Ogrodników można poznać po paznokciach

Wzorcowe ogrody Polaków w Libertyville

Zamiłowana ogrodniczka Anna Kumorowicz mieszka od siedmiu lat z mężem Kazimierzem i dziećmi w Libertyville, w okolicy, którą nazywa „polskim zakątkiem”. Po drugiej stronie ulicy, również w domu z ogrodem, mieszka jej brat Marek Grabowski z żoną Alicją.

Uroczy zakątek pełen kolorów i zapachów

Uroczy zakątek pełen kolorów i zapachów

Działki kupili w tym samym czasie, ale brat wprowadził się rok wcześniej i zaczął hodować róże.

Ziemia była dobra, uprawna, bo to była stara farma podzielona na działki. Jednak ogród można zakładać dopiero po zakończeniu budowy, po uporządkowaniu całej parceli.

Kwiaty witają domowników i gości

Kwiaty witają domowników i gości

Pani Anna zaczęła życie ogrodniczki od posadzenia kilku kwiatowych krzaczków – hortensji, krzewuszki (weigela) i ligustru – koło garażu, gdzie już nawet pod koniec budowy było spokojnie.

Potem mąż, który bardzo lubi drzewa i krzewy iglaste, wsadził tuje i inne iglaki; rozmaite, nietypowe, np. „płaczące”. Chociaż pracuje codziennie wiele godzin, to wykonuje cięższe prace ogrodowe, kiedy są konieczne; do niego też należy koszenie trawy. Dobrze się czuje w ogrodzie i z radością go ogląda.

„Działka jest bardzo nieregularna – opowiada nam pani Anna. – Całość została tak dziwnie podzielona, że mamy pięciu sąsiadów. Przy budowie domu trudno było nawet tak opracować plan, żeby pasował do zarysu działki, ale się udało”.

Hosty i hortensje

Hosty i hortensje

Proces tworzenia ogrodu trwa nadal, bo ciągle się coś sadzi.

„Tworzyliśmy ogród wokół tych najwcześniej wsadzonych iglastych drzew i krzewów. Na granicy z sąsiadem było pusto, więc wsadziliśmy tam trochę roślin wieloletnich. Bo ogród wygląda najlepiej, jeśli wieloletnie są wymieszane z jednorocznymi. Staram się tak je mieszać, żeby cały czas coś kwitło – od wczesnej wiosny do późnej jesieni.

Najwcześniej kwitną tulipany, żonkile, ozdobne czosnki, później orliki, kilka kolorów dalii, bardzo dużo irysów, dzikie rumianki, które się świetnie stapiają z zielenią i same się rozsiewają. Mam dużo roślin, które się rozsiewają same, ja je tylko przesadzam. Po kwitnieniu irysów i orlików jest chwilowa przerwa, tylko parę dalii rozbija zieleń”.

Trawnik się wije...

Trawnik się wije…

Z żalem mówi pani Anna o ulubionych niecierpkach. Pozbyła się ich, kiedy dotarła w okolice Libertyville atakująca je choroba grzybowa. Zastąpiła je jednorocznymi begoniami, które też są ładne, ale nie tworzą tak wspaniałych dywanów, jak niecierpki.

Ma w donicy ogromną sześcioletnią daturę, która już powinna skończyć życie, ale karmiona często nawozem, wciąż pięknie rośnie.

Mówi o swoim ogrodzie „dziki, ale kontrolowany”; nie sadzi żadnych roślin w rządkach, bo to się kojarzy z ogródkiem warzywnym.

Oczywiście – jak wszyscy pasjonaci ogródków – chodzi po sklepach ogrodniczych i sporo kupuje na przecenach. Ale są i takie rośliny, na które się poluje, bo jest ich zawsze mniej, niż chętnych nabywców. A bardzo atrakcyjne okazy trzeba kupować w sklepach specjalistycznych.

Dużo roślin wieloletnich dostała od znajomych ogrodników na zasadzie wymiany.

„Mieliśmy w ostatnią sobotę tzw. garden walk. Nasze ogródki – mój i brata – były wytypowane do odwiedzania. Sporo osób się przewinęło. Nawiązałam nowe kontakty, będziemy się spotykać i wymieniać roślinami. Prawdziwych ogrodników można było od razu poznać. Po czym? Po paznokciach, bo oni się nie boją ziemi, po butach – gumowych czy plastikowych, które można potem umyć, i po mądrych pytaniach, nie takich – co ja robię, że tak wszystko rośnie? Ale ludzie, którzy nie są ogrodnikami, też są bardzo mili. Przychodzą, żeby się czegoś nauczyć, albo po prostu popatrzyć na piękne ogrody”.

Ogród jest dosyć cienisty, więc rośnie w nim dużo różnych host. Największy problem to szkodniki – ślimaki i pędraki, a także zajączki i sarny, które chodzą wszędzie, bo działki nie są ogrodzone. Sarny odstrasza się specjalnym, dość drogim nawozem, który im brzydko pachnie.

Ogród to nieustająca praca, zawsze chce się coś nowego posadzić, zwykle kosztem trawy. „Dzieci narzekają, że nie ma gdzie kopać piłki, bo nasz trawnik się wije, a i rosną na nim drzewa”.

Ale dla pani Anny ogród to jej sala gimnastyczna, która pachnie i jest zielona. Sprawia jej wielką satysfakcję, kiedy ludzie się zatrzymują, chwalą ogród i zadają pytania.

fot. archiwum pp. Kumorowicz

Krystyna Cygielska

k.cygielska@zwiazkowy.com

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*