Polska diaspora a asymilacja. Nie tędy droga?

Polska diaspora a asymilacja. Nie tędy droga?

Czas, by przedstawić pomysły na ocalenie polskiej diaspory przed asymilacją – apeluje Waldemar Biniecki i prezentuje swoje poglądy i propozycje dotyczące zmiany pozycji i postawy Polaków mieszkających za granicami kraju. Zaprasza też wszystkich chętnych do rzeczowej dyskusji.

Skąd się biorą emigranci? Odpowiedź jest bardzo prosta: wyjeżdżają z kraju za chlebem. To dziewiętnastowieczne odniesienie nie zmieniło się tak bardzo w nowych realiach. Co zrobić, by emigrantów zatrzymać? Odpowiedź na to pytanie również jest bardzo prosta i należy ją mocno podkreślić: tylko silna i dostatnia Polska zatrzyma emigrację. 

Mieszkam w Stanach już 14 lat i cały czas zbieram moje obserwacje na temat społeczeństwa amerykańskiego i polskiej diaspory. Jednym z moich odkryć jest to, że Amerykanie liczą się głównie ze społeczeństwami bogatymi i silnymi. Dlatego Francja, Wielka Brytania, Niemcy, a nawet Chiny budzą u nich respekt i szacunek, a takie wartości jak „za wolność waszą i naszą” można odłożyć na półkę historii. XXI wiek to zupełnie inna era, pozbawiona charyzmatycznych przywódców, w której liczy się tylko prosty rachunek ekonomiczny.

Tyle tytułem wstępu. Przejdę więc szybko do meritum sprawy, a mianowicie do polskiej diaspory, która przy sprawnej polityce zagranicznej mogłaby stać się jej efektywną grupą wpływu na politykę krajów, które Polacy zamieszkują. Jednakże musimy mieć na tę kwestię jakiś sensowny i zintegrowany pomysł, a nie dostrzegam takiego pomysłu w pracy z Polonią ani w USA, ani w innych zakątkach świata, w których mieszkają Polacy. Dlaczego? Bo Polonii brakuje charyzmatycznych liderów i pomysłów na to, co taka grupa miałaby robić. Polska diaspora jest, tak jak polskie społeczeństwo w kraju, podzielona, i tak naprawdę trzeba zacząć od początku budowanie polskich społeczności na świecie.

Od krótkiej diagnozy przejdźmy do pomysłów. Jak wykreować nowych liderów dla polskiej diaspory?

  1. Cel działania takiego przedsięwzięcia powinien być jasno określony: chcemy pomóc nam samym i naszym dzieciom, chcemy promować polską kulturę, język, polski biznes i naukę. Pragniemy jako Polacy żyjący poza Polską mieć wpływ na politykę kraju, w którym mieszkamy.
  2. Należy stworzyć przy którymś z uniwersytetów (w kraju zamieszkania danej grupy) szkołę polonijnych liderów oraz wspomóc ją programem zewnętrznym (outreach). Model powinien posiadać aspekt dwujęzykowy: język polski i język danego kraju. Załóżmy, że dany uniwersytet posiada katedrę języka polskiego – program ten mógłby być rozszerzony poprzez komponent online z kursami języka polskiego, polskiej historii i elementami budowy polskiej diaspory. Ponadto wyobraźmy sobie dodatkowego konsultanta, który działa w terenie, pomagając budować polską grupę w danym kraju zamieszkania. Nie byłby to pracownik polskiego konsulatu, co umożliwiałoby mu działanie w oderwaniu od płaszczyzny politycznej.
  3. Należy ufundować dla najlepszych studentów stypendium na studia z zakresu budowania społeczności lokalnej i umiejętności przywódczych (stypendia muszą być obwarowane jasnymi formami prawnymi, które mówią o pracy dla polskiej społeczności).
  4. Ważne jest wspieranie idei działania dla społeczności lokalnej poprzez ustanowienie nagród za promowanie polskiego dziedzictwa narodowego ze szczególnym uwzględnieniem działań ponad podziałami politycznymi.
  5. Działania takie powinny być objęte bezpłatnym patronatem mediów polonijnych z profesjonalną kampanią marketingową.
  6. Wreszcie może stać już polskie państwo na profesjonalną organizację rządową, która nie tylko uczyłaby języka polskiego na Wschodzie, ale zajmowała się szkoleniem i budowaniem lokalnych społeczności dla globalnej polskiej diaspory.

Przykładowe cele dla grup polonijnych na świecie

Istotą działalności jakiejkolwiek organizacji jest dobry i efektywny plan działania. Musi on wynikać z potrzeb grupy. Programowi musi towarzyszyć także wyraźna wizja. Idealnie byłoby, gdyby projekty czy spotkania odbywały się w dwóch językach. Jeśli chcemy mieć polską organizację lub przedsięwzięcie, to musimy zrozumieć, że język polski nie może być zmarginalizowany bądź wręcz wyrugowany z takiego działania! Efekty działań takich projektów nie mogą mieć charakteru lokalnego. W dobie globalizacji ważne jest, aby działania podejmowane w kraju zamieszkania Polaków żyły nie tylko lokalnie. W dobie mediów społecznościowych stają się projektami globalnymi, dlatego muszą być dwujęzyczne. Ważne jest wręcz angażowanie w polskie projekty za granicą polskich polityków i liderów Polonii z innych krajów.

Posługiwanie się językiem lokalnym przy rezygnacji z języka polskiego jest historycznym błędem. Czas, aby media polonijne zaczęły promować akulturację w szerszym znaczeniu. Przez dekady mówiono nam, aby się asymilować i nawet przy zmierzchu tej polityki ciągle brakuje nam nowego podejścia do polityki społecznej zakładającej wdrażanie akulturacji. Panie i Panowie redaktorzy: czas na zmiany – to wasze zadanie. Akulturacja uczy funkcjonowania naszej grupy w kulturze i języku kraju zamieszkania i umacnia funkcjonowanie i promowanie naszego języka w kraju zamieszkania. Liderzy polskiej diaspory i dyplomacji powinni więc używać dwóch języków, komunikując się ze społecznością w kraju zamieszkania Polaków. Instytucje, które mienią się jako polskie, a nie używają języka polskiego i lekceważą kontakty z Polską, skazane są na przegraną.

A więc: nie musimy się modlić po angielsku w amerykańskim kościele – możemy zawsze mieć z sobą polską książeczkę do nabożeństwa. Jeśli przeciętny Amerykanin może powiedzieć Brzeziński, to można go nauczyć wymowy naszego nazwiska. Więc nie Rick, tylko Rysiu. Nie Tom, tylko Tomek. Nie Binieki, tylko Biniecki. Korzystajmy z polskich tłumaczy w oficjalnych instytucjach, nie dlatego, że nie znamy angielskiego, tylko dlatego, że mamy do tego prawo. Domagajmy się usług w naszym języku. Zwłaszcza w takich miejscach jak Chicago. To bowiem generuje większą ilość miejsc pracy dla naszych rodaków.

  1. Polityka lokalna
Waldemar Biniecki fot.Facebook

Waldemar Biniecki fot.Facebook

Zamiast narzekać na Polonię, że ta nie głosuje na przykład w amerykańskich wyborach, trzeba ją edukować i intensywnie szkolić. Przestańmy siedzieć za biurkiem i zacznijmy spotykać się z Polakami w kościołach, klubach i na spotkaniach organizacyjnych. Ważne jest nakreślenie jasnych celów: kogo popieramy i dlaczego chcemy tam naszych kandydatów, jak i zebranie grupy woluntariuszy i przeszkolenie ich do pracy. Warunkiem realizacji takiego programu jest porozumienie ponad podziałami. Nauczmy się wspierać polskich kandydatów niezależnie od tego czy są demokratami, republikanami, czy zwolennikami PO lub PiS. Nauczmy się także pracować z funkcjonującymi już lokalnymi politykami polskiego pochodzenia. Nawet jeśli są zasymilowani ciągle jest szansa pozyskania ich do wspólnego działania. Istotne jest również to, aby osoby duchowne włączyły się w nurt życia społecznego. Polski ksiądz w polskiej organizacji to najlepszy przykład budowania lokalnej społeczności, szczególnie na obczyźnie. Nie zamykajmy się tylko w parafiach, zachęcajmy wiernych do uczestnictwa w życiu społecznym. Historia polskiego kleru w USA jest tutaj najlepszą ilustracją. Takie wielkie postacie jak: ks. Leopold Moczygęba, ks. Józef Dąbrowski czy ks. Wacław Kruszka są doskonałymi wzorcami do naśladowania.

  1. Współpraca międzynarodowa pomiędzy Polską a krajem naszego zamieszkania

Idealnym rozwiązaniem jest rozwijanie współpracy na poziomie miast siostrzanych. Dobrym przykładem może być współpraca Warszawy i Chicago, ale ważniejsze są kontakty na poziomie mniejszych miast. Nawiązując takie kontakty, powinniśmy doprowadzić do podpisania umów o współpracy i jednocześnie znaleźć lokalnego lidera, najlepiej osobę, która nie jest Polakiem ani nie posiada polskiego pochodzenia, ale jest autentycznie zaangażowana we współpracę z Polską. Ważne jest, aby projekt nie skończył się tylko na podpisaniu umowy. Musi on żyć i umieć przetrwać lokalne wybory i zmiany administracyjne. Rolą polskiej grupy jest stymulowanie tej współpracy również w takich trudnych momentach.

  1. Współpraca naukowa

W czerwcu tego roku miałem okazję być w delegacji profesorów z Kansas State University do Polski. Byłem odpowiedzialny za komunikację i logistykę w Polsce. Celem tej misji było przygotowanie programu (study abroad) dla studentów z KSU oraz nawiązanie kontaktów naukowych z polskimi naukowcami. Wiedza na amerykańskich uniwersytetach na temat Polski jest bardzo ograniczona. Udział międzynarodowych naukowców w ramach konferencji naukowych organizowanych w Polsce jest ciągle mały. Ciągle brak informacji na temat tego, co dzieje się w polskiej nauce. Misja, w której uczestniczyłem, dowiodła jednak czegoś ważnego: Polska posiada bardzo dużą ofertę naukową. Wydaje mi się, że nie potrafimy jej należycie wypromować. Istotną kwestią jest proces umiędzynaradawiania polskich uniwersytetów. Kochani, macie wielu specjalistów Polaków pracujących na zagranicznych uniwersytetach – rozpocznijcie z nimi współpracę.

  1. Współpraca gospodarcza

Tutaj sytuacja jest coraz lepsza. Istotą rozwoju tej sfery jest organizowanie się polonijnych biznesów w izby gospodarcze, organizowanie dla nich stałych szkoleń oraz prezentacji o biznesie w Polsce i jego możliwościach dla lokalnych biznesów w krajach zamieszkania. Ważne jest, aby te izby gospodarcze posiadały narzędzia promujące Polskę i polski biznes. Izby nie mogą zamykać się tylko w obrębie danej aglomeracji, powinny być otwarte na cały kraj, tworząc oddziały w innych miejscach.

  1. Akademia dla polskiej diaspory

Taki projekt mógłby powstać przy którymś z polskich uniwersytetów i mógłby funkcjonować w internecie na kilku poziomach dla młodszych dzieci, młodzieży i dorosłych. Program mógłby zawierać lekcje języka polskiego, polskiej kultury i historii i wiele innych, w zależności od potrzeb uczestników. Mógłby być projektem matką dla projektów funkcjonujących w innych krajach zamieszkiwanych przez Polaków. Mógłby również posiadać program dla liderów polskiej diaspory.

  1. Dokumentowanie historii polskiej diaspory

Jest to jeden z najważniejszych projektów, który nie znajduje zrozumienia już od dłuższego czasu. Od lat współpracuję z Kasią Murawską, która pisze o polskich bohaterach z terenu Wisconsin, Chicago i Michigan.Kasia pisze artykuły i książki, które wydaje w większości za własne pieniądze. Brak jest jednak jakiegoś narzędzia internetowego, gdzie można by publikować biogramy zasłużonych działaczy i bohaterów polskiej diaspory. Wiele źródeł, dokumentów historycznych, artefaktów trafia codziennie na śmietnik. Jako przykład można podać kolekcję Kwaśniewskiego (kliszy i zdjęć polskich emigrantów z lat 1920–30) uratowaną przez prof. Pieńkosia. Istotne jest, aby te artefakty znalazły właściwe miejsce. Zwiedzając Nowy Meksyk w jednym ze sklepów z antykami, wszedłem do pokoju, który wypełniony był wizerunkami polskich świętych. Były tam obrazy, figury, książki w języku polskim, w sumie ok. 300 artefaktów. Skąd to masz? – zapytałem właściciela. Z Milwaukee – odpowiedział.

Z kilkunastu wspaniałych kościołów w Milwaukee wybudowanych przez Polaków w ich użyciu jest tylko jeden. Najpiękniejsza polska bazylika św. Józefa jest całkowicie zasymilowana, a jej archiwa pleśnieją gdzieś w piwnicach, bo nikt nie potrafi ich odczytać – są napisane po polsku. Polscy historycy, czekamy na Was.

Zapraszam do kontaktu: waldekbiniecki.blogspot.com lub biniecki@gmail.com

Waldemar Biniecki – urodzony w Bydgoszczy w 1962 r. W USA od 2000 r., żonaty z Susan (profesor na Kansas State University), syn Daniel Kazimierz ma 8 lat. Od 2010 r. jest prezesem KPA w Wisconsin. Obecnie członek założyciel KPA w Kansas i dyrektor rady doradczej Polish American Communication Initiative – PACI. Właściciel Biniecki Consulting, wykładowca w Kansas State University, działacz polonijny. Hobby – historia, podróże, technologia, polityka. Liberalny konserwatysta.

Źródło: Berry, J. W. (2005). Acculturation: Living successfully in two cultures. International Journal of Intercultural Relations.

Zdjęcie główne: Mapka przedstawia liczebność polskiej diaspory na świecie. Grafika pochodzi z wydanego przez MSZ „Atlasu polskiej obecności za granicą” fot.msz.gov.pl

Categories: Polonia

Comments

  1. Majka Jankowiak
    Majka Jankowiak 15 sierpnia, 2014, 11:39

    Bardzo trafna i ciekawa analiza polskiej diaspory. Nasza emigracja sie starzeje. Coraz mniej młodych Polaków bedzie emigrować do USA skoro mogą znaleźć prace w Europie; blisko rodziny, tanie loty, częstsze wizyty itd. Nie mam pomysłu na wzmocnienie polskości wsród emigrantów. Żyjemy w globalnym świecie i potrzeba trzymania sie swojej kultury i hermetyczność nie jest taka atrakcyjna jak kiedyś.

    Reply this comment
  2. Funio
    Funio 15 sierpnia, 2014, 18:07

    Czy to jakas kolejna inicjatywa MSZ tworzenia polskiej „mlodej Polonii” starowanej zza biurka w Warszawie?

    Reply this comment
  3. Mumpet
    Mumpet 17 sierpnia, 2014, 02:37

    Nie trzeba wywodow zeby znalezc odpowiedz.Jak rzadzacy przestana krasc i niszczyc kraj to bedzie lepiej,bo gozej byc nie moze.Wowczas przy zblizonym poziomie zycia do krajow ,,normalnych,, nikt nie bedzie myslal o wyjezdzaniu.Najlepiej sie mieszka w domu u siebie,ale jak nie ma jak przezyc to niestety trzeba wyjezdzac.Cos jeszcze w temacie?Pozdrawiam tych co jeszcze nie wyjechali

    Reply this comment
    • osa
      osa 17 sierpnia, 2014, 13:07

      Nie trzeba sie rozwodzic.Wystarczy zerknac do slownika aby sie przekonac sie,ze „gorzej” pisze sie przez RZ drogi komentatorze Mumpet.

      Reply this comment
  4. alan
    alan 17 sierpnia, 2014, 14:34

    ja z polski wyjechalem w wieku 17 lat dzisiaj mam 28 musialem sie uczyc zycia wloskiego i stylu zeby sie nie ruznic zabardzo odnich nikt mi niczego nie tumaczyl bylem sam bylo ciezko ale sie nie poddawalem donzylem do celu… wiele gor zdobylem..dzisiaj zasluzylem sobie na szacunek i respekt od wielu obywatelei wloch duzo bierze ze mnie przyklad wielu uzyskalo pomoc od demnie chca sie uczyc od demnie bo wiedza ze przeszlem wiecej niz oni w zyciu mialem zuzne stanowiska pracy od ogrodnika do kelnera w najlepszych restauracjach wloch, straznikiem w citroen ,restauratore mebli antycznych i zabydkow w muzeach wloskich … samemu do celu a mam ich jeszcze duzo za granica nie jest lekko a bledy w ortografi mam poniewaz niemialem czasu na nauke musialem pracowac od malego mialem malo czasu nan nauke ale na starosc bede mial czas to sie jeszcze naucze i poprawie bledy ortograficzne 🙂 duzo polakow oddemnie sie moglo by nauczyc (dzisiaj znam pare jezykow Italiano(latino,7 dialektow wloskiego), e Spagniolo,Arabo,Romeno) ucze sie dalej wciagu zycia sie ucze …siedzenie w domu do niczego cie nie doprowadzi a nauka ci sie znudzi wczesniej czy puzniej . Nie zauje ze wyjechalem dzisiaj moge o wiele wiecej ….. jestem liderem!!!!! w domu tego nie nauczyl bym sie!!!

    Reply this comment
  5. natalia
    natalia 17 sierpnia, 2014, 14:35

    Górale nie mają źle w Polsce, a i tak wyjeżdżają..

    Reply this comment
  6. natalia
    natalia 17 sierpnia, 2014, 14:47

    Wstyd mi za Polaków w USA. Większość tam traci rozum, zachowują się jak pustaki. Między innymi plastikowe dziewczyny(klientki w polskim sklepie) rozmawiające po amerykańsku co chwila przełączając się na polski.. Nie rozumiem też narzekania jak wam źle w USA, nikt wam nie zabrania powrotu. Polska nie chce patriotów, którzy paradują w czapkach „Polska” a niczego dla kraju nie robią. Byłam w Chicago, a także w okolicach (biedne południe i wypaśna północ), nic nie zachęciło mnie do zostania tam.

    Reply this comment
  7. Alicja
    Alicja 17 sierpnia, 2014, 17:09

    Nie można stworzyć „szkoły liderów” – na liderów w danych środowiskach wyrastaja te jednostki, które coś robią i mają cechy liderów. Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób, na jakich prawnych zasadach mogłyby powstac przy uniwersytetach tego typu szkoły? Kto by je zakładał, kto by je finansował? Może raczej wykorzystać już tych liderów, którzy w każdym kraju są i aktywnie działają – tylko trzeba miec pomysł jak.

    Reply this comment
    • Zbyszek Koralewski
      Zbyszek Koralewski 19 sierpnia, 2014, 17:15

      Zgadzam się z panią Alicją i…
      dobrze, że są ludzie tacy jak Pan, którzy się przejmują.
      Uważam, że potrzeba nam jednak pomysłów bardziej realistycznych.

      Reply this comment
      • Marek
        Marek 20 lutego, 2015, 15:24

        Wspólnota polonijna czy to w Stanach Zjednoczonych Ameryki czy tez w innym kraju to dość złożone zjawisko socjologiczne mające wielobarwne oblicze. Krąży powiedzenie że jak spotka się dwóch Polaków to są oni w stanie wygenerować trzy opinie. Nasza narodowa przywara dość jaskrawie ujawnia się w środowiskach polonijnych . W jednych bardziej w innych mniej. Autor artykułu próbuje znaleźć remedium na ten stan rzeczy. Szuka rozwiązań , przedstawia pomysły oraz słucha podpowiedzi. Ma dość bogaty bagaż doświadczeń ponieważ przez pewien okres czasu był prezesem KPA w Wisconsin. Jest tam dość liczna diaspora polonijna która różni się od diaspory polonijnej w Illinois, czy New Jersey. Przez pewien czas była w tzw uśpieniu. Można bez mała powiedzieć że niektórzy emigranci polskiego pochodzenia wstydzili się przyznać do swojego dziedzictwa. Powodów było wiele. Skutkiem tego było że zaczęły tworzyć się takie enklawy coś na rodzaj polonijnego getta. Gdy szefostwo w PAC Wisconsin przejął autor tego artykułu w społeczności polonijnej w Wisconsin coś drgnęło. To tak jakby ktoś otworzył zawór w zbiorniku pełnym energii i inwencji twórczej. Społeczność ta bez względu na swój wiek oraz status dostrzegła swoją atrakcyjność wywodzącą się z polskiego dziedzictwa. Społeczność ta zrozumiała to czego nie chcą lub wstydzą się do tego przyznać niektórzy emigranci z Polski, a mianowicie to że słowo akulturacja ma swój sens i wielką siłę przyciągania i integracji. Te dwa elementy to szczebel na drabinie pokazania swojej inności, odrębności kulturowej wkomponowanej w krajobraz tradycji i kultury kraju w którym obecnie zamieszkują. Wielu z nich zrozumiało że wnoszą oni cenny element nie tylko o znaczeniu historycznym dla Polonii, ale i potrafią w sposób aktywny wpływać na barwność krajobrazu w sensie socjologicznym. Akulturacja stała się dla nich pewnym modus vivendi, sposobem na tworzenie pozytywnego wizerunku Polonii włączając w to młode pokolenie Amerykanów mające polskie korzenie. Stworzona została bowiem pewna ścieżka łagodnego przejścia z akulturacji do asymilacji z korzyścią dla przyszłości Polonii w USA. Powstaje w Wisconsin grupa która jest widoczna coraz wyraźniej na polonijnym firmamencie . Obserwują to polonijni emigranci którzy do tej pory niezbyt chętnie identyfikowali się z Polonią. Lada chwila dołączą do tej grupy . Szukanie lidera jest więc potrzebą chwili. Szkoda by było utracić to co już udało się zbudować i zaprezentować. Szkoła liderów byłaby wspaniałym rozwiązaniem, ale jak niektórzy zauważyli, dość trudnym w realizacji. Alternatywą jest zagospodarowanie istniejących już liderów. Jest ich coraz więcej. Powstają nowe grupy działania , jedne o charakterze politycznym inne o charakterze promocyjno – poznawczym. Każdy kto chce śledzić to zjawisko, bez trudu odnajdzie pewne osoby, nazwiska, Widać że „ryba połknęła haczyk” i to może napawać optymizmem. Wiem że zaraz głos zabiorą malkontenci różnej maści, tzw „zaklinacze deszczu”. Mają to być może w genach, po rodzicach, dziadkach, pradziadkach. Wolno im te geny posiadać ,ale niech nie tworzą burzy w szklance wody bo taka ich postawa potwierdza tylko pewien stereotyp często głoszony przez Amerykanów. Autor artykułu podjął próbę obalenia tych stereotypów. Wspierajmy go w sposób mądry, rozsądny i zrównoważony. Nie bójmy się prezentować swoich pomysłów które autor artykułu z pewnością doceni i wykorzysta je w realizacji swojej misji na rzecz Polonii w USA. Stefan Piotr Mierzwa też na początku swojej misji był odosobniony w swoich pomysłach. Osiągnął piękny i szlachetny cel. Może więc warto wspierać takich oddanych sprawie Polski i Polonii entuzjastów asymilacji przez akulturacje. Obecnie pozycja Polski na arenie międzynarodowej ma swoje 5 minut. Szkoda byłoby to zmarnować. Może więc w USA powstanie społeczność polonijna mająca polskie korzenie, która zbuduje sobie dobrą markę i uwolni się od negatywnych stereotypów, Może do lamusa historii odejdą spotkania polonijne na których rozmawia się tylko w języku angielskim. W dobie tak wszechobecnej globalizacji język angielski stał się językiem w pewnym kręgu kulturowym językiem międzynarodowym. Ale czy nie jest czymś pięknym jak na spotkaniu np KPA rozmawia się po polsku. Język ten zyskuje coraz większą renomę nawet w kręgach młodego pokolenia Polonii w USA a także i w innych krajach. (-) – Akulturacja – termin stosowany w naukach społecznych (m.in. antropologia, etnologia, pedagogika, psychologia, socjologia) oraz naukach o zarządzaniu (m.in. zarządzanie międzykulturowe, kultura organizacji) na określenie zjawisk zachodzących na styku kultur pomiędzy ludźmi (jednostkami i grupami).. (-) Asymilacja kulturowa – proces określający całokształt zmian społecznych i psychicznych, jakim ulegają jednostki, odłączając się od swojej grupy i przystosowując się do życia w innej grupie o odmiennej kulturze.”

        Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*