Polonijny pacjent na łasce losu

 

fot.inspiri/pixabay.com

fot.inspiri/pixabay.com

U Bogdana zdiagnozowano raka. Historia jak jedna z wielu. Równie tragiczna, można by dodać. Poddawał się wymaganej w takich wypadkach terapii, ale tylko do czasu. Miał ubezpieczenie zdrowotne COBRA opłacane przez pracodawcę. Gdy stracił pracę, stracił ubezpieczenie. A terapię trzeba kontynuować. Tylko gdzie? I tu zaczyna się część historii polonijnego pacjenta bez pieniędzy, bez pobytu i bez ubezpieczenia…

– My tym się nie zajmujemy – brzmi odpowiedź w Zrzeszeniu Amerykańsko-Polskim, organizacji niosącej pomoc najbardziej potrzebującym, na pytanie, czy zaopiekuje się nieuleczalnie chorym. ZAP oferuje szeroki wachlarz niezwykle ważnych i potrzebnych usług – od pomocy w poszukiwaniu pracy po leczenie uzależnionych. Prowadzi też schronisko dla bezdomnych. Jednak jedyna informacja, z którą zostaje odesłany chory jest taka, by szukał pomocy w szpitalu powiatowym w Chicago. I na tym koniec.

I na zrzeszeniu poszukiwania się kończą, bo w metropolii chicagowskiej nie ma innej polonijnej instytucji opieki społecznej, która zajęłaby się nieuleczalnie chorymi. Dokąd więc chory Polonus ma się udać po pomoc? Zwłaszcza że w tym kraju jest nielegalnie, nie ma żadnego ubezpieczenia, o braku pieniędzy nie wspominając.

Chory bez wyboru

Okazuje się, że ważne w całości sprawy jest to, czy pacjent potrafi jeszcze o własnych siłach chodzić, czy już tylko leży. Teresa Mirabella, dyrektorka chicagowskiego schroniska dla bezdomnych Anavim przy chicagowskiej parafii Św. Trójcy, przestrzega, że „niechodzących do siebie nie przyjmuje”. – Chcemy pozostać schroniskiem, a nie zamieniać się w dom starców. Dlatego od naszych pensjonariuszy wymagamy schodzenia po schodach na wspólne posiłki. Tych, którzy są na tyle schorowani, że sobie z tą czynnością nie radzą, kierujemy do innych, bardziej wyspecjalizowanych placówek opiekuńczych – mówi kierowniczka Anavim. Radzi, by chorego, który nie ma rodziny ani żadnej opieki, skierować – w zależności od zaawansowania choroby – do najbliższego szpitala, domu starców lub hospicjum.

I taka jest praktyka: pacjenci przywożeni do szpitali w ostatnim stadium choroby nowotworowej są kierowani do hospicjum. Tam opieka nad nimi polega na podawaniu pokarmów i niezbędnych leków. Nie są poddawani żadnym terapiom.  – Do niedawna był u nas pensjonariusz, który miał raka kości. Był już tak chudy, że dosłownie można było zobaczyć każdą kosteczkę. Gdy jeszcze chodził i potrafił przyjść na posiłek, gdy jeszcze potrafił sam się umyć, to mógł w naszym schronisku przebywać. Gdy osłabł całkowicie, zmuszona byłam odwieźć go do nazaratenek.* Został już tam pod opieką sióstr – opowiada Teresa Mirabella.

– W przypadku pańskiego chorego radzę czekać, aż osłabnie na tyle, by nie mógł już chodzić, i wtedy zgłosić go do szpitala. Do najbliższego szpitala, który pacjenta w ostatnim stadium choroby z całą pewnością przyjmie i się nim fachowo zaopiekuje. Tam zdecydują, czy będą w dalszym ciągu temu człowiekowi pomagać. Jeśli odmówią pomocy, to wyślą do odpowiedniego hospicjum. Nie ma przy tym znaczenia fakt, czy chory ma ubezpieczenie, czy nie – radzi dyrektorka Anavim.

Przytacza przy tym przypadek chorej, której nie odmówiono pomocy. – Nie tak dawno zawieźliśmy kobietę chorą na zaawansowaną białaczkę do szpitala powiatu Cook im. Johna Strogera jr. Tam lekarze bez wahania podjęli się jej leczenia. Chora otrzymywała regularnie krew, jednak mimo wysiłków personelu poziom białych ciałek ciągle spadał. W końcu lekarze zdecydowali się ją wypisać. Pacjentka otrzymała skierowanie do należącego do szpitala powiatu Cook domu spokojnej starości w południowej dzielnicy Chicago. Tam przebywała na oddziale, na którym można ją było odwiedzać, lecz nie była poddawana żadnemu leczeniu. Żyła jeszcze jakiś czas ze świadomością, że szpital zrobił dla niej wszystko, co tylko możliwe – mówi dyrektor Mirabella i przypomina, że wkrótce otwiera schronisko dla bezdomnych kobiet. Należy się spodziewać, że i tam znajdą się pacjentki nieuleczalnie chore, dla których trzeba będzie szukać leczenia. – Nigdy się nie zdarzyło, by pacjentom z listem rekomendacyjnym z mojego schroniska szpital powiatu Cook odmówił pomocy – zapewnia dyrektorka.

fot.PublicDomainArchive/pixabay.com

fot.PublicDomainArchive/pixabay.com

W metropolii chicagowskiej nie ma polonijnej instytucji opieki społecznej, która zajęłaby się nieuleczalnie chorymi

Jedyne takie miejsce w mieście

– Chyba jedynym, ale i najlepszym rozwiązaniem trudnej sytuacji pana Bogdana jest szpital powiatu Cook – radzi z kolei pani Roma, która prosi, by nie podawać jej nazwiska. Sama wielokrotnie korzystała z usług tej placówki medycznej, w której w lutym usłyszał groźną diagnozę jej małżonek Janek. Mąż cierpi na raka strun głosowych. – Całkiem niedawno dzwonił do mnie osobiście onkolog ze szpitala powiatowego z pytaniem, kiedy przyjdę na terapię – przyznaje Janek. Zapewnia, że do tej pory był traktowany dobrze i na poziom usług medycznych nie może w żadnym razie narzekać. Szpital zgodził się nawet przeprowadzić operację strun głosowych, jednak pacjent nie chce wyrazić na to zgody.

Pan Janek nie ma ubezpieczenia i razem z żoną od dość dawna korzysta z usług szpitala powiatowego. Pani Roma leczy się tam od 14 lat. Kiedyś lekarze tej placówki pomogli jej w chorobie tarczycy. Pytana o procedurę przyjęć do szpitala przyznaje, że wszystko zależy od rodzaju schorzenia. W przypadku choroby wymagającej natychmiastowego leczenia radzi zgłosić się bezpośrednio do izby przyjęć. Nie pytając o pieniądze czy ubezpieczenie, szpital robi wszystkie wymagane badania i rozpoczyna leczenie. W przypadkach niewymagających natychmiastowej interwencji lekarskiej trzeba natomiast udać się do starej siedziby szpitala powiatowego, gdzie w przychodni przyjmują lekarze ogólni. W rejestracji należy wyjaśnić, dlaczego nie posiada się ubezpieczenia medycznego. Nasz rozmówczyni zapewnia, że nikt nie pyta, czy pacjent przebywa w tym kraju legalnie, czy nie. Później, gdy już przyjdą rachunki, zaleca udać się do wydziału finansowego, który mieści się w nowym budynku szpitalnym, gdzie jest mówiąca po polsku osoba, która wytłumaczy, jak należy wszystko załatwić. Przypomina, że należy mieć z sobą rozliczenie podatkowe z ostatniego roku, rachunki ze swoim adresem oraz dwa dokumenty tożsamości ze zdjęciem. Koniecznie trzeba przedstawić paszport. Wówczas szpital umarza wszystkie rachunki i na rok przyznaje prawo do bezpłatnego leczenia. Po roku przywilej ten najczęściej ulega przedłużeniu.

– Mój mąż przeszedł niedawno skomplikowany zabieg leczenia schorzenia kręgosłupa. W roku ubiegłym miał robione by-passy. Wszystkie te zabiegi przeprowadzono w szpitalu powiatowym. Mówią, że to jedyny szpital w Ameryce, który całkowicie umarza rachunki, ale do końca nie wiem, czy to prawda. Wiem natomiast, że jest najlepszy, bo ze wszystkich wykonanych przez tę placówkę usług jestem bardzo zadowolona. Jednym słowem polecam – mówi Roma.

Jak widać chory nie ma w Chicago wielkiego wyboru. Na szczęście szpital powiatowy cieszy się dobrą reputacją jeśli chodzi o poziom usług medycznych, także ci, których portfel świeci pustką, nie mają ubezpieczenia, a poziom angielskiego wyklucza porozumienie, mogą liczyć na to, że nie zostaną pozostawienie sami sobie. Pod warunkiem jednak, że dadzą radę do szpitala dojechać i odczekać wiele godzin w bardzo długich kolejkach na izbie przyjęć. Ale to już zupełnie inna historia.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

*Saint Mary of Nazareth Hospital Center,  2233 W. Division Ave., Chicago

 

Categories: Polonia

Comments

  1. Elzbieta
    Elzbieta 6 lipca, 2015, 07:44

    Wartościowy materiał. Zawarte w nim informacje przydadzą się niejednemu rodakowi.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*