Plackowska winna!

 

Elżbieta Plackowska fot.DuPage County State’s Attorney’s Office

„Nawet jeśli w momencie popełniania zbrodni cierpiała na zaburzenia psychiczne, jej decyzja o zabiciu dzieci była podjęta świadomie” – oznajmił sędzia Robert Miller uznając Elżbietę Plackowską winną zamordowania z premedytacją swojego 7-letniego syna Justina i 5-letniej podopiecznej Olivii Dworakowskiej. Polce grozi dożywocie bez prawa do przedterminowego zwolnienia.

Werdykt w sprawie 45-letniej Elżbiety Plackowskiej, oskarżonej o zamordowanie w 2012 r. dwójki dzieci – swojego syna i podopiecznej, zapadł po trwającym ponad dwa tygodnie procesie.

Zabiła w psychozie

27 września w sądzie powiatu DuPage w Wheaton, przez ponad trzy godziny trwały mowy zamykające proces – obrony i prokuratury. Obrońcy Polki – Kristen Nevdal i George Ford starali się dowieść, że w momencie popełnienia zbrodni, 30 października 2012 r. Plackowska nie była poczytalna i zabiła dzieci będąc w psychozie spowodowanej załamaniem nerwowym po śmierci jej ojca. Adwokaci powoływali się na opinię biegłego psychiatry doktora Phillipa Resnicka: „Elżbieta Plackowska w momencie zbrodni była przekonana, że Justin i Olivia są opętani przez diabła, a zabijając dzieci umożliwi im pójście do nieba” – powiedział psychiatra zeznając przed sądem. Polka podczas badania psychiatrycznego powiedziała lekarzowi, że na chwilę przed morderstwem zobaczyła czarny cień, który „wszedł” w dzieci, a wcześniej nakłaniał ją do zabicia Justina i Olivii. „Zabij ich, zabij ich” – miał powtarzać cień, który powiedział Plackowskiej: „ty też umrzesz, ale jako ostatnia”. Doktor Resnick zeznał, że kobieta podczas ewaluacji psychiatrycznej twierdziła, że w momencie zbrodni „coś ją opętało”.

Tezę o chorobie psychicznej oskarżonej podtrzymywał również więzienny psychiatra dr James Corcoran, który badał Plackowską w pierwszych godzinach i dniach po popełnieniu zbrodni, a od aresztowania spotykał się z nią 53 razy. Dr Corcoran zeznał przed sądem, że bezpośrednio po aresztowaniu Plackowska była w stanie silnej psychozy. Psychiatra widział, jak klęcząc całuje zlew znajdujący się w jej celi, potwierdził również, że dwukrotnie zalała celę wodą, gasząc wyimaginowany pożar. Innym razem została zaobserwowana, jak ubiera się w widziane przez siebie, ale nieistniejące ubrania oraz je posiłki, których nie było.

Zabiła ze złości

Choroba psychiczna i działanie w stanie niepoczytalności były główną linią obrony adwokatów Plackowskiej. Natomiast prokuratura starała się dowieść, że kobieta była świadoma swoich czynów, a Justina i Olivię zabiła powodowana frustracją i chęcią zemsty na mężu.

Podczas mowy końcowej prokurator generalny powiatu DuPage Robert Berlin stwierdził, że Elżbieta Plackowska zabiła ze złości i frustracji. „Nikt nie doceniał oskarżonej, a jej złość i frustracja rosły. Była zła na świat i ze złości zabiła”. Jego asystenci – Mike Pawl i Nicole Wilkes-English podkreślali, że postępowanie Plackowskiej bezpośrednio po popełnieniu zbrodni świadczyło o jej poczytalności i chęci uniknięcia odpowiedzialności. Przypomnieli, że podczas jednego z policyjnych przesłuchań Polka zeznała, że zabijając dzieci zdawała sobie sprawę, że popełnia zbrodnię, ale mimo tego zdecydowała się na zabójstwo. Strona oskarżająca powołała się na opinię psychiatry sądowego dr. Alexandra Obolsky’ego. O poczytalności Plackowskiej świadczyło, zdaniem psychiatry, jej zachowanie bezpośrednio po dokonaniu zbrodni. Morderczyni zmyśliła wersję o obcym mężczyźnie, który rzekomo wtargnął do mieszkania i zabił dzieci, a uciekając ukradł jej telefon i zagroził jej śmiercią. Zdaniem dr. Obolsky’ego takie postępowanie świadczyło o zamiarze uniknięcia odpowiedzialności za dokonane czyny, a nie o niepoczytalności wynikłej z ataku choroby psychicznej.

Lekarz przyznał, że Elżbieta Plackowska mogła doświadczyć halucynacji po jej aresztowaniu, ale mogły być one efektem nagłego odstawienia alkoholu. Członkowie rodziny i znajomi oskarżonej zeznali, że w okresie poprzedzającym morderstwo nadużywała alkoholu. Według zeznań świadków i biegłych powołanych przez obronę, po aresztowaniu oskarżona doświadczała licznych halucynacji, jednak zdaniem dr. Obolsky’ego, większość z nich była symulowana. Wyciąganie przez oskarżoną ubrań z wyimaginowanej szafy, czy oferowanie pracownikom więzienia nieistniejącego jedzenia, psychiatra nazwał udawanymi objawami „przypominającymi kiepski hollywoodzki film”.

Po wysłuchaniu mów obu stron sędzia Robert Miller wydał werdykt. W czasie jego odczytywania i uzasadnienia Elżbieta Plackowska nie okazywała emocji. Sędzia uznał, że choroba psychiczna odegrała istotną rolę w postępowaniu oskarżonej, ale nie zaburzył jej oceny samego czynu. „Nawet jeśli, jak twierdzi obrona, oskarżona działała z poczuciem zabijania diabła, który opętał dzieci, ta motywacja nie zmienia faktu, że zdecydowała się na popełnienie przestępstwa – pchnięcie dzieci nożem” – powiedział sędzia Miller, który uznał Elżbietę Plackowską winną podwójnego morderstwa z premedytacją. Dodatkowo oskarżona została uznana winną zabicia dwóch psów – należącej do rodziny Plackowskich jamniczki Tootsie i Nicki – psa swojej pracodawczyni, Marty Dworakowskiej, matki zamordowanej Olivii.

Ponad dwieście ciosów

Zbrodnia, która zaszokowała mieszkańców Naperville i chicagowską Polonię miała miejsce 30 października 2012 roku w mieszkaniu Marty Dworakowskiej. Plackowska pracowała u Dworakowskiej jako opiekunka jej córki, 5-letniej Olivii, gdy Dworakowska – samotna matka miała popołudniowy dyżur w klinice dializ, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Do domu, przy 888 Quinn Ct. w Naperville wracała wieczorem. Opiekunka miała za zadanie odebrać dziewczynkę ze szkoły, a wieczorem nakarmić Olivię i ułożyć ją do snu. Zdarzało się, że Plackowska do mieszkania pracodawczyni zabierała ze sobą swojego syna Justina. Dzieci bardzo się lubiły i chętnie się ze sobą bawiły.

30 października wieczorem Elżbieta Plackowska zawiozła dzieci do kościoła św. Elżbiety na wieczorne nabożeństwo. W czasie mszy kobieta zachowywała się dziwnie. Przestawiała klęcznik, wielokrotnie wykonywała znak krzyża. Nie mogła usiedzieć w miejscu, była wyraźnie pobudzona, trzęsły jej się ręce. Po mszy poszła porozmawiać z proboszczem Murphym, ale ksiądz nie zrozumiał ani słowa, bo Plackowska mówiła do niego po polsku. Pobłogosławił ją.

Kobieta zabrała dzieci i wróciła do mieszkania pracodawczyni, po drodze wzięła ze swojego mieszkania jamniczkę Tootsie. Według prokuratury fakt zatrzymania się po psa był istotny – kobieta już wtedy wiedziała, że zabije tego wieczoru dzieci i psy. Po powrocie do mieszkania Marty Dworakowskiej, Justin i Olivia poszli bawić się do sypialni. Plackowska wyprowadziła psy, wypaliła papierosa. Wróciła do mieszkania, usiadła obok dzieci, do uszu włożyła słuchawki iPoda, by posłuchać muzyki religijnej. Wtedy w dzieci „wszedł diabeł”, a ona postanowiła, że je uratuje. Że musi zabić dzieci, by poszły do nieba.

Dwoma kuchennymi nożami zadała Justinowi i Olivii łącznie ponad dwieście ciosów. Uderzała z ogromną siłą, jeden z noży miał zgięty czubek, a ostrze było wykrzywione w stosunku do rękojeści pod kątem prostym.

Po morderstwie, cała we krwi, Plackowska zamknęła mieszkanie i wróciła do kościoła. Było już późno i zastała zamknięte drzwi. Zadzwoniła domofonem i nagrała wiadomość dla proboszcza: „Zrobiłam coś dzisiaj. Widziałam diabła”. Następnie pozbyła się telefonu komórkowego i pojechała do domu przyjaciółki rodziny, gdzie czasowo przebywał jej starszy syn, 19-letni Mateusz. Opowiedziała wymyśloną historię o tajemniczym mężczyźnie w ciemnym stroju, który rzekomo wdarł się do mieszkania i zabił dzieci. Policję wezwał Mateusz Plackowski, który znalazł w samochodzie matki zakrwawiony nóż.

21 listopada spodziewany jest wyrok w sprawie Polki. Elżbiecie Plackowskiej grozi dożywocie, bez prawa do ubiegania się o zwolnienie warunkowe.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Categories: Polonia

Comments

  1. patologia
    patologia 2 października, 2017, 15:10

    do pieca z nia nie ma miejsca na ziemi dla takich ludzi niech nie marnuja naszego powietrza !!

    Reply this comment
  2. Christopher
    Christopher 4 października, 2017, 11:40

    „Do Pieca ” to za malo wlasnie tam w „pierdlu” dostanie za swoje , wiezniarki „pokaza” jej jak sie zyje w piekle a to ze „swiruje” waryiatke to nikt tam jej w to nie uwierzy , pondto smierc to krotkie cierpienie a Ja mam „bolec” do konca jej zasranego zycia .

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*