Promowanie polskiej muzyki to mój obowiązek

Z Piotrem Beczałą, wybitnym polskim tenorem operowym, który w niedzielę, 25 lutego wystąpi w chicagowskiej Lyric Opera, rozmawia Zbigniew Banaś.

Piotr Beczała fot.Anja Frers

Zbigniew Banaś: – Już w najbliższą niedzielę wystąpi Pan w Chicago na specjalnym koncercie w Lyric Opera. Recital solowy na tak znakomitej scenie to duże wyróżnienie. W każdym sezonie tylko jeden czy dwóch artystów dostępuje tego zaszczytu. Czy Pan również tak to odbiera?

Piotr Beczała: – Tak. Ja w ogóle uważam, że występy solistów w teatrach operowych w repertuarze pieśni są dosyć rzadkim zjawiskiem i jest to wielkie wyróżnienie dla śpiewaka. Koncerty tego typu śpiewam częściej w salach koncertowych po całym świecie.

Czym się różni dla Pana koncert solowy od występu na scenie w spektaklu operowym?

– Jest między nimi ogromna różnica. Po pierwsze, jest to dosyć intymny kontakt z publicznością za pośrednictwem pieśni, czyli kameralnego środka wyrazu. Sala operowa to jest potężny budynek i zwykle trudno jest w takim miejscu stworzyć odpowiednią atmosferę. Ale zdarzyło mi się to już kilka razy i cieszę się ogromnie, że akurat w Chicago też będę miał taką okazję. Jest to zupełnie inny sposób śpiewania. Tworzymy z pianistą specyficzny duet, taki bardzo konkretny układ muzyczny. Powstały efekt jest na zupełnie innym poziomie niż to się odbywa normalnie w operze. Nie ma dekoracji ani kostiumów, a więc jest to specyficzny rodzaj koncertu.

Repertuar, jaki wybrał Pan na niedzielny koncert, to mieszanka polskich i włoskich pieśni, ale szczególnie dużo jest polskich elementów, w tym utwory Moniuszki,Szymanowskiego i Karłowicza. Dlaczego właśnie taki zestaw?

– Staram się do każdego mojego koncertu wplatać elementy polskie, ponieważ uważam, że jestem zobowiązany do promocji muzyki polskiej na świecie. Śpiewam nie tylko w Europie, ale i w Ameryce i popularyzacja mało znanej muzyki polskiej leży mi na sercu. Stąd taki właśnie dobór repertuaru. Uważam, że te dwie części koncertu bardzo dobrze do siebie pasują, ponieważ romantyczna muzyka włoska powstawała w podobnym okresie co muzyka Szymanowskiego czy Karłowicza. Publiczność będzie mogła bardzo dobrze ocenić jak różne były rodzaje traktowania tekstów w różnych miejscach Europy.

Czy może Pan zdradzić więcej szczegółów na temat polskich aspektów tego repertuaru?

– W drugiej części koncertu mam zamiar zaśpiewać wybór siedmiu pieśni Karłowicza. Ten kompozytor napisał tylko 21 pieśni, ponieważ bardzo wcześnie zginął w wypadku w Tatrach i na pewno nie wyczerpał swojego talentu w tym kierunku. Te pieśni są bardzo piękne i staram się je prezentować szerokiej publiczności na całym świecie. Są bardzo romantyczne, z bardzo polskimi melodiami. Z kolei w przypadku Szymanowskiego jest to sześć pieśni z wczesnego etapu jego twórczości, a zatem słuchacze nie muszą się martwić, że będzie to bardzo współczesna muzyka. Również i ona jest bardzo melodyjna i naładowana dużymi emocjami. Do tego dochodzą cztery pieśni Moniuszki, które stanowią lżejsze potraktowanie muzyki. Myślę, że koncert będzie ciekawy dla amerykańskiej części publiczności, bo jest to muzyka bardzo przyjemna i przystępna.

Bywał już Pan wcześniej w Chicago, m. in. występując na deskach Lyric Opera w „Łucji z Lammermooru” i w tytułowej roli w „Fauście”. Jak wspomina Pan te pobyty?

– Fantastycznie. W obu operach miałem szczęście grać we wspaniałych inscenizacjach. Cieszę się ogromnie, że w takim tradycyjnym domu operowym jakim jest Lyric Opera w Chicago te spektakle cieszyły się wielkim powodzeniem. Ja śpiewam głównie dla publiczności; to jest moje zadanie. Za pośrednictwem pięknych inscenizacji jest nam o wiele łatwiej trafić w serca i w gusta publiczności. Oczywiście jest to wspaniałe miejsce nie tylko dlatego, że historia Lyric Opera jest tak bogata, ale również dlatego, że jest to specjalne miejsce, które przyciąga wielu Polaków. Polonia w Chicago jest ogromna i cieszę się, że mogłem wystąpić dwa razy w produkcjach operowych, a teraz szczególnie się cieszę z racji możliwości zaśpiewania polskiego repertuaru. Myślę, że będzie to specjalne przeżycie i dla mnie i dla Polaków, którzy przyjdą na koncert.

Tak się akurat składa, że w tydzień po Pańskim koncercie Lyric Opera znów wystawi Fausta. Czy nie żałuje Pan, że tym razem nie zaśpiewa tej roli na scenie w Chicago?

– Nie mogę żałować, że czegoś nie śpiewam. Oczywiście, że bardzo chętnie zaśpiewałbym Fausta znowu w Lyric Opera, ale mam po prostu inne plany. W tydzień po recitalu będę już w Nowym Jorku na próbach do „Luizy Miller” Verdiego w Metropolitan Opera. Zawsze jest tak, że coś za coś. Nie ma takiej możliwości, żeby w tym samym czasie być wszędzie tam, gdzie się zamarzy i nie można się z tego powodu frustrować.

Ukończył Pan szkołę muzyczną w Katowicach, a teraz mieszka Pan w Zurichu i występuje na całym świecie. Gdzie czuje się Pan najlepiej?

– Pytanie jest bardzo proste, ale trudno jest na nie odpowiedzieć. Staramy się wraz z żoną stworzyć dom wszędzie tam, gdzie jesteśmy. Specyfika mojego zawodu polega na tym, że przebywam tylko przez jakiś czas w pewnym miejscu podczas produkcji operowej. Zwykle jest to sześć czy siedem tygodni. W tych miejscach, gdzie śpiewam, stwarzamy sobie pewne złudzenie domu. Mamy kilka mieszkań i na przykład w Nowym Jorku mieszkamy u siebie. Ale nie jest to proste. Ten zawód wymaga ciągłego podróżowania i to tworzenie namiastki domu wszędzie, gdzie się przebywa jest bardzo potrzebne, żeby nie utracić kontaktu z rzeczywistością.

Lista Pana osiągnięć operowych jest bardzo długa. Czy są jeszcze jakieś role, których Pan nie występował, a które chciałby zaśpiewać?

– Jest takich ról sporo. Obecny sezon jest rokiem moich debiutów. W Wiedniu zaśpiewałem po raz pierwszy rolę Maurizia w „Adrianie Lecouvreur”, a kilka tygodni temu również w Wiedniu zaśpiewałem swojego pierwszego Don Jose w „Carmen”. Niedługo nastąpi mój kolejny debiut w Metropolitan w roli Rodolfa w „Luizie Miller”. To są bardzo piękne role dla tenora. Wyznaczają one nowy kierunek w mojej twórczości, ponieważ do tej pory śpiewałem mało ról werystycznych autorstwa takich kompozytorów jak Puccini czy Giordano. Teraz powoli zaczynam się zabierać za ten repertuar i myślę, że w ciągu następnych kilku lat będę podążał dalej w tym kierunku. W przyszłym roku też w Wiedniu pierwszy raz zaśpiewam Cavaradossiego w „Tosce”. To są role, które leżą każdemu tenorowi na sercu i każdy chce je zaśpiewać. Długo z nimi zwlekałem, ale teraz przyszedł na to czas i bardzo się cieszę, że mogę je włączyć do swojego repertuaru.

A wcześniej usłyszymy Pana już w najbliższą niedzielę na scenie Lyric Opera w specjalnym koncercie z pianistą Martinem Katzem. Z przyjemnością będziemy Pana tu witać i oklaskiwać.

– Bardzo dziękuję i cieszę się również z możliwości spotkania z publicznością w Chicago. Do zobaczenia w niedzielę.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Beczała

Recital

niedziela, 25 lutego

godz. 15.00

Lyric Opera w Chicago

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*