Stoi kara na kornerze, czyli o pongliszu słów kilka

Można się z niego śmiać, można z nim walczyć, ale na obczyźnie nie ma przed nim ucieczki. Mowa o ponglishu – specyficznym języku, jakim posługują się polscy emigranci w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, mieszając, na karkołomne nieraz sposoby, polski i angielski.

Polak mieszkający w Wielkiej Brytanii czy w USA nie pracuje na zmiany, nie wyrabia nadgodzin ani nie prosi szefa o dzień wolny – pracuje na szifty, robi ouwertajmy i prosi o ofa (od ang. day off). Kiedy w końcu ulegnie sezonowej grypie, dzwoni w sprawie tzw. sika (czyt. s-i-ka), czyli mówi szefowi, że nie przyjdzie do pracy z powodu choroby (being sick).

fot.pixabay.com

fot.pixabay.com

Po pracy polski emigrant w Wielkiej Brytanii wpadnie po zakupy do najbliższego teskacza (Tesco) lub jednego ze sklepów popularnej sieci Sainsbury’s, swojsko nazywanego sejnsburaczem, sejnsburakiem lub sejnsburasem. W USA zakupy robimy w dżuelach (Jewel) a co bardziej wybredni w holfudsach (Whole Foods). Wieczorem umówi się w pubie czy tawernie na pintę sajdera, czyli popularnego także nad Wisłą cydru.  Jeśli jednak na ulicach panuje zbyt duży trafik (korek), może spędzić wieczór w domu, gdzie w towarzystwie przyjaciół wychyli kieliszek czegoś mocniejszego z pobliskiego ofjalsensa (sklepu monopolowego) lub zje tejkełeja, czyli danie na wynos z lokalu gdzieś obok.

Niezależnie od tego, czy mieszka się w Lądku Zdroju, Glasgowicach czy Edim (Londynie, Glasgow, Edynburgu) czy też w Szikagowie, należy zapewnić sobie kąt do mieszkania. W tym celu szuka się flata (ang. mieszkanie) lub apartamentu (and. apartment) w przyzwoitej dzielnicy i z odpowiednią liczbą bedrumów, czyli sypialni. Oprócz wysokości rentu (czynszu), standardu lokalu i jego lokalizacji ważne jest też, żeby landlord lub landlordka (właściciel lub właścicielka wynajmowanego mieszkania) był człowiekiem uczciwym i życzliwym.

Wśród nie tylko polskich emigrantów zdarzają się tzw. beneficiarze (i ich dzieci – beneficiątka), jak pejoratywnie określa się ludzi utrzymujących się z państwowych zasiłków (benefitów), którzy często mieszkają w kansil flatach (mieszkaniach komunalnych, od ang. council flat). Aby otrzymywać oferowane przez państwo świadczenia, trzeba najpierw złożyć wniosek, czyli klejm (claim), i wypełnić odpowiednie formularze, czyli formy (forms).

Ciekawym przypadkiem jest słowo „Polaczki”, które na ogół ma wymowę jednoznacznie pejoratywną i oznacza polskich emigrantów, którzy nie znają języka angielskiego, w miejscach publicznych zachowują się wulgarnie, kradną i urządzają burdy po pijanemu. Można też jednak znaleźć inne konteksty, np. blogi opowiadające o emigracyjnej rzeczywistości, gdzie słowo to używane jest przez Polaków na określenie samych siebie lub polskich znajomych raczej żartobliwie niż z pogardą.

Ponglish jest w życiu polskiego emigranta wszechobecny i dotyczy praktycznie wszystkich aspektów jego życia – ubioru, domu, posiłków, pracy, pieniędzy, edukacji, podróży itp. W Wielkiej Brytanii posługują się nim głównie przedstawiciele nowej, przede wszystkim zarobkowej fali polskiej emigracji, która nasiliła się po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 r. – w przeciwieństwie do „starszej” Polonii brytyjskiej (powojennej i późniejszej), która starannie pielęgnuje kontakt z polską kulturą i językiem. W Stanach Zjednoczonych Ponglisz usłyszeć można zarówno w wykonaniu tych, którzy do USA przejechali kilkadziesiąt jak i kilka lat temu.

To nie tylko używanie angielskich słów, które w nowej rzeczywistości szybciej przychodzą do głowy niż ich polskie odpowiedniki, czy ich spolszczanie, ale też zmiany w wymowie, gramatyce, a nawet składni, czasem także nadawanie nowego znaczenia wyrazom funkcjonującym w polskim pod wpływem ich użycia w angielskim – podkreślają badacze języka.

Badacze wskazują, że nie wszyscy emigranci zaczynają przyswajać Ponglish z jednakową szybkością – proces ten postępuje tym wolniej, im bardziej są oni świadomi językowo i im żywotniejsze utrzymują kontakty intelektualne z Polską (czytają polskie gazety, książki, słuchają polskiego radia czy oglądają polską telewizję). Mimo to poloniści są zgodni – jest to proces raczej nieuchronny.

– Badania języka polonijnego w wielu krajach świata potwierdzają, że pojawienie się w języku polskich emigrantów elementów zapożyczonych i zniekształconych jest nieuniknione i zwiększa się w każdym (kolejnym) pokoleniu wraz ze zmniejszaniem się znajomości języka polskiego – podkreśla w rozmowie z PAP Marta Piasecka, doktorantka w Instytucie Polonistyki Stosowanej UW.

– Z czasem, kiedy na co dzień w pracy (…) rozmawiam po angielsku, (…) automatycznie wpadają mi do głowy angielskie słowa. Kiedy rozmawiam z Polakiem, czasami zapominam, jak jest dane słowo po polsku albo nie potrafię szybko na nie wpaść, i wtedy wracam do angielskiego – mówi PAP 33-letnia Magda, przedszkolanka, w Londynie od dziewięciu lat.

Ponglish polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii czy USA nie jest zjawiskiem wyjątkowym. Podobne językowe hybrydy, choć pewnie w mniejszym nasileniu, powstają też na skrzyżowaniu innych języków i to niekoniecznie w środowisku emigranckim. Jako przykłady można podać np. Franglaise czy Denglisch, jak zbiorczo nazywa się angielskie zapożyczenia we francuskim i niemieckim.

Marcin Jura i Grzegorz Zarzeczny z Uniwersytetu Wrocławskiego w swojej pracy „Język współczesnej emigracji Polaków. Kilka pierwszych uwag” wskazują, że tworzenie się hybrydy językowej wśród polskich emigrantów spowodowane jest głównie większą „poręczniejszością” obcych odpowiedników, a czasem wynika ze swego rodzaju snobizmu. Wplatanie w rozmowę makaronizmów, choćby w kulawej formie, może też mieć na celu zaimponowanie innym (bo może świadczyć np. o „wsiąknięciu” w obcą kulturę i język), a czasem po prostu zabawę językiem.

Wniosek z tego taki, że Ponglish to zjawisko naturalne, choć dla niektórych trudne do przyjęcia. Tym, którzy chcieliby jak najdłużej posługiwać się piękną polszczyzną bez niepotrzebnych angielskich naleciałości, pozostaje częściej zajrzeć do polskiej gazety lub powieści albo obejrzeć polski film.

Aleksandra Konkol, Polska Agencja Prasowa

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*