Straszny filip i niegroźna gżegżółka

 

Ósma edycja turnieju o tytuł Polonijnego Mistrza Ortografii już za nami. Siedemdziesięciu siedmiu śmiałków uzbrojonych w długopisy i znajomość zasad pisowni stanęło w szranki z gżegżółką, pokrzewką piegżą i piżmowołem arktycznym. Droga do zwycięstwa była usłana wieloma pułapkami. Wielu poległo na Spitsbergenie, pokonanych przez filipa – tego z konopi.

29 października w siedzibie Związku Narodowego Polskiego atmosfera była napięta, jeszcze zanim z ust autorki tekstu dyktanda, prof. Katarzyny Kłosińskiej, padło jego pierwsze zdanie. Stawka była wysoka – pierwsza nagroda wynosiła 500 dolarów, ale bardziej niż pieniądze liczył się przecież zaszczytny tytuł Polonijnego Mistrza Ortografii. W tym roku dyktando w Chicago odbyło się po raz ósmy, ale w związku z częstymi w poprzednich latach zwycięstwami polonijnych nauczycieli stworzono dla nich osobną kategorię. Paradoksalnie, w tym roku zwycięzca w kategorii ogólnej zrobił o dwa błędy mniej niż najpoprawniej pisząca nauczycielka, co oczywiście w niczym nie umniejsza jej sukcesu.

Dyktando było krótkie, ale obfitowało w pułapki. W liczącym niecałe sto trzydzieści słów tekście można było zrobić… ponad sześćdziesiąt błędów. Okazało się, że wyjątki takie jak „gżegżółka” są dla piszących błahostką. Więcej problemów sprawiły nazwy własne, na przykład Tel Awiw, który piszemy po polsku, ale też Spitsbergen, który dla odmiany nie jest spolszczony. Zaskakująco wielu uczestników poległo na słowie „walentynki”, które jako mało istotne, porównywalne do mikołajek święto, piszemy małą literą. Spore problemy sprawiła, jak co roku, pisownia łączna i rozdzielna oraz interpunkcja, do której wielu piszących podeszło z dużą dozą dowolności. Kontrowersje wzbudziło spolszczone słowo „oldskulowy”, oznaczające tyle co staromodny. Co bardziej konserwatywni uczestnicy głośno wyrażali swoją dezaprobatę dla tego zbędnego, ich zdaniem, zapożyczenia i wydaje się, że ich zdania nie zmieniło nawet wytłumaczenie prof. Kłosińskiej, która zaznaczyła, że polski jest językiem żywym i dynamicznie się zmieniającym, także poprzez spolszczanie słów zaczerpniętych z języka angielskiego. Wśród piszących był korespondent i fotograf „Dziennika Związkowego” Jacek Boczarski, któremu po oddaniu pracy i zobaczeniu oryginalnego tekstu wydawało się, że zrobił „jeden, góra dwa błędy”. Niestety rzeczywistość okrutnie zweryfikowała optymizm Jacka, któremu pozostaje pogratulować udziału i życzyć sukcesu w przyszłych edycjach.

Podczas gdy uzbrojone w kolorowe długopisy jury poprawiało prace, autorka dyktanda, sekretarz Rady Języka Polskiego prof. Katarzyna Kłosińska urządziła konkurs dla niecierpliwie oczekujących na wyniki uczestników. Okazało się, że zabawa jest tyle sympatycznym, co skutecznym narzędziem edukacyjnym. Profesor Kłosińska w tym roku skupiła się na etymologii, czyli pochodzeniu popularnych i powszechnie używanych słów i wyrażeń. Dlaczego z konopi wyskakuje filip, a nie Filip? Kim jest pisany małą literą „nocny marek”? Skąd wzięło się słowo „krawat” i co oznaczała kiedyś „świetlica”? Jakie jest pochodzenie słów „ukradkiem” i „przykry”? Za prof. Kłosińską na te i inne językowe pytania odpowiadamy na końcu tego artykułu.

Po odrzuceniu prac z największą ilością błędów, najlepsze dziesięć w każdej z dwóch kategorii osobiście poprawiła prof. Katarzyna Kłosińska. Najmniej, bo zaledwie siedem błędów, zrobił Daniel Bator. Wśród nauczycieli z dziewięcioma błędami zwyciężyła nauczycielka szkoły im. Siostry Faustyny Kowalskiej w Lombard, Irena Dworzańczyk. Drugie miejsce w kategorii ogólnej zajęła Paulina Grunwald, a trzecie – Oliwia Tomera. W kategorii „polonijni nauczyciele” drugie i trzecie miejsca zajęły odpowiednio Dorota Jakubowski i Małgorzata Rudzińska.

Polonijni Mistrzowie Ortografii nie kryli radości i zaskoczenia ze zwycięstwa. – Oczywiście chciałam wygrać. Jestem w szoku, jestem bardzo zaskoczona – powiedziała po ogłoszeniu wyników Irena Dworzańczyk, której najwięcej problemów sprawiła interpunkcja. Jej recepta na bezbłędne pisanie to stały kontakt z językiem pisanym, który utrzymuje, poprawiając wypracowania uczniów, ciągła styczność z zasadami ortografii, szukanie nowinek i bycie na bieżąco z językowymi trendami i zmianami.

– Jestem zaskoczony i szczęśliwy. Siedem lat temu udało mi się zająć trzecie miejsce, ale dzisiaj nie liczyłem na to, że będę najlepszy. Jednak się udało – powiedział zwycięzca w kategorii ogólnej Daniel Bator, który w ogóle nie przygotowywał się do dyktanda, bo jak mówi, pisze intuicyjnie. Zdaniem Polonijnego Mistrza Ortografii bezbłędnego pisania nie da się nauczyć. Albo się wie, jak pisać, albo się nie wie. Daniel Bator ma jednak receptę dla wszystkich, którzy chcą pisać poprawnie – dużo czytać. Od najmłodszych lat.

O podsumowanie ósmej edycji Polonijnego Dyktanda poprosiliśmy prof. Katarzynę Kłosińską: – W tegorocznym dyktandzie było sporo pułapek, ale taki urok dyktanda, że musi być podchwytliwe. Największe problemy uczestnicy mieli z interpunkcją. U piszących widać było duży wpływ interpunkcji języka angielskiego. Stawiano na przykład przecinek po wyrażeniu „mimo podenerwowania”, gdzie nie powinno go być. Poziom był jak zawsze wysoki i jest bardzo budujące, że ludzie, którzy mieszkają w Stanach Zjednoczonych i właściwie nie posługują się pisanym językiem polskim, pamiętają zasady ortograficzne i wyjątki. Myślę, że większość uczestników mogłaby brać udział w dyktandach, które odbywają się w Polsce i zdobywać nagrody.

Powodowani ciekawością obejrzeliśmy zwycięską pracę Daniela Batora, którego błędy dotyczyły głównie pisowni łącznej i rozdzielnej. Zwycięzca wyłożył się również na filipie. Tym, który wyskoczył z konopi. Przez jedno „i”, jak poprawnie napisał zwycięzca. Za prof. Kłosińską tłumaczymy pochodzenie tego oraz innych popularnych wyrażeń i powszechnie używanych słów.

W wyrażeniu „wyskoczyć jak filip z konopi” nie chodzi o francuskiego króla ani żadnego innego Filipa, a o zająca. Filip to pochodzące z języka białoruskiego gwarowe określenie tego sympatycznego zwierzęcia. Dlatego słowo „filip” piszemy małą literą.

Podobnie jest z „nocnym markiem”. To osoba bardziej aktywna w nocy niż za dnia. Ten „marek” jest pisany małą literą, ponieważ nie chodzi o imię, a o duszę pokutującą w piekle. Słowo to ma związek z „marą”, czyli duchem lub zjawą, a także słowem „marzyć”, czyli wyobrażać sobie rzeczy, których nie ma. Co ciekawe, także z przymiotnikiem „marny”, który początkowo znaczył tyle, co coś nierealnego, nieistniejącego.

Fascynujące i zaskakujące jest pochodzenie wielu obecnie używanych słów. „Krawat” pochodzi z języka francuskiego. W czasie panowania Ludwika XIV w drugiej połowie XVII wieku w armii francuskiej istniał chorwacki regiment, którego żołnierze nosili charakterystyczne chusty owinięte wokół szyi. „Krawat” znaczyło tyle, co „chorwacki”.

 

„Ukradkiem” ma związek z czasownikiem „kraść”. Ktoś, kto przemyka ukradkiem, jest jak złodziej, który coś ukradł i chce umknąć.

„Świetlica”, zwana dawniej również światlicą albo świetnicą, oznaczała najjaśniejszą izbę w domu. W czasach kiedy w domach nie było elektryczności, a świece były towarem luksusowym, po zapadnięciu zmroku tylko w jednej izbie, właśnie w świetlicy, stała świeca. W niej ludzie spotykali się i rozmawiali.

Współczesne słowo „wspaniały” pochodzi od słowa „pan”. Wspaniały, czyli taki, który stał się panem, nie w znaczeniu mężczyzny, ale władcy. Stawać się panem to „panieć”, a forma dokonana tego czasownika brzmiała „wspanieć”. Stąd słowo „wspaniały”, oznaczające coś lub kogoś lepszego i doskonałego.

Okazuje się, że kiedyś „przykre” mogły być na przykład schody. Dawniej w polszczyźnie istniały też wyrażenia „przykry brzeg” lub „przykra góra”. Słowo „przykry” pochodzi od „przykrawać”, czyli „przycinać”. Jeśli coś było przycięte, to znaczyło, że było strome.

Ciekawa jest etymologia powszechnie stosowanych wyrażeń, jak choćby „wypić piwo, którego się nawarzyło”. Do XVII wieku w Polsce piwo mogli warzyć wszyscy. Zawierało mniej alkoholu niż piwo dzisiejsze i było podstawowym napojem, na co wskazuje sama nazwa „piwo” pochodząca od czasownika „pić”. W pewnym momencie szlachta wprowadziła zakaz warzenia piwa przez chłopów i przejęła monopol nad jego produkcją. Piwo sprzedawane chłopom było jednak kiepskiej jakości. Zdarzały się sytuacje, że rozzłoszczeni chłopi siłą poili szlachcica przywiezionym przez niego niesmacznym piwem. Stąd powiedzenie oznaczające poniesienie konsekwencji swojego postępowania.

Kolejne ciekawe wyrażenie to „patrzeć jak ciele w malowane wrota”. Okazuje się, że wzięło się ono z obserwacji zachowania krów i cieląt, które bez problemu trafiają do swojej obory. Ale jeśli pomaluje się drzwi obory, czyli wrota, na inny kolor – stoją i patrzą, i już nie wiedzą, gdzie się znajdują.

Wszyscy wiemy, co oznacza być „na szarym końcu”, ale nie każdy wie, skąd wzięło się to określenie. W dawnej Polsce żyła szlachta szaraczkowa, czyli najbiedniejsza. Jej przedstawiciele siedzieli zwykle przy końcach stołów, w miejscach pokrytych najtańszym szarym niebarwionym płótnem. Barwniki do tkanin były kosztowne i mogli sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi. Biedniejsi ubierali się w szare ubrania i i używali szarych obrusów. Stąd „szary koniec”.

A czym były pudy, będące miarą nudów? Pudy z wyrażenia „nudy na pudy” były stosowaną od XII do początku XX wieku w Rosji jednostką masy, wynoszącą około szesnaście kilogramów. Pudy stosowane były również w zaborze rosyjskim, skąd przeniknęły do potocznego języka.

Jeśli chcielibyśmy zmierzyć tą miarą poziom nudów podczas tegorocznego Polonijnego Dyktanda, liczba pudów wyniosłaby zero. Nawet najbardziej poturbowani polską ortografią z placu boju schodzili z uśmiechem. Kolejna potyczka z polską ortografią już za rok. A na co dzień żyjmy z nią w zgodzie.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Zdjęcia: Grzegorz Dziedzic

Zdjęcia: Alicja Kuklińska

  • DSC_0417
  • DSC_0423
  • DSC_0424
  • DSC_0427
  • DSC_0433
  • DSC_0438
  • DSC_0440
  • DSC_0442
  • DSC_0443
  • DSC_0445
  • DSC_0447
  • DSC_0448
  • DSC_0449
  • DSC_0451
  • DSC_0453
  • DSC_0454
  • DSC_0457
  • DSC_0459
  • DSC_0464
  • DSC_0465
  • DSC_0466
  • DSC_0468
  • DSC_0469
  • DSC_0473
  • DSC_0474
  • DSC_0478
  • DSC_0484
  • DSC_0495
  • DSC_0498
  • DSC_0501
  • DSC_0518
  • DSC_0554
  • DSC_0556
  • DSC_0560
  • DSC_0567
  • DSC_0570
  • DSC_0572
  • DSC_0573
  • DSC_0578
Categories: Polonia

Comments

  1. ptt
    ptt 5 listopada, 2017, 22:09

    Cielę w pisowni i w naturze posiada ogonek 🙂

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*