Supermatki pod presją – rozmowy na Dzień Matki

Supermatki pod presją – rozmowy na Dzień Matki

Czy da się połączyć macierzyństwo z pracą zawodową? Czy pracująca matka jest akceptowana społecznie i czy może czuć się spełniona na obydwu płaszczyznach? Zapytaliśmy o to kilka pracujących mam.

Karolina (księgowa, mama czworga dzieci)

Anna Rosa: – Łączenie pracy zawodowej na pełen etat z byciem matką czworga dzieci...

– Nie jest proste. W moim przypadku wypracowanie sobie systemu, który pozwala pogodzić jedno z drugim, zajęło mi lata. Wiąże się to z tym, że na emigracji nie mamy siatki asekuracyjnej, gdzie można poprosić o pomoc mamę, siostrę, kuzynkę lub sąsiadkę. Ale jest to możliwe, choć nie jest łatwe. W tej chwili działa to jak bardzo dobrze naoliwiona maszyna, ale owszem, usterki się zdarzają

Czy masz czas dla siebie?

– Tak naprawdę pracuję cały czas. Kiedy zaczęłam pracę na pełen etat i żaliłam się w rozmowach z mamą, że nie dam rady, ona mi powiedziała: „Dziecko, zobaczysz, że będziesz przychodzić do pracy odpocząć”. Śmiałam się i mówiłam, że to niemożliwe. Ale to jest prawda! W pracy mam konkretne zadania do wykonania, które mogę sobie wypunktować i po kolei realizować. Ta struktura pracy nie jest możliwa do osiągnięcia w domu, zwłaszcza, że mam czworo dzieci. Każde z nich ma wiele potrzeb i oczekiwań, którymi bombardują mnie ze wszystkich stron. Człowiek chce jak najwięcej z siebie dać, ale niemożliwe jest usystematyzowanie tego. Czas dla siebie? Nie, nie mam czasu dla siebie. Staram się jakoś wyłuskiwać pół godziny tu, pół godziny tam, czasem kiedy dzieci są na jakichś zajęciach, ale wtedy wiadomo – w domu zawsze jest coś do zrobienia. Zazdroszczę osobom, które mówią, że przyjdą z pracy, rzucą torebkę, włączą film lub wezmą do ręki książkę. Podejmuję takie próby, ale kończy się to przeważnie tak samo – zasypiam ze zmęczenia. W końcu uświadomiłam sobie, że muszę walczyć o czas dla siebie. Doszłam do takiego momentu, że odmawiam zrobienia czegoś. Na początku było zaskoczenie, zdziwienie, ale myślę, że dzieci im starsze, tym bardziej to rozumieją. Też nie chcę być matką cierpiętnicą, matką-Polką, która poświęca wszystko. Bardzo dużo poświęciłam dla rodziny, więc trochę walczę o siebie. Tak trochę.

Czy czujesz presję bycia idealną matką, idealną żoną, idealną businesswoman, która ma rano czas zrobić makijaż, zaserwować bezglutenowe naleśniki dzieciom, zawieźć je do szkoły i uśmiechnięta iść do pracy? Mam wrażenie, że współczesne matki nawzajem się szczują, że rywalizują, zwłaszcza w mediach społecznościowych, o miano matki idealnej. Czy czujesz tę presję?

– Nie, bo nie mam takich koleżanek, nie jestem w tym klubie, ale domyślam się, że tak właśnie jest, bo widzę te kółeczka, dyskusje, posty. Presja jest, ale taka, którą narzuciłam sobie sama – by dobrze wypełniać wszystkie role: matki, żony, menadżera, kierowcy, nauczycielki, lekarza, praczki, kucharki, trenera sportowego. Na szczęście z upływem lat człowiek się zmienia i już nie gonię, jak goniłam kiedyś. Moje najstarsze dziecko ma 15 lat, najmłodsze 8. Moje nastolatki stawiam często w mojej roli, więc jeśli czegoś chcą, mówię: zrób to sama, a ja ci pomogę. Gdybym mogła cofnąć czas i zacząć jeszcze raz, to więcej bym się oszczędzała. Gonienie, spełnianie wszystkich oczekiwań odbija się na zdrowiu.

Czy istniej taki twór jak matka idealna?

– Nie znam matki, która nie popełniałaby błędów. Jest to rola, do której nikt nas nie przygotowuje, często uczymy się jej metodą prób i błędów. Wszelkie próby bycia matką idealną spełzną na niczym.

Mam wrażenie, że kobiety same siebie napędzają do tego wyścigu, tworząc wyimaginowane życie w mediach społecznościowych, na Facebooku, Instagramie, czy tworząc blogi o idealnym macierzyństwie, stawiając same siebie w roli guru i mówiąc innym matkom, jak żyć i wychowywać dzieci. Jednocześnie chcemy robić kariery, rozwijać się, działać artystycznie, bo taka jest presja w XXI wieku, ale z drugiej strony jest presja powrotu do macierzyństwa naturalnego, na pełen etat.

– Osiągnięcie ideału jest niemożliwe. Zawsze będzie coś kosztem czegoś. Połączenie macierzyństwa z pracą jest trudne, a co dopiero robienie wszystkiego na sto procent i idealnie. Wydaj mi się, że kobietom jest trudniej w życiu niż mężczyznom. Nie czują oni takiej presji społecznej. Nikt nie wymaga od ojca, by był idealny. Ważne, żeby był.

Izebela i Helena

Izabela (architekt, mama Heleny i Henryka)

Czy jesteś matką idealną?

– (śmiech) Nigdy nie byłam i nigdy nie będę. Nie wiem, czy ideał istnieje. Po prostu staram się być najlepszą matką dla swojej córki i nienarodzonego syna. Wszystkiego uczę się na bieżąco. Bycie matką przychodzi naturalnie

Czy ciężko jest ci pogodzić macierzyństwo z pracą? Jesteś architektem, spędzasz w biurze lub w terenie długie godziny. Twoja córka ma 1,5 roku, do tego jesteś w zaawansowanej ciąży.

– To nie jest łatwe. Wszystko wymaga planowania i ścisłego trzymania się systemu. Wypracowałam sobie rutynę – rano muszę wstać godzinę wcześniej niż dziecko, żeby mieć czas na prysznic, ubranie się do pracy i makijaż. Chcę wyglądać dobrze w biurze, reprezentuję firmę, dla której pracuję. Matka, do tego w ciąży, też chce być zadbaną kobietą. Robię małej śniadanie nim zaprowadzę ją do żłobka i sobie lunch, który przeważnie zjadam natychmiast po przyjściu do pracy (śmiech). Grafik jest napięty. Macierzyństwo i praca zawodowa to połączenie wymagające dużej samodyscypliny i planowania. Muszę być zawsze o krok do przodu i zawsze mieć koło ratunkowe w zapasie. Nie jest to łatwe, muszę wszystko jakoś pogodzić, tym bardziej, że praca mojego męża wymaga od niego dłuższych okresów nieobecności w domu.

Czy czujesz presję bycia matką doskonałą?

– Czułam silną presję. Bardzo się przejmowałam, że na pewno jestem gorszą matką niż wszystkie inne, które wrzucają zdjęcia swoich uśmiechniętych bobasów, same są wypoczęte lub z dumą prezentują własnoręcznie upieczony placek z dorodnymi truskawkami z własnego ekologicznego ogródka, w którym z radością pracują każdego dnia po ośmiu godzinach w biurze. Ich życie wydawało mi się tak idealne, lekkie i przyjemne, że zaczęłam czuć frustrację i zadawać sobie pytanie, co ze mną nie tak, skoro moja córka miewa kolki i jest kapryśna, oczy zamykają mi się ze zmęczenia, na biurku piętrzą się projekty, a moja działka wcale nie przypomina skąpanego w słońcu Edenu. I przestałam czytać te wyssane z palca bzdury. Przestałam też czuć presję. Zrozumiałam, że wyidealizowane życie prezentowane na portalach społecznościowych i supermodnych blogach to telenowela, pobożne życzenie wykreowane może po to, by wyleczyć kompleksy. Staram się być najlepszą matką, jaką mogę być, ale nie napinam się. Odkryłam, że świat się nie skończył, kiedy raz nie miałam siły ugotować i po prostu dałam dziecku jedzenie ze słoiczka.

Twój mąż wykonuje pracę, która wymaga od niego bycia poza domem nawet kilka tygodni. Jak radzisz sobie sama?

– Dużą pomocą jest dla mnie mama, która przyjeżdża i zostaje na tydzień lub dwa, zwłaszcza kiedy mała choruje, a ja muszę iść do pracy. Czasem myślę sobie, że nie byłam idealną córką i dopiero teraz, kiedy sama jestem matkę, doceniam wszystko, co dla mnie robiła bez słowa skargi.

Kinga, Olivia, Emilia i Natan

Kinga (pielęgniarka, mama Olivii, Emilii i Natana)

– Masz troje małych dzieci w wieku 2, 3 i 5 lat. Pracujesz na pełen etat jako pielęgniarka w jednym z chicagowskich szpitali. Czy jesteś supermatką?

– Ja? Nigdy nie uważałam się za supermatkę. Jestem po prostu kochającą mamą, staram się być jak najlepsza dla swych dzieci. Każdy dzień przynosi nam coś nowego, dzieci rosną, zmieniają się, myślę, że też chcę być lepszą matką, niż byłam wczoraj. Może czasami chciałabym być bardziej cierpliwa, ale przy trojgu maluchach, pracy na pełen etat i nocnych dyżurach czasami ciężko zachować anielską cierpliwość (śmiech).

Ale udaje ci się to wszystko połączyć! Nie zrezygnowałaś z pracy, mimo że urodziłaś bliźnięta i niedługo potem najmłodszą córkę.

– Bardzo lubię swoją pracę, daje mi ona wielką przyjemność i, choć zabrzmi to dziwnie, kiedy idę do pracy – odpoczywam od obowiązków w domu, skupiam się na czymś innym. W pracy przestaję być mamą, jestem profesjonalistką skupioną na swoich obowiązkach, pacjentach, wykonywanych zadaniach. Spełniam się w tym zawodzie, daje mi on dużo satysfakcji i zadowolenia. Myślę, że to ważne, by utrzymać równowagę duchową i pogodzić wszystko. Kocham być i mamą, i pielęgniarką. Oczywiście, sama bym tego nie udźwignęła. Mam pomoc męża. Bardzo mnie wspiera, jest zaangażowany w wychowanie naszych dzieci oraz w obowiązki domowe, jednym słowem jest fantastycznym partnerem i ojcem. Mam też nieocenioną pomoc teściów, przydaje się też szwagier. Dzieci uwielbiają, gdy wujek wpada w odwiedziny i mogą z nim poszaleć. Ciągle tez pytają: „jaka ciocia dziś przyjdzie?” Prawdą jest powiedzenie „it takes a village to rise a child”. Jestem pełna wdzięczności, bo bez ich pomocy nie dałabym rady.

Czy czujesz presję otoczenia? Przecież pracujesz czasem po 14 godzin dziennie, w domu masz małe dzieci, czeka góra prania, zmywarka ledwo nadąża, uparte klocki same wciskają się pod stopy, a ty nie masz czasu przeczytać kilku stron w książce.

– Jeszcze czasem czuję. Kiedy widzę zdjęcia pięknych i zadbanych matek, ich szczęśliwych i spokojnych dzieci w czystych ubrankach, myślę, że to może ze mną coś jest nie tak. Jeśli inne mogą, to dlaczego ja nie? I przestałam wierzyć w to idealne, pozorowane życie. Wiem, że to kobiety niczym nie różnią się ode mnie. Podejrzewam, ze nawet życie celebrytek nie wygląda w rzeczywistości tak, jak jest to lansowane na Instagramie. Wciąż niewiele jest odważnych kobiet, które pokażą zdjęcia z prawdziwego życia. Chętnie porozmawiałabym z taką matką, bo wiem, że ona mnie zrozumie. Często słyszę komentarze ze strony starszego pokolenia: „za moich czasów to…” lub „w Polsce to się lepiej dzieci wychowywało. Wy, młodzi, nie potraficie.” To znaczy, że źle wychowujemy własne dzieci? Nie pozwalam dzieciom jeść cukierków i słyszę, że w Polsce dzieci zawsze jadły cukierki i nic im nigdy nie było. Włączę dzieciom bajkę, kiedy naprawdę muszę się czymś zająć i słyszę, że w Polsce dzieci nie oglądały tylu bajek, tylko się bawiły.

Jak myślisz, z czego to wynika?

– Z braku komunikacji i z przyzwyczajeń. Jestem pielęgniarką i wiem, że kiedy dziecko ma gorączkę, nie powinno się go szczelnie okrywać. Potem jestem w pracy i widzę przez kamerę, że dziecko jest nakryte dwoma kocykami przez babcię, która jest przekonana, że dziecko cierpi i trzeba je ratować. Każdy ma swoje metody, każdy ma swoje doświadczenia i uwagi. Trzeba się komunikować, by nie wywoływać niepotrzebnego napięcia, stresu czy kłótni, zwłaszcza jeśli żyje się w wielopokoleniowej rodzinie.

Czego chciałabyś życzyć innym mamom z okazji Dnia Matki?

– Przede wszystkim wytrwałości, radości z małych rzeczy i z dnia codziennego. Będzie lepiej! Kiedy patrzę na zdjęcia sprzed roku, myślę, że wtedy wydawało mi się, iż jest mi bardzo ciężko. Teraz patrzę na nie i uśmiecham się do siebie – wtedy to było fajnie!

Zuzia, Gaja i Gabriel

Gaja (manager analizy danych w liniach lotniczych cargo, mama Zuzi i Gabriela)

Czy lubisz być mamą?

– Kocham! To najlepsza, najważniejsza i najbardziej rozwijająca rola, jaką teraz mam. Oprócz tego oczywiście wykonuję pracę zawodową. Jestem pracującą mamą, choć pracuję z domu dla linii lotniczych cargo. Mam wszystko pod kontrolą, mogę zawieźć dzieci do szkoły, na zajęcia, przygotować rodzinie obiad, zająć się domem. Jednak ma to też swoje minusy, bo cały czas jestem w domu, ciągle ktoś wymaga ode mnie uwagi. Dzieci musiały się nauczyć, że kiedy mama pracuje, to nie należy przeszkadzać i trzeba spróbować rozwiązać problem nudy samemu. Praca z domu wymaga ode mnie doskonałego planowania, bo mimo że jestem na miejscu, mam obowiązki zawodowe, które muszą być wykonane. Cieszę się, że mam możliwość pracy z domu, że oprócz dbania o rodzinę dokładam kilka cegiełek do domowego budżetu. Ważne jest też dla mnie to, że nie wypadłam z rynku pracy, że jestem aktywna zawodowo i mogę awansować.

Czy jesteś matką idealną?

– (śmiech) A czy jakakolwiek kobieta była kiedykolwiek idealną matką? Nie dajmy się ogłupić i zwariować. Ważne, by słuchać swego instynktu i zdrowego rozsądku. Nie ma idealnego życia, idealnych dzieci i idealnego domu. Na podłodze leżą zabawki, w kuchni są talerze do mycia, a my się bawimy, gramy lub rysujemy. Jeśli nasze dzieci są szczęśliwe i uśmiechnięte, niczego nam więcej do szczęścia nie trzeba. Spędzamy dużo czasu razem, jako rodzina. Wyjeżdżamy na narty, chodzimy na basen, pracujemy razem w ogrodzie. Chcę, by moje dzieci doceniały życie i więzi rodzinne, by wiedziały, jak ważne w życiu są korzenie, wsparcie najbliższych, jak ważny jest dom. Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego, większego domu, dzieci zmieniły dystrykt szkolny. Wspieramy je, jak tylko możemy.

Czy czujesz presję bycia matką idealną?

– Tak. Okolica, w której mieszkamy, jest dosyć zasobna. Wiele kobiet to niepracujące mamy, których mężowie zarabiają na tyle dużo, że mogą utrzymać duży dom, rodzinę. Kobiety zajmują się domem, wożą dzieci na zajęcia pozalekcyjne, na treningi, żyją praktycznie ich życiem, ich sukcesami. Te matki rywalizują między sobą o sukcesy dzieci, o to, która jest lepszą matką, lepszym trenerem, większa specjalistką w danej dyscyplinie. Ta rywalizacja przekłada się na dzieci, które tracą radość ze sportu i czują presję wyścigu szczurów. Matki przekładają na dzieci własne ambicje.

A jakie doświadczenia ty miałaś ze swoją mamą?

– Moja mama była najcudowniejszą, najwspanialszą kobietą na świecie, moim największym wsparciem i przyjacielem. Do dziś jest dla mnie wzorem do naśladowania. Staram się jej dorównać, ale wysoko postawiła poprzeczkę. Bardzo żałuję, że nie ma jej już przy mnie, że nie mogę zapytać o radę, nie mogę się do niej po prostu przytulić i powiedzieć „kocham cię, dziękuję że jesteś”. Zazdroszczę moim koleżankom, że ich dzieci mają dwie babcie, że mogą zadzwonić do mamy i porozmawiać, jak z koleżanką, pożalić się lub pośmiać, powspominać dawne czasy. Mama to skarb.

Co jest dla ciebie najważniejsze?

– Rodzina. Wspieramy się bardzo. Mam wspaniałego, kochającego męża, który zawsze mnie wspiera, dzieci, które chowają się zdrowo, dobrze się uczą i są ciekawe świata. Rodzina, nasze gniazdo to dla nas priorytet. Chcemy wychować nasze dzieci na świadomych i stabilnych i odpowiedzialnych ludzi, chcemy zapewnić im wykształcenie i pomóc w rozwijaniu pasji i zainteresowań. Owszem, czasem jest ciężko, czasem któreś z nas traci cierpliwość, dzieci są kapryśne lub zaczynają się kłócić, ale takie są uroki prawdziwego życia. Jestem szczęśliwą żoną i matką, spełnioną zawodowo kobietą.

Zuziu, kim jest dla ciebie mama?

– Kocham ją i przytulam.

Ania i Lila

Ania (pielęgniarka na intensywnej terapii, mama Lili, Neli i Maxa)

Pracujesz na pełen etat jako pielęgniarka, jesteś mamą trojga dzieci – dwóch kilkuletnich dziewczynek i niespełna dwuletniego chłopca. Jak godzisz pracę z macierzyństwem?

– Organizacja, organizacja i jeszcze raz organizacja. Dziewczynki chodzą do przedszkola i do szkoły, mają zajęcia pozalekcyjne, synek jest jeszcze maleńki, my obydwoje pracujemy. Wszystko musi działać jak w zegarku. Mamy w kuchni na ścianie duży, tradycyjny kalendarz i markery w pięciu kolorach. I to jest nasze centrum dowodzenia światem. Na kolorowo zaznaczamy kiedy ja wracam z pracy, kiedy maż wychodzi do pracy, kiedy dziewczynki mają zajęcia pozaszkolne, kiedy trzeba jechać na zakupy. Nasze zorganizowanie jest książkowe. Bez tego kalendarza nie dałabym rady. No i komunikacja! Nawet kiedy się posprzeczamy, musimy rozmawiać i się komunikować. Przy trojgu małych dzieciach ciche dni nie są możliwe. Niby mamy tu rodziców, ale wiesz jak to jest w Stanach Zjednoczonych. W Polce babcia była w domu, a tu babcie pracują, więc sami musimy zorganizować życie rodzinne i opiekę nad dziećmi. Czasem jestem tak zmęczona, że jak pomyślę: znowu te gary, znowu zakupy, to chce mi się płakać (śmiech), ale kiedy dzieci przychodzą do mnie i przytulają się bez powodu, to sama radość. Owszem, czasem chciałabym po prostu obudzić się w pustym domu, żeby nikt mi przez chwilę nie „mamował”.

Czy masz choć chwile czasu dla siebie?

– Nie bardzo, ale nauczyłam się z czasem, że muszę o te chwile zawalczyć, że nie mogę poświęcić się całkowicie, że muszę znaleźć momenty tylko dla siebie. Latem, kiedy dzieci idą spać, jeżdżę przez godzinę na rolkach lub na rowerze. To jest czas tylko dla mnie, mój wentyl bezpieczeństwa

Czy nie pomyślałaś, by zmniejszyć godziny pracy lub z niej zrezygnować?

– Pracujemy z mężem na zmiany. Kilka godzin w tygodniu mamy opiekunkę bo nasze godziny nie zazębiają się. Kiedy trzymamy się planu, wszystko gra, bo ja pracuję na nocne zmiany. Mam koleżanki, które całkowicie zrezygnowały z pracy, bo niemal całą pensję wydawały na opiekunki i stwierdziły, że im się to nie opłaca. Ja uważam, ze nie należy rezygnować z pracy, bo wypada się z rynku. Dzieci idą do szkoły i co wtedy? Nie masz pracy, nie pracowałaś długo – ciężko jest wrócić na rynek zatrudnienia po długiej przerwie. Dlatego uważam, że nie wolno narzekać, tylko wziąć się w garść i dobrze wszystko zorganizować.

Czy czujesz presję bycia idealną matką?

– Wyleczyłam się z tego. Przy pierwszym i drugim dziecku za wszelka cenę chciałam być tą idealną, najlepszą, wzorową matka z TV. Słuchałam tego, co mówią koleżanki, również świeżo upieczone matki. Ciągałam dzieci na każde dodatkowe zajęcia, darłam włosy z głowy, by pozostawały idealnie czyste cały dzień. Potem stwierdziłam, że to wcale nie jest potrzebne. Teraz pozwalam moim dzieciom bawić się w kałuży, podnosić kamienie i patyki, umorusać się błotem . Jak mają nauczyć się życia, jeśli nie przez doświadczenie? Przestałam też słuchać koleżanek. Jestem matka dla swoich dzieci, nie dla koleżanek.

Rozmawiała Anna Rosa

a.rosa@zwiazkowy.com

fot.123RF

Categories: Polonia, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*