Mirosław Niedziński: chciałbym pogodzić zwaśnione strony

Mirosław Niedziński fot.Anna Zalińska

Mirosław Niedziński fot.Anna Zalińska

„Nasza organizacja musi być jak jedna wielopasmowa autostrada w tym samym kierunku, a nie w różnych kierunkach” – mówi wybrany 27 marca prezes elekt wydziału stanowego KPA Mirosław Niedziński w rozmowie z Alicją Otap.

 

Alicja Otap: Wydział stanowy KPA jest organizacją skłóconą wewnętrznie, do nieustannych konfrontacji między członkami dochodzi niemal podczas każdego zebrania. Dlaczego zdecydował się Pan kandydować na prezesa?

Mirosław Niedziński: W pracę KPA wydziału na Illinois zaangażowany jestem od 2008 roku. Pomagałem kolejnym prezesom. W minionych latach brałem udział w różnych akcjach, m.in. broniących dobrego imienia Polski i Polaków. Przez ostatni rok uczestniczyłem w projektach pod kierownictwem poprzedniego prezesa Romualda Popławskiego i skarbnik Ewy Cholewińskiej. Dwa razy pod nieobecność prezesa Popławskiego zastępowałem go, prowadząc zebrania i udało mi się zaprowadzić dyscyplinę. Jednak nie mogłem się pogodzić z tym, by spotkania odbywały się w konfrontacyjnej atmosferze. Stwierdziłem, że to się musi zmienić. Równocześnie kilku kolegów zaczęło mnie namawiać, abym wysunął swoją kandydaturę i pod koniec lutego zdecydowałem, że to zrobię. Jestem optymistą. Udało mi się w życiu dokonać wielu pozytywnych rzeczy, zrealizować trudne projekty, choć warunki często były bardzo nieprzyjazne. Więc postanowiłem i tym razem spróbować.

Gdy na czele KPA, Illinois stała Irena Moskal-Del Giudice, powiedziała nam w wywiadzie, że w wydziale stanowym jest grupa ludzi, którą tylko i wyłącznie interesują sprawy polskie i że grupa ta wrogo traktuje członków organizacji oddanych sprawom amerykańskim. Czy to jest źródło wewnętrznego konfliktu w organizacji​?

– Niestety tak. I członkowie, którzy zajmują się kwestiami amerykańskimi, nazywani są zdrajcami przez osoby z komisji ds. polskich. Jest to sytuacja, w której potrzeba więcej kultury i tolerancji. Na dodatek ludzie mają różne temperamenty i czasem wystarczy jedno słowo, by ktoś zareagował z dużą przesadą. Konieczne jest też zrozumienie, że w ramach organizacji musi działać grupa, która wyłącznie poświęci się sprawom amerykańskim, która będzie pracować nad tym, jak podnieść nasz prestiż w społeczeństwie amerykańskim i jak bronić dobrego imienia Polski i Polonii.

Co w tej chwili jest Pana priorytetem?

– Przede wszystkim chciałbym pogodzić zwaśnione strony. Już nad tym pracuję. Uczestniczyłem w spotkaniach zorganizowanych przez osoby z jednej i drugiej opcji. Byłem obecny na spotkaniu z p. Małgorzatą Wypych (polska parlamentarzystka – przyp. red.). Uczestniczyłem w proteście przed chicagowską katedrą, niosłem transparent KPA (demonstracja w obronie kościoła św. Wojciecha – przyp. red.). Staram się rozmawiać ze wszystkimi, bo musimy dojść do porozumienia. Nasza organizacja musi być jak jedna wielopasmowa autostrada w tym samym kierunku, a nie w różnych kierunkach.

Przed Panem trudne zadanie…

– Będę próbował. Postaram się wyegzekwować to, żeby na zebraniach była konkretna dyskusja nad konkretnymi projektami, a nie rozkazy, inwektywy. Zamiast obrzucać się obelgami, realizujmy wspólne projekty. Zróbmy coś razem. Podajmy sobie ręce. Planujemy wyjazd do Springfield, by zobaczyć, jak pracują władze stanu. Mam nadzieję, że nie podzielimy się na trzy autobusy: prawica, lewica i środek, i że ludzie będą mieli szanse porozmawiać ze sobą i wspólnie spędzić czas. I mam też nadzieję, że w wydziale stanowym zajmiemy się czymś konkretnym, stworzymy ramowy merytoryczny program działania i płaszczyznę ideową.

Wygrał Pan dużą przewagą głosów, a to znaczy, że członkowie udzielili Panu solidnego mandatu zaufania…

– Byłem mile zaskoczony. Liczba osób, która głosowała na kolegę Redlińskiego była zdecydowanie mniejsza niż rok temu. Wtedy było to ponad 90 głosów, teraz tylko 56. Może to jest jakiś sygnał zmian w organizacji. Może członkowie uznali, że jeśli wybiorą mojego rywala, kontynuowana będzie polityka osobistych ataków. Dostałem e-maile od wielu osób, które stwierdziły, że chcą mnie poprzeć dla dobra organizacji. Wyrażały nadzieję, iż może razem coś osiągniemy i dojdzie do pogodzenia obu stron konfliktu, i razem uda się nam zrobić coś dobrego, by wydział stanowy powrócił do dawnej świetności, tak jak było 20-30 lat temu.

Jakie są Pana plany na najbliższą przyszłość?

– Musimy odbudować organizację, przyciągnąć członków, którzy ją opuścili, i radykalnie zmienić średnią wieku, odmłodzić ją. Zainteresować młodzież i skłonić do aktywnego członkostwa. Pragnę, żeby przyłączyła się do nas nie w roli słuchaczy, tylko członków, którzy będą mieli pomysły na konkretne inicjatywy i projekty. Młodzież jest naszą przyszłością. Gdy przejdziemy na emeryturę, to będą nasi następcy, którzy poprowadzą organizację w przyszłość. To normalna rotacja generacji. W wydziale stanowym jest w tej chwili grupa młodych osób, które początkowo były zainteresowane aktywnością w organizacji, ale zniechęciły się, czy wręcz przestraszyły po tym, co zobaczyły na zebraniach. Chciałbym też, aby KPA na stan Illinois wypracował metody udzielania pomocy wartościowym inicjatywom i osobom, polskim szkołom, kółkom i zespołom artystycznym, których tutaj jest tak dużo, a które potrzebują wsparcia, by kontynuować swoją ważną dla polskiej społeczności działalność. Dla mnie prawdziwymi polskimi patriotami są na przykład pedagodzy polskich szkół, którzy poświęcają weekendy na kształtowanie świadomości młodych Polaków, żeby zachowali polski język, znali polską historię i kulturę. Moje obie córki, urodzone w USA, chodziły do polskich szkół, należały do kółek artystycznych i to im bardzo pomogło uzyskać wiedzę z języka polskiego i historii. Młodzież powinna znać swoje polskie korzenie.

A plany dalekosiężne?

– Uważam, że wydział stanowy KPA powinnien skoncentrować się na nagłaśnianiu w społeczeństwie amerykańskim dokonań Polaków, bo mamy tylu wybitnych naukowców, lekarzy, architektów, prawników i inżynierów. W planie mam również stworzenie polskiego think tanku, który walczyłby ze szkalowaniem dobrego imienia Polski i zniekształcaniem jej historii. Będę też dążył, żeby nawiązać kontakty z władzami lokalnymi i federalnymi, żeby im przedstawić naszą organizację jako potężnego partnera, skupiającego kilkadziesiąt polonijnych organizacji z dużą liczbą członków, którzy są potencjalnymi wyborcami.

Kiedy odbędzie się zaprzysiężenie nowego zarządu KPA na Illinois?

– Planujemy na 17 kwietnia uroczystość z udziałem polonijnych mediów, środowisk amerykańskich oraz polityków federalnych i lokalnych.

Życzymy powodzenia w realizacji ambitnych planów. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Mirosław Michael Niedziński od 30 lat pracuje w przemyśle samolotowym. Z zawodu jest inżynierem metalurgiem zatrudnionym na stanowisku dyrektora ds. technologii w koncernie Constellium. Ma duże osiągnięcia w dziedzinie stopów aluminium, wykorzystywanych przez przemysł zbrojeniowy oraz NASA np. w promach i stacjach kosmicznych; autor publikacji naukowych i wynalazca. Długoletni prezes Stowarzyszenia Inżynierów Polsko-Amerykańskich w Chicago i działacz wielu polonijnych i branżowych organizacji. W 2012 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za całokształt działalności społecznej.

Mirosław Niedziński urodził się w Polsce w Gliwicach. Do USA przyjechał z rodzicami pod koniec lat 60. Magisterskie studia inżynieryjne (BA, MA) ukończył na Universytecie Illinois. Posiada też tytuł magistra w dziedzinie zarządzania i finansów (MBA) w Illinois Institute of Technology.

Wraz małżonką Kornelią mieszka w South Barrington k. Chicago. Ma dwie córki Weronikę i Wiktorię.

Mirosław Niedziński nowym prezesem KPA, IL

Wybory na prezesa wydziału stanu Illinois Kongresu Polonii Amerykańskiej wygrał Mirosław Niedziński. Aż czternastu kandydatów ubiegało się o sześć stanowisk wiceprezesa podczas elekcji 27 marca w Chicago. Pozostali kandydaci do zarządu nie mieli opozycji.

Głosowanie na prezesa KPA, IL odbyło się szybko i sprawnie, po tym jak niespodziewanie wycofał się z wyścigu o reelekcję sprawujący to stanowisko Romuald Popławski, pozostawiając na polu walki dwóch kandydatów. Pojedynek wygrał biznesmen i działacz polonijny Mirosław Niedziński. Pokonał Roberta Redlińskiego zdecydowaną przewagą – 124 do 56.
Zacięta rywalizacja miała miejsce wśród 14 kandydatów na sześć stanowisk wiceprezesa. Ostatecznie zwyciężyli: Anna Zalińska – 127 głosów, Irena Hercik – 105, Jolanta Kaczmarska-Waltos – 97, Piotr Wyszkowski i Mark Grzymała – po 94. O szóste miejsce walczyli w dogrywce Stefan Cheliński i Halina Zawadzka, którzy w pierwszej turze uzyskali tę samą liczbę 79 głosów. Ostatecznie zwyciężyła Zawadzka (39 do 26 głosów).

Kandydaci na pozostałe stanowiska w zarządzie KPA, IL nie mieli opozycji. Oto skład zarządu: pierwszy wiceprezes – Bogdan Strumiński, drugi wiceprezes – Stanisława Rawicka, skarbnik – Ewa Cholewińska, sekretarz finansowy – Jolanta Grocholska, sekretarz protokolarny – Jan Płachta, chorąży – Walter Bochenek. Nikt nie wysunął kandydatury na stanowisko sekretarza korespondencyjnego; jest to wakat.

Wybory do władz KPA, IL odbyły się na walnym zebraniu 27 marca w Copernicus Center w Chicago. Podczas zebrania przedstawiono sprawozdanie finansowe, z którego wynikało, że w roku budżetowym 2016 wydatki organizacji wyniosły ok. 75 tys. dol. a przychody – 74 tys. dol. Aktualnie posiada ona koncie prawie 299 tys. dolarów.

Wydział stanu Illinois KPA ma obecnie 293 członków – 117 indywidualnych i 176 delegatów z organizacji członkowskich. KPA,IL jest jednym z 18 wydziałów stanowych krajowego Kongresu Polonii Amerykańskiej z 10 milionami indywidualnych członków i 3 tys. organizacji polonijnych i klubów w całych USA. Więcej informacji można znaleźć w witrynie KPA,IL: pacillinois.org

(Inf. wł.)

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Comments

  1. Ezy
    Ezy 2 kwietnia, 2017, 13:06

    Plany ambitne, spełnienie ich będzie raczej trudne, bo KPA jest… jakie jest. Ale życzę powodzenia.

    Reply this comment
  2. zza kałuży
    zza kałuży 2 kwietnia, 2017, 15:15

    @Alicja Otap
    Dziękuję za dodatkowe informacje o KPA oraz za skierowanie mnie na ich stronę internetową. Teraz zładuje sobie opublikowane przez nich sprawozdania i mam nadzieję, że dowiem sie więcej.
    Podane szczegóły, chociaż nie do końca satysfakcjonują moją ciekawość, są bardzo cennym (przynajmniej dla mnie) uzupełnieniem artykułu.
    *
    Uprzejmość za uprzejmość.
    Jeżeli bedzie miała pani redaktor okazję przeczytać ten komentarz to być może uzna pani, że pomysł, który teraz przyszedł mi do głowy jest wart rozważenia.
    *
    Prezes Niedziński powiedział: „Konieczne jest też zrozumienie, że w ramach organizacji musi działać grupa, która wyłącznie poświęci się sprawom amerykańskim, która będzie pracować nad tym, jak podnieść nasz prestiż w społeczeństwie amerykańskim i jak bronić dobrego imienia Polski i Polonii.”
    *
    O ile dobrze odczytuję intencje nowego prezesa to jest on zwolennikiem działań proaktywnych a nie (tylko) reaktywnych, czyli w reakcji na jakies przykre zdarzenia, szczególnie medialne. Byc może mój pomysł spodoba sie zarówno prezesowi, członkom KPA jak i redakcji DZ oraz radia WPNA. Nie śmiem marzyć, że inne redakcje polonijnych mediów mogłyby sie też przyłączyć. 😉
    *
    Akcja pt. „Polonia dziękuje za obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce.”.
    *
    Polonia dziekuje amerykańskim żołnierzom aktualnie pełniącym służbę w Polsce. Wyobrażam sobie, że DZ mógłby do swoich niedzielnych wydań dołączyć (raz? kilka razy?) pojedynczą kartkę papieru, być może nawet ładnego papieru, czyli papieru dobrej jakości. Strona taka miałaby tyluł, logo DZ oraz PAC, byłaby poliniowana, miałaby (byc może) jakies obrazeczki czy inne „wesołostki”.
    PAC/DZ/WPNA poprosiliby czytelników o kilka zdań wyrażających wdzięczność za obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce.
    Przychodzą mi do głowy dwa warianty.
    *
    Pierwszy to list skierowany do rodziny żołnierza w Stanach. Do małżonka albo/i do jego/jej rodziców. list powinien być jak najbardziej osobisty, czyli np. „nazywam sie tak i tak, mieszkam w USA tyle a tyle lat, pochodze z takiej a takiej miejscowości w Polsce, mój dziadek zginął na wojnie, został wywieziony na Sybir, chcę uniknąć następnej wojny i dlatego chciałbym podziekowac za obecnośc państwa syna/córki w Polsce. Ufam, ze ta obecnośc zapobiegnie następnej wojnie.”
    Coś w tym stylu, ale oczywiście każdy napisałby coś swojego.
    *
    Dz mógłby podpowiedziec, aby tzw. „nielegalni” nie podawali nazwiska tylko swoje imię. Aby zwiększyć liczbę osób chętnych oraz aby w tę akcję zaangażować także polonijną młodzież, proponuję ogłoszenie, że listy tych osób, które nie czują sie na siłach napisać swoje podziekowanie po angielsku będą przetłumaczone przez uczniów polonijnych szkół. W takim wypadku proponuje aby amerykański adresat otrzymał 2 kartki papieru; polski odręczny oryginał oraz angielskie tłumaczenie podpisane przez polonijnego nastolatka z podaniem nazwy szkoły oraz jego własnego imienia.
    *
    Finanse.
    Koszt dodatkowej kartki papieru (dwóch kartek w wypadku tłumaczenia).
    W idealnym wypadku koszt dołączenia do DZ także zaadresowanych, zwrotnych kopert z naklejonym znaczkiem. (nie mam pojecia czy jest to mozliwe).
    Koszt ogłoszeń w innych niz DZ mediach, czyli w WPNA czy innych rozgłośniach.
    W sumie nie wydaje mi się, aby koszty przekroczyły kilka tysięcy dolarów. O ile czegoś nie pokręciłem to w Polsce jest/będzie tylko około 3tys. amerykańskich żołnierzy. Proponowałbym teleton na falach WPNA w celu pokrycia tych kosztów. Wyobrażam sobie, że bedą zblizone do 1$ za list, choć moge się mylić…
    *
    Zapomniałbym… w drugim wariancie list byłby skierowany bezpośrednio do żołnierza w Polsce. Sam jestem zwolennikiem pierwszego wariantu, czyli raczej do rodziny.
    W obu wariantach PAC/DZ musiałby skontaktowac się z przedstawicielami armii amerykańskiej i poprosić ich o pośrednictwo w przekazaniu listów z podziekowaniami. Nie wyobrażam sobie aby armia udostepniła komuś prywatne adresy rodzin czy tym bardziej nazwiska żołnierzy w Polsce.
    Ale to tym lepiej, gdyż bedzie okazja do miłego kontaktu z jakimś oficerem i jakimiś oficjalnymi kanałami. Do tego PAC/DZ będą się świetnie nadawały. Inną możliwością byłaby tutaj pomoc konsulatu.
    *
    Reasumując.
    Konieczne byłyby:
    1/ teleton na koszt papieru, kopert, znaczków i na koszty dołączenia ich do wydania DZ.
    2/ reklama = czas antenowy w WPNA = ogłoszenia w DZ.
    3/ czas uczniów polonijnych szkół tłumaczących podziękowania
    4/ czas kogoś/wolontariuszy organizujących całą akcję
    5/ pomoc PAC lub /i konsulatu w zorganizowaniu przekazania podziekowań stronie amerykańskiej
    *
    Mam nadzieję, że to co napisałem nie w całości jest kompletnym idiotyzmem i jeżeli nawet nie spodoba się w opisanej formie to zapłodni mózgi osób mądrzejszych ode mnie do podobnych działań. 😉

    Reply this comment
  3. zza kałuży
    zza kałuży 2 kwietnia, 2017, 15:26

    Listy przekazywane stronie amerykańskiej powinny być niezaklejone = otwarte. Jestem przekonany, że ich armia, tak jak każda armia świata, chce mieć pełną kontrolę nad treściami przekazywanymi drogą oficjalną ich własnym żołnierzom. Po prostu woskowy cenzor musi mieć możliwość kontroli treści korepondencji kierowanej do żołnierzy i do ich rodzin.
    Z tego też powodu mam niejakie wątpliwości, czy polskie oryginały trafią do odbiorców, ale zawsze można miec madzieje… 😉

    Reply this comment
  4. diwron
    diwron 2 kwietnia, 2017, 15:45

    Niektóre grupy amerykańskich i zarazem lewackich idiotów uznały, że mleko jest symbolem „white supremacy”. Radzę niektórym dyskutantom z forum DZ, aby podjęli odpowiednie badania i wyhodowali właściwy gatunet krów, które będą dawać mleko „neutralne rasowo”. W myśl ostatnich trendów w USA krowy powinne też być z nieokreśloną płciowością. Wszystko powinno być „postępowe” i poprawne politycznie.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*