Polka skazana na 8 lat za kradzież piwa. Surowa kara czy ostatnia szansa?

Lidia Zuradzka fot.arch. policji

Lidia Zuradzka z Wheeling została skazana na osiem lat więzienia za wtargnięcie do cudzego garażu, z którego ukradła butelkę piwa. W przeszłości Polka była kilkukrotnie aresztowana za wchodzenie do obcych domów w poszukiwaniu alkoholu. Czy sąd wymierzył zbyt surową karę?

19 czerwca 55-letnia Lidia Zuradzka została skazana na sześć lat pozbawienia wolności i 459 dol. grzywny. Kobieta przyznała się, że w sierpniu ub. roku weszła do garażu domu położonego w okolicy 1200 Iota Court i ze stojącej w nim lodówki ukradła butelkę piwa Heineken. W 2014 roku Polka została skazana na cztery lata więzienia za wtargnięcie do domu i kradzież stojącej na stole butelki piwa. Zaniepokojona hałasem mieszkanka domu zaczęła krzyczeć, na co Zuradzka uspokoiłą ją: „chcę piwa” i wyszła. Podobnych incydentów Polka ma na koncie więcej.

Adwokat Piotr Wachowski tłumaczy, że wyrok sądu jest uzasadniony: – Tutaj nie chodzi o kradzież butelki piwa, tylko o włamania do cudzych domów. Ta pani miała już wcześniej kilka spraw kryminalnych dotyczących wkraczania na teren prywatnych posiadłości i włamań do domów. Nie ma znaczenia fakt, że wchodziła przez niezamknięte na klucz drzwi. Nasze prawo zawsze chroni dom i osoby w nim mieszkające. Istnieje nawet powiedzenie „mój dom jest moim zamkiem”. Nikomu nie wolno bez pozwolenia wchodzić do cudzego domu. Ta pani robiła to nagminnie, dodatkowo w czasie, gdy toczyło się postępowanie w poprzedniej sprawie dotyczącej włamania.

Inna sprawa to lekceważenie wyroków sądu. Jeśli ktoś wielokrotnie łamie postanowienia sądu, musi ponieść karę. Uważam też, że wydając taki wyrok, sędzia próbował ochronić skazaną przed nią samą i przed potencjalnie tragicznymi konsekwencjami jej czynów. Przecież ktoś mógł ją zastrzelić, broniąc swojej rodziny i domu. Wyrok jest zasadny, ta osoba musi się nauczyć, żeby nie powtarzać wciąż tych samych błędów.

Wysoki, sześcioletni wyrok zapadł rzeczywiście z powodu recydywy. Z dokumentów sądowych wynika, że kobieta była w przeszłości kilkukrotnie aresztowana za wchodzenie do domów obcych ludzi w poszukiwaniu alkoholu – w roku 2010, 2011 i 2013. W momencie aresztowania za kradzież heinekena Zuradzka przebywała na zwolnieniu warunkowym i była objęta nadzorem kuratorskim. Ponadto w trakcie poniedziałkowej rozprawy Zuradzka przyznała się do jeszcze jednego przypadku wtargnięcia i kradzieży alkoholu, za co sędzia skazał ją na kolejne dwa lata. W więzieniu powiatu Cook Lidia Zuradzka poddała się leczeniu odwykowemu. Bez wątpienia jest uzależniona od alkoholu.

Obsesja picia

Darek uczęszcza na spotkania grup wsparcia dla uzależnionych Polaków w Chicago; nie pije od 22 lat. Zna Lidię ze spotkań, na które przychodziła. – Pojawiła się dobre 10 lat temu, szukała pomocy, chciała przestać pić. Pamiętam, że niejednokrotnie opowiadała, że w czasie ciągów alkoholowych kilka razy dopuściła się kradzieży alkoholu. Wierzę, że to choroba nią kierowała, bo Lidka nie jest osobą złą czy zdemoralizowaną, raczej nadwrażliwą i po prostu chorą. Rokowała dobrze, często przychodziła na mityngi, nawiązywała dobre relacje z innymi ludźmi. Wykazywała wolę zmiany. Niestety, uzależnienie jest chorobą, która się rozwija. To, że ktoś zaczyna trzeźwieć, nie oznacza, że nie będzie pił do końca życia. Ludzie załamują się z różnych powodów i wracają do nałogu. Widocznie, pomimo dobrej woli, choroba okazała się silniejsza. W przypadku Lidki, kradzież butelki piwa nie jest, moim zdaniem, powodem, by zamykać ją na osiem lat do więzienia i izolować ją od społeczeństwa. Myślę, że kara jest szokująco wysoka. Samo więzienie nie uleczy jej pogmatwanego życia, raczej jeszcze bardziej je skomplikuje.

Darek, który nie poda nazwiska ze względu na wymóg anonimowości we wspólnocie, do której należy, spotkał wiele osób, którym alkohol zrujnował życie. Jak mówi, alkoholizm jest połączeniem swoistej alergii na alkohol z potworną obsesją picia.

– Pamiętam przypadek mężczyzny, który w ciągu alkoholowym wpadł pod samochód. Przeżył, ale został inwalidą. Ten człowiek żyje częściowo unieruchomiony w bejzmencie, od świata zewnętrznego dzielą go schody, których nie jest w stanie pokonać. Po roku abstynencji, jego znajomy przywiózł go na spotkanie do naszego klubu. Jego słowa były szokujące, ale pokazują, czym jest obsesja picia. Człowiek ten powiedział, że jego największym marzeniem jest napicie się. Że dałby wszystko, żeby móc stanąć na nogi, pójść do sklepu i napić się wódki.

Więzienie czasem ratuje życie

Ala Hołyk, terapeutka uzależnień w chicagowskim ośrodku Haymarket Center, koordynatorka oddziału Alternative to Incarceration (ATI) mówi, że nie istnieje idealne rozwiązanie, jeśli chodzi o karanie ludzi chorych. – Czy karać człowieka za to, co zrobił z powodu choroby, na którą cierpi? Czy choroba może być usprawiedliwieniem dla czynów karalnych, czy okolicznością łagodzącą? To trudne dylematy. Generalnie, ludzie uzależnieni nie są karani za bycie uzależnionymi. Sądy raczej starają się im pomóc, znaleźć rozwiązanie problemu. Większość sędziów rozumie, że karanie nie pomaga osobom uzależnionym, pomaga im leczenie odwykowe. Dlatego powstały specjalne programy, takie jak ATI, gdzie kierowani są uzależnieni, którzy dopuścili się wykroczeń i lekkich przestępstw, na przykład kradzieży. Sędziowie dają ludziom wybór – albo więzienie, albo leczenie. Większość wybiera leczenie.

Zdaniem Ali Hołyk 8 lat dla Lidii Zuradzkiej jest wynikiem recydywy; terapeutka jest przekonana, że wcześniej wielokrotnie próbowano z pewnością innych rozwiązań, dawano Polce wiele szans. Jej zdaniem, w tym konkretnym przypadku, kara więzienia może być efektywnym rozwiązaniem. – Żeby wyjść z nałogu, potrzebna jest wewnętrzna motywacja osoby uzależnionej, problem w tym, że nie każdy ją posiada. Więzienie jest karą i samo w sobie nie jest motywujące. Kierując osobę uzależnioną do więzienia, nie zmienimy jej sposobu myślenia czy nastroju. Dlatego obecnie w więzieniach istnieją programy odwykowe, są terapeuci, działają grupy wsparcia. Izolacja, wymuszająca abstynencję, stanowi zewnętrzną motywację, która być może wyzwoli w trakcie leczenia motywację wewnętrzną. Znam ludzi, którym więzienie uratowało życie, ponieważ z innych, oferowanych wcześniej form pomocy, nie byli w stanie skorzystać. Czasami nie da się inaczej zatrzymać postępu choroby.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Współpraca Joanna Marszałek

 

Categories: Chicago, Polonia

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 25 czerwca, 2017, 16:27

    Muszę przyznać że ciągle szokuje mnie zwyczaj DZ publikowania zdjęć i nazwisk osób z „polonijnej kroniki sądowej” oraz z „polonijnej izby przyjęć”.
    *
    Oczywiście opisywane przypadki ilustrują poważne, ludzkie problemy i są pożyteczne, pełnią funkcję edukacyjną, być może zapobiegawczą, być może terapeutyczną. Czasami mają zachęcić do materialnej pomocy.
    *
    Gdy pomyślę jednak, że gdy nie daj Boże wpadnę pod dyliżans albo gdy wybuchnie mi mózg po kolejnej audycji Śliwy czy Rzepkowskiego i wszyscy zobaczą kolorowe, wielkoformatowe zdjęcia mojego rozpryśnietego mózgu to robi mi się jakoś tak niewyraźnie…

    Reply this comment
  2. sylwia
    sylwia 26 czerwca, 2017, 10:21

    zdecydowanie za surowa

    Reply this comment
  3. justright
    justright 28 czerwca, 2017, 16:30

    mityngi??? Naprwade juz nie ma innych polskich slow??? Co to znaczy „mityngi”?

    Reply this comment
  4. jol
    jol 29 czerwca, 2017, 07:54

    Trafna ocena tych dwoje dziennikarzy od siedmiu bolesci.

    Reply this comment
  5. Anna
    Anna 29 czerwca, 2017, 08:40

    O jedną butelkę piwa…..

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*