Płk. Mariana Pruska życie spełnione

Płk. Mariana Pruska życie spełnione

Nie dokonałem czynów bohaterskich, ale spełniłem to, co dla dobra Polski nakazywały mi patriotyzm i żołnierska przysięga – fragmenty bibliograficznej książki Mariana Edwarda Pruska pt.: „Spełnione życie” .

Płk. Marian Prusek fot.arch. rodz.

Płk. Marian Prusek fot.arch. rodz.

„Szkocki filozof i historyk David Hume w swoim „Traktacie o naturze ludzkiej” przekazał nam sentencję: „Co wyrośnie z ziarna – zależy od tego na jakiej glebie zostało zasiane i jak było pielęgnowane do pełnej dojrzałości. Taki proces w większości przypadków dotyczy i ludzi.” Zapamiętałem tę sentencję, bo jestem przekonany, że w znacznej mierze dotyczy ona i mnie.

Nawiązując do jej treści – „kiełkowałem” na ziemi zasiedlonej od wieków przez polskich patriotów i obfitującej w znaczące wydarzenia historyczne. Data i miejsce mojego wychynięcia na świat – to 2 lipca 1926 roku i wieś Węgrzynów, oddalona zaledwie 10 kilometrów od znanego z historii miasta Szczekociny, które za prężność gospodarczą i działalność społeczną otrzymało prawa miejskie już w roku 1398. Prawa te – niemal po pięciuset latach – odebrali mu zaborcy rosyjscy jako karę za aktywność patriotyczną. Miasto to zapisało się w historii i tym, że w roku 1794 na jego przedpolach rozegrała się jedna z największych bitew insurekcji kościuszkowskiej, przeciw połączonym siłom rosyjsko-pruskim. Niemal w tym samym miejscu, 3 września 1939 roku, zwycięską walkę z najeźdźcami niemieckimi stoczył 8. Pułk Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego. A więc jest to ziemia wielkich polskich patriotów, nasycona ich krwią. I ten fakt zawsze miał ogromne znaczenie dla kształtowania charakteru pokoleń na niej wyrastających.

Mój charakter kształtowało nie tylko miejsce urodzenia, ale i atmosfera rodzinnego, katolickiego i zamożnego domu wielkich patriotów i społeczników, ale też wiedza nabyta w szkole, w której znacząca wagę przykładano do nauki historii, a także hart ducha i ciała zdobyty w szeregach harcerstwa, dla którego świętością było hasło „honor i Ojczyzna”.

Gdyby dziś – w kwietniu 2014 roku, po otrzymaniu wiadomości o zaszczytnym nominowaniu mnie do stopnia pułkownika – ktoś zapytał jak oceniam swoje życie i czego w nim żałuję, odpowiedziałbym: nie dokonałem czynów bohaterskich, ale spełniłem to, co dla dobra Polski nakazywały mi patriotyzm i żołnierska przysięga, postępując zawsze z rozkazami wydawanymi mi przez przełożonych i moją najlepszą wolą. I niczego nie żałuję: ani tego, że do swojej metryki urodzenia dodałem sobie 4 lata – co uzasadniała moja fizyczna postura – by móc wstąpić w szeregi organizacji walczącej z Niemcami, ani ryzyka utraty życia w akcjach dywersyjnych i bojowych, ani rany głowy odniesionej w bitwie pod Radkowem, ani tego, że to mnie, po tak zwanym wyzwoleniu, przypadło wykonanie rozkazu zamelinowania broni naszego rozwiązującego się oddziału AK, czego efektem było intensywne poszukiwanie mnie przez UB i konieczność ucieczki z Polski.

Nie żałuję też żołnierskiej tułaczki po Niemczech i Włoszech, gdzie zresztą zostałem przyjęty w szeregi II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i potem dyslokacji mojej jednostki do Anglii. Nie żałuję też – po demobilizacji – nigdy wcześniej nieplanowanego wyjazdu do Ameryki, w której dwa i pół roku spędziłem w szeregach US Marine Corps i to w czasie trwania wojny koreańskiej.

I nie żałuję następnych ponad 60 lat aktywnej działalności społecznej i kombatanckiej.

Myślę, że powierzanie mi zaszczytnych stanowisk w tych organizacjach – jakie mimo sędziwego wieku sprawuję do dziś – świadczy o tym, że w moich działaniach kierowałem się dobrem tych, którzy swoje najlepsze lata poświęcili walce o wyzwolenie i niepodległość naszej ojczyzny, a potem – wciąż poza granicami ukochanego kraju – kultywowaniu tradycji polskiego oręża.

Szczególnie dumny jestem z tego, że choć znajdowałem się często w ekstremalnych sytuacjach, nigdy żadnemu mojemu rodakowi – choć wyznawał inne poglądy polityczne lub działał z innych pobudek i w innych sprawach niż ja – nie wyrządziłem krzywdy fizycznej ani moralnej. Ubolewam tylko, że tak nie dzieje się dziś w moim kraju, ani w środowisku polskich emigrantów.

Oceniając całe moje życie: żołnierskie, zawodowe, kombatanckie i prywatne – uważam je za całkowicie spełnione”.

Marian Prusek zmarł 22 maja 2014 r. Miał 88 lat.

Categories: Polonia, Wspomnienia

Comments

  1. Roman
    Roman 4 czerwca, 2014, 01:44

    Zdziwiłem się oświadczeniu polityka, że ,,pamiętamy o wszystkich naszych żołnierzach”. Mój dziadek Józef, poświęcił ponad dwa lata swojego życia dla 56 Armii Pancernej USA, w czasie od około 1944 roku, do 1947 roku, na terenie Niemiec. Jednak na pytanie o poprawności informacji tego zdarzenia, do Centralnego Archiwum Wojskowości USA, w New Orlean. Otrzymałem odpowiedź, jakoby akta dziadka Józefa, spłonęły w wielkim pożarze… Mam jednego wnuka i jemu chciałem dedykować tę informację. Niestety, nie potwierdzoną.
    Serdecznie pozdrawiam, Roman T. Smereczyński, wnuk Józefa.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*