Mieszane święta, czyli wigilia multi-kulti

Adrianna i Dan Jaffrani

Adrianna i Dan Jaffrani

Łatwo jest świętować Boże Narodzenie w polskiej rodzinie w polskim Chicago. Gdzie wszystkim zgromadzonym przy wspólnym stole znane są te same zwyczaje i tradycje. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to jest opłatek, wyjaśniać, dlaczego nie jemy mięsa i co to jest ta dziwna czerwona wodnista zupa. Ale co wtedy, gdy nasza druga połówka nie jest polska? Czy mocna polska tradycja przebije drugą stronę? Cztery mieszane rodziny podzieliły się z nami wyzwaniami, ale i niepowtarzalnością świętowania w wielokulturowych domach.

Między kapustą a krwistym stekiem

Siedem lat temu, gdy Joanna Kieplin z Deerfield zamieszkała z Richardem, nie miała wątpliwości, że chce kontynuować tradycję urządzania polskiej wigilii w swoim domu. Pojawił się jednak problem. Brat Richarda od lat urządza w tym samym dniu Christmas Eve Party, na którym jest cała jego rodzina, również przyjezdna, łącznie około 30 osób. Richard od razu powiedział, że zorganizowanie wigilii w domu, choćby ze względów logistycznych, nie będzie możliwe. Jednak dla Joanny nie byłoby świąt bez gotowania kapusty, zupy grzybowej, barszczu, ryby, pierogów, makiełek na deser. – Nie miałam zamiaru rezygnować z polskich świąt. Potrzebny więc był kompromis. Mówiąc dzieciom, że pierwsza gwiazdka na pewno już wzeszła gdzieś w Polsce, około 15–16 zasiadamy do stołu. Robimy wszystko tradycyjnie – z opłatkiem, siankiem pod obrusem i dodatkowym nakryciem. Większość potraw przygotowuję sobie dzień wcześniej.

Przy pierwszej wigilii Richarda wszystko dziwiło – opłatek, który widywał raczej w kościele podczas mszy, dodatkowe nakrycie, sianko. Trudno mu było pojąć zwyczaj niejedzenia mięsa, które dla Amerykanów jest kwintesencją świętowania. Argumenty Richarda były mocne – świętujemy przecież urodziny Jezusa i tylko kapusta? Dlaczego nie ma steków? – Miałam nawet pewien kłopot z wytłumaczeniem mu tej tradycji – przyznaje Joanna. – Stanęło na tym, że nie jemy i już.

Joanna Kieplin z dziećmi Weroniką i Mateuszem i narzeczonym Richardem

Joanna Kieplin z dziećmi Weroniką i Mateuszem i narzeczonym Richardem

Po skończonej wigilii rodzina szykuje się do brata. Joanna najedzona polskimi potrawami, dzieci na pół głodne, Richard z wytęsknieniem oczekujący mięsa. A u brata… gdy tylko pojawią się wszyscy goście, pani domu podaje steki, przyrządzane wedle upodobań większości, czyli na krwisto. Joanna wyznaje, że patrząc na krwiste steki w wigilię nie czuje się najlepiej, bynajmniej nie tylko dlatego, że jest wegetarianką. – Pierwszy raz to był szok. Brak tradycji. Wszyscy siedzą i oglądają futbol – podsumowuje amerykańskie Christmas Eve Party. Przyniesiona przez nią kapusta i zupa grzybowa pozostają praktycznie nietknięte. Ale najważniejsze, że obie strony mają to, co dla nich ważne.

Polskie święta egzotyczne

Adrianna Jaffrani z Chicago już się nie może doczekać. Pierwsze wspólne święta i pierwszy raz w roli gospodyni. Mało tego, dla jej męża będą to pierwsze święta w życiu. Dan był wychowany w rodzinie muzułmańskiej. Sam nie jest specjalnie religijny, za to jego rodzice są. W domu mówiło się w urdu. A że wyrósł w ciepłym klimacie Luizjany, nie miał nawet okazji przyswoić sobie chicagowskiego zimowego i świątecznego klimatu. Adrianna przyznaje, że święta zawsze go ciekawiły, ponadto jest zafascynowany polskimi zwyczajami. Umówili się więc, że będą obchodzić święta. Po polsku. Pałeczkę organizatora przejmuje oczywiście Adrianna. – W Polsce, wiadomo, wszystko robiło się samo – mówi Ada, która choć podróżowała po całym świecie, pierwszy raz spędzi Boże Narodzenie z dala od Polski. – Tutaj muszę się bardziej postarać. Wraz z mężem będą piekli ciasteczka, dekorowali domki z piernika, ozdabiali dom. Udział w świętowaniu zapowiedziała część rodziny męża, również ciekawa, co zgotuje im nieco egzotyczna dla nich nowa żona Dana. Na razie jej opowieści o pierwszej gwiazdce, dodatkowym nakryciu i sianku pod obrusem spotkały się z zainteresowaniem.

Choć dla muzułmanów Jezus jest jednym z proroków, Adrianna zapowiada, że wątek religijny zostanie pominięty. – Nie zamierzam nikogo uświadamiać religijnie, podobnie jak sama nie chciałabym być przez nikogo uświadamiana. Święta będą miały przede wszystkim wymiar rodzinny i kulturowy. Na świątecznym stole znajdą się polskie przysmaki, jak barszcz, pierogi, ryba, coś z suszonymi owocami, lecz Adrianna jest otwarta na innowacje, łącznie z daniami z wątkiem pakistańskim. Rodzeństwo Dana, podobnie jak on sam dość już zamerykanizowane, bardzo się cieszy na wspólne świętowanie. – Szwagierka chciała nawet kupić choinkę, jednak szwagier stwierdził, że to już lekka przesada – śmieje się Adrianna. Natomiast w domu Adrianny i Dana choinka już stoi, oczywiście wspólnie dekorowana.

Wigilia w rytmie cumbii?

Jako rodzina polsko-salwadorska Marta i Roberto Rodriguez z Naperville musieli pogodzić parę rzeczy. W Salwadorze Wigilia to dzień przepełniony muzyką. Mąż Marty zawsze wspomina mamę gotującą i słuchającą cumbii cały dzień. Również tego dnia Salwadorczycy nie żałują sobie alkoholu i tańczą do późnej nocy. Polska Wigilia jest stonowana i bezalkoholowa. Tak też się przyjęło w ich domu. Jedzą potrawy rybne, postną kapustę, barszcz z uszkami. Jednak jeżeli tego dnia odwiedza ich rodzina męża, wspólnie z braćmi męża gotują „guisado de gallina india navideño”, czyli świąteczną zupę z kury z przyprawami, które specjalnie na tę okazję przysyła lub przywozi teściowa Marty z Salwadoru. Ma ona bardzo specyficzny smak i zapach. Dla Salwadorczyków jest to potrawa bardzo związana ze świętami Bożego Narodzenia, choć Marta nie ukrywa, że nie jest to jej ulubione danie. – Ale mój mąż również nie przepada za wszystkimi polskimi potrawami – dodaje szybko. – Nie lubi kapusty czy barszczu, uwielbia za to naszą rybę po grecku, pierogi i oczywiście zupę grzybową. Również w tym roku para rozważa rodzinne wybranie się na pasterkę.

Marta i Roberto Rodriguez z dziećmi Mayą i Kubą

Marta i Roberto Rodriguez z dziećmi Mayą i Kubą

Kolejna salwadorska tradycja, którą Marta i Roberto starają się kultywować w swojej rodzinie to „estreno”, czyli nowe ubrania, które kupuje się przed Wigilią, by powitać Jezusa w nowych odświętnych szatach. – W naszym domu często są to nowe świąteczne piżamy dla dzieci. Oczywiście są też wątki amerykańskie, w końcu w tym kraju mieszkamy – mówi Marta. Jest więc Elf on the Shelf, który zdaje św. Mikołajowi raport z zachowania dzieci. Są dwa rozdania prezentów. Jedno po pierwszej gwiazdce w Wigilię i są to prezenty od mamy i taty, wtedy też rodzice wymieniają się prezentami. Przed pójściem spać dzieci zostawiają ciasteczka i mleko dla św. Mikołaja, który przychodzi w nocy. W bożonarodzeniowy poranek, w stylu amerykańskim, dzieci otwierają prezenty od Mikołaja.

Na świątecznym stole znajdą się polskie przysmaki, jak barszcz, pierogi, ryba, coś z suszonymi owocami, lecz Adrianna jest otwarta na innowacje, łącznie z daniami z wątkiem pakistańskim

Zamiast opłatka – christopsomo

Rozmawiając czystą polszczyzną z Paulą – jak mówią do niej znajomi – nic nie zdradza, że nie mamy do czynienia z Polką. A przynajmniej nie do końca z Polką. Zaraz, zaraz, a jednak z Polką, bo przecież Polikseni Hatzikonstantinou jest urodzona i wychowana w kraju nad Wisłą, gdzie spędziła 26 pierwszych lat swojego życia, zanim przeprowadziła się do Chicago. Swoje zagmatwane polsko-greckie pochodzenie tłumaczy dość jasno: – Jestem jak Eleni. Urodzona w Polsce, z rodziców greckich emigrantów, którzy po wojnie domowej w Grecji na przełomie lat 40. i 50. osiedlili się w Polsce.

Paula czuje się pół Polką, pół Greczynką. Jej helleńska strona wzięła jednak górę, gdy w Chicago wyszła za mąż za Greka. Na początku, gdy zakładali rodzinę, zastanawiała się nawet przez moment, czy może w wigilię nie jeść mięsa, bo tak nakazuje polska tradycja? Pomysł ten nie spotkał się jednak z wielkim zainteresowaniem. Przecież nawet w Polsce z rodzicami święta obchodzili w greckim obrządku prawosławnym. W związku z tym od lat na świątecznym stole rodziny Pauli w Boże Narodzenie królują greckie dania: pieczone jagnię, pieczone prosię, specjalny chlebek o nazwie christopsomo, który kroiło się na tyle kawałków, ile gości przy stole, przy czym pierwszy kawałek był dla Chrystusa. W Dzień Bożego Narodzenia przed jedzeniem dzieliło się przy stole tym chlebem niczym opłatkiem. Na deser oczywiście melomakarona – miodowe ciasteczka z orzechami i kurabiedes – świąteczne ciasteczka z cukrem pudrem.

Paula wspomina, jak w pierwszych latach w miejsce świątecznego drzewka greckim zwyczajem jej mąż dekorował światełkami statek – co miało odzwierciedlać dawną potęgę Aten na morzu. W ostateczności wszyscy się trochę zamerykanizowali. Choinka musiała być, choćby ze względu na dzieci, jednak do dziś Paula przygotowuje greckie dania na święta dla swoich dorosłych już synów, którzy oczywiście mówią po grecku i co nieco po polsku. A że jeszcze nieżonaci, trudno przewidzieć, jaka tradycja weźmie u nich górę. – Bo przecież od żon zależy bardzo wiele – śmieje się Paula.

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

Categories: Polonia

Comments

  1. Piglu
    Piglu 25 grudnia, 2017, 15:21

    Brawo! Bardzo dobre!

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*