Polskie serce, amerykański duch i bułgarska rola. Polak zagrał w „Chicago P.D.”

Polskie serce, amerykański duch i bułgarska rola. Polak zagrał w „Chicago P.D.”

Zakrwawiony młody Bułgar, który wybiega z restauracji w piątym odcinku siódmego sezonu serialu „Chicago P.D.”, to 23-letni Polak, Bartek Szymański. Jeszcze na długo zanim skończył studia aktorskie na nowojorskim Manhattanie, uczył się grania ról na… boisku w Olsztynie. O sobie mówi, że ma polskie serce i amerykańskiego ducha. Ta kombinacja pozwala mu pokonywać przeszkody, realizować marzenia i odnosić sukcesy w niełatwej branży filmowo-telewizyjnej. Opowiedział o nich w rozmowie z Joanną Marszałek.

Bartek Szymański fot.www.bartekszymanski.com

Joanna Marszałek: Jak polski chłopak z Nowego Jorku znalazł się na planie popularnego chicagowskiego serialu NBC?
Bartek Szymański: – Musiałem zawalczyć o tę rolę, jak o każdą inną. Agent zgłosił mnie na przesłuchanie i poleciałem do Chicago. To była moja pierwsza wizyta w Wietrznym Mieście. Scena, którą miałem odegrać, angażowała dużo emocji i musiałem się do niej dobrze przygotować. Dodatkowo była to moja pierwsza rola telewizyjna, co okazało się trochę trudniejsze niż moje dotychczasowe role. Ale udało się!

Oglądając odcinek widzimy efekt końcowy. Jaka atmosfera panowała na planie „Chicago P.D.”?
– Atmosfera na planie była naprawdę super fajna. Wszyscy mieli bardzo dużo energii, optymistycznego nastawienia i byli przygotowani do pracy nawet o piątej rano. Byłem gotowy na wszystko, bo wiedziałem, że aktorzy, z którymi miałem nagrywać, to przecież gwiazdy w tym mieście. Mimo to byli bardzo profesjonalni, usiedli ze mną i przećwiczyli wszystkie sceny przed nagrywaniem. Na planie „Chicago P.D.” wszyscy, od fryzjerki po charakteryzatora, pracowali bardzo ciężko. Bardzo mi się to spodobało i mam dla nich wielki szacunek.

Masz na swoim koncie wiele ról filmowych i teatralnych, m.in.“The Farthest Apple from the Tree”, filmie nominowanym na festiwalu filmowym w Cannes. „Chicago P.D” to twój debiut telewizyjny.
– Zawsze byłem przyzwyczajony do atmosfery filmowej, gdzie jest jedna kamera i trochę więcej czasu, żeby się przygotować. W telewizji wszystko dzieje się szybciej – jest więcej kamer, więcej techniki, więcej ludzi. Trzeba być naprawdę skupionym i przygotowanym.

Urodziłeś się w Connecticut, lecz dzieciństwo spędziłeś w Polsce. Świetnie mówisz po polsku.
– W Polsce spędziłem pierwsze 5-6 lat mojego życia. Wspomnienia z tego dzieciństwa są mi bardzo drogie. Po powrocie do Stanów bardzo tęskniłem za Polską. Ten problem ma na chyba każdy imigrant, a już na pewno chłopak, który wyjeżdża z kraju w takim wieku. Do tego doszły problemy z językiem, tęsknota za rodziną w Polsce. Bardzo to przeżyłem. W pewnym momencie zdecydowałem jednak, że skoro już tu jestem, to muszę jak najbardziej z siebie dać, żeby rodzina, nie tylko w Polsce, była ze mnie dumna. Nie mogę skupiać się na negatywach i opłakiwać mojej sytuacji, lecz spełniać American Dream, po który przyjechali tu moi rodzice.

Co najbardziej zapamiętałeś z lat spędzonych z dziadkami w Polsce?
– Ojej… bardzo dobrze pamiętam ten czas. Małe rzeczy, zwykłe momenty. Jak choćby to, jak po obiedzie u babci zaraz leciało się na boisko. Tak naprawdę wychowałem się jak typowy polski chłopak – na boisku. Mieszkaliśmy w Olsztynie, który jest bardzo pięknym miastem. Miałem tam dużo kolegów. Oczywiście jedzenie babci. I ta rodzinna atmosfera. To wszystko jest bardzo bliskie mojemu sercu.

Czy czujesz się bardziej Polakiem czy Amerykaninem?
– Mam takie powiedzenie o sobie: „Polish heart, American spirit”, czyli serce polskie i amerykański duch, podejście do życia. Chodzi o optymizm, którym kierują się na co dzień Amerykanie. Polska jest mi bardzo bliska, ale Ameryka nauczyła mnie optymizmu, pozytywnego podejścia do życia, postawy, że „da się zrobić”, „można zrobić”. Tutaj też odnalazłem swoją pasję.

Czy marzysz o Hollywood?
– Marzę o wielu rzeczach, ale czy to będzie Hollywood, czas pokaże. Każdy aktor chce się wybić, ale dla mnie jest bardzo ważne, żeby wybić się z szacunkiem do aktorstwa. Chciałbym, żeby moje role miały jakieś znaczenie. Żeby ktoś mógł się odnaleźć w roli, którą gram, i żeby wpłynęło to w jakiś sposób na jego życie.

Masz dopiero 23 lata, mieszkasz sam w Nowym Jorku i realizujesz swoją pasję. Można powiedzieć, że już odniosłeś sukces.
– Jak w innych zawodach aktor musi ciężko pracować, by zdobyć to, co chce. Przy tym zawsze musi wierzyć w siebie i w to, co robi. Dla mnie bardzo intensywne były lata liceum. Przez cztery lata po szkole dojeżdżałem do drugiej szkoły – aktorskiej. Do domu wracałem dopiero koło 6 pm. Dodatkowo startowałem na prezydenta w szkole, więc miałem bardzo dużo na głowie. W czwartej klasie doszedłem do wniosku, że skoro mieszkam tak blisko Nowego Jorku, to powinienem to wykorzystać. Zacząłem jeździć tam pociągiem i w poszukiwaniu ról pukać do każdych drzwi. Na początku było ciężko, bo nic nie dostawałem. Miałem 17 lat, byłem sam. Nie poddawałem się i stopniowo zacząłem zdobywać role, zanim dostałem się na studia na Pace University. To był nowy program w zakresie aktorstwa filmowego, telewizyjnego i reklamowego.

Jesteś aktywny wśród nowojorskiej Polonii. Jaki wpływ na twoją karierę ma fakt, że jesteś Polakiem? Wspomniałeś wcześniej, ze polskość jest taką twoją tajną bronią?
– Nawet nie do końca tajną, bo nie ukrywam w żaden sposób faktu, że jestem Polakiem. Wręcz przeciwnie, jestem z tego bardzo dumny. W aktorstwie zawsze dobrze mieć różne dodatkowe umiejętności. W przypadku „Chicago P.D.” miałem przewagę, jeśli chodzi o rolę bohatera z Europy Środkowo-Wschodniej. Choć nie wychowałem się w rodzinie bułgarskiej, czułem łączność z tą rolą. Bułgaria nie jest w końcu tak daleko od Polski, podobna jest mentalność, znaczenie rodziny. Przygotowując się do tej roli musiałem nauczyć się nie tylko, jak żyją Bułgarzy, ale jak żyją Bułgarzy w Chicago.

Przywiązujesz się do ról, które grasz. W jakich rolach czujesz się najlepiej?
– Staram się zachować otwarty umysł i ciekawość, bo z każą rolą się czegoś uczę. Opinia o roli często zmienia się po zagraniu jej. Dużo też zależy od scenariusza. Wychowałem się na filmach gangsterskich z Joe Pesci czy Robertem De Niro. Zawsze marzyłem, żeby zagrać jedną z takich ról. Widać, że ci aktorzy wkładają w nie dużo pracy. To ciekawe i głębokie role, a jednocześnie z fantazją.

Wielu młodych ludzi marzy o karierze aktorskiej. Co radzisz tym, którzy próbują swoich sił?
– Najważniejsza jest wiara w siebie. W tej karierze nie zawsze dostaniesz wsparcie, którego potrzebujesz – od rodziny, kolegów, czy przypadkowych ludzi. Żeby utrzymać się jako aktor, najpierw musisz się przekonać, że to jest to, co naprawdę chcesz robić. Nie dla sławy czy pieniędzy, bo te szybko nie przyjdą, i nie dla innych ludzi. Trzeba zadać sobie pytanie, czy naprawdę to lubię, czy przynosi mi to satysfakcję i radość. Często usłyszysz, żeby próbować czegoś innego, żeby mieć plan B. Trzeba uodpornić się na ten hałas, jak to się mówi, mieć grubą skórę. To nie jest łatwa branża. Jest za to bardzo fajna, może dużo ci dać.

Gdybyś nie był aktorem, to kim byłbyś?
– Duża część mojego życia była związana z piłką nożną. Ojciec gra w piłkę i od dziecka były marzenia, że będę następnym Grzegorzem Lato czy Zbigniewem Bońkiem. Nadal kocham piłkę i ogólnie sport. Jednak w pewnym wieku stwierdziłem, że aktorstwo jest moją pasją. Teraz myślę, że moje aktorstwo zaczęło się już na boisku. Gdy strzeliłem gola, zawsze robiłem z tego wielkie widowisko, zdejmowałem koszulkę itp. Te dwa światy są w gruncie rzeczy do siebie bardzo podobne. Jak gram w piłkę, to jest dla mnie po prostu przedstawienie. A więc gdybym nie był aktorem, to pewnie byłbym piłkarzem, albo innym sportowcem.

Jak wygląda na co dzień twoje życie w stolicy świata?
– Sinatra śpiewał, że „if you can make it in New York, you can make it anywhere”. Owszem, w Nowym Jorku dużo się dzieje i czuję, że zawsze jestem blisko różnych szans i możliwości. Jednak na co dzień, podobnie jak w Chicago, jest normalne życie i ciężka praca. Mieszkać tu nie jest łatwo. Po studiach czułem, że muszę się usamodzielnić. Rodziców odwiedzam często na polskie obiady, za które jestem im bardzo bardzo wdzięczny.

Odcinek, w którym zagrałeś, kończy się tajemniczo. Czy zdradzisz, co stało się dalej z młodym Bułgarem?
– Powiem tylko, że wszyscy w Chicago powinni uważać, bo młody Bułgar nie poszedł do więzienia i nadal chodzi po ulicach Wietrznego Miasta. A co z nim się dalej stanie, zdecydują producenci.

Dziękuję za rozmowę.

Na zdjęciu głównym: Bartek Szymański w serialu „Chicago P.D.” fot.screenshot

Categories: Polonia, Wywiad

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*