Szkoła przy Panama Avenue

Szkoła przy Panama Avenue

– rozmowa z jedyną Polką na stanowisku dyrektora szkoły podstawowej w Chicago, Łucją Mirowską-Kopeć

Z pochodzenia jest wrocławianką. Uważa, że Jelenia Góra jest ładniejsza od Kłodzka. Pewnie dlatego, że zatrudniony w szkole wuefista pochodzi z Jeleniej Góry. Dyskusja nad urokiem polskich miast przebiega na korytarzu Arthur E. Canty Elementary School, w której oboje pracują. Robi się całkiem swojsko. To jednak „Ameryka jest tym krajem, którego by nigdy nie opuściła”. Oprowadzając mnie po szkole pozdrawia pracowników po imieniu. Zapytana o sukces zawodowy odpowiada, że „miała po prostu dużo szczęścia”. Jest jedyną Polką na stanowisku dyrektora jednej z chicagowskich szkół publicznych. Dr Łucja Mirowska-Kopeć pracuje w systemie od 1992 roku.

Lata 90.

fot. arch. szkolne

fot. arch. szkolne

To okres reform oświatowych w CPS, czyli Chicago Public Schools, potocznie nazywanych także „systemem”. Dla dr Łucji Mirowskiej-Kopeć, to czas rozwoju osobistego i intensywnej nauki, także nauki tego, czym jest system. Jak sama mówi: „budowała łódź, która już płynęła”. Określenia „system” używają także zatrudnieni w CPS Polacy. Chociaż przywodzi ono raczej na myśl twórczość Orwella, to właśnie w systemie odnaleźli się Ci, którzy uważają, że nauczanie to powołanie. – Uczenie jest pasją mojego życia – mówi dr Mirowska-Kopeć. Dyrektorzy nie prowadzą zajęć, chyba że chcą sobie sprawić przyjemność, tak jak moja rozmówczyni, która raz w tygodniu uczy dzieci niemieckiego. Poliglotka, która swoją pasję do nauczania rozpoznała w Młodzieżowym Domu Kultury we Wrocławiu, powtarza: „lubię uczyć się i uczyć innych”.

Cudzoziemcom nie jest łatwo

Szkoła podstawowa przy Panama Avenue fot. arch. szkolne

Szkoła podstawowa przy Panama Avenue fot. arch. szkolne

nauczać w szkole władając językiem, w którym wyraźnie słychać obcy akcent. Należy pamiętać, że w Stanach Zjednoczonych szkoły posiadają specjalny program dla dzieci dwujęzycznych. Polacy niechętnie jednak wysyłają dzieci do klas objętych tym programem. Wśród naszych rodaków panuje błędne przekonanie, że to klasy dla dzieci upośledzonych. Do szkoły przychodzą także polscy rodzice, którzy nie zawsze zachowują się zgodnie z etykietą. Często ponoszą ich nerwy i wtedy też ojczysty język okazuje się pomocny. Pytam więc: w jakim języku ich ponosi? „To zależy, są tacy którzy mówią po polsku, ale i coraz częściej po angielsku”.

Czy trudno wobec tego zdobyć i utrzymać stanowisko dyrektora szkoły podstawowej władając angielskim z obcym akcentem? Moja rozmówczyni odpowiada, że „nie jest łatwo szczególnie na początku, ale później to się zaciera”. – Uodporniłam się i przyzwyczaiłam – mówi. – Mamy w szkole 830 uczniów, większość to Amerykanie, a około 25 procent to dzieci pochodzące z innych krajów. Te kraje reprezentuje 10 języków, które są dla jednej czwartej uczniów językami rodzimymi. Badania pokazują, że do opanowania języka obcego potrzeba od 7 do 12 lat nauki.

Sukces

W pierwszym roku na stanowisku dyrektora szkoły podstawowej Canty moja rozmówczyni miała przyjemność gościć w szkole śp. panią Marię Kaczyńską. W tym roku, czyli sześć lat później, odebrała nagrodę za wyniki uzyskane przez uczniów w testach ISAT i NWEA. W ISAT szkoła Canty znalazła się na trzecim miejscu wśród wszystkich szkół chicagowskich, przy wskaźniku postępu 10,8 procent w kategorii „exceeds” (powyżej standardów). W testach NWEA w dwóch kategoriach uczniowie osiągnęli wyniki ponad 90 procent. Są to świetne wyniki. – To są wyniki całego zespołu, dlatego zdecydowałam o zagospodarowaniu przyznanej mi nagrody dla całego zespołu. Wraz z kadrą nauczycielską świętowaliśmy w mojej ulubionej restauracji Jolly Inn.

Czyli jaki jest przepis na sukces?

„Mój to z pewnością uczyć się wciąż nowych rzeczy – to wielka frajda”. Doktor Łucja Mirowska-Kopeć twierdzi, że miała „dużo szczęścia”. Nie wspomina o ciężkiej pracy, studiach w Columbia College i Northeastern Illinois University, ani o swoim doktoracie uzyskanym już w USA. Podsumowuję więc nasze spotkanie mówiąc, że „rzeczywiście trzeba mieć szczęście, aby dystans między pracą a domem pokonywać pieszo w pięć minut, zwłaszcza w Stanach”. – Czasami podwozi mnie mąż, a czasami przyjeżdżam na rowerze. Przez lata musiałam dojeżdżać ponad godzinę – dopowiada pani dyrektor.

I kiedy tak tego wszystkiego słucham, dochodzę do wniosku, że na szczęście trzeba jednak zapracować.

Małgorzata Koryś

Categories: Polonia

Comments

  1. Danuta
    Danuta 16 września, 2013, 10:24

    Gratuluje i pozytywnie zazdroszcze.
    Byalm w Polsce nauczycielka,z tych zakreconych, ale tu zabbraklo mi determinacji.Zaluje,ale nie czas na to….
    Pozdrawiam Pania i zycze sukcesow

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*