Stefan Niedorezo: wyrzeźbić charakter świętego

Stefan Niedorezo: wyrzeźbić charakter świętego

Z polonijnym artystą rzeźbiarzem Stefanem Niedorezo, twórcą posągu św. Jana Pawła II, rozmawia Alicja Otap

Twórca i dzieło. Rzeźbiarz Stefan Niedorezo z wykonaną przez siebie, jeszcze niewykończoną, figurą św. Jana Pawła II fot.Alicja Otap

Twórca i dzieło. Rzeźbiarz Stefan Niedorezo z wykonaną przez siebie, jeszcze niewykończoną, figurą św. Jana Pawła II
fot.Alicja Otap

Na urodziny polskiego papieża przypadające 18 maja Stefan Niedorezo – polonijny artysta rzeźbiarz i twórca wielu dzieł sakralnych – przygotowuje dla jednego z chicagowskich kościołów figurę św. Jana Pawła II. Artysta opowiada nam o sekrecie twórczego procesu.

Alicja Otap: Czy wizerunek naszego nowego świętego powstaje spontanicznie czy na zamówienie?

Stefan Niedorezo: – O wykonanie rzeźby poprosił mnie proboszcz parafii św. Pankracego ks. Bruno Chmiel. Kościół św. Pankracego znajduje się u zbiegu ulic Archer i Sacramento w południowej dzielnicy Chicago. To stara polska parafia. Jest tu jeszcze dużo Polaków, ale chyba dominują Latynosi. Figura św. Jana Pawła II będzie centralnym punktem kaplicy, która powstaje w kościele. Choć wygospodarowanie wolnej przestrzeni nie było łatwe, udało się nam ją znaleźć w przedsionku kościoła. Kaplica ma wyglądać tak, jakby zawsze tam była. To nie będzie przestrzeń przypadkowa. Wymaga zaprojektowania i właściwego usytuowania rzeźby, by kontakt z nią był uroczysty i poważny, ale też bez zbędnej przesady, bo to jest tylko figura naszego świętego, a nie relikwia.

Kiedy kaplica zostanie poświęcona?

– Stanie się to lada chwila. To będzie wielkie wydarzenie w parafii, z uroczystym wniesieniem i poświęceniem figury. Ale trzeba pamiętać, że my nie czcimy figury, tylko św. Jana Pawła II, którego wizerunek jest przeze mnie wykreowany po konsultacjach z o. Brunonem Chmielem.

Jak pan chciał przedstawić świętego?

– Moja rzeźba to Jan Paweł II błogosławiący wiernych. Początkowo miałem go przedstawić w klasycznej pozie pozdrawiającego rzesze ludzkie. Jednak proboszczowi jakoś to nie pasowało ze względu na kameralny i nastrojowy charakter miejsca, w którym będzie się znajdowała figura.

Co w Pana zamierzeniu artystycznym wyraża twarz posągu?

– Chcieliśmy, żeby miał ojcowski, dobrotliwy i ciepły wyraz twarzy.

Twórca i dzieło. Rzeźbiarz Stefan Niedorezo z wykonaną przez siebie, jeszcze niewykończoną, figurą św. Jana Pawła II fot.Alicja Otap

Twórca i dzieło. Rzeźbiarz Stefan Niedorezo z wykonaną przez siebie, jeszcze niewykończoną, figurą św. Jana Pawła II
fot.Alicja Otap

Tworząc twarz, kopiował Pan jakąś fotografię Ojca Świętego?

– Nie. Absolutnie nie. W zasadzie rzeźbi się nie tyle wygląd, co charakter danej osoby. Starałem się to zrobić, używając odpowiednich proporcji i studiując masę zdjęć. Można udawać, że się robi rzeźbę z pamięci, ale mało kto jest taki genialny. Widziałem też kilka razy papieża na własne oczy, z dość bliskiej odległości. Dlatego mogę powiedzieć, że mam w pamięci jego twarz. Pamiętam jego wyraz twarzy, mimikę i ekspresję w kontakcie wzrokowym jeszcze z czasów krakowskich, z lat 70. Miałem okazję widywać go na mszy, kiedy błogosławił ludzi. Zgodnie z moim warsztatowym podejściem wybrałem najbardziej charakterystyczne cechy mimiki tej pięknej i wspaniałej twarzy, która zmieniała się w ciągu lat pontyfikatu. Pamiętamy ją najpierw zdrową, młodą i dynamiczną, a później zmienioną po zamachu na jego życie, coraz bardziej zmęczoną, przygniecioną obowiązkami. Twarz papieża stawała się coraz bardziej zastygła i monumentalna. Sam papież coraz mniej mówił, bo nie mógł z powodu choroby. Przybywało mu zmarszczek. Dla mojej rzeźby wybrałem okres z życia papieża jakby pośredni – gdy nie był już taki młody, ale też nie bardzo przygnieciony starością.

Wiem, że to nie pierwsza Pana rzeźbiarska interpretacja osoby Jana Pawła II?

– Rzeczywiście. To jest moje kolejne podejście do tej postaci. W Polsce realizowałam dwa duże pomniki z brązu Jana Pawła II. Inaczej „myśli się” w brązie niż w drewnie. Obie rzeźby były robione dla Złotej koło Czchowa. Brąz jest materiałem, który patynuje się tylko na ciemno. Przestaje być złoty i świecący, a przecież św. Jan Paweł II to postać świetlista i jasna.

Figura, którą Pan kończy, jest wykonana z drewna klonowego. Czy to preferowany przez Pana materiał?

– Najlepiej, żeby pomnik papieża był wykuty w białym marmurze, ale drewno klonowe też ma swoje zalety. Jest jasne i nie ciemnieje. Będzie zresztą polichromowane. Gdyby posąg nie był wykończony i tylko wystrugany z samego drewna, to wyglądałby jak świątek w kapliczce.

Co to jest polichromia?

– Polichromia w rzeźbiarstwie to nie to samo co pomalowanie farbą, ale coś więcej. Jest to rodzaj koloru i patyny oraz różnych szlachetnych technik zdobienia powierzchni rzeźby.

Kiedy rozpoczął Pan pracę nad tym projektem?

– Zacząłem go realizować na początku stycznia. Drewno podarował mi mój sąsiad i przyjaciel Krzysztof Podosek. Mieszka około 200 metrów od mojej pracowni (która znajduje się przy North Milwaukee Avenue w Chicago – przyp. red.). Musiał ściąć u siebie w ogrodzie zdrowy klon, ponieważ zaczął mu podrastać pod fundament. Miał wspaniały gest – takie drewno w tej chwili kosztuje majątek i transport też jest drogi. Dzięki tej darowiźnie wróciłem do techniki, którą stosuje się w Polsce – rzeźbienia z kloca. W Ameryce ta metoda to wielki luksus i zwykle wiąże się z wyprawą do lasu. Dlatego tutaj raczej się tego nie praktykuje, tylko kupuje gotowy materiał w postaci drewnianych kształtek, które trzeba heblować, dobierać odpowiednio słój, dopasowywać po kawałeczku i sklejać.

Na czym polega rzeźbienie z kloca?

– Rzeźbienie w klocu, w pniu, ma wszystkie znamiona kontaktu z żywym organizmem drewna – od rdzenia aż do zewnętrznych warstw. Rzeźbi się przy użyciu narzędzi snycerskich, które nie zmieniły się od średniowiecza, a nawet teraz są mniej wymyślne niż w czasach Wita Stwosza. Znam wszystkie sekrety techniki posługiwania się tymi narzędziami. W moim komplecie dłut są takie, które mają więcej niż sto lat i takie, które projektowałem i asystowałem przy ich powstawaniu. Szczęśliwie udało mi się całą figurę zmieścić w jednej bryle, ale wydrążyłem ją, ponieważ kloc nie był do końca suchy w środku. Ścianka mojej rzeźby ma grubość około jednego do dwóch cali. Tego rodzaju rzeźby są zawsze puste w środku – również słynny ołtarz Wita Stwosza.

Od klonowego pniaka do rzeźby fot.Stefan Niedorezo

Od klonowego pniaka do rzeźby fot.Stefan Niedorezo

Proszę nam opowiedzieć o tworzeniu figury

– Najpierw zrobiłem szkic, a później model w skali jeden do trzech. Podczas samego rzeźbienia wszystko jest żywe i nie do końca powiedziane. Zresztą znane mi arcydzieła rzeźbiarskie są non finito, a więc nieskończone. Były rzeźbione.. i rzeźbione… i rzeźbione… Aż ktoś się zdenerwował i powiedział: koniec, wygonił rzeźbiarza z pracowni i zabrał rzeźbę. Nie ma czegoś takiego, by rzeźbiarz o własnych siłach i z własnej woli powiedział, że coś skończył.

Artysta rzeźbiarz ma ciągłe poczucie niedoskonałości i mógłby pracować w nieskończoność, gdyby to było możliwe?

– Oczywiście. Mógłbym papieża rzeźbić w nieskończoność. Byłbym wtedy bardzo szczęśliwy. Tylko raz w życiu mi się przydarzyło takie szczęście, jak rzeźbiłem monstrancję dla chicagowskiego kościoła św. Stanisława Kostki, który znajduje się w rejonie skrzyżowania ulic Noble i Division. To była jedyna rzeźba, którą pozwolono mi rzeźbić trzy lata. Niech inni rzeźbiarze mi zazdroszczą.

Do rzeźbienia w drewnianym klocu używa się tych samych narzędzi co kilkaset lat temu fot.Stefan Niedorezo

Do rzeźbienia w drewnianym klocu używa się tych samych narzędzi co kilkaset lat temu fot.Stefan Niedorezo

Za to rezultat tej długiej pracy był wspaniały…

– Nie wiem, czy tak można powiedzieć. Można jednak pójść do kościoła i samemu ocenić. Znawcy mówią, że to największa monstrancja na świecie i nawet chcieli ją umieścić w Księdze rekordów Guinnessa. Jednak odmówiłem.

W wykonywaniu rzeźb ktoś Panu pomaga?

– Rzeźby wykonuję sam, własnymi rękami, bez asystentów, pomocników, uczniów, czeladników czy praktykantów. Jestem cały czas samowystarczalny jako rzeźbiarz. Sam ostrzę dłuta i siekiery, piłuję i tnę materiał. Sam wykonuję wszystkie nawet najbardziej prozaiczne czynności, bo wszystko jest częścią twórczego procesu, z którego nie wolno uronić ani jednej operacji. Moje oświadczenie może wydawać się śmieszne. Ale tylko dlatego podkreślam, że swoje rzeźby robię własnymi rękami, ponieważ wiem, że w dzisiejszych czasach są firmy, m.in. w Chinach, które realizują zamówienia na rzeźby na podstawie fotografii. Wiem też, że z tych usług się korzysta.

Czy ma Pan tremę przed pokazaniem światu figury św. Jana Pawła II?

– Takiego wizerunku nie rzeźbi się dla kolegów po fachu ze środowiska artystycznego, tylko dla wiernych, którzy przyjdą do kościoła. Albo zaakceptują wykonaną przeze mnie figurę, albo nie. Reakcji odbiorców nie można z góry przewidzieć czy zaplanować. Albo będzie to sukces, albo klapa.

Życzę zatem sukcesu i dziękuje za rozmowę.

a.otap@zwiazkowy.com

Comments

  1. Jan Baba
    Jan Baba 28 marca, 2016, 14:44

    Szanowny Panie Stefanie, coś Panu ten papież się nie udał, szczerze mówiąc nie jednemu rzeźbiażowi było by wstyd za takie dzieło

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*