Polska wioska na końcu świata. Potomkowie Polaków na Haiti

Cazale, niewielkie miasteczko na Haiti, z polskimi korzeniami fot.Google Map

Cazale, niewielkie miasteczko na Haiti, z polskimi korzeniami fot.Google Map

Dwieście lat temu na polecenie Napoleona przybyli na Haiti polscy żołnierze Legionów Dąbrowskiego. Część z nich osiedliła się w nowej ojczyźnie, dając początek haitańskiej Polonii. Ich dzisiejsi potomkowie mają jaśniejszą karnację, niebieskie oczy, tańczą polkę i uważają się za Polaków.

Polskie Legiony na Santo Domingo

Haiti, wcześniej Santo Domingo, było jedną z najbogatszych kolonii francuskich. Uprawiany tam cukier trzcinowy, bawełna, kawa, indygo i przyprawy przynosiły Francji spory dochód, a na towarach sprowadzanych do Europy można było dorobić się przysłowiowych kokosów. Także miejscowi plantatorzy zbijali na tym bajeczne fortuny. Jednakże wszystko odbywało się kosztem katorżniczej pracy miejscowej ludności. Niewolnicy pracujący przy uprawach byli bardzo źle traktowani, często bici, okaleczeni, zmuszani do nadludzkiego wysiłku czy grzebani żywcem. Po wybuchu Rewolucji Francuskiej pod hasłami „wolności, równości i braterstwa” we Francji zniesiono niewolnictwo i nadano równe prawa wszystkim mieszkańcom, bez względu na kolor skóry. Na Santo Domingo ożyły nadzieje na poprawę losu miejscowej ludności, a francuski komendant wyspy generał Franciszek Toussaint-Louverture ogłosił autonomię kolonii, czyniąc się dożywotnim władcą wyspy, niezależnym od francuskiego protektoratu. Sytuacja ta nie spodobała się Napoleonowi, który postanowił stłumić bunt. Tymczasem w Europie zaczęli sprawiać kłopot polscy żołnierze, którzy służyli mu w Legionach Polskich, a których nie potrzebował już po podpisaniu pokoju z Austrią i Anglią. „Bezużytecznych” żołnierzy z Legii Naddunajskiej postanowił wysłać na Santo Domingo, w celu wzmocnienia francuskich oddziałów pacyfikujących powstanie niewolników. Legionom przewodził gen. Władysław Jabłonowski, który zresztą zmarł na żółtą febrę kilka tygodniu po przybyciu na karaibską wyspę.

W latach 1802–1803 na Haiti zostały wysłane dwie polskie półbrygady. Łącznie w tej karnej ekspedycji wzięło udział około 4,5 tys. Polaków, którzy mieli za zadanie zdławić opór niewolników. Żołnierze pochodzili przede wszystkim z zaboru austriackiego, ale byli wśród nich także mieszkańcy okolic Kielc, Rzeszowa i Radomia. Większość z nich zginęła z powodu chorób i nieprzyjaznego klimatu. Polacy byli zaszokowani brutalnością kolonizatorów. Zaczęli też szybko okazywać zrozumienie dla mieszkańców i wyrażać oburzenie w stosunku do okrutnego traktowania przez Francuzów. W końcu dostrzegli, że z Haitańczykami, którzy walczyli przecież o swoją niepodległość, łączy ich więcej niż z Francuzami. Z tego powodu Polacy dzielnie, ale dość niechętnie walczyli z buntownikami. Część z nich przeszła na stronę powstańców. Ocalało niespełna 1000 legionistów, z czego 30 oficerów i 300 żołnierzy powróciło do Europy, a około 400 z nich osiedliło się na San Domingo, dając początek Les Polonais. Powstanie zakończyło się zwycięstwem Haitańczyków, którzy do tej pory wspominają polskich żołnierzy odmawiających wykonania brutalnego rozkazu wymordowania kilkuset czarnych jeńców.

fot.Nhobgood Nick Hobgood /Wikipedia

fot.Nhobgood Nick Hobgood /Wikipedia

Polak, Haitańczyk – dwa bratanki

Pozostanie Polaków na Haiti było dość dużym wydarzeniem dla mieszkańców wyspy. Z inicjatywy pierwszego cesarza Haiti Jakuba I Dessalinesa w pierwszej konstytucji Haiti z 1805 roku zabroniono białym ludziom osiedlania się i posiadania własności ziemskiej (Art. 12: „Żaden biały, jakakolwiek byłaby jego nacja, nie będzie mógł postawić nogi na terytorium Haiti jako pan albo właściciel”), ale zapis ten nie dotyczył Polaków (Art. 13: „Poprzedni artykuł nie będzie stosowany zarówno do białych kobiet, które są naturalizowane przez rząd, jak i dzieci przez nie urodzonych. Ponadto są objęci w mocy tego artykułu Niemcy i Polacy naturalizowani przez rząd”). Dessalines wydał także zakaz zabijania polskich żołnierzy, a także nadał im haitańskie obywatelstwo, nawet tym, którzy walczyli po stronie Francuzów – uważał bowiem, że Polacy są narodem miłującym wolność, o którą musieli sami wielokrotnie walczyć.

Echa Polski

Polacy zostając na Haiti, żenili się z tamtejszymi kobietami i zakładali rodziny, co z czasem spowodowało wymieszanie się z lokalną społecznością. Ponoć ostatni Polak, który przyjechał na Santo Domingo, zmarł w 1890 roku. Rząd Haiti przypominał sobie o istnieniu Polaków podczas wizyty Jana Pawła II. W 1983 roku zebrano grupę Polaków z Cazale i przewieziono na lotnisko w Port-au-Prince w celu powitania papieża. W czasie papieskiej pielgrzymki dzieci z Cazale witały Karola Wojtyłę tradycyjnymi polskimi piosenkami. Przebywając w sektorze dla gości honorowych, mieli możliwość bezpośredniej rozmowy z papieżem, który zapewnił ich o pomocy, ponieważ „wszyscy jesteśmy Polakami i musimy sobie pomagać”. W relacji jednego z mieszkańców wioski: „Papież mówił, że Polska i Haiti to jeden naród. Wtedy naszym krajem rządziła dyktatura, to był ważny gest dla naszego narodu. Papa Karol dał siłę Haiti, przyjechał, by nam pomóc. Po jego śmierci nasz kraj stracił ojca”. Polonia w Cazale przypomina sobie również mecz, kiedy Polska wygrała z Haiti 7:0. „To było nieszczęście dla wszystkich Haitańczyków, ale dla nas, którzy jesteśmy pochodzenia polskiego, to była także radość, że przegraliśmy, ale z Polakami”. W latach 80. słynny polski reżyser teatralny Jerzy Grotowski, którego przodek o tym samym nazwisku brał udział w karaibskiej kampanii, wyruszył na Haiti w poszukiwaniu swojego krewnego. Okazał się nim niejaki Amon Fremon, kapłan wudu, którego Grotowski zabrał na rok do Polski, aby pokazać mu kraj jego przodków. W Cazale reżysera zapamiętano jako „Blokowski” lub „Detopski”.

Pamiątkami po legionistach są m.in. nieliczne obyczaje takie jak taniec “polka”, warkocze zaplatane na słowiański sposób i kilka powiedzeń typu: „Là-bas en Pologne” (Tam w Polsce)

Poto = Potocki

Górska i niedostępna wieś Cazale jest głównym ośrodkiem, który zamieszkuje Polonia na Haiti. Czas płynie tam bardzo wolno, a rytm życia wyznacza pianie koguta. Wioska nie posiada dobrej drogi dojazdowej, większość domów zbudowana jest ze słomy, oblepionej błotem i liśćmi bananowca. Dwa bardziej okazałe domostwa przypominają budownictwo środkowoeuropejskie. Do 1996 roku istniał murowany kościółek katolicki, ale uległ zawaleniu. Zachował się jednak obraz Matki Boskiej, nawiązujący do wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej. Brakuje tam elektryczności, bieżącej wody, sklepów. Wcześniejsza nazwa miejscowości Canton de Plateaux, została zmieniona przez Polaków, prawdopodobnie na cześć pierwszego osadnika, Zalewskiego, którego nazwisko uległo skróceniu – Zal. Najczęściej spotykane nazwisko to Belno, pochodzące od Belnowski. Żyje tam także około 200 rodzin o nazwisku Poto. Powszechnie uważa się, że Poto to skrót od Potocki. Wiele nazwisk, które są obecnie nazwiskami haitańskimi albo francuskimi, ma polskie pochodzenie. Wszystkie nazwiska ludzi z Cazale zostały sfrancuszczone i pozbawione polskich końcówek. Zostało to dokonane ze względów praktycznych, gdyż trzeba było, aby Les Polonais wtopili się w społeczność haitańską. Inne przykłady nazwisk to Felurisca, Dorlusca, Cherisca, Trelusca, które przypominają polskie nazwiska kończące się na ‘ska’. Najczęściej ludzie długo używali swojego rodowego nazwiska, ale jeżeli dziecku nadawano nazwisko przyjaciela, wtedy nazwisko rodziców ulegało zatarciu. Bezsprzecznie jednak wszyscy, którzy przyjeżdżają do Cazale, od razu zauważają, że mieszkańcy mają inne pochodzenie niż pozostała ludność Haiti.

Polski legion na Saint Domingue, January Suchodolski fot.Wikipedia/Google Map

Polski legion na Saint Domingue, January Suchodolski fot.Wikipedia/Google Map

„Chcielibyśmy, aby Polska wiedziała, że my także jesteśmy jej dziećmi”

Większość mieszkańców Cazale ma biały kolor skóry lub jest Mulatami. Niektórzy z nich mają niebieskie oczy i blond włosy lub po prostu europejskie rysy twarzy. Haitańczycy pochodzenia polskiego zajmują się przede wszystkim rolnictwem; uprawiają kukurydzę, sadzą fasolę, proso, banany i inne rośliny. Obok rolnictwa zajmują się także rzemiosłem. Głównym zajęciem kobiet jest handel żywnością. Mówią o sobie, że są Polakami i są z tego niezwykle dumni, chociaż nie mówią po polsku. Chętnie nawiązują do swoich korzeni, głośno o tym wspominając: „Moja mama nazywa się Anna Maria Lowiński. Gdy byłam mała, jej rodzina wydawała mi się dziwna, była bardzo jasna, z oczami szarymi lub zielonymi. Cieszę się, że gdzieś w innym dalekim kraju mam braci, kuzynów, że mam tam rodzinę. I bardzo bym chciała, by kiedyś ktoś tu kiedyś na Haiti lub w Polsce przedstawił mi się: ‘jestem również Lowiński’”. Inny mieszkaniec Cazale w taki sposób wyraża swoją dumę: „Jestem pochodzenia polskiego, moi przodkowi byli Polakami. Ze strony ojca też jestem pochodzenia polskiego. Jestem dumny, że ja sam jestem Polakiem, czuję się Polakiem. Bez tej dumy nie ma życia”. Miło wiedzieć, że gdzieś na końcu świata są ludzie, którzy są dumni ze swojej polskości i kochają kraj nad Wisłą, chociaż nigdy w nim nie byli.

Słowiański warkocz

Niestety nie zachowały się żadne dokumenty czy zdjęcia z przeszłości. Pamiątkami po legionistach są polskie nazwiska na sporadycznych już nagrobkach. Pozostały też nieliczne obyczaje takie jak taniec “polka”, warkocze zaplatane na słowiański sposób – zupełnie nieznane w tamtych rejonach i kilka powiedzeń takich jak: „Là-bas en Pologne” (Tam w Polsce), „M-ap Fe Krakow” (robić coś jak w Krakowie, czyli bardzo porządnie, dokładnie), „Chajé kou Lapologn” (szarżować jak Polska, czyli w dużej liczbie, skutecznie). Polacy przywieźli też na Haiti podobiznę Czarnej Madonny, którą darzyli wielką czcią i która obecnie jest w prawie każdej haitańskiej świątyni, czczona jako bóstwo płodności i kobiecości. Do dziś historia braterstwa haitańsko-polskiego jest na wyspie żywa, a pamięć o Polakach, którzy walczyli po stronie rewolucji, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Dorota Maziarz

 

Categories: Historia, Polonia

Comments

  1. Marcin
    Marcin 17 June, 2015, 12:08

    Rzadko kiedy spotyka się kogoś tak bardzo utalentowanego 🙂 Naprawdę, rzadko kto ma taki talent do pisania jak Ty, a wiem co mowie, ponieważ dane mi było czytac naprawdę dużą ilosc roznego rodzaju blogow o roznej tematyce. Twoj jest naprawdę wyjątkowy w tym calym gąszczu 🙂 Polecam go szczerze kazdemu, kto szuka czegoś do czytania w sieci.

    Reply this comment
  2. Renata NYC
    Renata NYC 21 June, 2015, 16:56

    W pracy poznałam kilku Haitańczyków i byli dla mnie bardzo mili. Powiedzieli mi powyżej przedstawioną historię Polaków na Haiti. Dzięki za artykuł. Jeden chciał ode mnie obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej.

    Reply this comment
  3. SantoJacinto87
    SantoJacinto87 9 October, 2015, 04:17

    Bardzo fajny artykuł, jednak wymagałby nieco uzupełnienia 🙂
    Należy podkreslić, że Polacy NIGDY nie posiadali ŻADNYCH niewolników, NIGDY też nie byli kolonizatorami, a wręcz przeciwnie – walczyli przeciw kolonizatorom i oprawcom, byli zawsze po stronie uciśnionych i zniewolonych. Nawet gdy zachód proponował Polsce Madagaskar, Polska odmówiła. Wzmianki o zamiarach kolonizacji Florydy przez Polaków, które kiedyś gdzieś słyszałem, to także wyssane z palca mity, po to aby można było sobie pogdybać jak by było fajnie mieć działkę w tropikach, a jednocześnie aby zachód mógł podzielić się z nami swoimi grzechami, swoją winą za kolonizację i ucisk ludności tubylczej. Zamiar kolonizacji jest tu wytykany jako grzech, a Polacy nawet takich zamiarów nie mieli.
    Polskie legiony na Haiti byli zesłane przez Napoleona przymusowo w liczbie około 5500. Wtedy ta część wyspy nosiła nazwę Saint-Domingue. Polacy dopiero docierając na miejsce zorientowali się, że na wyspie faktycznie ma miejsce bunt, ale jest to bunt ludzi zniewolonych, którzy walcza o wolność, a oni mają ów bunt krwawo stłumić. Walczyli niechętnie, a Haitańczycy od razu zmiarkowali się, że w Polakach nie ma okrucieństwa, którym za to Francuzi wręcz emanowali. Należy dodać, że polski generał Władysław Franciszek Jabłonowski był mulatem, co mogło wzbudzać wśród Haitańczyków skrytą sympatię do Polaków.
    20 lat wcześniej, w Polsce miała sytuacja bardzo podobna jak ta na Haiti, gdyz Polacy musieli walczyć o wolność i wyrwanie się spod jarzma zaborców: Prus, Austrii i Rosji. Tak jak Haitańczycy, tak te wcześniej Polacy musieli stoczyć wielką liczbę bitew i walczyć o swoje prawo do wolności. Na skutek tego, wielu Polaków zaczęło podziwiać Haitańczyków i ich serce do walki, co sprawiło, że ogromna większość naszych żołnierzy dezerterowała z francuskiej armii i przeszła na stronę haitańskich niewolników, walcząc przeciwko Francuzom. Polacy brali udział w rewolucji haitańskiej w 1804 i przyczynili się do pokonania Francji. Kiedy Haiti zyskało niepodległość, Polacy jako jedyni biali zostali jako CAŁY NARÓD uznani za “braci”, Polscy legioniści dostali prawo do osiedlenia się na na Haiti, oraz prawo do poślubienia haitańskich kobiet. Około 600-700 Polaków zdecydowało się na powrót, cała reszta została. Ci, którzy zdecydowali się wrócić byli traktowani z pogardą przez cały zachód, cześć została siłą wcieleni do armii brytyjskiej i traktowano ich jak niewolników.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Reply this comment
    • Sławek
      Sławek 29 November, 2016, 07:25

      Uzupełnienia wymaga ten wpis. Polacy posiadali prawie niewolników, brutalnie kolonizowali Ukrainę paląc wioski i cerkwie jeszcze w latach trzydziestych. Lokalni mieszkańcy odplacili się pięknym za nadobne dekadę później

      Reply this comment
      • John G
        John G 2 December, 2016, 06:20

        Sławek,
        podziel się z nami źródłem skąd czerpałeś swą wiedzę…
        a… palenie wiosek i cerkwi, to jednak nie to samo co mordowanie ludzi w bestialski sposób

        Reply this comment
      • kat polski
        kat polski 21 January, 2017, 05:59

        ty,siczowy chamie-co jeszcze wymyślisz?

        Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*