Masz uzależnione dziecko? Przeczytaj książkę ,,Matki”

Osadzona w  realiach polonijnego Chicago książka ,,Matki” napisana została przez Ewę Krasoń i Kamila Ziolkowskiego, polskich imigrantów. Opowiada o matkach uzależnionych nastolatków. To szczera do bólu lektura dla wszystkich rodziców – nie tylko dla tych, których dzieci zmagają się  z  uzależnieniem od substancji psychoaktywnych, ale i dla tych może tylko obawiających się takiego zagrożenia. Jak mówi nam Ewa Krasoń, książka uczy jak kochać dziecko miłością konsekwentną.

Alicja Otap: Dlaczego napisała Pani książkę „Matki”? Czy jest ona efektem Pani doświadczeń, przeżyć?

Ewa krasoń
fot.arch. rodz.

Ewa Krasoń: Czułam wewnętrzną potrzebę podzielenia się z rodzicami swoimi doświadczeniami i przeżyciami związanymi z walką o życie dziecka uzależnionego od narkotyków. Uzależnienie to niezawiniona choroba, bardzo poważna i niestety śmiertelna. Żeby pomóc choremu, trzeba dużo wiedzieć i trzeba się dużo nauczyć. Kiedy w mojej rodzinie pojawił się ten problem, byłam świeżą i zagubioną emigrantką w nowym kraju, dlatego prosiłam przyjaciół o pomoc. Pytałam co robić. Ktoś z moich przyjaciół poradził mi kontakt z panią Marylą Gudzowską, psychologiem. A ta skierowała mnie na grupę wsparcia dla rodziców dzieci uzależnionych od narkotyków działającą w Zrzeszeniu Amerykańsko-Polskim i prowadzoną do dziś przez panią Małgorzatę Olczak. Do dziś pamiętam moje pierwsze spotkanie z grupą, choć było to kilkanaście lat temu. I pamiętam kobietę w biało-beżowej sukience, o spadających na ramiona kasztanowych włosach, która mówiła o sobie tak bardzo wprost, szczerze, niczego nie ukrywała, nie kolorowała. Jej szczera wypowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że w tym właśnie miejscu można wszystko powiedzieć i nie trzeba się niczego wstydzić, bo obecne tam matki mają taki sam problem jak ja i szukają pomocy. Tak zaczęła się moja przygoda z grupą wsparcia. Mówię przygoda, bo uczestniczyłam w zajęciach grupy przez wiele lat, nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy udało mi się wyprowadzić własne dziecko „na prostą”, czyli do ośrodka leczenia uzależnień. Czułam, że jestem tak jak tamta kobieta z pierwszego spotkania wiarygodnym przykładem osoby, której się udało.

W jaki sposób pomogła Pani grupa wsparcia?

– Na grupie wsparcia zrozumiałam, że uzależnienie to choroba. A z tą chorobą, jak każdą inną, należy umieć postępować. Więc zaczęłam się uczyć. I pamiętam taki moment, kiedy pomimo „pobierania nauk” przez ponad rok, w sytuacji trudnej postąpiłam, kierowana emocjami, zupełnie odwrotnie do tego, czego się uczyłam. Przyszłam na grupę załamana, powiedziałam o tym prowadzącej. A ona bardzo spokojnie odpowiedziała mi, żebym się nie martwiła, bo nie każdy egzamin zdaje się za pierwszym podejściem. Tak bardzo mi wtedy pomogła i dała motywację do dalszej nauki.

Czy jeszcze czegoś nauczyła Panią grupa?

– Nie tylko jak postępować z uzależnionym dzieckiem, ale jak przestać się obwiniać za zaistniałą sytuację. Bo my wszystkie, głównie matki uczestniczące w grupie, szukałyśmy ciągle przyczyny i zadawałyśmy sobie pytanie „Dlaczego tak się stało? Co robiłyśmy źle? Jak można było tego uniknąć?”. Pani Małgosia powtarzała, że robiłyśmy dobrze, bo każda kochająca matka robi dla swojego dziecka wszystko, co potrafi najlepiej i nie jest świadoma, że niekoniecznie postępuje dobrze, gdyż nigdy wcześniej nikt jej nie nauczył postępowania z chorobą, która wszystkich zaskoczyła. Dużo czasu zajęło i jej, i nam, abyśmy to zrozumiały. A kiedy znów powracałyśmy do gnębiących nas pytań, zadawała otwarte pytania, na przykład: Co robicie gdy pali się dom? Zastanawiacie się, jaka jest przyczyna pożaru, czy dzwonicie o pomoc, żeby dom nie spłonął? Grupa stworzyła więzi i przyjaźnie między nami, matkami, trwające po dzień dzisiejszy. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że z naszej kilkunastoosobowej grupy prawie wszystkim udało się uratować własne dzieci. Mówię „prawie”, bo niestety pożegnałyśmy syna koleżanki, a także koleżankę, którą w kłótni zamordował adoptowany syn, a potem odebrał sobie życie.

Do kogo adresowana jest książka?

– Do wszystkich rodziców mających nastolatki. Książka uczy, jak kochać dziecko miłością konsekwentną. Do tych, którzy mają problemy z własnymi dziećmi, jak również do tych, którzy pragną, aby tego typu problemy ich ominęły.

Pisanie było przeżyciem?

– Tak, gdyż przeżywałam na nowo wszystkie ciężkie chwile związane z walką o życie dziecka. Miałam jednak wewnętrzną radość, że mogę pomóc innym. Pisałam ją z taką wewnętrzną myślą, że jeśli dzięki tej książce uda się uratować choćby jedno życie, to warto. I to dodawało mi sił, aby pisać szczerze o wszystkim, co dotknęło mnie i inne matki. Dlatego też najmniej zajęło mi myślenie nad tytułem książki. Po prostu „Matki”. Jedna z czytelniczek powiedziała mi, że piękne jest ostanie zdanie z książki, „Matki zawsze dotrzymują słowa”.

 Dlaczego ,,Matki” powstały z pomocą współautora Kamila Ziolkowskiego?

– Bez niego książka siedziałaby w szufladzie do dziś. Nie miałam odwagi jej wydać, bo nigdy dotąd nie zmierzyłam się z dłuższą formą wypowiedzi. Pisałam wywiady, reportaże, opowiadania, jednak książka to co innego. Mając wielki szacunek do słowa pisanego, nie chciałam być posądzona o grafomanię. Po prostu się bałam. Aż pewnego dnia spotkałam Kamila, młodego autora paru książek, opowiedziałam mu o swoim tekście leżącym od kilku lat w szufladzie. Chciał przeczytać. A potem uporządkował dialogi i wybrał wydawnictwo.

Jakie jest Pani osobiste przesłanie do matek uzależnionych nastolatków?

– Przede wszystkim nie wmawiajmy sobie, że nie ma problemu, albo że problem jest inny niż jest naprawdę. I szukajmy pomocy. Chorego nie da się leczyć domowymi sposobami. W przypadku uzależnienia potrzebny jest specjalista. Największym problemem jest spowodowanie, aby chory zrozumiał, że potrzebuje lekarza. Nie jest to łatwe, bo uzależnienie to choroba zaprzeczeń i polegania na sobie. Chory mówi: „sam dam radę”, albo „nie potrzebuję pomocy” i potrafi, ale tylko na chwilę, bo choroba się pogłębia.

Czy dzieci polonijnych matek są bardziej narażone na uzależnienia niż polskich w Polsce?

– Problem narkotyków jest wszędzie i jest coraz bardziej „ukryty”. Do niedawna nie wiedziałam, że są na przykład lizaki z narkotykiem, albo ciasteczka.

Jak można dzieci ustrzec przed uzależnieniami?

– Na to nie ma recepty. Uzależnienie, jak każda choroba, nie patrzy ani na biednych, ani bogatych. Może zdarzyć się w każdej rodzinie – i tej pełnej, i tej rozbitej. W wielodzietnej i w przypadku jedynaka. Prawie każdy młody człowiek będzie miał w swoim życiu możliwość sięgnięcia po narkotyk. Albo z tego wyboru skorzysta, albo nie. Jeden spróbuje i powie „to nie dla mnie”, a inny będzie chciał powtórzyć doznania, nie wierząc, że może się uzależnić.

Gdzie można kupić książkę?

– Dla rodziny lub znajomych w Polsce można zamówić przez internet w wydawnictwie Impuls za 19,99 zł z dostawą na wskazany adres. W Chicago książka jest dostępna w księgarniach D&Z i Quo vadis.

Dziękuję za rozmowę.

a.otap@zwiazkowy.com

Ewa Krasoń – z wykształcenia historyk. Absolwentka Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz uczelni amerykańskich na kierunkach pedagogicznych. Od 1993 roku mieszka w Chicago, gdzie pracuje w szkole podstawowej jako nauczyciel języka angielskiego. Autorka reportaży, wywiadów i opowiadań o tematyce emigracyjnej. Członek grupy terapeutycznej dla rodziców dzieci uzależnionych od narkotyków działającej przy Zrzeszeniu Amerykańsko-Polskim. Udziałowi w spotkaniach dla rodziców oraz modlitwie zawdzięcza to, że jej syn uwolnił się od narkotyków.

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*