Rękopis znaleziony w Szkocji. Badacz polskiego pochodzenia z Chicago dopisuje historię dr. Livingstone’a

Rękopis znaleziony w Szkocji. Badacz polskiego pochodzenia z Chicago dopisuje historię dr. Livingstone’a

– Wszyscy byliśmy niezwykle podekscytowani, bowiem byliśmy pierwszymi, którzy czytali ten rękopis po raz pierwszy od ponad 140 lat – mówi nam Adrian Wiśnicki, profesor języka i literatury angielskiej na University of Nebraska w Lincoln, który kierował projektem odcyfrowania pamiętnika brytyjskiego podróżnika dr. Davida Livingstonea.

Artur Wiśnicki opowiada o pracy nad manuskryptem fot.Craig Chandler,University Communications/news.unl.edu

Artur Wiśnicki opowiada o pracy nad manuskryptem fot.Craig Chandler,University Communications/news.unl.edu

Andrzej Kazimierczak: Na ile pomocna w robieniu kariery akademickiego badacza i wykładowcy była polonijna szkoła sobotnia, którą ukończył Pan w Chicago?

Dr Adrian Wiśnicki: − Tam nauczyłem się w miarę dobrze języka polskiego. Oczywiście także historii i geografii Polski, ale to właśnie język polski był tym czynnikiem, który ułatwił mi naukę innych języków obcych. Niedawno opublikowano w Internecie wyniki badań mówiące o tym, że ze wszystkich języków europejskich polski jest najtrudniejszy. Cieszę się, że znam ten trudny język, który u mnie jest zaraz po języku angielskim, języku kraju mojego urodzenia. Z rodzicami mówiłem po polsku i polskiego uczę moje dwie córki. Starsza włada nim nawet już całkiem nieźle. Myślę, że i młodsza pójdzie w jej ślady.

Być może córki zajmą się, jak ojciec, badaniami literatury dawnej?

− Być może tak się stanie, bowiem jest to niezwykle wdzięczna dziedzina, w której na badaczy czeka jeszcze wiele odkryć. Odkryć być może nawet większych, które mnie się przytrafiły.

Przypomnijmy więc Pańskie odkrycie…

− Udało mi się odnaleźć zaginiony pamiętnik XIX-wiecznego brytyjskiego podróżnika dr. Davida Livingstone’a. Wielokrotnie mnie pytano, czy odkrycie to było czystym przypadkiem. Wydaje mi się, że nie. Zajmując się literaturą podróżniczą opisującą Afrykę XIX wieku, musiałem na ten pamiętnik wcześniej czy później trafić. Muzeum podróżnika w Szkocji (David Livingstone Centre w Blantyre) zawierało ten pamiętnik, który od ponad 140 lat czekał na swego odkrywcę. Tak się złożyło, że w 2009 roku zostałem nim ja.

I tutaj rozpoczął się marsz pod górę, bo pamiętnik był może nie niemożliwy, ale niezwykle trudny do odczytania.

– Tak. Przebywający już od kilku lat w Afryce Livingstone znalazł się w poważnych tarapatach. Był chory i bez pieniędzy. Nie miał atramentu, nie miał papieru do pisania. Próbował więc sobie radzić, jak mógł. Z soku leśnych owoców zrobił atrament. Do zapisywania sprawozdań z bieżących wydarzeń użył starej gazety „The Standard”, jaką w owym czasie miał pod ręką. Pisał więc na zadrukowanym papierze. Wszystko było czytelne w chwili stawiania liter, lecz problem w tym, że po tylu latach ręczne pismo dr. Livingstone’a wyblakło. Gołym okiem nie dało się go odczytać. Litery zmieniły kolor na bladożółty lub bladopomarańczowy, natomiast gazetowy druk pozostał kruczoczarny. Całość się zamazała i trudno było odróżnić tekst gazetowy od ręcznego pisma podróżnika.

Strona z dziennika Livingstona fot.David Livingstone Centre/livingstoneonline.wordpress.com

Strona z dziennika Livingstona fot.David Livingstone Centre/livingstoneonline.wordpress.com

Czy odcyfrowanie tekstu pamiętnika było najtrudniejszą częścią całego procesu udostępnienia światu treści dokumentu?

− Największą trudnością było sfotografowanie stron gazetowych w wysokiej rozdzielczości bez uszkodzenia czy, nie daj Boże, zniszczenia delikatnego dokumentu. Musieliśmy użyć świateł LED, niewydzielających ciepła, które ewentualnie mogłoby okazać się szkodliwe. Ogromną pomocą okazało się Studio Megavision w Santa Barbara w Kalifornii. Ale cały zespół włożył w to dużo pracy, bo sprzęt umożliwiający obrazowanie wielospektralne należało przetransportować z Kalifornii do Szkocji, by w żadnym wypadku nie narażać pamiętnika na ryzyko uszkodzenia w podróży.

Dużo było tego sprzętu?

− Na szczęście nie. Specjalistyczna kamera miała wielkość zwykłego aparatu fotograficznego. Do tego dochodziły aparaty i płyty oświetleniowe oraz system komputerowy, który umożliwiał przeprowadzenie całej operacji. Fotografowaliśmy więc strony pamiętnika oświetlone różnymi kolorami, od ultrafioletu do podczerwieni, by ustalić, kiedy rękopis ukryty pod gazetowym drukiem będzie najlepiej widoczny.

Radość z odcyfrowania tekstu pamiętnika musiała być ogromna…

− Tak. Wszyscy byliśmy niezwykle podekscytowani, bowiem byliśmy pierwszymi, którzy czytali ten rękopis po raz pierwszy od ponad 140 lat. To była wielka chwila. Mogliśmy spojrzeć daleko w przeszłość, co od XIX wieku nie było nikomu dane.

Nastąpiła więc radość po odcyfrowaniu tekstu, a następnie chwile szczęścia ze względu na treść zawartą na gazetowych stronach. Czy w treści było zawarte to, czego Pan się spodziewał?

− Nie do końca. Trzeba pamiętać, że w XIX stuleciu podróżnicy prowadzili swoje notatki w dwojaki sposób. Najpierw, jak obecni reporterzy, spisywali na gorąco to, co widzieli i czego byli świadkami. Dopiero później, gdy mieli na to czas, redagowali pełen raport, który ewentualnie mógłby zostać pokazany światu. Brytyjscy podróżnicy wieźli więc taki manuskrypt do Londynu, gdzie wydawca dokonywał poprawek i ostateczną wersję dawał do druku. Często więc się zdarzało, że to, co napisał badacz, znacznie różniło się od tego, co zostało opublikowane. Szczególnie często miało to miejsce, gdy opisywano egzotyczne miejsca, takie jak Afryka. Ujawniano bowiem głównie to, czego spodziewała się opinia publiczna. W raportach podkreślano np. elementy przygody czy niebezpieczeństw grożących podróżnikom, bo to sprzedawało się najlepiej, a wiadomo, że zysk był prawie zawsze głównym motorem działania wydawców. Tak więc zagubiony pamiętnik dr. Livingstone’a jest oryginalnym, niezmienionym przez nikogo dokumentem.

Co z tego dokumentu wynika?

− W historiografii brytyjskiej dr Livingstone był przedstawiany jako nieskazitelny wiktoriański bohater. Taki też jego wizerunek wyłania się z opublikowanych do tej pory pamiętników. Tymczasem odcyfrowany niedawno rękopis pokazuje, że podróżnik miał dużo bardziej skomplikowaną osobowość, że jak inni popełniał błędy. Ten dokument pokazuje szczególnie ciemną stronę jego życia. Dr Livingstone przebywał bowiem w Afryce już przez 6 lat. Stracił w dużym stopniu zdolność funkcjonowania i był przekonany, że świat o nim zapomniał. Do tej pory był podróżnikiem nastawionym pokojowo do tubylców, podczas gdy w ostatnim okresie podróży po tym kontynencie bagatelizował okrucieństwo swoich ludzi wobec Afrykanów. W pamiętniku opisuje masakrę tubylców, ale robi to tak, jakby chciał ukryć swoje winy, choć tej tragedii nie mógł przecież w żaden sposób zapobiec.

Strona z dziennika Livingstona fot.livingstoneonline.wordpress.com

Strona z dziennika Livingstona fot.livingstoneonline.wordpress.com

Postrzeganie dr. Livingstonea po publikacji ostatniej części pamiętnika musiało więc ulec pewnej korekcie.

− Z całą pewnością. Dr Livingstone jest pochowany nie tylko w centralnym miejscu Westminster Abbey, ale zajmuje jedną z centralnych pozycji w historycznej wyobraźni Brytyjczyków. Manuskrypt pozwolił nam zajrzeć w głąb umysłu podróżnika i to, co tam znaleźliśmy, być może zmieniło nieco nasze wyobrażenie o nim, lecz w żadnym wypadku nie umniejszyło jego zasług. Badacz nie znalazł tego, czego od wielu lat poszukiwał − źródeł Nilu, ale położył ogromne zasługi na rzecz rozwiązania największego problemu dręczącego Czarny Ląd – handlu niewolnikami.

Czy podziela Pan zdanie niektórych komentatorów, że dzięki odcyfrowaniu pamiętników dr. Livingstone’a wypełnił Pan dużą lukę w historii Wielkiej Brytanii?

– To chyba za dużo powiedziane. Może nie w historii Wielkiej Brytanii, ale w historii podróży po Afryce w okresie kolonialnym. Takich luk jest do wypełnienia więcej. Ten manuskrypt z całą pewnością jednak pozwolił uzupełnić biografię dr. Livinsgtone’a o mało znany okres jego życia.

Jakie plany badawcze ma Pan na przyszłość?

− Ten projekt zajął nam półtora roku i mogliśmy go zrealizować dzięki amerykańskim grantom. Obecnie dzięki grantom międzynarodowym realizujemy dwa kolejne projekty dotyczące życia dr. Livingstone’a. Do zakończenia obydwu potrzeba nam jeszcze roku lub dwóch. Bierze w nich udział grupa badaczy z kilku krajów, a ja mam szczęście nimi kierować. W okolicy Święta Dziękczynienia wyjeżdżam do Anglii, by tam spotkać się z innymi badaczami i omówić nasze dalsze działania. Szczegóły naszych prac opublikujemy jednak dopiero wtedy, gdy wszystko zakończy się pełnym sukcesem.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

Adriana Wiśnickiego czytelnicy naszej gazety znają jeszcze z lat, kiedy jako licealista pisał i publikował wiersze, działając w chicagowskiej grupie poetyckiej. Jest absolwentem Polskiej Szkoły Sobotniej im. Emilii Plater. W 1996 r. ukończył Uniwersytet Chicago z dyplomem bakałarza w dziedzinie języka i literatury angielskiej, a następnie zdobył tytuł magistra nauk humanistycznych (Master of Arts, English) na Uniwersytecie Wirginii;  w 2002 roku – Master of Philosophy, English w City University of New York. Na tej samej uczelni obronił dysertację doktorską. Jego rozprawa doktorska została – jako najlepsza praca roku w dziedzinie literatury i polityki – wyróżniona nagrodą pieniężną przez Fundację Irvinga Howe. Adrian Wiśnicki jest obecnie wykładowcą języka i literatury angielskiej na University of Nebraska w Lincoln.

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*