Stanisława Sikora skończyła 100 lat. Jaka jest recepta na długowieczność?

DSC_2354

Nieczęsto się zdarza, aby tradycyjne „Sto lat” musiało być zamieniane na „Dzwieście lat”. Ale tak właśnie było 18 lutego w podchicagowskim Arlington Heights, gdzie mieszka Stanisława Sikora obchodząca swoje setne urodziny. Chór złożony był z ponad 120 członków rodziny.

– Niezmiernie jesteśmy szczęśliwi, że mamusia dożyła 100 lat i wszyscy jak tutaj jesteśmy, życzymy jej wielu kolejnych takich rocznic. To jest dla nas niesamowita radość – powiedziała córka Rozalia Walas.

Jubilatka przyszła na świat 17 lutego 1917 roku w Brzezinach na terenie byłego województwa rzeszowskiego. Urodziła 12 dzieci i doczekała się 39 wnucząt, 63 prawnucząt i 10 praprawnucząt. Stanisława Sikora wraz z mężem i siedmiorgiem dzieci przybyła do Chicago w 1964 roku i zaczęła układać sobie życie od nowa. Nie było łatwo. Po sześciu latach pobytu zmarł mąż, a pani Stanisława musiała sobie sama radzić z wychowaniem dzieci, pracą i spłatą kupionego dwa lata wcześniej domu. Potrafiła to robić tak skutecznie, że do dzisiaj wszyscy członkowie rodziny wspierają się nawzajem i są najlepszym przykładem wielopokoleniowej kochającej się rodziny. Pani Stanisława znajdowała jeszcze czas, żeby udzielać się w Klubie Brzeziny, gdzie przez pewien czas pełniła funkcję wiceprezeski.

– Mama bardzo lubiła pomagać w klubie, wspierać go i do Polski wysyłać pomoc. W Brzezinach wybudowaliśmy dzwonnicę i ufundowaliśmy dzwon oraz dwie kaplice – powiedziała nam Rozalia Walas, która ze wzruszeniem wspominała również przybycie rodziny do Chicago.

– Do Gdyni dojechaliśmy pociągiem trzy dni wcześniej, bo wtedy pociągi nie kursowały codziennie. Rodzice zabrali ze sobą, co tylko było można. Pamiętam, że nawet pierzyny mama zapakowała. Przypłynęliśmy na pokładzie Stefana Batorego. Podróżowało nas dziewięcioro. Mamusia bardzo ciężko ten rejs przeżywała. Właściwie, to o ile dobrze pamiętam, wszyscy chorowaliśmy podczas podróży. Ja miałam wtedy 13 lat i Ameryka spodobała mi się od samego początku, chociaż na starcie nie było łatwo. Miałam młodsze rodzeństwo. Najmłodsza siostra miała wtedy 3 lata. Kiedy mamusia czasami nas straszyła, że jak będziemy niegrzeczni, wyśle nas do Polski, to ja mówiłam, że wy możecie jechać, ale ja zostaję. Na początku nie było łatwo, szczególnie gdy tata zmarł i zostaliśmy z mamą sami. Wszyscy staraliśmy się nawzajem wspierać i sobie pomagać. Udało nam się chyba też dlatego, że mama nas wszystkich bardzo kochała – wspominała początki pobytu na amerykańskiej ziemi pani Rozalia.

O tym, że jubilatka jest najwspanialszą osobą pod słońcem, przekonani są również synowe i zięciowie. – To jest osoba, która z pewnością trafi prosto do nieba. To, ile ona nam pomogła, jak trzymała całą rodzinę razem, to jest niesamowite. Dzisiaj widać to najlepiej. My się kochamy i wspieramy, bo teściowa zawsze powtarzała, że rodzina jest najważniejsza – powiedział Tadeusz Czajkowski.

W zdmuchnięciu świeczki na urodzinowym torcie wsparły jubilatkę praprawnuczki, a do życzeń dołączył się były generał i przeor Jasnej Góry ojciec Izydor Matuszewski.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP

  • DSC_2283
  • DSC_2290
  • DSC_2305
  • DSC_2318
  • DSC_2326
  • DSC_2332
  • DSC_2340
  • DSC_2354
  • DSC_2373
Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*