Miłość na jesień życia

Miłość na jesień życia

Spotykają się w muzeach, na dancingach, domach spokojnej starości. Są babciami i dziadkami, nierzadko wdowami i wdowcami. Mimo swojej dojrzałości – zakochują się jak nastolatki, które niejednokrotnie mogą im też pozazdrościć temperamentu.

fot.123RF Stock Pictures

fot.123RF Stock Pictures

Seniorzy niechętnie opowiadają o swojej sferze uczuciowej. Obawiają się bolesnych reakcji młodszych, którzy z późnego uczucia często pokpiwają.  Zastrzegają więc sobie anonimowość, aby utrudnić identyfikację opisywanych osób. Pozostajemy więc w szarej sferze bez nazwisk, przytaczając  historie z życia wzięte.

Co powiedzą dzieci…
Seniorzy, emeryci… na pewno nie staruszkowie. Takie pobłażliwe, protekcjonalne określenie jest przez starsze osoby odbierane z przykrością. „To zdrobnienie zawraca nas do dzieciństwa, odziera nas z osobowości dojrzałego – czasem nawet bardzo dojrzałego – człowieka. Robi z nas kogoś, kogo trzeba przeprowadzać przez jezdnię” – mówi z maskowaną irytacją 79-letnia pani Wanda, osoba samodzielna i zdrowa, która spodziewa się jeszcze długo nie tylko bez pomocy przechodzić przez jezdnię, ale także prowadzić samochód.

Nasza rozmówczyni ma za sobą długie i dobre małżeństwo, zakończone kilkanaście lat temu śmiercią męża. Po dojściu do siebie i powrocie do normalnego życia przyjęła samotność jako pewnik i przez dłuższy czas nie spodziewała się zmiany. Mariana, swojego obecnego partnera, spotkała w muzeum. Stali długo przed tym samym obrazem, po czym zaczęli o nim rozmawiać. Okazało się, że mają podobne upodobania w dziedzinie sztuki, potem znalazły się i inne wspólne zainteresowania. Już na drugi dzień wybrali się razem do kina. To było dwa lata temu, od tamtej pory są prawie nierozłączni.

Mieszkają oddzielnie, ale blisko siebie. Marian już kilka razy wspominał o możliwości zamieszkania razem. Jeszcze nie rozmawiali wprost o małżeństwie, ale… – To wisi w powietrzu. Tylko co powiedzą na to dzieci, wnuczęta, cała rodzina? – wyraźnie martwi się pani Wanda.

Licealna miłość z Naszej-klasy
Aneta wskazuje na Internet jako jedną z dróg do poszukiwania i znajdywania bliskiej osoby.
– Kiedy powstał internetowy portal Nasza-klasa, zaczęli się odnajdywać rozproszeni po całym świecie szkolni koledzy, a wśród nich – sympatie i miłości z młodych lat. Z mojej klasy licealnej nie znaleźliśmy tylko jednej osoby. Wiemy o sobie wszystko – gdzie i z kim jesteśmy, co się z nami dzieje. Przy okazji poznajemy inne klasy w tych samych i innych szkołach. Znajdują się ludzie, którzy kiedyś pałali do siebie wielką miłością, ale z jakiegoś powodu się rozstali. Po 30 latach takiego sobie małżeństwa rozwiodłam się i wyszłam za mąż za człowieka, z którym kiedyś spotykałam się będąc w liceum. On już był wdowcem, ja rozwiedziona, dzieci dorosłe, przypomnieliśmy sobie to wszystko, co się wtedy wydarzyło.

Rozstała się z nim te trzydzieści kilka lat temu, „bo był taki niezdecydowany”. Czy się zmienił? „Nie, jest taki sam jak był, tylko mnie to teraz nie przeszkadza” – mówi nam Aneta.
Znajomość została odnowiona w bardzo szybkim tempie.  Spotkania, najpierw w sieci, były bardzo intensywne i coraz częstsze. Do tego stopnia, że odnaleziona po latach licealna miłość przyjechała do Stanów. Starszy pan już nie pracował “a to był problem, bo w Polsce na emeryturze człowiek czuje się emerytem. Tu w Ameryce pracuje się, dopóki sił starcza i nikt nie ma ‘nastawienia emerytalnego'” – opowiada nam zakamarki późnego związku Aneta.

Ona – osoba pracująca, bardzo zajęta, twórcza – spotkała emeryta, który ma psa, wędkę, łódkę i ogródek. I w dalszym ciągu jest niezdecydowany, tyle że jego decyzje czy ich brak nie mają już większego znaczenia.
Problem został rozwiązany, szybko się pobrali, są bardzo szczęśliwi. Mieszkają trochę tu, trochę tam. Oboje mają dzieci i wnuczęta, świetnie im się żyje – konkluduje opowieść zadowolona z życia  Aneta.

Partner na jedną noc
Polonijna rzeczywistość niejednokrotnie nie jest aż tak poprawna, jak historie o spotkaniach po latach przez Internet, lub wspólne podziwianie dzieł sztuki w muzeach. Spragnieni rozrywki seniorzy płci obojga spotykają się w znanych sobie polonijnych lokalach w Chicago na dancingu, którego prywatny dalszy ciąg kończy się śniadaniem.
Panie, specjalnie przygotowujące się do tego wyjścia, wszystko mogą o sobie powiedzieć, ale z pewnością nie to, że zaliczają się do grona seniorów, mimo, iż PESEL jest bezlitosny. Panowie, dziarscy i rozchwytywani, przeżywają drugą młodość. Bo “takiego brania, to ja pani nie miałem od czasów potańcówek u mnie we wsi, ponad pięćdziesiąt lat temu” – opowiada nam stały bywalec restauracji z ulicy Belmont.

Wspomagani współczesną medycyną panowie stawiają czoła wyzwaniom, ale i tak polonijnym emerytom daleko od wyczynów ich amerykańskich kolegów na przykład z Florydy.

Wesołe jest życie staruszka
Wesoło się żyje staruszkom na osiedlu dla emerytów The Villages w powiecie Sumter na Florydzie. Zabawy z alkoholem i romanse nikogo nie rażą. Zdarzyło się jednak coś, co nie uszło uwadze policji. Para emerytów oddała się seksualnym igraszkom na osiedlowym rynku. Oboje trafili do aresztu.

Wydarzenie to skłoniło gazetę „Daily Mail” do bliższego przyjrzenia się codziennemu życiu mieszkańców The Villages. Okazało się, że tamtejsze kobiety cierpią na poważne braki… mężczyzn, bowiem na jednego przypada aż dziesięć kobiet. − Każda poświęca masę czasu na to, by dobrze wyglądać. Odwrócisz się na moment, a już któraś ukradnie ci męża − skarży się 62-letnia Belinda Beard.

− W przeciwieństwie do ogólnego pojęcia o tym, czym zajmują się ludzie w naszym wieku, każdej nocy mamy tu sobotę − śmieje się Andrew Blachman. Lokalny bar uhonorował aresztowaną parę kochanków nowym i bardzo popularnym koktajlem o nazwie „sex on the square”. Na lokalnym czarnym rynku można nabyć viagrę i środki podniecające.

O pikantnych szczegółach z osiedla pięć lat temu pisał „New York Post”. Gazeta przytoczyła rozmowę z ginekologiem, który twierdził, że leczył tu więcej przypadków chorób przenoszonych podczas zbliżeń seksualnych niż w Miami.

Emeryci odreagowują
Niejedna polonijna historia pewnie dałaby się w podobnym świetle przedstawić. Bo pani Zosi pracującej cały tydzień “na domku”, zawsze w sobotę udającej się ubiec koleżanki i zdobyć partnera, przygotowania zabierają prawie cały dzień. Mimo swoich 72 lat wcale na nie nie wygląda, a młodsze konkurentki mogą jej pozazdrościć ciuchów ze sklepów, gdzie kupują amerykańskie nastolatki. Podpatrzyła co i gdzie kupują amerykańskie dzieci, którym na co dzień gotuje, które opiera i po których sprząta. W sobotę jednak nie myśli o swojej pracy, tylko o tym, jak wygląda i czy mocny makijaż gdzieś się nie rozmazał.
Wielu naszych rozmówców przyznaje, że dancing, alkohol i szybki seks – to jedyne odreagowanie ciężkiej amerykańskiej codzienności. I trudno się z nimi nie zgodzić…

Krystyna Cygielska, Elżbieta Glinka, Małgorzata Błaszczuk

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*