Monika Wrześniak: życie pod znakiem dyscypliny i sukcesów. Artystka, matka, gospodyni domowa, …kulturystka

Monika Wrześniak: życie pod znakiem dyscypliny i sukcesów. Artystka, matka, gospodyni domowa, …kulturystka

Monika Wrześniak przyjechała z Polski dwanaście lat temu. W Krakowie ukończyła liceum plastyczne, specjalizowała się w rzeźbie, ale uprawiała też malarstwo i fotografikę. Zawsze lubiła sport i dużo ćwiczyła. Od dzieciństwa jeździła na nartach. Jej atutem są nogi – mocne i ładnie zbudowane. Na siłownię zaczęła regularnie chodzić pięć lat temu. Parę dni temu zajęła drugie miejsce w międzynarodowych zawodach kulturystycznych.

Monika Wrześniak fot.arch. rodzinne

Monika Wrześniak fot.arch. rodzinne

Długo ćwiczyła, ale nie chudła tyle, ile chciała. Dopiero półtora roku temu kolega, który jest trenerem, poradził jej dietę. Dziś Monika startuje w zawodach, odnosi sukcesy, jest trenerem, ma swoich klientów.

O swojej diecie mówi, że to co innego, niż wszyscy myślą. Żadnych głodówek, kapuścianek… Je się dużo, często, z proteinami, węglowodanami i tłuszczami w odpowiednich proporcjach. W październiku ukończyła roczną szkołę International Sport Science Association z bardzo intensywnym programem i trudnymi egzaminami, dającą uprawnienia trenera, zdobyła też konkretne specjalizacje. Może pracować z kobietami w ciąży, z seniorami, nawet z osobami mającymi problemy zdrowotne.

Wkrótce po zakończeniu nauki – już 2 listopada – wystartowała w zawodach kulturystycznych Iron Man w Centrum Kopernikowskim. Zajęła 6. miejsce na 12 zawodniczek. A od stycznia zaczęła się przygotowywać do międzynarodowych zawodów w Ottawie, które odbyły się w ubiegłą sobotę. Wróciła jako zdobywczyni drugiego miejsca w kategorii „figure”.

„Ta brązowa karnacja – mówi Monika – to pozostałość po przygotowaniach do zawodów. Przez trzy dni nakłada się sztuczną opaleniznę, bo wtedy lepiej widać, jak są zarysowane mięśnie. Potem specjalny olejek i na koniec spray”.

Kategoria „figure” jest pośrednia między „bikini” i kulturystkami. W pierwszej zawodniczki występują w dwuczęściowych kostiumach „mają ładne pupy i troszkę mięśni”. „Figure” musi być umięśniona i proporcjonalna.

Monika dzieli swój czas między treningi, rodzinę i dom oraz pracę zarobkową. „Jestem mamą i gospodynią domową” – mówi z nieukrywaną dumą. Najstarsza córka, 21-letnia Marika, studiuje w Polsce. W domu zostali Matylda (18) i Oskar (16 lat). Choć ich mama jest na ścisłej diecie, dla dzieci gotuje codziennie normalny obiad. Na pytanie, czy nie nachodzi jej chętka, żeby spróbować tych potraw, mówi z uśmiechem: „Ja próbuję. Próbuję i wypluwam. Muszę czasem spróbować różnych smaków, na przykład spaghetti z moim własnym sosem”.

Jej własna dieta jest kompletnie pozbawiona soli, ale jak twierdzi, smaczna. A przed zawodami je ryby, ryby, ryby. Bez żadnych dodatków, a pod sam koniec nawet z wyłączeniem wody.

Syn Oskar był na pierwszych zawodach mamy, powiedział jej potem, że bardzo dobrze wypadła. Sam też chodzi na siłownię, trenował zapasy, teraz gra w hokeja.

Praca zarobkowa to wciąż prowadzenie domu u rodziny, w której zaczęła opiekować się dziećmi wkrótce po przyjeździe do USA. Choć dzieci już odchowane, ich rodzice traktują Monikę jak kogoś z rodziny i nie chcą, żeby odeszła. Ale niedługo będzie musiała coś zrobić, bo pracy trenerskiej ma coraz więcej, współpracuje z Magdą „Dziką”, chce prowadzić własną klasę – joga, boot camp, aerobik.

Myśli też o powrocie do pracy artystycznej, którą od kilku lat zaniedbała. Kupiła już nawet materiały do malowania, w tym farby akrylowe, które bardziej jej odpowiadają niż olejne, których używała do tej pory. Okres mniej intensywnych treningów, między przygotowaniami do zawodów, będzie dobrym czasem dla uprawiania sztuki.

Życie naszej rozmówczyni jest dalekie od artystycznego nieładu – jest ściśle uporządkowane i zorganizowane. „Mam taki codzienny rygor i dyscyplinę – mówi. – Bez tego wszystko mi się rozpada, czas przecieka mi przez palce. Ja się z tym świetnie czuję i tak muszę żyć. Bez planu nie potrafię nawet odpoczywać, a przecież trzeba trochę poleżeć, poczytać. Nawet na zakupy, jadąc z pracy do domu, wiem do jakich sklepów zajść po kolei i co gdzie kupić. Tak mi się łatwiej żyje”.

Jak długo trwa kariera zawodniczki-kulturystki i kiedy pozostaje tylko trenowanie innych? Okazuje się, że granic wiekowych nie ma. „Nawet siedemdziesięciolatki startują w zawodach. Dopóki zdrowie pozwala. Ten sport wymaga jednak silnej woli, dyscypliny, konsekwencji i naprawdę dużych wyrzeczeń”– zapewnia Monika.

Dodajmy do tego wyobraźnię, talent i zainteresowania artystki malarki – i oto mamy postać Moniki Wrześniak, nieprzeciętnej Polki w Ameryce.

Krystyna Cygielska

k.cygielska@zwiazkowy.com

Categories: Polonia, Sylwetka

Comments

  1. Ewelina
    Ewelina 6 kwietnia, 2014, 14:45

    Witam
    Na wstepie chcialabym wyrazic swoje wielkie oburzenie ,jakim prawem wypisuje Pani bzdury?
    Zawsze uwazalam Dziennik Zwiazkowy za wiarygodna gazete ,ale potym co przeczytalam o Pani Monice Wrzesniak zastanawiam sie czy ktorekolwiek z artykulow w tej gazecie sa prawdziwe .
    Nawet 10% z tego co Pani napisala nie jest prawda.
    Obiecuje ze jesli Pani tego nie poprawi ja napisze sprostowanie.
    Z powazaniem
    Ewelina

    Reply this comment
  2. Monika
    Monika 7 kwietnia, 2014, 11:48

    Witam,
    uwazam, ze artykul odzwierciedla osobe pani Moniki zgodnie z prawda. Moze jedynie mala pomykla nastapila w tlumaczeniu zawodow, na korych wystepowala zawodniczka. Ciekawa jestem sprostowania pani Eweliny i zrodla jej informacji. Z przykroscia czytalam powyzszy komentarz. No coz, ale zazrdosc ludzi z kompleksami zazwyczaj przejawia sie w krytyce wobec innych.
    pozdrawiam.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*