Poczytalna niepoczytalna. W październiku proces Alfredy Giedrojć oskarżonej o zabójstwo wnuczki

Zegar na sali sądowej w Bridgeview wskazuje 11.31, gdy bocznymi drzwiami strażniczka wprowadza Alfredę Giedrojć. Drobna 65-letnia Polka w niebieskim więziennym uniformie niepewnym wzrokiem przebiega salę sądową. Niestety, i tym razem nie znajduje na niej nikogo ze swoich krewnych. Następną i być może ostatnią szansę, żeby ich zobaczyć, będzie miała w październiku, bo wtedy odbędzie się rozprawa babki oskarżonej o brutalne morderstwo 5-miesięcznej wnuczki.

Alfreda Giedrojć. Na mniejszej fotografii zamordowana przez nią wnuczka Vivian z rodzicami – Amy i Joelem fot.Cook County Sheriff Department/arch. rodz.

Podczas przesłuchania w sądzie powiatu Cook w Bridgeview 2 sierpnia nowy obrońca publiczny Alfredy Giedrojć, David Dunne, oznajmił sędzi, że negocjacje z prokuraturą zostały zakończone i poprosił o wyznaczenie terminu rozprawy na 24 października. Obok obrońcy, w niebieskim więziennym uniformie oznaczonym literami D.O.C. (Department of Corrections) stała drobna, starsza kobieta. Gdy towarzysząca jej polska tłumaczka powtórzyła za sędzią termin rozprawy, a strażniczka z biura szeryfa szepnęła do oskarżonej „To wszystko, idziemy”, babka zwróciła się do swojego obrońcy: „Czy to znaczy, że już się nie zobaczymy?”. „Nie, przyjdę do Pani do więzienia, a potem zobaczymy się na rozprawie” – odpowiedział Dunne za pośrednictwem tłumaczki.

Nie jest to pierwsza wyznaczona data rozprawy. Po licznych ewaluacjach psychiatrycznych i psychologicznych, które przeszła Giedrojć w ciągu blisko 4-letniego pobytu w areszcie, w kwietniu br. sędzia powiatu Cook Colleen Hyland uznała, że Polka jest zdolna, by odpowiedzieć przed sądem za swoje czyny. Proces przed sędzią, bez ławy przysięgłych, został ustalony na 11 lipca. W tym jednak dniu na stole pojawiła się możliwa oferta prokuratury, którą miała rozpatrzyć obrona do 2 sierpnia.

Babka miała również powiedzieć śledczym, że słyszała głosy, które mówiły jej, żeby zabić niemowlę. Zdaniem prokuratury fakt wcześniejszego przygotowania narzędzia zbrodni świadczy o tym, że została ona dokonana z premedytacją

Biuro prasowe prokuratora stanowego powiatu Cook odmówiło nam komentarza na temat szczegółów oferty ugody, którą rozpatrywała obrona Giedrojć. Również nowy obrońca publiczny kobiety, David Dunne, tłumacząc się względami szacunku dla rodziny ofiary oraz swojej klientki, w rozmowie z nami nie chciał komentować szczegółów negocjacji, jakie były prowadzone z prokuraturą. – To niespotykana sprawa i oskarżona również jest niespotykana. Nigdy nie pracowałem z takim przypadkiem. To straszna tragedia. – powiedział nam Dunne.

Morderczyni

Stojąca na sali sądowej drobna kobieta, mierząca nie więcej niż 160 cm wzrostu, o słowiańskich rysach i z posiwiałymi długimi włosami zebranymi w cienki kucyk w niczym nie przypomina morderczyni niemowląt.

A jednak, według prokuratury, w niedzielę 6 października 2013 r. w swoim domu w okolicy 6600 West 91st Street w Oak Lawn na południowym przedmieściu Chicago z zimną krwią zamordowała własną wnuczkę, 5-miesięczną Vivian Summers.

Tego dnia rano zięć Giedrojć, ojciec dziewczynki, Joel Summers, przywiózł dziecko do domu Giedrojciów i pozostawił pod opieką babki, podczas gdy sam wraz z teściem Bolesławem udał się do domu po przeciwnej stronie ulicy, by pomóc szwagrowi w pracach remontowych. Matką dziewczynki była Amy Summers, córka Giedrojciów, a rodzina mieszkała w oddalonym około 21 mil od Oak Lawn Bolingbrook.

Według prokuratury, gdy Giedrojć została z dzieckiem sama w domu, zdjęła śpiące niemowlę z tapczanu i położyła na podłodze. Następnie z szafy ściennej wyciągnęła młot kowalski i kilkakrotnie uderzyła nim dziecko. Gdy dziewczynka nie przestawała się ruszać i płakać, babka przyniosła kuchenny nóż, podniosła niemowlę i poderżnęła mu gardło. Gdy mąż Giedrojć wrócił do domu, na miejscu zastał makabryczną scenę i zadzwonił pod numer 911. Dziewczynkę przewieziono do szpitala Advocate Christ Medical Center w Oak Lawn, gdzie stwierdzono zgon na kilka minut przez godziną 14.

Z raportu policji w Oak Lawn wynika, że Giedrojć przyznała się, iż poprzedniego dnia ukryła młot w szafie ściennej. Kobieta twierdziła, że próbowała tylko uciszyć płaczące dziecko. Babka miała również powiedzieć śledczym, że słyszała głosy, które mówiły jej, żeby zabić niemowlę. Zdaniem prokuratury fakt wcześniejszego przygotowania narzędzia zbrodni świadczy o tym, że została ona dokonana z premedytacją.

W listopadzie 2013 r. w sądzie powiatowym w Bridgeview Alfreda Giedrojć nie przyznała się do winy i za pośrednictwem tłumacza poprosiła, by wypuszczono ją na wolność. Sąd odrzucił tę prośbę.

Spokojna, uległa i małomówna

Sprawa Giedrojć ciągnie się już czwarty rok – pierwszy obrońca z urzędu, Michael Wilson, przeszedł na emeryturę. Kobiecie wyznaczono kolejnego obrońcę, wspomnianego Davida Dunne’a. Przeprowadzone w ciągu kilku lat liczne badania specjalistyczne miały na celu określić, czy w czasie dokonywania zbrodni Giedrojć zdawała sobie sprawę ze swoich czynów, a także czy jest zdolna do tego, by stanąć przed sądem. Ostatnie z tych badań, sporządzone w kwietniu br. przez ekspertów kryminalistycznych z kliniki psychologicznej na życzenie sędzi Colleen Hyland, ustaliło, że Polka jest zdolna, by stanąć przed sądem, jednak zaleca się zastosowanie leków.

Wcześniej w lipcu 2014 r. kobieta została uznana za niepoczytalną i niezdolną do odpowiadania przed sądem za swoje czyny. W sierpniu 2014 r. została przyjęta do szpitala psychiatrycznego McFarland Mental Health Center w Springfield, gdzie zdiagnozowano „długotrwałą depresję, która częściowo ustąpiła po poddaniu jej leczeniu antydepresantami”. W diagnozie postawionej w październiku tego roku określono Giedrojć, która ma wykształcenie podstawowe, jako osobę „spokojną, uległą i małomówną”. Zdaniem biegłych, oskarżona rozumiała stawiane jej zarzuty, jednak potrzebowała dalszego leczenia.

Rok później kolejne testy na wniosek obrońcy z urzędu przeprowadził dr Robert Hanlon, profesor psychiatrii i neurologii klinicznej z Northwestern University, ekspert w dziedzinie zabójstw na członkach rodziny. Po zapoznaniu się z dokumentacją z badań Hanlona sąd w 2016 r. uznał Giedrojć za poczytalną i zdolną do zrozumienia swych praw.

Przypadek inny niż wszystkie

Decyzja obrony o odrzuceniu negocjacji i rozprawie może być zaskakująca. – To nie jest typowy przypadek – tłumaczy obrońca David Dunne. Nikt jednak nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czego można spodziewać się podczas październikowego procesu i jak zachowa się Giedrojć, która przyjmuje leki przed każdym pojawieniem się w sądzie. – Proszę przyjść i zobaczymy – mówi nam odpowiedzialny za sprawę Giedrojć oskarżyciel z biura prokuratora stanowego powiatu Cook Michael Deno.

Giedrojciowie wyemigrowali z Polski do USA w 1984 roku. Do Oak Lawn sprowadzili się w latach 90. Wychowali czworo dzieci. Poprzedni obrońca kobiety zapewniał, że rodzina będzie pojawiać się na przesłuchaniach. Zapytaliśmy nowego obrońcę Alfredy Giedrojć, czy miał kontakt z krewnymi oskarżonej. – Żadnego – odpowiedział.

Alfreda Giedrojć od chwili aresztowania przebywa w więzieniu powiatu Cook. Jeżeli w październiku sąd uzna ją winną zarzucanych czynów, polskiej imigrantce grozi kara dożywocia.

Joanna Marszałek

j.marszałek@zwiazkowy.com

 

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*