Przed Państwem: marszałek Marsalek

Diann K. Marsalek fot.Grzegorz Dziedzic

Diann K. Marsalek fot.Grzegorz Dziedzic

6 maja w centrum Chicago po raz 126. przejdzie polonijna Parada 3 Maja. O roli marszałka, piwie Żywiec i niechęci Polonii do głosowania z tegorocznym Wielkim Marszałkiem Parady, sędzią okręgowym powiatu Cook, Diann K. Marsalek – rozmawia Joanna Marszałek.

Joanna Marszałek: Zacznijmy od wyjaśnienia. Mamy bardzo podobne nazwiska! Czy możliwe, że Pani oryginalne nazwisko również brzmiało „Marszałek”? Czy zna Pani jego historię?

Diann K. Marsalek: Odkąd pamiętam, moje nazwisko brzmiało Marsalek. Również mój ojciec nie wspominał nic o „z”. Możliwe, że litera ta została pominięta w którymś momencie, gdy moi dziadkowie ze strony ojca przybyli do Stanów Zjednoczonych.

Co Pani wie o emigracji swoich dziadków?

– Do Stanów wyemigrowali z Żywiecczyzny. Jak większość emigrantów, przyjechali po lepsze życie i większe możliwości dla swojej rodziny. Starsze rodzeństwo ojca jest urodzone w Polsce, mój tata – już w Chicago. Wiem również, że w grę wchodziła niepewna sytuacja w Europie i zagrożenie wojną.

Dla wielu Pani nazwisko jest nieznane. Kim jest zatem Diann Marsalek, tegoroczny marszałek Parady 3 Maja?

– Urodziłam się i wychowałam w Chicago. Ukończyłam studia w dziedzinie nauk humanistycznych i zdobyłam stopień magistra na Uniwersytecie DePaul. Następnie zrobiłam doktorat z prawa (Juris Doctorate) w Northern Illinois University College of Law. Udzielam się w wielu lokalnych organizacjach, również polonijnych. W 2011 r. zostałam mianowana przez Sąd Najwyższy Illinois na pozycję sędzi. Rok później zostałam wyłoniona na sędzię okręgowego powiatu Cook w drodze wyborów. Pracowałam w różnych salach sądowych. Od około 4 lat zasiadam jako sędzia nadzorujący w sądzie wykroczeń drogowych powiatu Cook w Daley Center.

To bardzo odpowiedzialna i na pewno stresująca praca. Jak wobec tego lubi Pani odpoczywać?

– Jestem wielką fanką drużyny bejsbolowej Chicago Cubs, a więc zawsze staram się oglądać ich mecze. Lubię wszelkie prace w ogródku. Uwielbiam również jeździć do Wisconsin, gdzie mam domek letniskowy i tam spędzać czas na świeżym powietrzu w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Mamy w rodzinie tradycję dużych niedzielnych kolacji, na których się gromadzą w miarę możliwości wszyscy krewni. Rodzina jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy.

Co łączy Panią z Polonią oraz z Polską?

– Jestem członkiem Muzeum Polskiego w Ameryce, zrzeszonym członkiem Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia Policjantów (Polish American Police Association, PAPA), należę do Chicago Society – jednej z najstarszych grup Związku Narodowego Polskiego. Jestem również członkiem wydziału stanowego Kongresu Polonii Amerykańskiej oraz Advocates Society – zrzeszenia adwokatów i sędziów polsko-amerykańskich.

Czy odwiedza Pani Polskę?

– Tak, choć dawno tam nie byłam. Odwiedziłam Warszawę, Kraków, Zakopane i Częstochowę. Kraków i Zakopane to zdecydowanie moje ulubione miejsca. Oba zapierają dech w piersiach swoim pięknem. Rodzina mojego ojca pochodzi z Żywca.

W takim razie muszę zapytać – czy lubi Pani piwo Żywiec?

– Niestety, nie jestem wielkim piwoszem. Za to mój ojciec, bracia i wszyscy moi bratankowie i siostrzeńcy oczywiście piją Żywiec!

Jak zareagowała Pani na wiadomość o wyborze na marszałka Parady 3 Maja? Co dla Pani znaczy ten tytuł?

– Byłam zszokowana, a jednocześnie bardzo podekscytowana. Gdy zadzwoniono do mnie z wiadomością, że rozważana jest moja kandydatura, byłam bardzo zaskoczona. Poczułam się wyróżniona, wypełniłam wymaganą dokumentację i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mam szansę zostać marszałkiem. Później, gdy dowiedziałam się, że jestem jednym z trzech finalistów, byłam jeszcze bardziej zaskoczona. Było mi niezmiernie miło poznać pozostałych dwóch finalistów (jezuita Paweł Kosiński – twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago oraz Bożysława Andersohn – założycielka polonijnego Teatru Trzynastka – przyp. red.), którzy zostali wicemarszałkami parady. Cieszę się, że mogę z nimi współpracować. Mam wrażenie, że łączy nas specjalna więź i stanowimy dobrą drużynę. Tytuł marszałka to dla mnie duże wyróżnienie i szansa na uświadamianie innym znaczenia Polonii i jej wspaniałej kultury.

Co dokładnie robi marszałek i wicemarszałkowie? Jakie są ich oficjalne obowiązki?

– W dniu parady Wielki Marszałek Parady oraz wicemarszałkowie uczestniczą w licznych imprezach. Dzień rozpocznie się wcześnie ceremonią Związku Narodowego Polskiego, następnie o 9 rano będzie podniesienie polskiej flagi na Daley Plaza, przed paradą jest przewidziany brunch organizowany przez Chicago Society PNA, następnie parada, po niej lunch zorganizowany przez Polsko-Amerykańskie Stowarzyszenie Policjantów, wreszcie kolacja w restauracji Jolly Inn dla członków komitetu parady. Zapowiada się bardzo pracowity dzień!
Marszałek oficjalnie otwiera paradę, maszeruje w niej aż do trybuny, a następnie podziwia i pozdrawia maszerujące grupy. I najważniejsza rola – raduje się z całą Polonią w tym szczególnym dniu.

Niektórzy zastanawiają się, czy mówi Pani po polsku?

– Mój ojciec jest urodzonym w Chicago Polakiem, a matka Włoszką. W domu mówiło się po angielsku.

Jak wyrastało się w trójkulturowym domu? Jakie tradycje pielęgnowaliście?

– Mam wrażenie, że w czasach, gdy dorastałam, dwuetniczne małżeństwa były bardziej powszechne ze względu na liczebność Polaków, Irlandczyków, Włochów. Moich rodziców łączyła nie tylko wiara katolicka, ale również ogromne przywiązanie do rodziny i wartości. Miałam niepowtarzalną okazję obserwować, jak spędza się święta i specjalne okazje w dwóch, a właściwie trzech różnych tradycjach.

W swojej pracy jako sędzia okręgowy powiatu Cook spotyka Pani przedstawicieli różnych grup etnicznych. Jakie są Pani doświadczenia z Polonią? Co nas wyróżnia?

– W mojej sali sądowej często mam polskojęzycznych i hiszpańskojęzycznych tłumaczy. Jestem również członkiem komitetu pracującego na rzecz zwiększenia dostępu do sądów, również pod względem językowym. Owszem, do sądu przychodzi wielu Polaków i traktuję ich tak samo, jak każdego innego – upewniam się, że rozumieją proces oraz mają odpowiedni dostęp do źródeł, jakich potrzebują.

Jest Pani jedną z nielicznych sędziów okręgowych powiatu Cook polskiego pochodzenia. Nie mamy również – jako Polonia – swoich przedstawicieli we władzach miejskich, powiatowych i stanowych. Dlaczego tak jest i czy jest na to jakaś rada?

– Gdy prowadziłam kampanię wyborczą na stanowisko sędzi okręgowego w całym powiecie, od osób polskiego pochodzenia dowiedziałam się, że nie lubią oni głosować w wyborach wstępnych, gdzie trzeba zadeklarować poparcie dla konkretnej partii politycznej. Wolą głosować w wyborach powszechnych. Wyjaśniałam im, że dla wielu kandydatów, zwłaszcza reprezentujących grupy etniczne, właśnie wybory wstępne to największy wyścig, który może pozwolić im kiedyś dostać się do wyborów powszechnych. Jeżeli Polonia chce mieć więcej swoich reprezentantów w urzędach, musi głosować, lecz również kandydować na urzędy. Warto zacząć od własnego podwórka, swojej dzielnicy, lokalnej organizacji, czy grupy kościelnej.

Jakie jest Pani przesłanie do Polonii w przeddzień parady?

– Wspólnie świętujmy nasze bogate dziedzictwo narodowe i wiele osiągnięć Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia. Mam nadzieję godnie reprezentować Polonię podczas tegorocznej parady. Spotkajmy się wszyscy 6 maja na Columbus Drive.

Dziękuję za rozmowę.

18156825_876057515877748_1660790736407521141_o

18056498_871417506341749_2874499677897770697_o

 

3

 

2

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*