Oddychaj głęboko. Na miejscu jest tłumacz

fot.Unsplash, ryantbarnettusu/pixabay.com

fot.Unsplash, ryantbarnettusu/pixabay.com

“Ale ja nie mówię po angielsku” – skarży się czytelnik, nabrany przez ulicznych sprzedawców i poinstruowany przez nas, aby udał się na policję, by złożyć raport. Inny czytelnik, mieszkaniec domu opieki, ubolewa, że telefoniczny tłumacz, przydzielany mu czasami do komunikacji z personelem, nie przekazuje wszystkich zgłaszanych przez niego uwag i próśb. Wreszcie niedawny przypadek Polaka zatrzymanego na lotnisku przez służby graniczne, relacjonującego nieprzyjemne potraktowanie przez polską tłumaczkę. Co wolno tłumaczom, a co jest nadużyciem. Czego możemy oczekiwać i wymagać. Tekst na Państwa zamówienie.

Każdy kto waha się przed skorzystaniem z pomocy, opieki, czy usług ze względu na nieznajomość języka angielskiego, musi wiedzieć, że argument „ale ja nie mówię po angielsku” nie powinien nas ograniczać. W Stanach Zjednoczonych od lat istnieją federalne prawa i przepisy, które umożliwiają osobom z „ograniczoną sprawnością w języku angielskim” (Limited English Proficiency, LEP) dostęp do takiej samej pomocy, opieki i usług, jaka oferowana jest osobom anglojęzycznym.

Prawa te przysługują nam na podstawie punktu VI (Title VI) przełomowej ustawy o prawach obywatelskich z 1964 r. (Civil Right Act), który zabrania dyskryminacji na tle rasy, koloru oraz pochodzenia narodowego we wszystkich programach otrzymujących federalną pomoc finansową. Ponieważ rzeczony punkt VI był dość obszerny i niejasny, w 2000 r. prezydent Bill Clinton wydał rozporządzenie wykonawcze 13166, które wyraźnie określiło, że agencjom, które nie dostosują się do wymogów wielojęzyczności, mogą być postawione zarzuty dyskryminacji. Trzeba jednak pamiętać, że obowiązek bezpłatnego dostępu do tłumacza dotyczy tylko placówek, które w jakieś części dotowane są z funduszy federalnych. Należy do nich większość szpitali, agencje na szczeblu powiatowym i stanowym, sądy. Jeżeli nie jesteś pewny, czy agencja, z usług której chcesz skorzystać, należy do tej grupy, możesz zadzwonić pod bezpłatny numer Biura ds. Praw Obywatelskich (Office for Civil Rights) pod numer 1-800-368-1019 (TDD: 1-800-537-7697).

Jak potrzebujesz, bierzesz

Jeżeli w miejscu, gdzie przysługuje ci tłumacz, nie został ci on zaoferowany, należy się o niego po prostu upomnieć. Agnieszka Makowska-Terlecka z Des Plaines robi tak od lat. – Jak potrzebujesz, bierzesz. Również gdy dzwonię do jakiejś instytucji, zawsze proszę o tłumacza, bo wiem, że mi się należy. Mam wówczas pewność, że jedna lub druga pani nie urwie połączenia. Makowska-Terlecka o prawie do tłumacza dowiedziała się od lekarki, która prowadziła jej ciążę. Od tej pory z tłumaczy korzysta wszędzie: w szpitalu, na pogotowiu, podczas wizyt u specjalistów, w ośrodkach terapeutycznych, ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych, przy załatwianiu ubezpieczenia AllKids, a nawet w banku. Jest bardzo zadowolona z poziomu usług. Chwali profesjonalizm i cierpliwość tłumaczy.

Niestety nie wszyscy mają dobre doświadczenia. „Mało kiedy trafiają się naprawdę dobrzy tłumacze” – napisała na Facebooku Sylwia Szejda, która od wielu lat towarzyszy swojej mamie w wizytach w gabinetach lekarskich i szpitalach. „Taki tłumacz nazwy chorób czy organów powtarza po angielsku, a przecież jest tam po to, żeby przetłumaczyć na polski. Mama zawsze zaczyna się denerwować, kiedy jej proponują tłumacza. Zazwyczaj rezygnujemy z takiej usługi, a szkoda”. Podobne opinie krążą o większości tłumaczy sądowych: „Pani, którą przysłano z piętra wyżej mówiła po polsku tyle, ile ja po francusku. To była jedna wielka pomyłka. Nie dość, że nam nie pomogła, to jeszcze wprowadziła niepotrzebne zamieszanie” – skarży się nam Agnes Kaim.

Nie certyfikat czyni tłumaczem

Sabina Chrzan, tłumaczka medyczna z ośmioletnim doświadczeniem, pracująca w renomowanym chicagowskim szpitalu, jest zbulwersowana, gdy słyszy, że „tłumacz nie tłumaczył nazw organów czy chorób”. Jednak przyznaje, że w zawodzie pracuje wiele niekompetentnych osób, które nigdy nie powinny być dopuszczone do pracy z pacjentem. Chrzan twierdzi, że powodem takiej sytuacji jest interesowność niektórych agencji, które pobierają opłaty za szkolenie przygotowujące do pracy tłumacza. Minimalne kwalifikacje do wykonywania zawodu to obecnie czterdziestogodzinny kurs zakończony egzaminem – wydatek rzędu kilkuset dolarów. Tłumacze, którzy poważnie podchodzą do pracy oraz ci, którzy chcą być zatrudnieni w szpitalu, decydują się również na dodatkowy certyfikat wystawiony przez Krajową Radę ds. Certyfikatów dla Tłumaczy Medycznych (National Board of Certification for Medical Interpreters, NBCMI). – W dalszym ciągu na 100 tłumaczy medycznych mniej niż połowa to dobrzy tłumacze – twierdzi Chrzan. Podkreśla, że kluczem do sukcesu w zawodzie jest stałe podnoszenie swoich kwalifikacji przez doszkalanie się z zakresu terminologii medycznej i bycie na bieżąco z nowościami dotyczącymi diagnoz, terapii, technologii. – To bardzo odpowiedzialna praca. Chodzi przecież o zdrowie, a nieraz życie człowieka – dodaje.

Dobry tłumacz:
– nie dodaje, nie ujmuje, nie zmienia tego, co zostało powiedziane
– zachowuje poufność wszystkiego, co zostało powiedziane
– nie wyraża swojej opinii, nie służy poradą
– nie zostaje sam z pacjentem w gabinecie lekarskim pod nieobecność personelu medycznego
– biegle włada terminologią z dziedziny, w której tłumaczy w obu językach
– ma odwagę przyznać, gdy sam czegoś nie rozumie, ale ma możliwość sprawdzenia w źródłach.

W przypadku tłumaczy sądowych, od niedawna władze powiatowe dążą do tego, aby wszyscy pracujący w sądzie tłumacze mieli odpowiedni certyfikat. Jego uzyskanie nie jest łatwe – mówi polska tłumaczka sądowa, Carmen Kennedy, która prawie od trzech lat pracuje w sądzie powiatu Cook. Czterodniowy egzamin obejmuje orientację i bardzo trudne testy pisemny i ustny. Nowe regulacje dotyczą świeżo zatrudnianych tłumaczy. Jednak Kennedy przyznaje, że wśród pracujących w powiecie Cook tłumaczy sądowych jest wiele osób, które nigdy nie powinny się tam znaleźć. Powód? Praca rządowa i związki zawodowe sprawiają, że osoby te są nietykalne, mimo iż ich kompetencje pozostawiają wiele do życzenia. – Niektórzy nie władają dobrze ani językiem polskim, ani angielskim. Kennedy i Chrzan uważają, że nawet zdanie najtrudniejszych egzaminów i posiadanie certyfikatu nie czyni tłumacza dobrym. Wszystko zależy od podejścia do wykonywanej pracy, odpowiedzialności za nią, lecz również osobowości.

Widzisz coś, zgłoś to

Co zatem robić, gdy przydzielony ci tłumacz nie wykonuje dobrze swej podstawowej pracy, czyli tłumaczenia z angielskiego na polski i odwrotnie? – W przypadku szpitala czy kliniki należy to po prostu zgłosić do departamentu tłumaczy lub departamentu ds. pacjenta. Każda placówka ma jednostkę, która przyjmuje skargi. Pacjent ma również prawo poprosić o innego tłumacza, jeśli powód jest uzasadniony. W przypadku, gdy nie jest dostępny tłumacz na miejscu, większość placówek jest w stanie znaleźć tłumacza telefonicznego w ciągu paru minut – mówi Eddie Tam, zastępca dyrektora chicagowskiej agencji Cross-Cultural Interpreting Services, który prowadzi również szkolenia dla tłumaczy. W przypadku tłumaczeń sądowych, jeśli nie czujesz się komfortowo ze swoim tłumaczem, należy zgłosić to swojemu adwokatowi. Kennedy dodaje, że należy to zgłosić jak najszybciej w obecności sędziego. Chrzan sugeruje, że jeśli nie zgłosiłeś swoich zastrzeżeń co do tłumacza lekarzowi lub pielęgniarce, zostaw uwagi w recepcji.

Pacjent może pomóc tłumaczowi

Tłumacze zwracają uwagę, że ich praca nie należy do łatwych, dlatego nie powinno się jej dodatkowo utrudniać i apelują: daj tłumaczowi szansę wykonać swoją pracę. Nie upieraj się, że twoja nastoletnia córka czy kuzynka sąsiadki przetłumaczy lepiej.
Miej odwagę przyznać się, że twój angielski nie jest dostatecznie mocny. Nie próbuj na siłę odpowiadać po angielsku i nie udawaj, że rozumiesz, kiedy nie rozumiesz. Daj tłumaczowi szansę ci pomóc.

Nie obrażaj personelu medycznego i nie instruuj tłumacza „tylko niech pani tego nie tłumaczy”. Tłumacz ma obowiązek powtórzyć wszystko, co zostało powiedziane w obecności personelu medycznego. Słuchaj lekarza i tłumaczenia jego zaleceń i nie udawaj, że wiesz lepiej od niego.
Jeśli czegoś nie rozumiesz, zadawaj pytania, proś o powtórzenie. Masz prawo nie znać skomplikowanych terminów medycznych. Za pośrednictwem tłumacza proś o wyjaśnienie.
Tłumacz jest tylko tłumaczem. Nie jest lekarzem ani pracownikiem socjalnym. Nie proś go o porady, opinie, przysługi.
Zachowaj kulturę i takt wobec personelu medycznego oraz tłumacza.

Tłumacze sądowi apelują:

Odpowiadaj konkretnie na pytania. Wiele pytań stawianych w sądzie wymaga odpowiedzi „tak” albo „nie”. Nie opowiadaj wówczas historii swojego psa czy wakacji sprzed dwóch lat.
Uważnie słuchaj, co się do ciebie mówi.
Nie przerywaj. Tłumaczenie symultaniczne w sądzie wymaga od tłumacza dużego skupienia. Zostaw pytania i komentarze na specjalnie przeznaczony na to czas.
Zachowaj kulturę i takt wobec wszystkich zgromadzonych na sali sądowej.
Jeżeli czegoś nie rozumiesz, poproś o powtórzenie.
Nie proś tłumacza o porady prawne. Nie może ich udzielać.
Zachowaj powagę miejsca, w którym jesteś i do sądu przychodź… trzeźwy. Tłumacze zwracają uwagę, że zbyt wielu rodaków przychodzi na rozprawy pod wpływem alkoholu, a w szczególności na rozprawy za jazdę pod wpływem (DUI).

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

 

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*