Tenisowe Viktory rozdane

Czteroletni Frederick był najmłodszym uczestnikiem X Viktory Cup fot.Maciej Jóźwiak

Przez trzy dni Five Seasons Sports Club w Northbrook tętnił polonijnym tenisowym życiem. W dziesiątym jubileuszowym turnieju Victory Cup, najmłodszym uczestnikiem był czteroletni Frederick, najstarszym 78-letni Jan Kurek. Była sportowa rywalizacja w kilku kategoriach, w tym ciesząca się coraz większą popularnością rodzinna, nie zabrakło kliniki tenisa dla najmłodszych, konkursów z cennymi nagrodami, dobrej zabawy.

Pierwszy turniej został zorganizowany w ciągu zaledwie kilkunastu dni. Pomogło wsparcie rodziców i miłośników tenisa. To oni byli grupą inicjatywną. Wzorowano się na turniejach Handzel Open i Polonia Open. 10 lat temu frekwencja nie była tak liczna jak w latach następnych, dzieci nie miały jeszcze okazji do zademonstrowania swoich umiejętności, ale zawody były znakomitą lekcją i doświadczeniem, które sprawiło, że trafiły one na stałe do kalendarza polonijnego tenisa.

Ana i Maja Sukovic tworzyły bardzo skuteczny „Rodzinny Debel” fot.Maciej Jóźwiak

Dziesięć turniejów, które zostały rozegrane ma kilka wspólnych cech. Inicjatorem i siłą sprawczą był Maciej Jóźwiak, który wtedy był czynnym graczem, a dzisiaj zajmuje się szkoleniem i propagowaniem tenisa. Od początku rozgrywane były na kortach Five Seasons Sports Club w Northbrook, miejscu idealnym do tego typu imprez, gdzie można nie tylko grać, ale również w sympatycznej atmosferze oglądać zmagania i relaksować się na trybunach, pobliskim basenie, czy miejscach przystosowanych do grillowania. Wspomniana atmosfera jest trzecim elementem spinającym dziesięć rozegranych turniejów. Tworzą ją organizatorzy, zawodnicy i ich rodziny, kibice.

Każdy turniej był inny, każdy następny niepodobny do poprzedniego. Przybywało konkurencji i kategorii. Szansę wykazania się dostali wszyscy, dzieci, juniorzy, seniorzy, niektórzy bardzo wiekowo zaawansowani. Tak jak Jan Kurek, który ma 78 lat, a energią i entuzjazmem mógłby się podzielić z niejednym nastolatkiem. Coraz większą popularnością cieszyła się rywalizacja debli i mikstów rodzinnych. Powstała tenisowa klinika dla najmłodszych. Wzrastająca ilość sponsorów sprawiła, że można było organizować konkursy z cennymi nagrodami, w których nie było wygranych i pokonanych. Każdy, kto brał w nich udział, powracał do domu z czymś, co jest pamiątką i miłym wspomnieniem.

Piotr Chowaniec z synem Łukaszem dotarli aż do finału kategorii „Ojciec i Syn” fot.Maciej Jóźwiak

Tak też było w miniony weekend. Zanim przystąpiono do sportowych zmagań, przeprowadzono konkursy i zabawy. Emocji było dużo, radości jeszcze więcej. A później przez trzy dni, od piątku do niedzieli, rywalizowano na korcie.

W turnieju open Oleksyi Vyshyvanyuk pokonał Bradleya Yu. Robert Lerka wygrał kategorię 4+, a w 3+ najlepszym okazał się Peter Kuril. 11-letni Piotrek Andrzejewski miał podwójną okazję manifestowania radości. Pierwszą po wygraniu finału chłopców do lat 14, w którym pokonał równie utalentowanego Kacpra Pasielaka, a drugą, kiedy wspólnie z tatą Pawłem wygrali kategorię ojciec-syn. Porażkę Kacpra Pasielaka pomścił jego brat Kuba, który nie miał sobie równych w kategorii dwunastolatków. Wśród dziewcząt tę kategorię wygrała Rina Matsunagu. Była ona również najlepsza w rodzinnym deblu.
Thomas Kroczek i Thomas Hanley zwyciężyli w deblu mężczyzn, podobnie jak Bogdan Lewandowski i Robert Lerka w 4+. Mikst wygrała para Kriszta Anderko i Max Han.

Organizator turnieju Maciej Jóźwiak przedstawia zwycięzców kategorii poniżej 14 lat Piotrka Andrzejewskiego i Kacpra Pasielaka fot.Facebook

Była także tenisowa klinika dla dzieci, ciesząca się dużą popularnością, ale to nie nowość, wszak rozgrywana jest już od kilku lat. Nowością zaś był mały kort dla najmłodszych, którzy mogli na nim próbować swoich sił, w czasie, kiedy rodzice pochłonięci byli sportowymi zmaganiami. Również po raz pierwszy rodzinny debel był rozgrywany nie według wieku, lecz poziomu, co bardzo uatrakcyjniło rywalizację.

Szkoda tylko, że świadkami tego kolorowego, pełnego sportowych i towarzyskich emocji wydarzenia nie byli przedstawiciele Konsulatu Generalnego RP w Chicago. Jeszcze do niedawna niektórych z nich można było podziwiać na korcie. Tym razem nie odpowiedzieli na zaproszenie, nie przyszli, zignorowali organizatorów i uczestników. Podobnie zresztą, jak lipcowy Piłkarski Turniej Polonijny w Yorkville, który, jak głosił oficjalny plakat, był rozgrywany pod patronatem placówki konsularnej w Chicago.

Dariusz Cisowski

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*