Pożegnalny koncert Happy End w Chicago

Artykuł sponosorwany

happy-end

 

Niebawem zagracie w Wietrznym Mieście. Jakie znaczenie w karierze Zbyszka i Danusi miało Chicago i tutejsza Polonia?

Razem z naszymi rodakami na emigracji przeżyliśmy w sumie ponad 18 lat i wiele się od naszych polonijnych fanów nauczyliśmy. Oni byli świadkami naszych wzlotów i upadków. Jedno było zawsze niezmienne – my tworzyliśmy i śpiewaliśmy dla nich, a oni odwzajemniali nasz trud swoją sympatią i poparciem. Chicago ma niezmiennie najważniejsze miejsce w naszych sercach.

Pożegnalna trasa koncertowa to okazja do podsumowań i refleksji. Z czego jesteście najbardziej dumni?

– Pomimo bardzo trudnej i niepewnej drogi naszego życia, dobry los dał nam dwójkę wspaniałych dzieci: Rafała (35) i Michelle (28) oraz całkiem niezłą kondycję fizyczną. Poza tym jesteśmy dumni, że pomimo upływu dziesiątek lat, pozostaliśmy wierni swoim ludzkim i muzycznym ideałom. I że w dalszym ciągu mamy dosłownie miliony wielbicieli i fanów naszej twórczości.

Zbyszek i Danusia mimo upływu lat dla wielu osób niezmiennie pozostają gwiazdami. Jaka jest recepta na wasz sukces estradowy?

– Na ten sukces składa się wiele czynników: talent, znajomości, sporo gotówki i wiara w swoje powołanie. Oraz wierna publiczność.

Poza estradą w życiu prywatnym tworzycie również zgrany duet. W czym tkwi tajemnica szczęśliwego małżeństwa?

– Znalazłem najwspanialszą osobę pod słońcem, która pomaga mi swoją obecnością, taktem i talentem, aby moja praca była przyjemnością, a nie tylko obowiązkiem. Jest moją muzą i natchnieniem. Od wielu lat tylko dla niej piszę kolejne utwory, a ona je znakomicie wykonuje. To, że jesteśmy przez prawie 40 lat razem w życiu i na scenie jest niewątpliwie w dzisiejszych czasach ewenementem. Ale nie zamierzamy tego zmieniać. Poza tym, krótkie rozłąki pomagają tęsknić i kochać goręcej.

Jak to się dzieje, że po tylu latach na wasze koncerty wciąż przychodzą tłumy?

– To jest raczej złożone zjawisko. Przede wszystkim nasza muzyka i teksty trafiają do serc i dusz naszych rodaków. Nie powielamy, nie małpujemy nikogo. Poza tym jesteśmy sobą, bez noszenia nosa wysoko i pokazywania, że jesteśmy od kogoś lepsi. Nasze melodie są łatwe do zapamiętania i do śpiewania razem z nami. Inną sprawa to teksty. Treść naszych piosenek jest bardzo bogata i bliska życia każdego z nas. Możemy tutaj mówić o magii: naszej scenicznej osobowości oraz publiczności, która jest integralną częścią naszych sukcesów i która uosabia się z nami duchowo. Magia to Chicago, które wciąż nam w duszy gra…

Jak można podsumować w pigułce działalność artystyczną grupy Happy End?

– Tego się nie da zmieścić w jednej pigułce. Działamy już 40 lat i ciągle końca tej działalności nie widać. Chociaż gramy nasz pożegnalny koncert w Chicago, to nie mogę z całą pewnością powiedzieć, czy nie będzie jeszcze innych odsłon tego wydarzenia. Na sukces każdego artysty składają się subiektywne i obiektywne okoliczności. Jeśli publiczność lubi wykonawcę i akceptuje jego twórczość, wówczas artysta musi podążać tą drogą i być wiernym swojemu wizerunkowi, zarówno osobowemu i muzycznemu, aby nigdy nie zawieść swoich fanów. A tak w pigułce – mamy przebojową muzykę, dobre teksty i profesjonalne wykonanie.

Czego możemy spodziewać się podczas koncertów w Chicago w ostatni weekend listopada?

– Wszystko zależy od najważniejszego elementu naszych występów – od naszej publiczności. Jeśli zechce ona towarzyszyć nam w tej pożegnalnej uroczystości i jeśli będzie gotowa na dobrą, wspólną zabawę, wówczas nasze marzenie się spełni, a my będziemy bez granic szczęśliwi. To będzie prawdziwy HAPPY END!

Rozmawiała Agnieszka Topolska

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*