Pionek znaleziony w wale. Polacy u zarania polskości

Dr Michał Bogacki fot.Grzegorz Dziedzic

Dr Michał Bogacki fot.Grzegorz Dziedzic

O początkach polskiej państwowości, wadze przyjęcia chrztu przez Mieszka I oraz śladach wczesnego średniowiecza w naszej codzienności, z dr. Michałem Bugackim, dyrektorem Muzeum Państwa Polskiego w Gnieźnie rozmawia Grzegorz Dziedzic.

Grzegorz Dziedzic: Czy istnieje konkretny moment, od którego możemy datować początek polskiej państwowości?

Dr Michał Bogucki: – Możemy mówić wyłącznie o dacie umownej. Odróżnijmy dwie rzeczy: państwo i państwo polskie. Państwo istniało nim stało się państwem polskim. Dowodów na to jest mnóstwo, choćby to, że na terenie Wielkopolski w ciągu dwóch pokoleń powstało kilkanaście grodów. To eksplozja cywilizacyjna i ogromny projekt inwestycyjny. Żeby go zrealizować, potrzebne było państwo: podatki, nadzór, siła administracyjna. To państwo istniało już w momencie, kiedy Mieszko I wstępował na tron. Od kiedy możemy mówić o państwie polskim? Tu przyjmuje się datę chrztu Mieszka.

Czyli rok 966?

– Czy był to rok 966, czy może 965 albo 967 – pozostaje kwestią niekończących się dyskusji i badań. Wiedza badaczy na temat tamtych czasów jest ograniczona. Pamiętajmy, że mówimy o czasach panowania władcy, na którego temat napisano raptem kilkadziesiąt zdań. Dysponujemy ograniczoną ilością informacji. Ale rok 966 jest najczęstszą, umowną datą chrztu Mieszka I i początku polskiej państwowości. Wprawdzie nazwa „Polska” pojawia się dopiero około roku 1000, ale chrzest tworzy pewne podstawy. Państwo to nie tylko administracja, ale i kultura. Zaczynają się przemiany kulturowe, które po wielu dziesięcioleciach wykształcają schemat kulturowy będący połączeniem wartości pogańskich i chrześcijańskich. Rok 966 przyjmujemy zatem jako umowną datę początku państwa polskiego, pamiętając, że państwo Mieszka i jego poprzedników istniało już wcześniej.

Czy możemy powiedzieć, że mieszkańcami tego państwa byli Polacy?

– Pełna świadomość narodowa wytworzyła się tak naprawdę dopiero w XIX wieku. Mieszkańców dzisiejszej Polski z czasów panowania Mieszka określić można mianem ludności słowiańskiej, skupionej pod panowaniem jednego władcy, wyznającej pewien określony panteon bóstw, czyli kulturowo jednolitej i ze sobą związanej. Czy byli to Polacy? W dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie zaryzykowałbym tego określenia, aczkolwiek posługiwali się wspólnym językiem.

Polskim? Czy współczesny Polak byłby w stanie porozumieć się z Polakiem żyjącym w czasach Mieszka I?

– Nie sądzę. Czy dzisiejszy, mówiący gwarą mieszkaniec Śląska dogada się ze współczesnym, mówiącym gwarą mieszkańcem Podlasia? Niekoniecznie. Nie wiemy do końca w jakim języku porozumiewali się ówcześni Polacy. Pierwsze zachowanie zdanie w języku polskim pochodzi dopiero z XIII w. i brzmi „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”. Czy wiemy co się pod tym zdaniem kryje? To nie takie proste. Przyjmujemy, że język, jakim posługiwano się w początkach polskiej państwowości przypominał język staro-cerkiewnosłowiański, czyli był zbliżony do dzisiejszego języka rosyjskiego czy ukraińskiego. Reasumując, wątpię, żeby współczesny Polak dogadał się z Polakiem sprzed tysiąca lat.

Przeciętny Polak swoją wiedzę na temat życia w Polsce z X wieku czerpie z kart podręczników, z filmów i powieści. To dość sielski obraz. Czy ma pokrycie w rzeczywistości?

– W grodach żyli uprzywilejowani wybrańcy, a ponad 90 proc. ludności mieszkała w osadach, najczęściej leśnych. Ich życie było bardzo surowe. Podstawę diety stanowiły warzywa. Polowali tylko wybrańcy, a i to wyłącznie za pozwoleniem władcy. Średnia wieku wynosiła nieco ponad 20 lat. Śmiertelność wśród noworodków wynosiła prawdopodobnie kilkadziesiąt procent. To był zupełnie inny świat i inna mentalność niż nasza. Tymczasem uwielbiamy oceniać mentalność naszych przodków przez pryzmat naszej własnej. To nieuprawnione. Na przykład Bolesław Chrobry, uznawany za wzór prawego chrześcijanina, wybijał zęby tym, którzy nie uznawali postów. Dzisiaj to nie do pomyślenia. Wtedy był to normalne zachowanie charakteryzujące władcę, który wprowadzał chrześcijaństwo.

Mówiąc o życiu codziennym Polaków z X wieku, musimy pamiętać, że niewiele o nim wiemy. Zapiski kronikarzy, które przetrwały do naszych czasów mówią o życiu elit, a nie zwykłych ludzi. O tym traktują źródła archeologiczne. Możemy stwierdzić, że byli to ludzie czyści, dbali o higienę osobistą. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że ludzie się wtedy nie myli. W rzeczywistości myć przestali się dopiero w średniowieczu z uwagi na potrzebę pokuty i cierpienia, którym mogli zasłużyć sobie na nagrodę w zaświatach. Ale wróćmy do ówczesnych Polaków. Ubierali się w naturalne materiały, używali prostych narzędzi, ale ich umiejętności posługiwania się nimi były imponujące. Dzisiaj niewiele jest osób potrafiących zbudować dom z drewna. Dla ówczesnych mieszkańców ziem polskich obróbka drewna to była podstawa, której uczyli się od dziecka. Ich życie posiadało znane nam aspekty; w zbiorach naszego muzeum znajduje się na przykład pionek do gry. Nie wiemy, jak się w nią grało, ale pionek znaleziono we fragmentach wału. Możemy przypuszczać, że upuścili go robotnicy konstruujący wał, którzy grali podczas przerwy w pracy.

Czy ci wcześni Polacy potrafili pisać i czytać?

– W 99 proc. to byli analfabeci. Zresztą, pojęcie człowieka umiejącego pisać i czytać jest niejednoznaczne. Ocenia się, że tylko jeden na dziesięciu czytających potrafił pisać. Dla nas umiejętności te wydają się nierozłączne, ale pamiętajmy, że pisanie było zarezerwowane wyłącznie dla wybranej części kleru. Stąd zresztą niewielka ilość informacji na temat tamtych czasów. Zachowało się bardzo niewiele źródeł pisanych, z których możemy czerpać wiedzę. Pozostaje nam archeologia i interpretacja znalezionych przedmiotów. Problem w tym, że archeolog lub historyk powie o znalezisku tyle, na ile pozwalają mu źródła.

Jak zatem wygląda praca nad ustalanie jak najbardziej prawdopodobnej wersji wydarzeń sprzed tysiąca lat?

– Przypomina wkładanie kija w mrowisko; to niekończące się stawianie kolejnych znaków zapytania, reinterpretacja dostępnych źródeł. Nie wiemy przecież nawet kim był Mieszko. Czy był Czechem, a może Węgrem, czy pochodził z Moraw albo był Wikingiem? Inny przykład – żona mieszka Dobrawa. Wyobrażamy sobie, że była to kobieta piękna i młoda. Ale rodzą się pytania. Skoro była piękna i młoda, to dlaczego była w zakonie? Dlaczego czeski kronikarz pisze o niej, że była stara i brzydka? Co z kolei znaczyło w tamtych czasach, że była kobietą dojrzałą? Weźmy choćby kwestię miejsca, w którym odbył się chrzest, w żadnym źródle nie istnieje wzmianka, gdzie to się wydarzyło. Są badacze, którzy uważają, że nie w Polsce, inni, że w Gnieźnie albo w Poznaniu. Możemy jedynie spekulować, gdzie chrzest mógł się odbyć.

Jakie znaczenie dla kształtowania się polskiej państwowości miało przyjęcie przez Mieszka chrztu?

– Przyjęcie chrztu miało ogromne znaczenie, aczkolwiek było to wydarzenie o wymiarze lokalnym. Pamiętajmy też, że ówczesne chrześcijaństwo było religią elit. Przyjęcie chrztu, choć ważne dla tworzenia państwowości, nie było istotnym wydarzeniem dla poddanych Mieszka. Zresztą bycie poganinem nie wykluczało wiary w inne bóstwa, w tym w Chrystusa. Politeizm zakłada wiarę w wielu bogów. Chrystus był oczywiście dla ówczesnych pogan najbardziej obrazowy i zrozumiały, ale był także silniejszy, a przecież w panteonie bóstw najważniejsze jest najsilniejsze z nich. Politycznie zatem chrzest był wydarzeniem ważnym, ale kulturowo – jeszcze nie. Mieszko nie był jeszcze zbyt okrzepłym chrześcijaninem, żeby wprowadzić widoczne zmiany. Dopiero Bolesław Chrobry zaczął tworzyć struktury kościelne, a jego koronacja nie byłaby możliwa bez przyjęcia chrztu. Wierzyło się, że król jest wskazywany przez Boga.

Czy do naszych czasów przetrwały jakieś elementy pochodzące z początków polskiej państwowości?

– Oczywiście, choć często nie zdajemy sobie sprawy z ich pochodzenia. Weźmy nazwy miejscowości. Jeśli ktoś mieszka w dzielnicy lub miejscowości, która nazywa się Winiary, Garbary, Komorniki, Świniary, to z dużą dozą prawdopodobieństwa ta miejscowość powstała we wczesnym średniowieczu. Były to tzw. wsie służebne, a ich nazwy mówiły o tym, jaki rodzaj pracy dla administracji książęcej czy królewskiej wykonywali ich mieszkańcy. W Komornikach zajmowano się pobieraniem podatków, w Świniarach – hodowlą świń, a w Szczytnikach – produkcją tarcz. Oprócz nazw geograficznych istnieją zaskakujące ślady w naszej kulturze i tradycji. Tu należy wymienić Święto Zmarłych, które wywodzi się z pogańskich dziadów, albo pisanki – powszechne w pogańskim świecie i zaadaptowane przez chrześcijaństwo. Tradycja świątecznej choinki wzięła się z pogańskiego zwyczaju czczenia świętych drzew. Istnieje wiele zaskakujących elementów, które pochodzą nawet z czasów przed Mieszkiem. Jak choćby kierpce – ten krój butów był powszechny w tamtych czasach, podobnie jak spodnie z zapięciem z przodu, takie jakie noszą górale.

Czy badanie i promowanie wczesnej historii Polski pozwoli wytworzyć w świadomości Polaków obraz wydarzeń z tamtych wieków – równie plastyczny i działający na emocje, jak historia starożytna, grecka, rzymska albo egipska?

– Jest popyt na historię, widać to choćby po ilości książek historycznych sprzedawanych w polskich księgarniach, popularności kanałów historycznych w telewizji. Pojawiają się autorzy beletrystyki, którzy osadzają swoich bohaterów w realiach wczesnej Polski, z pewnością powstaną na ten temat filmy. Promowanie wczesnego średniowiecza nie jest potrzebne, bo okres ten już cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród Polaków. Zadaniem muzeów jest przedstawianie bardziej krytycznego podejścia do historii. Muzea nie są od tego, aby pokazać, jak kiedyś było, ale mają uczyć krytycznego spojrzenia na przeszłość, pobudzić do dyskusji, a czasem zmusić do przyznania się do niewiedzy. Przede wszystkim nasza rola to zainteresować historią tych, którzy już się nią interesują, ale jeszcze o tym nie wiedzą.

Dziękuję za rozmowę.

gdziedzic@zwiazkowy.com

Doktor Michał Bogacki przebywa w Chicago w związku z uroczystym zakończeniem konkursu „1050-lecie chrztu Polski” zorganizowanego przez Zrzeszenie Nauczycieli Polskich w Ameryce. Wraz z dyrektorem Muzeum Początków Państwa Polskiego do Chicago przybyła Małgorzata Tomczak, nauczycielka, a zarazem przedstawicielka Starostwa Powiatowego w Gnieźnie.

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*