworzeniu węzła komunikacyjnego w Warszawie, ale należy się do tego typu posunięć przyzwyczajać. Otwieramy nowe połączenia. Rozumiem, że jeśli do tej pory raczej zwijało się działalność zamiast ją rozwijać, to może być to pewnego rodzaju sensacja, ale połączenie Chicago-Kraków jest ekonomicznie uzasadnione. Dzięki temu nasza oferta jest zresztą jeszcze atrakcyjniejsza dzięki temu, że wielu pasażerów w jedną stronę leci rejsem bezpośrednim z Chicago do Krakowa, a w drugą korzysta z przesiadki w Warszawie. Nikt inny na rynku nie oferuje takiej elastyczności w wyborze. Musimy myśleć biznesowo i o zyskach, ponieważ w innym wypadku Unia Europejska z pewnością dopilnuje, żeby doszło do zamknięcia LOT-u. A złośliwym życzę więcej uśmiechu i proszę, aby latali LOT-em. Może dzięki temu będą bardziej zadowoleni.

Dlaczego Unii Europejskiej miałoby zależeć na upadku LOT-u?

– Nie mówię, że Unii na tym zależy, po prostu taki jest porządek prawny. Pomoc publiczna, jaką otrzymaliśmy w 2012 roku na restrukturyzację i ratowanie przedsiębiorstwa, miała charakter jednorazowy, można jej udzielić raz na dziesięć lat. Musimy być zyskowni, ponieważ przez kolejne lata nie możemy otrzymać od państwa nawet złotówki. Dlatego jesteśmy motywowani rzeczywistością ekonomiczną, w której musimy liczyć wyłącznie na siebie.

Ostatnio wiele kontrowersji wzbudziło międzylądowanie samolotu z Chicago, który zatrzymał się w Krakowie, żeby wysadzić izraelskich turystów. Mógłby się Pan do tego odnieść?

– Nie wydarzyło się nic szczególnego. To było zamierzone lądowanie, podyktowane zgłoszoną z dużym wyprzedzeniem prośbą naszego klienta, jakim od wielu lat są organizatorzy Marszu Żywych. Informacja o międzylądowaniu od kilku tygodni znajdowała się na naszej stronie internetowej i w systemach rezerwacyjnych, a więc każdy, kto kupował bilet na ten konkretny rejs wiedział, że jego podróż obejmuje lądowanie w Krakowie. Co roku w tym okresie podróżuje z nami kilka tysięcy osób o żydowskich korzeniach i jest to grupa, której potrzeb nie sposób ignorować ani pozostawiać bez odpowiedzi. Zależy nam na tym, by z naszych usług korzystali pasażerowie różnych narodowości i żeby każdy czuł w sposób jednakowy naszą gościnność. Dla nas ważne jest budowanie pozytywnego wizerunku wśród społeczności żydowskiej i widzimy, że nasze działania przynoszą efekty. Klientów podróżujących między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem stale przybywa. To naturalne, że chcemy to docenić. Na przykład w rocznicę Holokaustu pasażerowie znaleźli na pokładzie samolotu z Tel-Awiwu książki o rodzinie Ulmów, która ratowała Żydów przed zagładą z horroru Holokaustu. Nie uważam, że wokół lądowania w Krakowie należy robić sensację, było to normalne, zaplanowane działanie i ludzki gest w kierunku znaczącej grupy naszych klientów. Jesteśmy wrażliwymi ludźmi i zależy nam, żeby relacje polsko-żydowskie były jak najlepsze. To było dołożenie od nas maleńkiej cegiełki do tych stosunków. Zależy nam, żeby wszyscy odwiedzający Polskę czuli się u nas dobrze i bezpiecznie. Oczywiście jest nam przykro, że niektórzy pasażerowie tego rejsu poczuli się zaskoczeni tym międzylądowaniem, natomiast tak jak powiedziałem, nie było w tym nic szczególnego czy niezgodnego ze sztuką lotniczą.

Dlaczego warto latać LOT-em?

LOT-em warto latać dlatego, że to bardzo wygodna podróż, w bardzo dobrych warunkach i ze świetną obsługą. Mamy znakomite samoloty i bardzo dobre ceny. LOT to dobra, przyjazna i bezpieczna linia lotnicza, która przyjmie na pokład każdego, kto zaszczyci nas swoją obecnością. Gorąco do tego zachęcam.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: Grzegorz Dziedzic

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*