Miłość istnieje – w polonijnych biurach matrymonialnych

Młodzi bez zobowiązań, kobiety po przejściach, rozwodnicy z bagażem doświadczeń, wdowcy oraz „stare panny i kawalerowie” – oszukani i rozczarowani internetowymi romansami, poszukujący szczęścia i miłości, a czasem szansy na obywatelstwo. Choć wydawać by się mogło, że w dobie portali randkowych i sieci komórkowych skazane są na powolną śmierć, biura matrymonialne w Chicago wciąż mają się dobrze i nie narzekają na brak klienteli.

Kojarząc samotne serca

fot. 123RF Stock Photos

fot. 123RF Stock Photos

Jeśli jesteś osobą samotną; samotną matką lub ojcem, samotną wdową lub wdowcem?

Pomożemy ci stworzyć szczęśliwy związek i pożegnać samotność.

Dzięki nam odnajdziesz idealnego partnera.

Kojarzymy samotne serca w kraju i zagranicą.

Zapraszamy wszystkich szukających swojej drugiej połówki

Krzyżujemy drogi życiowe przeznaczonych sobie osób zdecydowanych na stały związek.

Tak reklamuje się jedno z polonijnych biur matrymonialnych, które kojarzy samotnych, wdowców czy po prostu, mówiąc potocznie, „niesparowanych”. Łączy ludzi szukających swojej drugiej połówki w tradycyjny, pewnie już nawet niemodny sposób. Czy rzeczywiście niemodny?

– Przychodzą do nas najczęściej ludzie zawiedzeni internetem. Uważają, że w naszych kartotekach jest więcej osób konkretnych, które przychodzą, pokazują się, znamy ich nazwisko i imię, i posiadamy przybliżony profil. W tych całych poszukiwaniach jest najzwyczajniej więcej prawdy − mówi pani Mirosława, właścicielka biura matrymonialnego „Mira” na południowym przedmieściu Chicago. − Oczywiście nie mogę mówić o wszystkich, nie można uogólniać. Ale taka jest przeważająca ich część. Większość odwiedzających nas kobiet i mężczyzn mówi o oszustwach w sieci, o pustych słowach, których nie da się sprawdzić. Taka praktyka w internecie skłania ich do przyjścia do takiego biura, jakie ja prowadzę.

Biura prowadzonego w znany od dekad, bardzo tradycyjny sposób. Każdy zainteresowany zostawia tam swoje zdjęcie i wypełnia formularz, podając informacje o sobie i jednocześnie przedstawiając preferencje dotyczące osoby, którą chciałby lub chciałaby spotkać oraz ewentualnie bliżej poznać. − Jestem pośredniczką między tymi osobami. Wiem, jak każdy wygląda, kogo oczekuje. Wiem, że wygląd o niczym nie świadczy, dlatego też tylko przy bezpośrednim spotkaniu mogę lepiej poznać danego człowieka. Chodzi o charakter, którego przez internet, niestety, nie da się bliżej określić − wyjaśnia pani Mirosława.

− Rynek trochę się skurczył. To nie jest to, co kiedyś – mówi właścicielka biura. − Niegdyś było więcej ludzi szukających bliskiej osoby. Więcej osób przyjeżdżało z Polski, a mieszkający tu imigranci są mniej liczni. Z drugiej strony jednak trzeba przyznać, że ta emigracja jest bardziej ustabilizowana. Większy jej procent ma stałą pracę i domy, w których chce zamieszkać z kimś na stałe. Mam wielu ludzi w poważnym wieku, po sześćdziesiątce i starszych. Dla nich świadczę swoje usługi bezpłatnie, bo oni, często już owdowiali, bardzo potrzebują drugiej osoby, żeby chociaż porozmawiać.

− Najwięcej mam kobiet w przedziale wiekowym 45-55 lat. Choć osobiście jestem bardzo przerażona młodymi mężczyznami w wieku 35-45 lat. Ci dżentelmeni szukają prawie wyłącznie kobiet młodych, bezdzietnych, by za wszelką cenę uniknąć jakichkolwiek obciążeń i zobowiązań. I z nieznanych mi bliżej powodów mało panów w wieku 45-55 lat szuka partnerek − kontynuuje pani Mirosława.

fot.Muramasa/Wikimedia

fot.Muramasa/Wikimedia

Jednocześnie zapewnia, że unika jakiegokolwiek pośredniczenia między nieudokumentowanymi imigrantami a obywatelami czy posiadaczami zielonych kart. − Zawsze mówię, że nie jestem biurem imigracyjnym. Jeśli ktoś chce poznać obywatela lub obywatelkę, to musi to załatwić na własną rękę bez mojego pośrednictwa. Choć muszę przyznać, że mam wiele telefonów z pytaniem o osoby posiadające zieloną kartkę. Jednak takich informacji w moim biurze się nie uzyska – dodaje.

− Trafiają się też obcokrajowcy. Rosjanie niemal wyłącznie pytają o kandydatki na partnerki z prawem stałego pobytu. I ich również odsyłam z kwitkiem − zaznacza p. Mirosława. Bywa, że poszukiwania „drugiej połowy” dotyczą osób tej samej płci: panowie szukają panów, a panie pań. − Jeszcze nie miałam takiego przypadku – wyjaśnia właścicielka biura „Mira”. − Choć muszę przyznać, że mam mnóstwo telefonów z pytaniami. Jednak jeszcze nikt nie złożył poważnej oferty i nie wypełnił kwestionariusza osobowego. Nie wykluczam jednakże, że będą przyjmować oferty takich klientów. Gdy będzie ich więcej, to ogłoszę w gazecie w innej rubryce, pod innym szyldem i będę świadczyć swoje usługi najlepiej, jak tylko można.

Kontynuując tradycję

Klientów szukających partnerów tej samej płci nie ma jeszcze pan Jerzy prowadzący chicagowskie biuro matrymonialne „Millenium”. Jak twierdzi, nie prowadzi tej placówki dla wielkiego zysku, a jedynie pragnie przyjść z pomocą samotnym członkom i członkiniom Polonii w Wietrznym Mieście. Tak jak to robiła od 16 lat jego małżonka Krystyna.

– Moja żona skojarzyła setki, jeśli nie tysiące par. Wspólnie byliśmy na wielu ślubach, imprezach urodzinowych, a czasem też chrzcinach u naszych klientów. Krystyna była w tym biznesie wyjątkowo skuteczna. To było jej dziecko, ona stworzyła aplikację, ona to biuro wymyśliła. Niestety, zmarła w ubiegłym roku. Ja, choć może nie tak udanie jak ona, staram się kontynuować tradycję, bo zdaję sobie sprawę, że wśród Polonii istnieje silna potrzeba bliskości z drugim człowiekiem − mówi pan Jerzy.

– W latach świetności w biurze było zapisanych nawet po 600 osób, kobiet i mężczyzn. Dziś o wiele mniej, ale chyba i Polonia jest mniej liczna. Z nieoficjalnych danych wynika, że w ubiegłym roku wróciło na stałe do Polski 375 tys. osób. Młodzi nie przyjeżdżają, bo i po co… Prawa jazdy nie dostaną, nie otrzymają… numeru Social Security, nie założą konta w banku, nie znajdą pracy i nie otrzymają innych potrzebnych do życia przywilejów – twierdzi właściciel „Millenium”.

Ludzie po przeżyciach

– Większość mojej klienteli to osoby po rozwodach, wdowy i wdowcy. Krótko mówiąc, ludzie po przejściach. Kawalerowie i panny to niewielki odsetek w gronie szukających swojej drugiej połówki – wyjawia pani Anna, właścicielka biura matrymonialnego „ANIA” w północnej dzielnicy Chicago.

Jeszcze pod koniec XX wieku takich placówek było w Wietrznym Mieście kilkanaście. Teraz funkcjonują zaledwie trzy, przy czym „ANIA” powstała niedawno, bo zaledwie rok temu. Ale to biuro działa tradycyjnie. – Bardzo tradycyjnie – twierdzi jego właścicielka. – 90 proc. moich klientów to ludzie, którzy nie tylko nie lubią komputera, ale i nie umieją się nim posługiwać. W większości to osoby, które już wychowały dzieci i wnuki. Czują się samotne, chcą znaleźć partnerów w świecie realnym, a nie osoby do wspólnego „czatowania” w sieci.

Od wielu lat w kojarzeniu par pomaga także nasza gazeta. Jak słyszymy od zainteresowanych Czytelników, z dużym powodzeniem. Ogłaszającym się często nie brakuje polotu.

Polak-Amerykanin. 54 lata. 1,71cm, 85kg. Pragnie poznać Panią. Cel do uzgodnienia.

(ogłoszenie z Dziennika Związkowego, 6-8 września 2013).

Andrzej Kazimierczak

Napisz komentarz


× jeden = 5