Polonia in flagranti, czyli Messi, pojawianie i gręboszowianie

W zeszłym tygodniu odbyło się kilka, znaczących dla Polaków, ogromnych imprez stadionowych. Na kortach Wimbledonu rozgrywano najbardziej prestiżowy turniej tenisowy, który nomen omen był dla nas historyczny, w Chicago, na stadionie Soldier Field królował wielki na świecie piłkarz Leo Messi i jego równie wielcy przyjaciele, a w Warszawie, na Narodowym, blisko 60 tysięcy osób z wielką radością i nadzieją wysłuchało rekolekcji ugandyjskiego księdza – Johna Bashobory. Afrykański charyzmatyk, znany doskonale chicagowskiej Polonii, nawoływał nie tylko do miłości do Jezusa, ale też każdego człowieka. Teoretycznie nie musiał, bo w każdą religię, nie tylko katolicką, a nawet ateizm wpisane jest poszanowanie drugiego człowieka.

inflagranti

Niestety w praktyce wygląda to zgoła odmiennie.

Agnieszka Radwańska, po przegranym półfinale Wimbledonu z Sabine Lisicki nie tylko zlekceważyła swoją rywalkę, ale też całą publiczność, uciekając bez najmniejszego gestu sympatii z kortu. Za to Brytyjczycy odpłacili się delikatnie mówiąc niechęcią do Jerzego Janowicza w półfinałowym meczu z ich pupilem Andy Murrayem.

Z kolei organizatorzy meczu „Messi & Friends” pokazali swój wyjątkowo dowcipny stosunek do chicagowskiej Polonii. Najpierw wabili ją na plakatach jeszcze większą od argentyńskiego idola sylwetką Roberta Lewandowskiego, by w ostateczności, na zaledwie dwa dni przed meczem poinformować, że najlepszy piłkarz znad Wisły nie pojawi się w Chicago, podobnie jak jego dwóch pozostałych kolegów. Choć nabici w butelkę, nie wznieciliśmy zamieszek na ulicach miasta, jak pewnie zrobiliby to Latynosi w przypadku absencji Messiego, ale wspólnie z hiszpańskojęzycznymi braćmi kibicowaliśmy bohaterowi Barcelony i jego kolegom po fachu.

Przywołując słowa księdza Bashobory, z jednej strony wykazaliśmy się godną chrześcijanina postawą, a z drugiej, nie ma co ukrywać – pragmatyzmem. Co kompletnie nie dziwi, bo na co dzień nie często zdarza się okazja, by na żywo, w jednym miejscu zobaczyć boskiego Messiego, Lugano, Cesara, Henry’ego, Maloudę, Songa czy Mascherano.

Za to prawdziwą miłością bliźniego wykazali się organiza¬torzy dwóch weekendowych pikników. W tym samym czasie i w tym samym miejscu, czyli w parku u zbiegu ulic Irving Park i Cumberland, bawili się Gręboszowianie i Pojawianie. Radości i zabawy było co niemiara.

I nawet przez chwilę nikt nie wspomniał źle o konkurencji. Wręcz przeciwnie. Zresztą zobaczcie Państwo sami.

Messi i przyjaciele na Soldier Field

inflagranti10

Piknik gręboszowian

W ostatnia niedziele chicagowianie pochodzenia gręboszowskiego zacnie bawili sie na polanie w znanym wszystkim Polonusom parku u zbiegu ulic Irving Park i Cumberland. Jakby ktoś nie wiedział, to wyjaśniamy, że Gręboszów to wieś położona w Małopolsce, w powiecie dąbrowskim, w miejscu gdzie Dunajec wpływa do Wisły. I w imieniu organizatorów pikniku prosimy nie mylić jej z miejscowością o tej samej nazwie, położonej w województwie łódzkim. Antoni Myśliński – prezes Stowarzyszenia Parafii Gręboszów chwali się, że z jego rodzinnej wsi pochodzi obrońca Westerplatte – major Henryk Sucharski, a w Chicago i okolicach żyje ponad trzy tysiące gręboszowian. Spora ich reprezentacja wzięła udział w pikniku, z którego dochody przeznaczane są zawsze na utrzymanie przedszkola, szkoły, cmentarza i parafii w Gręboszowie.

Cincopa WordPress plugin

Piknik pojawian

W tym samym parku i w tym samym czasie, na sąsiedniej polanie świętowali pojawianie. Organizatorem pikniku był Klub Pojawian. Trudno powiedzieć ilu mieszkańców Pojawia – wsi leżącej w województwie małopolskim, w powiecie brzeskim i gminie Szczurowa żyje w Chicago i okolicach. Chyba nie tak dużo, skoro na zjeździe pojawian z całego świata, który odbył się niedawno w Polsce pojawiło ich się zaledwie 37. Skąd zatem tyle osób na pikniku? Odpowiedź jest prosta. Klub Pojawian pod wodzą Władysławy Nowosad działa prężnie. Współpracuje na stałe z siedmioma innymi klubami, reprezentującymi zaprzyjaźnione miejscowości. Jeśli do tego dojdą rodziny, przyjaciele i sympatycy, to nie sposób nie zebrać kilkuset osób, zważywszy, że jak co roku zabawa jest przednia. O przyjaźni i współpracy międzyklubowej najlepiej świadczy fakt, że pojawianom do tańca przygrywał zespół pochodzących z Brzezin braci Góra, a Brzeziny to wieś w województwie podkarpackim. Oj świat jest mały… Szczególnie w Chicago.

Cincopa WordPress plugin

Edyta Ślusarczyk i Robert Wachowiak

 

 

 

 

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*