Polskość promowana smakiem

Właściciele restauracji Tata’s Pierogi mają śmiałe i wielkie marzenie – chcą stworzyć ogólnoamerykańską sieć restauracji z polską kuchnią. Są przekonani, że swojskie pierogi i flaczki to najlepszy sposób na promowanie polskości.

Leszek Jakubowski i Aneta Olesiak pierwsze pierogi ulepili w domowej piwnicy. W Polsce kupili maszyny do robienia pierogów i zaczęli produkcję. Zapraszali znajomych na pierogowe degustacje, testowali różne smaki i farsze. Początki były trudne, zdarzało się, że pracowali od rana do północy, albo i dłużej. Ich sposób na sukces – wkładać w pracę całe serce i nie zaniedbywać najdrobniejszych nawet szczegółów.

Leszek po 17 latach pracy jako chicagowski kontraktor miał marzenie, żeby mieć w końcu stałe miejsce pracy. – Chciałem mieć takie miejsce, do którego przyjeżdżam co rano, otwieram, a po całym dniu pracy zamykam i jadę do domu. A że pracowałem przy budowach, remontach i serwisowaniu wielu restauracji, miałem okazję podpatrywać ich pracę. Od dawna marzyła mi się pierogarnia. Na początku myślałem, żeby sprzedawać czyjeś pierogi, ale Aneta uparła się, że musimy gotować własne.
– Jak sprzedawać pierogi, to dobre i takie, jakie sami chcielibyśmy zjeść. Tworzymy własne wersje pierogów, niekoniecznie tylko ruskie i z kapustą i grzybami. Chcieliśmy, żeby nasza restauracja miała swój niepowtarzalny charakter, a nasze jedzenie – niezapomniany smak – dodaje Aneta.

Kiedy niecałe dwa lata temu otwierali restaurację, na chicagowskim rynku istniało już kilka polonijnych firm produkujących pierogi. Konkurencja wydawała się spora i mocna. – Ale przecież każda z tych firm gotuje tak naprawdę te same pierogi. One są dobre, ale nie tak dobre jak nasze. Jestem przekonana, że nasze pierogi są najbliższe tym, które każdy Polak pamięta i zna z rodzinnego domu. Te robione przez babcie i mamy. Nasza kuchnia jest smaczna, bo jest domowa i autentyczna, a przede wszystkim do gotowania podchodzimy z pasją i sercem. Każdy pieróg, który trafia na talerze naszych klientów jest w procesie produkcji dotknięty ludzką ręką. Każdy jest dolepiony, a niektóre rodzaje są robione ręcznie od początku do końca – mówi Aneta.

Właściciele podkreślają, że nie są profesjonalnymi kucharzami, ale do prowadzenia restauracji podchodzą ze stuprocentowym profesjonalizmem. – Codziennie jesteśmy w restauracji, wciąż ulepszamy smaki. Na przykład z placków ziemniaczanych wyeliminowaliśmy mąkę, dzięki temu są smaczniejsze, choć trudniej je się smaży. Codziennie pierwszy usmażony placek kroję na kawałki i każdy w restauracji próbuje, czy nie brakuje soli albo jakichś przypraw – mówi Leszek i opowiada, jak doprawiania potraw uczyli się z Anetą podczas 10-dniowych głodówek zdrowotnych. – Po trzech dniach głodówki zmysł zapachu niezwykle się wyostrza. Przyprawialiśmy jedzenie „na zapach” i okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Później dowiedzieliśmy się, że w ten sposób gotują i przyprawiają najlepsi kucharze świata.

Od samego początku ścierają się kulinarne i biznesowe wizje Leszka i Anety, którzy pochodzą z przeciwległych krańców Polski. Zanim osiągnięty zostanie kompromis potrzeba jest wielu prób, powtórzeń i emocji. Ciasto do pierogów dopracowywali przez pół roku. Ale kiedy osiągają kompromis – jest pysznie.
– Kłóciliśmy się na przykład, czy dodawana do pierogów na wynos śmietana ma być w małym pojemniku razem z pierogami, czy na zewnątrz. W pudełku – żeby się nie zgubiła, na zewnątrz – żeby była chłodna. Staramy się dążyć do perfekcji, nawet talerze w restauracji dobieramy pod względem, żeby sztućce o nie nie zgrzytały – mówi Leszek, który pogodził się już z tym, że Aneta postawiła na swoim a śmietanka jest w pojemniku razem z pierogami.
Zależy im, żeby klienci dostawali to, co najlepsze. Jeśli flaczki – to najsmaczniejsze w Chicago – „prawie po warszawsku”, pierogi – świeże i domowe, kawa – tylko włoska, a piwo polskie, bo też przecież najsmaczniejsze. Stawiają na prostotę – w menu jest trzynaście potraw, i na sezonowość, bo w Polsce inaczej jada się wiosną i latem, kiedy dostępne są świeże owoce i warzywa, a inaczej jesienią i zimą. Wciąż coś ulepszają, szukają nowych smaków. – Najbardziej niezwykłe pierogi, jakie powstały w naszej restauracji to te z nadzieniem z mięsa jelenia. Mięso dostaliśmy od znajomego myśliwego. Pierogi podawaliśmy z sosem z leśnych grzybów. Pyszne! – wspomina Aneta.

Właściciele Tata’s Pierogi – Leszek Jakubowski i Aneta Olesiak

Na pomysł otwarcia pierogarni w Elk Grove Village znajomi pukali się czoło. – Ale w Chicago, w polskich dzielnicach działało ich już kilka. A poza tym, my chcemy wyjść z naszymi pierogami do wszystkich, nie tylko do Polaków – mówi Leszek. Udało się, w zeszłym roku sprzedali prawie dwa miliony pierogów.

Już od drzwi w Tata’s Pierogi uderza połączenie tradycji z nowoczesnością. Leszek Jakubowski tłumaczy, że góralskich bacówek i chłopskich karczm jest mnóstwo, a przecież Polska to nie tylko „folklor i cepelia”. Polska to nowoczesny kraj, a polską kuchnię śmiało można promować korzystając z najnowszych metod marketingowych. Tutaj z pomocą przychodzi amerykańskie wykształcenie biznesowe Leszka. Tata’s Pierogi to firma bardzo aktywna w mediach społecznościowych. Właściciele czują ducha czasów.

W restauracji 70 proc. klientów to Amerykanie. W różnym wieku, od nastolatków po osoby starsze. – Są zachwyceni smakiem. Jedzenie jest świeże, smaki nowe i ciekawe. W menu są też pierogi bezglutenowe i wegańskie – każdy znajdzie coś dla siebie. Przychodzi sporo młodzieży, a starsi, często potomkowie polskich emigrantów, odnajdują w naszych potrawach smaki z przeszłości, z własnego dzieciństwa – mówi Aneta. Miejsca w restauracji nie jest wiele, zaledwie kilka stolików. Nieznajomi siedzą i jedzą razem, zdarza się, że jest taki ścisk, że ludzie jedzą na zewnątrz siedząc na krawężniku.

Tata’s Pierogi to restauracja rodzinna. Pomagają wszystkie dzieci Leszka i Anety – cała piątka. Najstarszy syn, Klaudiusz jest w Tata’s Pierogi menadżerem, ale gdy trzeba staje za kasą, klei pierogi albo sprząta. Dzieci potrafią zrobić w restauracji praktycznie wszystko i, jak podkreśla Leszek, dla nikogo nie jest przewidziana taryfa ulgowa. Podczas pikników i festiwali kulinarnych pomagają wszyscy, nawet najmłodsza 11-letnia Greta.

Leszek i Aneta mają wielkie wspólne marzenie. Planują otworzenie drugiej restauracji w chicagowskim śródmieściu, a potem całej ich sieci. Docelowo – w całej Ameryce. Poprzez kuchnię chcą promować polskość. – Chcemy, żeby Amerykanie kojarzyli Polaków z pysznym jedzeniem. Skoro Meksykanie potrafili przekonać Amerykanów do swoich potraw, a Chińczycy do swoich, pomyśleliśmy, że czas na polską kuchnię. Większość Amerykanów zna smak pierogów, polskiej kiełbasy czy gołąbków, ale my staramy się poszerzyć ich znajomość polskiej kuchni, na przykład o flaczki i żurek. Połowa klientów, którzy spróbowali naszych flaczków, zamawia je powtórnie – mówi Aneta.

Leszek jest pewien, że sieć restauracji z polską kuchnią to przepis na sukces: – Chcemy wprowadzić polskie jedzenie do mainstreamu. Nie widzę ku temu żadnych przeciwwskazań. Polskie szynki i kiełbasy są najlepsze. Pieczywo pyszne. Nasze pierogi są świeże, domowe, robione z naturalnych produktów. Możemy być dumni z naszej kuchni i polskich smaków. Chcemy promować je w całej Ameryce, bo nie są szeroko znane. Czas to zmienić.

Tata’s Pierogi
554 E. Devon Ave.
Elk Grove Village, IL 60007

www.tataspierogi.com

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Dziedzic

  • 1
  • 2
  • 3
  • IMG_5668
  • 4
  • IMG_5650
  • 6
  • IMG_5675
  • 1_1
  • 8 SHAPE
  • IMG_5635
Categories: Polonia

Comments

  1. Piotr-elder
    Piotr-elder 1 kwietnia, 2018, 19:02

    A tradycyjne pierogi z serem albo z kapustą i grzybami?

    Reply this comment
  2. Anna
    Anna 2 kwietnia, 2018, 10:33

    przede wszystkim gratulacje !! Bardzo się cieszę że młodzi ludzie się rozwijają brawo dla was i waszych dzieci życzę z całego serca aby wasza praca zawsze się udawała I wierzę w to ❤️👍Xoxo💋💋💋

    Reply this comment
  3. Mr. J
    Mr. J 2 kwietnia, 2018, 18:13

    Brawo! Oby więcej takich, a polskość nie będzie się tylko kojarzyć z kiełbasą, piwem i disco polo. Polonijne knajpy zatrzymały się w rozwoju na latach 80-tych. Nawet w PL już tak nie podają jak tutaj-kluski i 2 mięsa z burakami. Są może 2-3 restauracje, teraz 4, które serwują jedzenie na poziomie, reszta została w PRL-u.

    Reply this comment
  4. Krystyna
    Krystyna 3 kwietnia, 2018, 19:49

    Gratuluję !!!

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*